Jak sobie poradzić w roli tej drugiej?

IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 20.05.02, 11:25
To bardzo trudna sprawa pod względem psychicznym. Jak sobie z tym poradzić? Jak
wytrzymać presję otoczenia? Przecież nie jestem prawdziwą żoną, bo nie mam
ślubu kościelnego...
    • Gość: ida ta druga to właściwie jako kto? IP: *.csk.pl 20.05.02, 11:40
      druga jako żona, czy druga jako kochanka?
    • Gość: kamfora Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 195.216.121.* 20.05.02, 11:43
      Gość portalu: Joasia napisał(a):

      > To bardzo trudna sprawa pod względem psychicznym. Jak sobie z tym poradzić? Jak
      >
      > wytrzymać presję otoczenia? Przecież nie jestem prawdziwą żoną, bo nie mam
      > ślubu kościelnego...

      O jakiej "presji otoczenia " mowisz?

      Ktos Cie naciska? Zeby co?

    • Gość: Ewa Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: TCZNT* / 213.17.193.* 20.05.02, 12:01
      Gość portalu: Joasia napisał(a):

      > To bardzo trudna sprawa pod względem psychicznym. Jak sobie z tym poradzić? Jak
      >
      > wytrzymać presję otoczenia? Przecież nie jestem prawdziwą żoną, bo nie mam
      > ślubu kościelnego...

      No właśnie, jak Ty sobie z tym radzisz?... Rozumiem, że piszesz już z pozycji
      drugiej żony? Miałam nadzieję, że chociaż po ślubie to okropne uczucie mija...

      Jakiś czas temu związałam się z rozwodnikiem. Jest nam ze sobą bardzo dobrze,
      myślę, że to TEN JEDYNY. Ale świadomość, że nie będziemy mogli przysiąc sobie w
      kościele, kładzie się cieniem na moją wizję wspólnej przyszłości. Ślub cywilny
      wydaje mi się taki... mniej ważny. Przysięga przed urzędnikiem, cała ta
      formułka "świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny..." - to
      wszystko jest takie "urzędowe" właśnie... Mam wrażenie, że nie przysięga się
      wtedy miłości, wierności, uczciwości, tylko zawiera "umowę" - pod względem
      prawnym, ekonomicznym... Na razie sprawy nie zaszły jeszcze tak daleko, żebym
      musiała zmierzyć się z tym problemem twarzą w twarz, wszystko jest w sferze
      nieśmiałych planów i marzeń. Jednak wiem, że ciężko mi będzie pogodzić się z tą
      sytuacją...
      A otoczenie... Moja rodzina jest religijna, nawet nie chcę sobie na razie
      wyobrażać ich reakcji. Najpierw muszę spróbować pogodzić się z tym sama. Tłumaczę
      sobie, że nieważni są inni, ważna jest miłość, którą się darzymy. My o tym wiemy,
      Bóg o tym wie, a że człowiek jest omylny i popełnia błędy, których konsekwencje
      ponosi czasami do końca życia... - trzeba postarać się to zaakceptować. Tak mi
      się wydaje. Ale o baaaaaardzo ciężkie zadanie.

      Pozdrawiam ciepło
      E.


      • Gość: kamfora Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 195.216.121.* 20.05.02, 12:36

        No wlasnie...wydaje mi sie, ze to nie tyle jest kwestia
        presji otoczenia, ile kwestia umiejetnosci "zagluszania"
        sumienia.
        Jednym sie udaje zagluszyc - innym nie.
      • niezapominajka5 Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? 20.05.02, 13:20
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > A otoczenie... Moja rodzina jest religijna, nawet nie chcę sobie na razie
        > wyobrażać ich reakcji. Najpierw muszę spróbować pogodzić się z tym sama. Tłumac
        > zę
        > sobie, że nieważni są inni, ważna jest miłość, którą się darzymy. My o tym wiem
        > y,
        > Bóg o tym wie, a że człowiek jest omylny i popełnia błędy, których konsekwencje
        >
        > ponosi czasami do końca życia... - trzeba postarać się to zaakceptować. Tak mi
        > się wydaje. Ale o baaaaaardzo ciężkie zadanie.
        >
        > Pozdrawiam ciepło
        > E.
        >
        Zadanie jest tym cięższe, bo prędzej czy później przychodzi taki moment, że
        pomimo całych pokładów miłości do partnera, pojawia się (naturalny chyba) bunt -
        dlaczego muszę poświęcać swoje przekonania? dlaczego muszę rezygnować z marzeń?
        dlaczego to ja znowu mam się naginać, dostosowywać, starać się zaakceptować coś,
        co jest sprzeczne z moim systemem wartości? Do tego wszystkiego dochodzi zapewne
        problem istnienia byłej żony w obecnym związku, może jego dzieci... Wszystko to
        narasta w sercu i umyśle i jeżeli miłość nie jest dostatecznie silna, jeżeli brak
        jest determinacji - związek nie ma większych szans powodzenia. Bo nawet jeśli
        będą razem, ona będzie nieszczęśliwa tłumiąc swoje pragnienia i potrzeby - dla
        dobra obojga. Ciężko jest znosić takie jednostronne poświęcanie siebie... Tak
        więc myślę, że jedynym wyjściem jest akceptacja. Pogodzenie się z faktami. Nie
        można nigdy niczego żałować, dopuszczać do siebie wątpliwości. Jeśli już raz
        obierze się tą drogę, trzeba nią iść i nie oglądać się za straconymi marzeniami.
        Bo przecież rezygnujemy z czegoś dla Miłości przez duże "M". Oczywiście nasuwa
        się następne pytanie - do jakiego stopnia można poświęcić się dla niej, nie
        zatracając całkiem samego siebie? Ale to już temat na inny wątek.

        W każdym razie sądzę, że można to wszystko jakoś sobie poukładać. I być
        szczęśliwym. Tylu z Was już się to udało... Jest ciężko, fakt, ale nie jest to
        nic niemożliwego.
        Wierzę, że ja również dam radę.



        • Gość: kamfora Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 195.216.121.* 20.05.02, 13:32
          niezapominajka5 napisał(a):
          dlaczego muszę rezygnować z marzeń?
          >
          > dlaczego to ja znowu mam się naginać, dostosowywać, starać się zaakceptować coś
          > ,
          > co jest sprzeczne z moim systemem wartości?

          Nie mozna wybrac czegos sprzecznego ze swoim systemem wartosci. Moze nie
          masz go jasno sprecyzowanego? System wartosci pozwala na okreslenie wartosci
          najwyzszej. Jezeli wybiera sie cos, rezygnujac z tej "wartosci najwyzszej", to
          znaczy, ze nie byla to wartosc najwyzsza.
          • niezapominajka5 Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? 20.05.02, 13:55
            Gość portalu: kamfora napisał(a):

            > niezapominajka5 napisał(a):
            > dlaczego muszę rezygnować z marzeń?
            > >
            > > dlaczego to ja znowu mam się naginać, dostosowywać, starać się zaakceptowa
            > ć coś
            > > ,
            > > co jest sprzeczne z moim systemem wartości?
            >
            > Nie mozna wybrac czegos sprzecznego ze swoim systemem wartosci. Moze nie
            > masz go jasno sprecyzowanego? System wartosci pozwala na okreslenie wartosci
            > najwyzszej. Jezeli wybiera sie cos, rezygnujac z tej "wartosci najwyzszej", to
            > znaczy, ze nie byla to wartosc najwyzsza.

            Piszesz to w kontekście wiary w Boga? Jeśli tak to:

            Sądzę, że mój system wartości jest dość jasno określony. Jednak - z góry
            przepraszam, jeśli urażę czyjeś uczucia - ślub kościelny nie jest dla mnie na
            tyle ważny, żeby rezygnować z tego powodu z miłości na całe życie. Jest to dla
            mnie bardzo ważne, ale nie najważniejsze... Nie zrozum mnie źle, nie deprecjonuję
            tutaj sakramentu ani wiary - po prostu nie jestem w niej na tyle silna i
            wytrwała, aby dla niej poświęcić miłość.
            • Gość: kamfora Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 195.216.121.* 20.05.02, 14:30
              niezapominajka5 napisał(a):

              > Piszesz to w kontekście wiary w Boga? Jeśli tak to:
              >
              > Sądzę, że mój system wartości jest dość jasno określony. Jednak - z góry
              > przepraszam, jeśli urażę czyjeś uczucia - ślub kościelny nie jest dla mnie na
              > tyle ważny, żeby rezygnować z tego powodu z miłości na całe życie. Jest to dla
              > mnie bardzo ważne, ale nie najważniejsze... Nie zrozum mnie źle, nie deprecjonu
              > ję
              > tutaj sakramentu ani wiary - po prostu nie jestem w niej na tyle silna i
              > wytrwała, aby dla niej poświęcić miłość.

              Nie pisze w zadnym kontekscie.
              Po prostu uwazam, ze hierarchia wartosci to przedkladanie jednych wartosci
              nad drugie. Jezeli milosc jest dla Ciebie wartoscia najwyzsza i ja wybierasz -
              to dlaczego mowisz, ze dzialasz wbrew swojej hierarchii wartosci?
              • Gość: Jaga Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 20.05.02, 20:18
                Joasia nie odpisała, czy jest "drugą równoległą",
                czy "drugą następującą", a to są zupełnie różne
                sytuacje.
      • Gość: Ilona Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.05.02, 22:32
        Zastanow sie przede wszystkim dlaczego on sie rozwiodl? Tylko nie pisz prosze,
        ze zona byla brzydka i go zdradzala.
        • Gość: Ilona Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? Ewa IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.05.02, 22:34
          Powyzszy post jest do Ewy.
    • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 11:13
      Kiedy pojawilam sięw życiu tego mężczyzny, mieszkał on sam. Zamieszkałam z nim
      i wtedy dowiedzialam się, że ma żonę. Zona to jeszcze nic, okazalo się, ze ma
      też dziecko. To mnie dobiło. Nie pomogła mi nawet świadomość, ze to nie ja
      rozbilam ten związek. Przez pół roku bylam tą drugą równoleglą, teraz jestem tą
      drugą drugą. Moi rodzice bardzo przeżyli fakt, że nie zobaczą mnie w białej
      sukni z welonem, przeraża ich fakt płacenia alimentów (jak mamy sięczegoś
      dorobić, skoro tamta "kasuje" 500 zł na dziecko???). A mnie drażni, że ciągle
      dzwoni i za przeproszeniem dupę zawraca bzdurami. Chce mnie dołować, czy taka
      jest? Nie wiem. Wiem jedno, że chciałabym czasem cofnąć czas i w momencie gdy
      dowiedziałam sięprawdy wycofać się. Chociaż nie wiem, czy znów nie
      posłuchałabym serca i nie została... :) To bardzo skomplikowane, ale
      najbardziej boli ta samotność, którą odczuwam. Szukam wciąż osoby, która ma
      taki sam problem, która mogłaby ze mną porozmawiać na ten temat i pomogla mi
      trwać, nie poddawać się, nie wątpić.
      • moonlight_ Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? 21.05.02, 11:20
        Gość portalu: Joasia napisał(a):

        > Kiedy pojawilam sięw życiu tego mężczyzny, mieszkał on sam. Zamieszkałam z nim
        > i wtedy dowiedzialam się, że ma żonę. Zona to jeszcze nic, okazalo się, ze ma
        > też dziecko. To mnie dobiło. Nie pomogła mi nawet świadomość, ze to nie ja
        > rozbilam ten związek. Przez pół roku bylam tą drugą równoleglą, teraz jestem tą
        >
        > drugą drugą. Moi rodzice bardzo przeżyli fakt, że nie zobaczą mnie w białej
        > sukni z welonem, przeraża ich fakt płacenia alimentów (jak mamy sięczegoś
        > dorobić, skoro tamta "kasuje" 500 zł na dziecko???). A mnie drażni, że ciągle
        > dzwoni i za przeproszeniem dupę zawraca bzdurami. Chce mnie dołować, czy taka
        > jest? Nie wiem. Wiem jedno, że chciałabym czasem cofnąć czas i w momencie gdy
        > dowiedziałam sięprawdy wycofać się. Chociaż nie wiem, czy znów nie
        > posłuchałabym serca i nie została... :) To bardzo skomplikowane, ale
        > najbardziej boli ta samotność, którą odczuwam. Szukam wciąż osoby, która ma
        > taki sam problem, która mogłaby ze mną porozmawiać na ten temat i pomogla mi
        > trwać, nie poddawać się, nie wątpić.

        Joasiu, wiem co to samotność w takim związku, chociaż jestem dopiero na początku
        drogi. Mam masę wątpliwości. Doświadczenia niemal identyczne jak Twoje.

        Jeśli masz ochotę, pisz proszę na moją skrzynkę.
        Pozdrawiam bardzo ciepło
        M.

      • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 11:20
        Pomyślałam sobie nawet, ze może dziecko pomoże mi w tej sytuacji, że on
        bardziej będzie nas kochał, a nie tamtą rodzinę, bo przecież staram się być
        lepsza od niej, lepiej dbać o niego, o dom, o atmosferę w domu. Okazuję mu
        czulość, milość, ale czasem odnoszę wrażenie, że wciąż czuje jakiś sentyment do
        tamtej... Może to wytwór moje wyoraźni, mojego strachu.
        Ps. Dziecko dopiero urodzę we wrześniu, może ciąża właśnie doprowadza mnie do
        takich stanów poddepresyjnych?
        • Gość: anika Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 217.153.44.* 21.05.02, 11:49
          Joasiu, napisz prosze więcej. Ja jestem w takiej sytuacji jak ty kiedyś. Gdy
          spotkałam Jego, od dłuższego czasu (3 lata) nie mieszkał z żoną, my od razu
          zamieszkaliśmy razem, wiedzielismy że chcemy byc razem, że to to. Moj partner
          wniósł o rozwód i ... zaczęlo się. Nie wytrzymuje tego, wykłócania się jego
          byłej o alimenty na dwoje dzieci, a żąda naprawdę sporo. Tez boję się jak
          będziemy żyli, gdy wszystko kręci się wokoł jej potrzeb, a w zasadzie "chodzi
          przecież o dzieci". Nie jest mi łatwo przechodzic przez rozwód mojego partnera,
          on to widzi, czuje się winny ze nie zrobił tego wcześniej i teraz musze w tym
          uczestniczyć, ale jedyne co teraz może zrobić to to zrobić. Jej telefony, choc
          teraz jest tego jakby mniej, ale boje się że zawsze będzie się wtykac w nasze
          zycie pod pretekstem dzieci. Myśl o tym że mój partner w tej chwili zarabia
          tylko na alimenty, a i to nie wystarcza, bo dokłada z mojej pensji - tez nie
          jest łatwa. Jak możemy pomysleć o naszym domu, rodzinie, skoro nie stac nas na
          nic, po opłaceniu wynajętego mieszkania i alimentów. No i świadomość bycia tą
          drugą, reakcja rodziny, tóra jeszcze o tym nie wie (czekamy na zakończenie
          rozwodu) - przerasta mnie to, chcę wytrwac ale boję się ze nie dam rady. Co
          zrobić - zacisnąć zęby czy wycofac się?
          • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 12:22
            Aniko, dużo by pisać o mojej sytuacji, o tym co czyję, co myślę. Jeśli masz
            ochotę, napisz mi mailla na adres leokadija@poczta.onet.pl. Na pewno odpiszę i
            podzielę się z Tobą moimi rozterkami i wnioskami. Pozdrawiam!!!
            • onatka Joasiu , aniko 21.05.02, 20:28
              Dziewczyny , upewniacie mnie , że nie będzie NAM łatwo ... ale nie mam ochoty
              tak łatwo się poddawać ! Nie pozwolę , żeby Ona tylko dlatego , że była 1
              mieszała moje szczęście !
              Trzymajcie się cieplutko
      • Gość: Sam Życzę ci IP: 217.153.50.* 21.05.02, 17:43
        Aby po tobie nastąpiła następna i mówiła o twoich telefonacch, że dupę
        zawracasz bzdurami. 500 zetów nie zastąpi rodziny. Zanim się da dupy trzeba
        pomyśleć. Teraz za późno. Nie zawse róbta co chceta prowadzi do właściwego celu.
    • Gość: weronika Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.kopernik.gliwice.pl 21.05.02, 12:15
      oj baby , nie wiecie ze taki po rozwodzie to na pewno ma cos za uszami i
      jeszcze te wszystkie problemy materialne, coż bedziecie pic to piwo przez całe
      zycie, swiete Teresy z Kalkuty przygaraniajace tych facetow jak bezdomne psiaki
      • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 12:27
        Gość portalu: weronika napisał(a):

        > oj baby , nie wiecie ze taki po rozwodzie to na pewno ma cos za uszami i
        > jeszcze te wszystkie problemy materialne, coż bedziecie pic to piwo przez całe
        > zycie, swiete Teresy z Kalkuty przygaraniajace tych facetow jak bezdomne psiaki

        To nie chodzi o to kto kogo zdradził, oni po prostu nie potrafili dopasować się
        do siebie. Od materialności są jeszcze rozdzielności majątku na wypadek
        gdyby "byla" chciała za dużo. Poza tym nie chodzi o poświęcenie, czy
        przygarnięcie biednego kotka , ale o akceptację społeczeństwa. Dlaczego ludzie
        rozwodników traktują jak gorszy gatunek. Gdyby się nie pobrali, tylko trwali w
        związku pozamałżeńskim, a potem się rozstali, to byliby w porządku a tak to są
        potępieni?! Bez sensu. Każdy ma prawo się mylić, dlaczego tylko Kaściół tego nie
        uwzglądnia????
        • Gość: anika Joasiu! IP: 217.153.44.* 21.05.02, 12:42
          napisałam do ciebie na priv, odezwij się do mnie, czekam
        • Gość: samaka Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: *.214.123.243.Dial1.Boston1.Level3.net 21.05.02, 14:27
          Dziewczyny,
          on tej pierwszej w kosciele PRZYRZEKAL do konca zycia, na dobre i na
          ZLE, w zdrowiu i w chorobie.....
          To co warte jego przyrzeczenia?
          A tamta kobieta musi teraz sama wychowywac ich dziecko. Wy macie
          natomiast problem z alimentami?!!
          A co to jest 500pln?!!!
          Odpowiedzialnosc za to dziecko dzwiga tamta kobieta, ona je codziennie
          karmi, odprowadza do szkoly, pierze, sprzata, poswieca swoj czas,
          rozmawia, ona je w koncu kocha, bo......tatus kiedys sie pomylil?!!!
          To dziecko i tak placi najwyzsza cene - a Wy macie problem z pieniedzmi
          dla niego?!
          Smutne to.
          :-(((
          • Gość: anika samako IP: 217.153.44.* 21.05.02, 14:47
            Samako, to nie tak że żona jest pokrzywdzona bo wychowuje dziecko, a my takie
            wyrachowane bo żałujemy na alimenty. W moim przypadku jest tak że jego zona
            NIGDY nie pracowała, a na prośby mojego partnera żeby poszukała jakiejś pracy
            odpowiedziała: "po co? wtedy sąd przyzna mi mniejsze alimenty". Dzieci maja
            dziurawe zęby, bo ona pieniądze które zostały wysłane dodatkowo na dentystę dla
            nich wydała na .... swoje urodzinowe przyjęcie, gdyz to były jej 30 urodziny.
            Mój partner na moją sugestię zaproponował jej że weźmie dzieci i będzie je
            wychowywał, a jest naprawdę bardzo czułym i opiekuńczym ojcem. Ona sie na to
            nie zgadza. Dlaczego? Smutna prawda jest taka, że po pierwsze nie będzie kasy
            dla niej, po drugie to ona jeszcze by musiała płacić.
            I nie pisz mi proszę o tym jak to ona pierze im i gotuje. To jest heroizm? Ja
            też piorę i gotuję, do tego muszę pracować, w przyszłości tez będę odrabiać ze
            swoimi dziećmi lekcje. Ma mi się za to należec medal???
            • Gość: samaka Re: samako IP: *.214.77.176.Dial1.Boston1.Level3.net 21.05.02, 21:35
              Gos´c´ portalu: anika napisa?(a):

              I nie pisz mi prosze˛ o tym jak to ona pierze im i gotuje. To jest heroizm? Ja
              > tez˙ piore˛ i gotuje˛, do tego musze˛ pracowac´, w przysz?os´ci tez be˛de˛
              odrabiac´ ze
              > swoimi dziec´mi lekcje. Ma mi sie˛ za to nalez˙ec medal???

              Jesli facet zostawi Cie z dwojka dzieci dla innej, a Ty zadowolisz sie
              alimentami w kwocie 500,-pln - bedziesz prac ,prasowac itd. zyczac
              jednoczesnie szczescia i radosci tej, co bedzie po Tobie - to nalezy Ci sie
              medal
              ps.Czy kobieta wychowujaca 2 dzieci i PRACUJACE w domu to nie
              pracuje?


              • Gość: Nell Re: samako IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 08:21
                Gość portalu: samaka napisał(a):

                > Gos´c´ portalu: anika napisa?(a):
                >
                > I nie pisz mi prosze˛ o tym jak to ona pierze im i gotuje. To jest heroizm? Ja
                >
                > > tez˙ piore˛ i gotuje˛, do tego musze˛ pracowac´, w przysz?os´ci tez be˛de˛
                >
                > odrabiac´ ze
                > > swoimi dziec´mi lekcje. Ma mi sie˛ za to nalez˙ec medal???
                >
                > Jesli facet zostawi Cie z dwojka dzieci dla innej, a Ty zadowolisz sie
                > alimentami w kwocie 500,-pln - bedziesz prac ,prasowac itd. zyczac
                > jednoczesnie szczescia i radosci tej, co bedzie po Tobie - to nalezy Ci sie
                > medal
                > ps.Czy kobieta wychowujaca 2 dzieci i PRACUJACE w domu to nie
                > pracuje?
                >
                >
                Nie odbiegaj od tematu, tu chodzi o Joasię, która nie rozbiła małzeństwa swego partnera.
          • Gość: anika Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: 217.153.44.* 24.05.02, 11:31
            to takie małe p.s - oburzasz się co to jest marne 500 PLN. Pewnie w Stanach to
            marne grosze, w Polsce wygląda to troche inaczej, to np. miesieczna pensja
            mojej mamy (jest pielęgniarką w szpitalu), wydaje mi się że to sporo jak na
            aliemnty na jedno dziecko, w końcu matka tez powinna na nie zarabiać.
        • Gość: weronika Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.kopernik.gliwice.pl 21.05.02, 14:30
          naprawde sadzisz ze nie ma akceptacji społeczństwa?
          w mojej rodzinie z młodych ludzi chyba juz 2/3 żyje w drugich związach czy
          małzenstwach i jasne ze nie sa tak zauwazlne jak te pierwsze to jednak nie
          widze zeby to miało jakies znaczenie dla samych zainteresowanych
          człowiek z bagażem który na pewno w jakis sposób jednak tez sie przyczynił do
          rozpoadu małżenstwa, przeciez nie moze byc postrzegany tak samo jak
          dwudziestoparo latek ktory zakochany po uszy wyznaje na ołtarzu miłosc po grób
          jak go kochasz to sie po prostu ciesz z bycia razem, to nie biała suknia sie
          liczy w zyciu ale ta szara codziennosc
          • Gość: Una Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 62.233.135.* 21.05.02, 14:45
            Samaka, kobieto na Boga, co Ty piszesz? A kto powiedział, że Ci wszyscy faceci
            porzucili swoje żony i dzieci? Nie dopuszczasz myśli, że to oni mogą być
            porzuceni, zdradzeni albo po prostu nawzajem dochodzą do wniosku, że nie mogą
            już z sobą wytrzymać? Drogie panie, przestańcie śnić o białych sukniach i
            welonach, byciu pierwszą i jedyną miłością w życiu swojego faceta. Każda by tak
            chciała, ale życie to nie zbiór pobożnych życzeń i ich spełnianie. Albo
            wprowadźmy ustawę, że w wieku 15 lat poznajemy jego, ją, spotykamy się przez 3,
            4, 5 lat po czym zdajemy złożony test na wykrycie, czy to na pewno jest miłość
            życia i bierzemy ślub. Nawet w tak absurdalnej rzeczywistości bez tragicznych
            dla obu stron pomyłek nie obyłoby się. Niestety.
            • Gość: Joasia Do Somaki IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 17:22
              Anika ma rację, kto da mi medal za to, ze ja pracuję od rana do wieczora, a
              potem jeszcze pracuję w domu? A kto powiedział, że tamta taka biedna. Biedny to
              jest ktoś - właśnie to dziecko, które zostaje samo w domu, bo mamusi żal na
              opiekunkę, bo woli sobie nową torebkę kupić. Dziecko, które co miesiąc widzi
              nowego kolegę mamy, który nie miał gdzie przenocować, to go mam przygarnęła.
              Myślisz, ze jestem taka skąpa, że nic bym tej dziewczynce nie dała? To się
              bardzo mylisz. Gdybym jej nowych butów nie kupila to chodzilaby penie kolejny
              rok w zamałych, albo sukienki, bluzeczki, bieliznę i kupę innych rzeczy. Ja to
              wszystko daję tej matce w dobrej wierze, ze skoro nie chce dziecku kupić, to ja
              kupię, bo już nie mogę patrzeć na to wszystko. I wiesz co mam za to? Przykrość
              tylko, bo jak następnym razem mała nas odwiedza, to znów przyjeżdża w tych
              starych zamałych ciuchach, albo przywozi te ode mnie, tylko, że już niestety
              zniszczone, podarte, nieszanowane. Często na pytanie czemu nie założyła tej
              właśnie sukienki odpowiada" Bo mam gdzieś schowała.." Myślisz, ze to mile? A
              matka paraduje na mieście znów z jakimś Arabem, rozbijają się limuzynami. Dupy
              mu dała to ma, a na dziecko żałuje...
              • Gość: kamfora Re: Do Joasi IP: 195.216.121.* 21.05.02, 17:37

                Ojojoj...to Ty ideal chodzacy jestes po prostu...

                Nie wiem, dlaczego masz w takim razie jakiekolwiek
                dylematy w tej sprawie.

                Przeciez Ty wlasciwie uratowalas swojemu mezczyznie zycie...

                Pelna podziwu

                znikam
                • Gość: Nell Re: Do Joasi IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 21.05.02, 18:29
                  Gość portalu: kamfora napisał(a):

                  >
                  > Ojojoj...to Ty ideal chodzacy jestes po prostu...

                  Skad ten szyderczy ton?? Czy wywoluje go u ciebie kazdy, ludzki odruch???

                  >
                  > Nie wiem, dlaczego masz w takim razie jakiekolwiek
                  > dylematy w tej sprawie.
                  >
                  > Przeciez Ty wlasciwie uratowalas swojemu mezczyznie zycie...
                  >
                  > Pelna podziwu
                  >
                  > znikam

              • Gość: Jaga Re: Do Joasii IP: *.compromis.pl / 192.168.1.* 21.05.02, 17:39
                To z kim ten Twój Pan się ożenił!!! No ale to on się
                ożenił, nie Ty. I nie ma prawa zamieniać Twojego życia
                w piekło.Dziecko, a i owszem, swoje prawa ma, ale nie
                można zyć w stałej obawie o kolejną awanturę. W
                pierwszej kolejności należy zmienić numer telefonu.
            • Gość: samaka Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: *.214.77.176.Dial1.Boston1.Level3.net 21.05.02, 21:51
              Gos´c´ portalu: Una napisa?(a):

              > Samaka, kobieto na Boga, co Ty piszesz? A kto powiedzia?, z˙e Ci
              wszyscy faceci
              > porzucili swoje z˙ony i dzieci? Nie dopuszczasz mys´li, z˙e to oni moga˛
              byc´
              > porzuceni, zdradzeni albo po prostu nawzajem dochodza˛ do wniosku, z˙e
              nie moga˛
              > juz˙ z soba˛ wytrzymac´?

              Zupelnie niesluszny wniosek.
              Wiem, ze mezczyzni bywaja tez porzucani - sama jednego drania porzucilam
              . W tych postach przebija zupelnie inna nuta - panie maja problem z
              pieniedzmi dla dzieci, robia z matek potwory (pewnie lepiej sie z tym czuja) -
              a to zdecydowanie mi sie nie podoba.
              Sama wiele lat wychowywalam corke (nigdy nie bylam zdradzona i nie
              zdradzilam swego ex-meza) i wiem jaki to trud, wiec niech mi panienki nie
              opowiadaja, jakie to matki zle, a one jakby buciki same kupily, bo wczesniej
              ladnie napisaly, jak im to 500zl dawane dla dziecka przeszkadza.
              • Gość: Nell Re: IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 08:26
                Gość portalu: samaka napisał(a):

                > Gos´c´ portalu: Una napisa?(a):
                >
                > > Samaka, kobieto na Boga, co Ty piszesz? A kto powiedzia?, z˙e Ci
                > wszyscy faceci
                > > porzucili swoje z˙ony i dzieci? Nie dopuszczasz mys´li, z˙e to oni moga˛
                > byc´
                > > porzuceni, zdradzeni albo po prostu nawzajem dochodza˛ do wniosku, z˙e
                > nie moga˛
                > > juz˙ z soba˛ wytrzymac´?
                >
                > Zupelnie niesluszny wniosek.
                > Wiem, ze mezczyzni bywaja tez porzucani - sama jednego drania porzucilam
                > . W tych postach przebija zupelnie inna nuta - panie maja problem z
                > pieniedzmi dla dzieci, robia z matek potwory (pewnie lepiej sie z tym czuja) -

                A moze te matki to sa kurwiszony, które sie puszczaly z byle kim, a meżowie nie mogac tego zniesc
                zarzadali rozwodu?? Co tak nie moglo być?? Gdy czytam takie teksty jak twoje, to przypomina mi sie film
                "Seksmisja"- "Samiec twój wróg!!!"
                > a to zdecydowanie mi sie nie podoba.
                > Sama wiele lat wychowywalam corke (nigdy nie bylam zdradzona i nie
                > zdradzilam swego ex-meza) i wiem jaki to trud, wiec niech mi panienki nie
                > opowiadaja, jakie to matki zle, a one jakby buciki same kupily, bo wczesniej
                > ladnie napisaly, jak im to 500zl dawane dla dziecka przeszkadza.

              • Gość: Nell Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 08:33
                Gość portalu: samaka napisał(a):

                > Gos´c´ portalu: Una napisa?(a):
                >
                > > Samaka, kobieto na Boga, co Ty piszesz? A kto powiedzia?, z˙e Ci
                > wszyscy faceci
                > > porzucili swoje z˙ony i dzieci? Nie dopuszczasz mys´li, z˙e to oni moga˛
                > byc´
                > > porzuceni, zdradzeni albo po prostu nawzajem dochodza˛ do wniosku, z˙e
                > nie moga˛
                > > juz˙ z soba˛ wytrzymac´?
                >
                > Zupelnie niesluszny wniosek.
                > Wiem, ze mezczyzni bywaja tez porzucani - sama jednego drania porzucilam
                > . W tych postach przebija zupelnie inna nuta - panie maja problem z
                > pieniedzmi dla dzieci, robia z matek potwory (pewnie lepiej sie z tym czuja) -
                > a to zdecydowanie mi sie nie podoba.
                > Sama wiele lat wychowywalam corke (nigdy nie bylam zdradzona i nie
                > zdradzilam swego ex-meza) i wiem jaki to trud, wiec niech mi panienki nie
                > opowiadaja, jakie to matki zle, a one jakby buciki same kupily, bo wczesniej
                > ladnie napisaly, jak im to 500zl dawane dla dziecka przeszkadza.

                Joasia napisała, ze
                "Moi rodzice bardzo przeżyli fakt, że nie zobaczą mnie w białej
                sukni z welonem, przeraża ich fakt płacenia alimentów (jak mamy sięczegoś
                dorobić, skoro tamta "kasuje" 500 zł na dziecko???)"

                Nie napisała, ze JEJ przeszkadza te 500 zl alimentów, tylko jej rodzicom( ktorzy przeciez chca by corce sie
                dobrze wiodlo!) Nim do wszystkiego dolaczysz swoja spiewke, to sie zastanow, bo czytasz wszystko bez
                zrozumienia i z dziewczyny robisz potwora!
                • Gość: anika Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: 217.153.44.* 22.05.02, 09:18
                  Dzięki Nell.
                  Samako - piszesz o tym jak to facet porzuca kobietę z dwójką dzieci i ona
                  zostaje sama ze wszystkimi problemami. Mały szczegół: w przypadku mojego faceta
                  było zgoła inaczej, to ona powiedziała że on ma się wynosić z domu, że ich
                  związek to pomyłka tylko ze wzgledu na ciążę i on nie jest jej wart. Notabene
                  kobieta ta do dziś jest sama, jak widac żaden nie był jej wart. Więc nikt jej
                  nie porzucił, a juz na pewno nie dla innej. My poznaliśmy się, gdy oni nie byli
                  razem od ponad trzech lat, mieszkali w innych miastach. Nie wszystko Samako
                  jest czarne lub białe - bardzo dużo w tobie nienawiści, zupełnie
                  niezrozumiałej. Wierzę Joasi że kupuje rzeczy temu dziecku, bo matka może je w
                  jakiś sposób zaniedbywać. Nie zawsze samotne matki walczą jak lwice o swoje
                  dzieci, czasem jest zgoła inaczej.
                  • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 11:06
                    Aniko, zgadzam się z Tobą, bo czy dziewczyna, która zachodzi w ciążę z
                    pierwszym lepszym facetem po miesiącu znajomości może chcieć tego dziecka, a ma
                    wtedy 16 lat???? Matka taką kurwę z domu wyrzuciła, to go na litośc zaczęła
                    brać... A potem. Potem spodobało jej się życie w luksusie, dzicko podrzucała
                    babciom, a sama probowała życia w agencjach towarzyskich, bo mąż i tak się nie
                    dowie, bo całymi dniami i nocami charował by miała na nowy ciuch, kosmetyk, by
                    miala jak w niebie. Taka to wdzięczność. Nawet obiadów nie gotowała, bo po co.
                    Somako, czy myślisz, że wszyscy faceci są źli? Mylisz się. On chciał dobrze.
                    Przenieśli sienawet do innego, większego miasta, ale to tamtej podpasowało, bo
                    miala większe pole do popisu...
                    A propos jeszcze dziecka. Kiedyś uparlam się, że sprawdzę jak to jest z tą
                    opiekunką. Nie uwierzysz, ale codziennie dziecko pięcio-, a później
                    sześcioletnie od godziny 16 do 19 i poźniej samo było w domu zamknięte na klucz
                    i tylko przez domofon mogłam sobie porozmawiać. Tak robi kochająca matka? Ja
                    bym nigdy małego dziecka nie zostawila samego sobie? Pomyśl co by sięstało
                    gdyby naraz jakaś awaria była...
                    Poza tym ktota 500zl tyczyła sięjednego dziecka, a nie dwójki.
                    • Gość: Una Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: 62.233.135.* 22.05.02, 12:22
                      Jak to jest, że zawsze te "pierwsze" są takie niedobre? Puszczają się na prawo
                      i lewo, nie dbają o dzieci, myślą tylko o tym jak wyciągnąć kasę od swojego
                      eks? Coś mi to nieładnie wygląda... Może trzeba się pogodzić z rzeczywistością
                      i powiedzieć sobie: ok, kochał przedtem inną, ale im nie wyszło, bo... Tego, że
                      facet też miał swój udział lepszy lub gorszy w tamtym małżeństwie jakby
                      niektóre panie nie zauważają...
                      • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzic´ w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 12:45
                        Gość portalu: Una napisał(a):

                        > Jak to jest, że zawsze te "pierwsze" są takie niedobre? Puszczają się na prawo
                        > i lewo, nie dbają o dzieci, myślą tylko o tym jak wyciągnąć kasę od swojego
                        > eks? Coś mi to nieładnie wygląda... Może trzeba się pogodzić z rzeczywistością
                        > i powiedzieć sobie: ok, kochał przedtem inną, ale im nie wyszło, bo... Tego, że
                        >
                        > facet też miał swój udział lepszy lub gorszy w tamtym małżeństwie jakby
                        > niektóre panie nie zauważają...

                        No tak, trochę racji masz, jego udział polegał na tym, że za wszelką cenę chciał
                        zapewnić dobry byt rodzinie. Gdybym osobiście nie znała tej kobiety, gdybym na
                        własne uszy nie słyszala co mówiła o niej jej własna matka, to też bym tak
                        podeszła do tego, że po prostu im się nie udało, że nie pasowali do siebie. Ja
                        nie mówię, że jestem najlepsza, też mam swoje wady, ale staram się być dobra.
                        Bycie ze sobą to jest jakiś tam układ, partnerstwo, wspolne działanie, a
                        nie "każdy sobie rzepkę skrobie".
                        Bardzo zależało mi na stworzeniu dobrych układów z tamtą, właśnie żeby dziecko
                        tego nie odczuwało boleśnie, że mamy się kłócą (bo nazywa mnie swoją drugą mamą,
                        a to o czymś świadczy...). Na pewno są też takie przypadki, kedy wina leży po
                        stronie faceta, bo znudzilło mu się sprawowanie roli tatusia i ma ochotę
                        pofiglować na boczku z innymi paniami, ale my tu o takich przypadkach nie mówimy.
                        Ja jestem w porządku do całej sytuacji, nie czuję się niczemu winna, a jednak
                        czasem dopada mnie chandra, że będę całe życie musiała nosić to piętno drugiej.
                        Bo gdyby to nie był związek zalegalizowany, to, wiadomo, ludzie też inaczej na to
                        patrzą, ale , cóż, byli młodzi, głupi i nierozważni. A ja teraz jestem mloda, ale
                        już nie taka głupia i przede wszystkim kopana przez życie. I wcale nie chodzi o
                        to, że lubię się nad sobą użalać, bo widocznie taki już mój los. Chodzi o to, że
                        łatwiej się żyje w takiej sytuacji wiedząc, że nie jest się samym. Pochodzę z
                        małego środowiska i naraz w zetknięciu z wielkim światem okazuje się, że
                        potrzebuję wsparcia, bo moja psychika dostaje niezłe razy, a kochać chcę i
                        szczęśliwa chcę być i dawać to szczęście. Tak trudno to zrozumieć??? ...

                    • Gość: kamfora Hmmm... IP: 195.216.121.* 22.05.02, 12:33
                      Gość portalu: Joasia napisał(a):

                      > Aniko, zgadzam się z Tobą, bo czy dziewczyna, która zachodzi w ciążę z
                      > pierwszym lepszym facetem po miesiącu znajomości może chcieć tego dziecka, a ma
                      >
                      > wtedy 16 lat???? Matka taką kurwę z domu wyrzuciła, to go na litośc zaczęła
                      > brać...

                      Olala...to on wtedy byl pierwszy lepszy? Chyba sie przejezyczylas...;-)
                      To ile on wtedy mial lat? Tez 16?
                      A ich dziecko ma szesc?
                      To drugie tez tak z litosci...

                      A ona teraz z Arabami? No, no...

                      Naprawde go uratowalas!
                      A Ty...ile masz lat?

                      • Gość: anika Re: Hmmm... IP: 217.153.44.* 22.05.02, 12:50
                        Kamforo, mieszasz dwa wątki: mój i Joasi. Joasi partner ma jedno dziecko,
                        którego matka zaszła w ciąże gdy miała 16 lat. To mój partner ma dwójkę. Drugie
                        nie było z litosci, małżeństwo mojego partnera i jego żony próbowali ratować
                        trochę naiwnie wierząc że drugie dziecko - takie planowane - odmieni sytuację,
                        a poza tym miał to być taki modelowy przykład prawdziwej rodziny: mama, tata,
                        córka i synek. Ja tego nie rozumiem, dlaczego zdecydowali się świadomie powołać
                        na świat drugie dziecko, gdy małżeństwo się sypało, mój partner przyznaje dziś
                        że była to fatalna decyzja, za ktorą płacą niewinne niczemu dzieci. Co do
                        wieku - mój partner ma 30 lat, aj 27, dzieci 9 i 10. Mam nadzieje że te
                        wyjasnienia rozjasniły troche sytuację.
                      • Gość: Joasia Re: Hmmm... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 22.05.02, 12:55
                        Gość portalu: kamfora napisał(a):

                        > Gość portalu: Joasia napisał(a):
                        >
                        > > Aniko, zgadzam się z Tobą, bo czy dziewczyna, która zachodzi w ciążę z
                        > > pierwszym lepszym facetem po miesiącu znajomości może chcieć tego dziecka,
                        > a ma
                        > >

                        > > wtedy 16 lat???? Matka taką kurwę z domu wyrzuciła, to go na litośc zaczęł
                        > a
                        > > brać...
                        >
                        > Olala...to on wtedy byl pierwszy lepszy? Chyba sie przejezyczylas...;-)
                        > To ile on wtedy mial lat? Tez 16?
                        > A ich dziecko ma szesc?
                        > To drugie tez tak z litosci...
                        >
                        > A ona teraz z Arabami? No, no...
                        >
                        > Naprawde go uratowalas!
                        > A Ty...ile masz lat?
                        >

                        Po pierwsze on jest od niej starszy o 3 lata, więc mają teraz: on 27, ona 24, a
                        ja mam 23. Po drugie, jak to mój tata brzydko mówi: "jakby suka nie chciała, to
                        by psu dupy nie dała". Po trzecie skoro była taką mądrą 16-latką i "dawała" komu
                        popadnie, to mogła się zabezpieczyć. Po trzecie facet to takie zwierze, że jak mu
                        dasz, to weźmie i uważam, że to kobieta powinna być na tyle mądra, żeby o siebie
                        zadbać, bo to najczęściej właśnie ona zostaje sama z dzieckiem, którego
                        prawdopodobnie nawet nie chciała. Po trzecie nie uważam, żeby w ogóle 16 lat to
                        był dobry początek na rozpoczynaniez życia seksualnego. Mnie też chciało wielu
                        chłopaków "zaliczyć", ale to ja decyduję z kim idę do łóżka, a nie facet, dlatego
                        mam czyste konto!
                        Po "kolejne", Kamforo, pomyliłaś posty, w moim przypadku jest tylko jedno
                        dziecko, to w przypadki Aniki jest dwójka... :)
    • Gość: moi Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 213.25.85.* 22.05.02, 13:23
      Żal mi kobiet (i ich mężczyzn), które wplatują się w związki z mężczyznami z
      przeszłością i nie potrafią zaakceptować faktu, że byłe żony i dzieci zawsze
      będą w jakimś stopniu miały wpływ na ich życie. Ja jestem trzecią-następną
      kobietą w życiu mojego mężczyzny i akceptuję jego dwoje dzieci, to że płaci na
      nie alimenty, pomaga finansowo przy większych wydatkach, niektóre weekendy
      spędza tylko z nimi. Fakt, że nie odbieram telefonów od ich matek-dzwonią do
      niego na komórkę. Obie mieszkają same więc od czasu do czasu proszą go o pomoc,
      ja mu nigdy nie zabraniam - jedynie wspólnie ustalamy termin.
      Niestety, dpóki kobieta, mężczyzna nie zaakceptuje przeszłości swojego
      partnera/partnerki tak długo "nie będzie radziła sobie z rolą drugiej"
      • Gość: anika Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 217.153.44.* 22.05.02, 13:37
        To bardzo mądre co napisałaś. Ja bardzo bym chciała żeby te wszystkie relacje:
        moj partner - jego dzieci, ja - jego dzieci, wreszcie on - jego byla żona oraz
        jego była żona - ja (przyszła żona) były bardzo normalne i przyjazne na ile to
        mozliwe, ale do tego potrzeba sporo pracy z trzech stron, również ze strony
        byłej zony, aby nie wzbraniała kontaktów dzieci ze mną, wspólnych naszych
        wyjazdów, itp. Wiem że ona zawsze będzie w jego życiu ze względu na dzieci,
        dlatego nigdy nie przyszło mi do głowy zmieniac numeru telefonu, żeby tamta nie
        miała gdzie dzownić. To matka dzieci mojego faceta, musi miec z nim kontakt.
        Ale czasem to wszystko przerasta mnie, to chyba dość naturalne i związane z
        biologią, że tamta jest traktowana jak rywalka i trudno jest się pogodzić, że
        trzeba się na swój sposób "dzielić" z nią mężczyzną swojego zycia.
        • Gość: Una Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 62.233.135.* 22.05.02, 15:00
          Aniko, na tym właśnie polega bycie z kimś: bierzesz go z całym dobrodziejstwem
          inwentarza. Widziały gały co brały - jest przysłowiem jak najbardziej tu
          pasującym.
          Kobiety! Po co się tak zadręczacie? Druga, czy dziesiąta, to bez znaczenia -
          byle ostatnia i najbardziej kochana. Jeśli jesteś tego pewna, nic więcej Ci nie
          potrzeba.
          • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 23.05.02, 00:01
            Gość portalu: Una napisał(a):

            > Aniko, na tym właśnie polega bycie z kimś: bierzesz go z całym dobrodziejstwem
            > inwentarza. Widziały gały co brały - jest przysłowiem jak najbardziej tu
            > pasującym.
            > Kobiety! Po co się tak zadręczacie? Druga, czy dziesiąta, to bez znaczenia -
            > byle ostatnia i najbardziej kochana. Jeśli jesteś tego pewna, nic więcej Ci nie
            >

            Może masz rację... Akceptacja to ważna rzecz. Moim pobożnym życzeniem jest tylko
            by wszyscy byli szczęśliwi i nikt nie zarzucał mi ironicznie, że jestem taka
            cudowna. Jestem normalna i chce normalnie żyć, to chyba jasne i oczywiste. I
            wszystko byłoby takie proste, gdyby właśnie ta pierwsza zaakceptowała, ze już nie
            jest tą ostatnią i nie wszystko może dostać. Sama sobie zresztą tak wybrała
            pakując mu torby i wystawiając za drzwi. Śmieszne, co? Nie dość, że został
            zdradzany, to jeszcze wyrzucony z własnego mieszkania. Nie, nie, to nie heroizm z
            jego strony, to po prostu cholerny pech! To ona zrezygnowała dobrowolnie z tego
            inwentarza, a teraz ma do mnie pretensje, bo mój facet jest wyjątkowo zaradny
            życiowo i dobry, nie skrzywdziłby muchy. Niestety, mucha skrzywdziła jego. Ja
            tego nie zrobię...
            > potrzeba.

            • Gość: Ewa Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.chello.pl / *.chello.pl 23.05.02, 10:35
              Droga Joasiu!Jeżeli kochasz tego mężczyzne to nawet jeśli jest rozwodnikiem i nie
              wezmiecie ślubu kościelnego to macie wielką szanse ,być ze sobą bardzo
              długo.Wiem,że każda kobieta marzy o białej sukni o całym kościele gości,o
              przysiędze na całe życie,ale nie to jest najważniejsze.Przysięge złóż samej sobie
              o wierności,miłości!Nie musze Ci chyba pisać,że teraz jest więcej rozwodów niż
              ślubów.Kochaj tego mężczyznę bez względu na to czy macie ślub kościelny czy nie.A
              innymi się nie przejmuj ,bo to jest twój wybór z kim spędzisz resztę
              życia.Traktuj go jakbyś miała ten ślub kościelny,i była teraz najcudowniejszą
              kobietą jaką spotkał i że już nigdy nie spotka nikogo takiego jak Ty.

              • Gość: lefkara Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.big.pl / 212.160.117.* 23.05.02, 11:58
                Dziewczyny, a kto mówi, że do cywilnego ślubu nie można pójśc w białej sukni???
                Dlaczego mamy rezygnowac z tak ogromnej przyjemności? Też jestem w takim
                związku (uwagi i odczucia mam takie jak poprzedie Forumowiczki), w przyszłym
                roku jest ślub - ide w białej sukni z trenem i mam weselicho jak trza!
                Dziewczyny, nie dajmy się stłumic presji otoczenia!!! Myślcie o sobie - to jest
                w końcu nasze życie i nasz wybór!
                Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie,
                Ola
              • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 23.05.02, 12:13
                Ja też jestem tą drugą, ale najważniejsze że ostatnią jak mówi mój mąż.
                Najważniejsze jest to co między wami, olej opinie innych nawet rodziny bo
                inaczej zjedzą Cię wątpliwości i nigdy nie będziesz naprawde mogła cieszyć się
                swoim małżeństwem. Ja nigdy nie planowałam ślubu w kosciele ( ze względów
                ideologicznych). Ślub cywilny też może być piękny - mój taki był, wszystko
                zależy od Ciebie. Kościół nie zagwarantuje ci udanego związku, bez względu na
                to ile formułek wyklepiesz przed księdzem.
                Ja z byłą mojego męża i jej dzieckiem poradziłam sobie w ten sposób że
                zerwaliśmy wszelkie kontakty, ona nie chce mieć z nami nic wspólnego a my z nią
                i tak jest dobrze. Oczywiście są almienty ona biedna, samotna nieszczęśliwa
                obarczona wychowywaniem dziecka z przypadkowej ciąży żądała jedynie 2.000
                zł !!!!! miesięcznie na utrzymanie UWAGA !!! 3-letniego dziecka.
                Tak to niestety często jest że mamusie chcą żyć na koszt swoich byłych mężów
                zasłanijąc się potrzebami dziecka. A same nie dają nawet połowy tego czego
                wymagają. Na szczęście sędzina ją wyśmiała.
                • moonlight_ Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? 23.05.02, 12:25
                  Gość portalu: MA napisał(a):

                  > Ja z byłą mojego męża i jej dzieckiem poradziłam sobie w ten sposób że
                  > zerwaliśmy wszelkie kontakty, ona nie chce mieć z nami nic wspólnego a my z nią
                  >
                  > i tak jest dobrze.

                  Czy możesz napisać jak Twój mąż radzi sobie z tym, że nie widuje własnego
                  dziecka? Czy to była Wasza wspólna decyzja, czy Twój warunek? Czy nie czujesz, że
                  coś tutaj jest nie tak? To w końcu Jego dziecko...

                  Nie są to absolutnie pytania mające postawić Was w złym świetle. Pytam, ponieważ
                  sama rozpatruję wiele wariantów rozwiązania tej sytuacji i nawet przemknęło mi
                  przez myśl, żeby postawić taki warunek - albo ja, albo ex i dziecko... Biję się z
                  myślami na ile starczy mi siły i cierpliwości - na spotkania dwa razy w miesiącu
                  czy może trzy razy w tygodniu?... I nie ukrywam, jest to dla mnie spory problem.
                  Mam nadzieję, że z czasem sobie z nim poradzę.
                  • Gość: Una Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 62.233.135.* 23.05.02, 13:11
                    Ej, dziewczyny, ta dyskusja zaczyna przypominać kółeczko wzajemnej adoracji.
                    Jak można postawić ukochanego mężczyznę przed dylematem: albo ja, albo eks i
                    dziecko?! Naprawdę chciałybyście, żeby Wasz wybranek okazał się tak mało
                    odpowiedzialny i wyrzekł się kontaktów z własnym dzieckiem?
                    • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 23.05.02, 13:57
                      Odpowiedzialność nie ma tu nic do rzeczy. Mój mąż nie czuje się wcale
                      emocjonalnie związany z dzieckiem gdyz go praktycznie nie zna. Jego była nigdy
                      nie zgadzała się na "widzenia". A mój mąż nie miał ochoty ani pieniędzy na
                      walkę o to przed sądem. Wszyscy jesteśmy zadowoleni z obecnej sytuacji.
                  • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 23.05.02, 14:05
                    Jego dziecko ale NASZE życie. Oboje podjęliśmy taką decyzję, tym bardziej że
                    matka dziecka nigdy nie chciała jego wizyt i zawsze robiła problemy.
                    mąż stwierdził że woli spokojne życie ze mną niż szarpaninę, sparwy w sądzie i
                    wiecznne awantury z byłą o jedno spotkanie z dzieckiem. Tak kazałam mu wybierać
                    ale wtedy kiedy byliśmy jeszcze na etapie bardzo "przedmałżeńskim" i gdyby
                    wybrał dziecko, to pewnie rozstalibyśmy się bez żalu.
                    • Gość: Una Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 62.233.135.* 23.05.02, 15:22
                      Nie czuje się emocjonalnie związany z dzieckiem?!!! Co to za tłumaczenie!
                      Odechciało mi się całej tej gadaniny...
                      • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 23.05.02, 15:40
                        Gość portalu: Una napisał(a):

                        > Nie czuje się emocjonalnie związany z dzieckiem?!!! Co to za tłumaczenie!
                        > Odechciało mi się całej tej gadaniny...

                        Takie tłumaczenie że u faceta instynkt nie budzi się od samego faktu posiadania
                        dziecka w dowodzie, trzeba mieć z nim kontakt a jak sie je widziało od urodzenia
                        3 czy 4 razy, w wózku jako gaworzącego niemowlaka to trudno mówić o jakiejkolwiek
                        więzi. Chyba że ty wyznajesz zasadę "wszystkie dzieci nasze są" i obdarzasz
                        uczuciem każdego napotkanego dzieciaka.
              • Gość: Nika Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.telpol.net.pl / 172.16.2.* 23.05.02, 13:11
                Joasiu! Presja otoczenia, negatywne opinie na temat związków "niekościelnych"
                istniały i istnieć bedą zawsze bez względu na to czy brałaś ślub z
                rozwodnikiem, czy z mężczyzną, dla którego byłabyś "pierwszą". Nie możesz wziąć
                ślubu kościelnego i nic tego faktu nie zmieni. Przeszłość Twojego męża,
                przyczyny nieudanego małżeństwa - nie warto teraz do nich wracać. To wszystko
                już się stało i jak to zwykle bywa, wina leży po obu stronach. A przecież ślub
                brany w obliczu Boga w niczym im nie pomógł. Jestem mężatką od 26 lat. Byłam
                pierwszą kobietą dla mojego męża w sensie fizycznym i formalnym. Nie chciałam
                brać ślubu kościelnego, a jemu było to obojętne. Brałam ślub w welonie i białej
                sukni, w obecności wszystkich zaproszonych na tę uroczystość osób. Obojgu nam
                drżał głos i trzęsły się ręce przy podpisywaniu dokumentu - tak ważne to dla
                nas było. Teściowie przez wiele lat byli przekonani, że to asekuracja z mojej
                strony - widocznie zamierzam rozwieść się z ich synem. Nie było żadnych
                przeszkód abyśmy ten ślub wzięli, poza moją decyzją. Jeszcze po 10 latach
                trwania naszego małżeństwa matka mojego męża potrafiła powiedzieć w mojej
                obecności drugiemu synowi, że nie wpuści go za próg domu, nie chce go znać,
                jeśli i on weźmie tylko ślub cywilny. Rozumiem, że osobie religijnej może
                sprawiać ból, gdy jej dzieci od religii odchodzą, ale wiedziona pierwszym
                odruchem zrobiłam wtedy coś, o co sama siebie nigdy nie podejrzewałabym:
                ustawiłam nasze dzieci przed teściową i oświadczyłam stanowczo
                - niech mama przyjrzy się tym bękartom, bo nigdy więcej progu tego domu nie
                przekroczą. Był płacz, mdlenie, błagalne przeprosiny. Nigdy już nie usłyszałam
                od teściów złego słowa. Nie wiem czy pogodzili się z tym faktem, ale na pewno
                zrozumieli, że bezmyślne gadanie o "nie prawdziwym" ślubie rani moje uczucia.
                Jesteśmy wciąż małżeństwem ludzi, którzy lubią ze sobą być, wciąż mamy o czym
                rozmawiać i chociaż czasem wściekle się kłócimy, jesteśmy pewni, że będziemy
                razem do końca życia. Jeżeli religijny aspekt małżeństwa jest dla Ciebie aż tak
                ważny, że zakłóca Ci spokój i radość bycia z człowiekiem, którego kochasz -
                dlaczego nie wiedziałaś o tym wcześniej? Przypuszczam, że wtedy to nie miało
                znaczenia, bo za wszelką cenę chciałaś być z nim.
                A co do byłej żony - nie oceniaj jej, bo nie masz takiego prawa, to było jej
                małżeństwo i jej tragedia. Ty możesz widzieć to tylko przez pryzmat opowieści
                Twojego męża.
                Pozdrawiam serdecznie.
    • Gość: ktoras Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 217.98.233.* 23.05.02, 14:20
      nie no doczytalam do polowy i wymiekam - faceci sa biedni i wspaniali, a ich
      byle zony to jedze nie dbajace o dzieci, wyciagajace reke po za wysokie
      alimenty. wyznaje zasade, ze to ode mnie samej zalezy moje szczescie i staram
      sie nie uzalac nad dezyzjami, ktore sama podjelam. dodam tez, ze nie wyobrazam
      sobie zycia z rozwodnikiem, bo a noz widelec, nauczony starym zwyczajem, kiedys
      odejdzie rowniez ode mnie. aha zeby nie bylo ,ze jestem osoba, ktora zle ocenia
      rozwodnikow i takie tam - otoz jak powiedzialam - czlowiek jest kowalem swojego
      losu i niech nie narzeka na to, co jest jego dzielem. koniec kropka.
      • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 23.05.02, 15:26
        Gość portalu: ktoras napisał(a):

        > nie no doczytalam do polowy i wymiekam - faceci sa biedni i wspaniali, a ich
        > byle zony to jedze nie dbajace o dzieci, wyciagajace reke po za wysokie
        > alimenty. wyznaje zasade, ze to ode mnie samej zalezy moje szczescie i staram
        > sie nie uzalac nad dezyzjami, ktore sama podjelam. dodam tez, ze nie wyobrazam
        > sobie zycia z rozwodnikiem, bo a noz widelec, nauczony starym zwyczajem, kiedys
        >
        > odejdzie rowniez ode mnie. aha zeby nie bylo ,ze jestem osoba, ktora zle ocenia
        >
        > rozwodnikow i takie tam - otoz jak powiedzialam - czlowiek jest kowalem swojego
        >
        > losu i niech nie narzeka na to, co jest jego dzielem. koniec kropka.

        Jasne bo rozwód to taki przyjemny nałóg, jak się raz spróbuje to nie sposób sobie
        potem odmówić kolejnych. Obyś sobie tak wykuła swój los żebyś nie musiała tego
        doświadczać. Powodzenia.
        • Gość: ktoras Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 217.98.233.* 23.05.02, 16:23
          nie sadze zeby bylo to cos przyjemnego, niemniej jednak samo przekonanie, ze
          jesli w malzenstwie sie nie uklada to mozna sie rozwiesc i przekroczenie tej
          granicy, zdobycie sie na to moga zwiekszac prawdopodobienstwo, ze potem tez to
          poskutkuje. zreszta nie chodzi mi o rozwod, tylko o to, ze kobiety ktore sie tu
          wypowiadaja mowia tak, jakby nie wiedzialy w co sie pakuja - alimenty, to, ze
          maz sie kontaktuje z byla no bo przeciez maja dzieci, to wieczne "musze byc
          lepsza od tamtej" - przeciez to bez sensu, bo czy one sa naprawde szczesliwe,
          skoro mowia "ale cos tam..."? dziekuje za dobre zyczenia, wiem jedno, nie
          moglabym byc z facetem, ktory ma lub mial kiedys zone. czasem zycie pisze inne
          scenariusze, ale tego akurat jestem pewna, gdyz wyznaje zasade, ze nad
          uczuciami mozna panowac zdrowym rozsadkiem, co do tej pory wychodzi mi
          doskonale i jak slucham takiego narzekania to znowu przychodzi mi na mysl: "no
          to w takim razie po jaka cholere sie w to pakowalyscie?". tyle
          • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 24.05.02, 12:29
            Z twojej wypowiedzi wynika że twoje życie jest proste jak drut, a uczucia
            płytkie skoro tak łatwo Ci nad nimi zapanować.
            • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 27.05.02, 18:02
              Hmmm.... Akurat w moje imieniny ustala ta zagorzała dyskusja i nie o tym, jak
              sobie poradzić w sensie emocjonalnym być tą drugą (choć mnie pomogla), ale o
              tym, czy rozwodnik wart jest w ogóle zainteresowania i czy 500 zł alimentow to
              na jedno dziecko za dużo, czy za mało. :) Zabawne jakie wątki mogą w
              międzyczasie wychodzić na światło dzienne. Jakby nie było chciałam wszystkim
              uczestniczkom tej dyspóty podziękować. Ja jednak zostanę z moim ukochanym
              rozwodnikiem z dzieckiem. 07.06.2002. weźmiemy ślub - cywilny, a ja założę
              kremową, długą suknię i jestem pewna, że będę równie pięknie wyglądala jak
              panna młoda idąca do kościoła :)
              Do "Którejś" - "Ma" Ci dolożyla, bo w sumie trzeba być wyjątkowo wyrachowanym,
              żeby skreślić kogoś tylko dlatego, że kiedyś powinęła mu się noga, tym
              bardziej, że w moim przypadku, akurat mój facet się starał, i podejrzewa, że
              gdyby "Tamta" się postarala, to nie mialabym teraz dylematów:)
              Propos zaś oceniania "tamtej" - "byłej". Oceniam ją po tym co widzę, a nie po
              tym co mógłby naopowiadać mi mój mężczyzna. Nie należę do osób, które obgadują
              kogoś nie znając go wcale i może nie znałam jej te pare lat temu, ale jej matka
              i teściowa, jej rodzeństwo przy mnie nigdy nie powiedziało o niej dobrego
              słowa, a to coś znaczy chyba, poza tym samo dziecko opowiadało o coraz to
              nowszych "wujkach", kiedy ja z tym nieszczęsnym i niedobrym rozwodnikiem:)
              wciąż byliśmy i jesteśmy razem!!!
              Jeśli zaś chodzi o religię, to chyba zmienię wiarę, bo rzymsko-katolicka nie
              potrafi dostosować się do "norm europejskich" i naszego wieku :))

              Jeszcze raz dziękuję Wam za pokazanie mi różnych wariantów życia w roli tej
              drugiej.
              Ach, i jeszcze jedno - dziś sama, osobiście, złożyłam w imieniu mojego
              przyszłego męża pozew o zmniejszenie alimentow i zdaję sobie sprawę, że jako
              matka chcialabym jak najwięcej dla siebie i dziecka, ale jakaś sprawiedliwośc
              na tym świecie musi być!!!

              Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na innym noże temacie forum...
              Joanna
              • Gość: ktoras Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: 217.98.233.* 27.05.02, 22:47
                nie czuje zeby mi ktokolwiek "dolozyl", nie uwazam sie tez za osobe
                wyrachowana - skreslam rozwodnikow, bo po pierwsze nie bylabym kogos takiego
                pewna, a po drguie i przede wszystkim nie wyobrazam sobie zycia na kocia lape,
                bez slubu - nie miesci sie to w moich kategoriach myslowych, co nie znaczy ze
                potepiam ludzi, ktorzy tak robia. zreszta po co ja to pisze? :-)
              • Gość: Iwona Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.05.02, 22:54
                A dlaczego twoj narzeczony sam nie wystapil o zmniejszenie alimentow? Kto
                ustala ich wysokosc w Polsce i jakie sa kryteria? Jesli sie kochacie i wiecie
                ze pasujecie do siebie, to slub cywilny nie stanowi ze wasz zwiazek bedzie
                mniej udany niz gdybyscie wzieli slub koscielny. Co to sa normy europejskie
                zawierania zwiazkow malzenskich????? No i czy maja one cos wspolnego z religia?
                Polska to chyba tez Europa. Jedno tylko wzbudza moja watpliwosc, a mianowicie
                to ze facet oklamal cie na samym wstepie zatajacac bagatela : istnienie zony i
                dziecka. Pozdrawiam , zycze szczescia i zdrowego maluszka.
                • Gość: Iwona Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 27.05.02, 22:56
                  Wszystkiego najlepszego z okazji twoich imienin.
              • Gość: MA Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.stacje.agora.pl 28.05.02, 12:49
                Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Ja też szłam do ślubu w dugiej
                kremowej sukni. I rownież stoczyłam (a raczej pomagałam mojemu mężowi stoczyć)
                bitwę o obniżenie alimentw. Nam się udało czego i Tobie życzę.
                • Gość: Joasia Re: Jak sobie poradzić w roli tej drugiej? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 28.05.02, 19:56
                  Gość portalu: MA napisał(a):

                  > Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Ja też szłam do ślubu w dugiej
                  > kremowej sukni. I rownież stoczyłam (a raczej pomagałam mojemu mężowi stoczyć)
                  > bitwę o obniżenie alimentw. Nam się udało czego i Tobie życzę.



                  Dziękuję!
                  Joanna
Pełna wersja