triss_merigold6
10.01.05, 19:33
Historia prawdziwa, jestem tylko obserwatorem.
W podwarszawskim miasteczku samobójstwo (przedawkowanie) popełnił 28-letni
narkoman ze zdiagnozowaną schizofrenią. Narkoman miał siostrę. 24-letnia
obecnie dziewczyna idzie właśnie w ślady brata czyli popularnie mówiąc ćpa.
Nie za dużo jeszcze, ale wyraźnie jest uzależniona. Tłumaczy jak każdy
uzależniony tj. "kontoluję, wcale nie a tak poza tym to jestem dorosła i wiem
co robię". Ma za co brać bo matka zza wielkiej wody przysyła kasę i na tym
kończy się zainteresowanie córką. Ojciec od lat nie żyje. W domu melina i
spędy towarzystwa.
Po pogrzebie część rodziny (jacyś wujkowie, kuzynka) widząc co się dzieje
starała się dziewczynie uświadomić, że brutalnie ujmując - skończy jak brat.
Panna - opór i zero dyskusji. Zastanawiano się czy: ubezwłasnowolnić (na
jakiej podstawie?); zamknąć za posiadanie narkotyków (można ale wyjdzie, poza
tym trudno przypuszczać, żeby akurat pobyt w ZK wyleczył z narkomanii);
przekonywać (dziewczyna twierdzi uparcie, że narkomanką nie jest).
Kobieta jest dorosła i sama decyduje o swoim życiu. Szkoda, że głupio.
Pytanie czy jest sens angażować się w pomaganie komuś kto tej pomocy sobie
nie życzy? Pewnie nie. Z drugiej strony patrzeć jak z miesiąca na miesiąc
młoda kobieta na raty popełnia samobójstwo?