Gość: kviatka
IP: *.man.polbox.pl
10.01.05, 19:47
Jesteśmy razem ponad dwa lata. Tak na pozór stanowimy świetną parę. Własciwie,
to nawet mogłoby tak być, gdyby nie jeden drobiazg... nie sypiamy ze sobą. Nie
jest to podyktowane naszym światopoglądem czy wspólną decyzją. Nie sypiamy
bo... ja się boję. Jak to strasznie głupio brzmi w ustach
dwudziestopięciolatki. NIe chodzi mi o strach prtzed bólem czy ciążą. Boję się
swojej reakcji psychicznej. Już tyle razy próbowałam ten lęk przełamać. Udaje
sie częściowo ale on potem wraca w postaci wyrzutów sumienia, poczuciu
obrzydzenia, niesmaku, wstrętu do samej siebie. Nawet wyliczyłam sobie ile
czasu mija od pieszczot do wystapienia takiej reakcji. Dwa -trzy dni. Nie wiem
dlaczego tyle.
Coraz bardziej sie w tym plączę. Chcę kochać sie z moim chłopakiem. Kocham go,
jest fantastyczny. Jednak kiedy pomyślę o psychicznych konsekwencjach -
odechciewa mi sie wszystkiego.
Chłopak czeka cierpliwie. Nigdy nie przekracza granic, które ustawię. Nie
pogania mnie. A mnie jest coraz bardziej głupio. Zaczynam sie bać. Jak długo
będzie tak czekał? Wymagam od niego bardzo dużo. W imię czego? W imię mojej
schizofrenii?
Ostatnio postanowiłam rozwiązać problem radykalnie. Powiedziałam mu, zę pójdę
z nim do łóżka. Powiedziałam to sama, z własnej woli. Teraz sie boję. Co
zrobię, kiedy znowu dopadnie mnie moje kretyńskie sumienie???? A jeśli tym
razem nie uda sie go uciszyć???? Ale zrobię to. Zrobię chociażby po to, żeby
nie martwić się o Niego. Napradę jest w tej całej sytuacji cudowny.
Zaplątałam sie strasznie. Jak sobie radzić z takim nadwrażliwym sumieniem?
Kiedyś byłam bardzo związana z Kościołem Katolickim. Przypuszczam, ze tu są
źródła problemu. Tylko co mi z tego że ja to wiem????