Czy jestem dziwaczką?

15.01.05, 12:38
Mimo, że nikt mi nigdy tego nie powiedział czuję, że jestem dziwaczką. Mam 27
lat i życie, przez niewykorzystanie wszystkich najlepszych okazji, zmarnowane.

Trzy razy rozpoczynałam studia na różnych kierunkach, żadnych nie skończyłam.
Po każdym roku rezygnowałam. W międzyczasie znalazłam byle jaką pracę jako
sekretarka w jakiejś podrzędnej firmie. Marna praca, marne zarobki. Chciałam
podnosić swoje kwalifikacje z myślą o zmianie posady na lepszą, bo
pomyślałam, że jako wykwalifikowana sekretarka mogłabym lepiej zarabiać, więc
postanowiłam zapisać się do szkoły językowej.Chodziłam miesiąc. Lekcje
odbywały się popołudniami na które wbiegałam zmęczona i spóźniona. Byłam
wciąż nieprzygotowana. Czułam, że wszyscy się mi przyglądają i ubolewają nad
moją głupotą i brakiem organizacji czasu. Prawda była taka, że po każdym
powrocie z pracy byłam tak nią wykończona, że na naukę nie straczało mi czasu
ani ochoty.

Teraz widzę, ze problem tkwi głębiej. Ja się boje ludzi. Drażnią mnie. To
przez nich zmieniałam studia, przez ich natarczywe spojrzenia, złośliwe
komentarze, co do mojego czasem niechlujnego wyglądu do którego sama siebie
doprowadzałam. Z pracy raz chciano się mnie pozbyć ale że dobrze wykonuję
swoje obowiązki sekretarki, nie było to takie łatwe. Czuje się tam
niechciana, chcę zmienić pracę ale boję się nowych ludzi. Poza tym bez dobrej
znajomości przynajmniej jednego języka obcego nie mam szans na nic lepszego.
Teraz nawet nie zwacam uwagi na to jak się ubieram. Czasem potrafię przyjśc
przez 3 dni pod rząd w tym samym ubraniu. Fryzurę mam byle jaką, wyglądam
byle jak. W pracy rozmawiam tylko z tymi z którymi muszę. Potem wychodzę z
pracy i marze tylko o spokoju i ciszy.

Ludzie mnie drażnią, dlatego ich unikam. Poza tym bedąc tak zaniedbana, źle
się czuję obcując z uśmiechniętymi, wypielęgnowanymi ludźmi, którzy skończyli
świetne studia, nie musieli pracować w międzyczasie i w ogóle ich zycie jest
rewelacyjne. Mają męzów, żony, dziewczyny, chłopaków, narzeczonych.
Szczęśliwe życie. Miło spędzone weekendy w gornie sprawdzonych znajomych.
To, że nie mam chłopaka, chyba nie muszę dodawać. Jestem dziwaczką.
A jeszcze 6 lat miałam parę przyjaciółek, kolegów, którym chyba się
podobałam, ale i wtedy zachowywałam się już jak idiotka, udawałam obojętną,
odpychałam ich od siebie swoją niechęcią, udając niedostepną sądząc, że będą
się przy mnie kręcili bez końca. Biorąc pod uwagę mój kosmzarnie przeciętny
wygląd, pomyliłam się. Teraz oni mają już piękne narzeczone lub żony i urocze
dzieci. Życie przeciekło mi przez palce.

Boję się, że jeszcze chwila, a zwariuję i czeka mnie leczenie psychiatryczne.
Co ja najlepszego zrobiłam ????
    • baabett Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 12:44
      a dlaczego nie dbasz o siebie?
      dlaczego pozwalasz sobie na niechlujny wygląd?
      nie kochasz siebie?
      masz depresję?
      • mimii Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 14:24
        baabett napisała:

        > a dlaczego nie dbasz o siebie?
        > dlaczego pozwalasz sobie na niechlujny wygląd?
        > nie kochasz siebie?
        > masz depresję?

        Lubisz zadawać proste pytania i otrzymywać na nie równie proste odpowiedzi, jak
        sądzę? Skoro tak, to odpowiadam:

        Nie dbam o siebie z lenistwa.
        Na niechlujny wygląd pozwalam sobie ponieważ mi na nim nie zależy.
        Tak, nie czuje do siebie nic poza niechęcią.
        Mam depresję ? Jesteś naprawdę szalenie rozbrajająca baabett :-)
        • baabett Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 15:20
          mimii napisała:

          > Lubisz zadawać proste pytania i otrzymywać na nie równie proste odpowiedzi,
          jak
          >
          > sądzę? Skoro tak, to odpowiadam:
          >
          > Nie dbam o siebie z lenistwa.
          > Na niechlujny wygląd pozwalam sobie ponieważ mi na nim nie zależy.
          > Tak, nie czuje do siebie nic poza niechęcią.
          > Mam depresję ? Jesteś naprawdę szalenie rozbrajająca baabett :-)

          Jesli Ciebie rozbroiłam, a nie rozdrażniłam, to chyba jeszcze nie jest tak źle:)
          Nie wiem tylko czy to mnie już dyskwalifikuje z dalszej rozmowy czy nie.

    • mag_nes Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 12:56
      Moim zdaniem, Mimii, wszystko jest w najlepszym porządku. Życie toczy się
      falami, przechodzi przez różne etapy, przekształca się.

      Każdy ma swoje życie i swoją drogę życiową. Nie można porównywać jednych do
      innych, bo to jest nieporównywalne. Nigdy nie wiesz, czy DZIĘKI temu, jak
      przebiega Twoje życie, nie doświadczysz tego przewspaniałego, co nigdy nie
      będzie dane tym, których obserwujesz i do których się porównujesz.

      Oni swoje drogi życiowe przynajmniej na pewien czas zamknęli. Utkwili w pozorach
      szczęścia i spełnienia.

      Ty doświadczyłaś różnorodności i już wiele przeżyłaś, co nie było dane innym.
      Umiesz przerwać coś, co Ci nie odpowiada - to wielka umiejętność. Jesteś
      niezależna od stereotypowych nacisków w zakresie kształtowania swojego wyglądu.
      Jednocześnie dobrze pracujesz i jednocześnie umiesz sobie odpuszczać
      niepotrzebne czynności, do których inni czują przymus. Masz rewelacyjną
      intuicję, z którą się świetnie kontaktujesz i potrafisz odbierać sygnały, które
      nazywasz "ludzie mnie drażnią". To wielka umiejętność, bo zamiast godzić się na
      bezsensowne kontakty, zamykając swoją duszę na wszelkie odczuwanie i wkraczając
      w plastikowy świat pozorów, pozwalasz sobie doświadczać tego, co do takich ludzi
      naprawdę czujesz.

      To, co przejawiasz, to wielki kapitał życiowy. Mało kto w tak młodym wieku
      osiągnął już tak wiele.

      A dziwakami są Ci wszyscy inni, a nie Ty. Choć taka jak ich forma dziwactwa jest
      bardzo popularna, nie zmienia to faktu, że to Ty, ze swoją mniej popularną formą
      kształtowania życia, jesteś w normalnym, pięknym punkcie. Doskonałym, jako
      drzwi, za którymi zaczyna się cudowna dalsza część życia.
      • mimii Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 14:32
        mag_nes napisał:

        > Moim zdaniem, Mimii, wszystko jest w najlepszym porządku. Życie toczy się
        > falami, przechodzi przez różne etapy, przekształca się.
        >
        > Każdy ma swoje życie i swoją drogę życiową. Nie można porównywać jednych do
        > innych, bo to jest nieporównywalne. Nigdy nie wiesz, czy DZIĘKI temu, jak
        > przebiega Twoje życie, nie doświadczysz tego przewspaniałego, co nigdy nie
        > będzie dane tym, których obserwujesz i do których się porównujesz.
        >
        > Oni swoje drogi życiowe przynajmniej na pewien czas zamknęli. Utkwili w
        pozorac
        > h
        > szczęścia i spełnienia.
        >
        > Ty doświadczyłaś różnorodności i już wiele przeżyłaś, co nie było dane innym.
        > Umiesz przerwać coś, co Ci nie odpowiada - to wielka umiejętność. Jesteś
        > niezależna od stereotypowych nacisków w zakresie kształtowania swojego
        wyglądu.
        > Jednocześnie dobrze pracujesz i jednocześnie umiesz sobie odpuszczać
        > niepotrzebne czynności, do których inni czują przymus. Masz rewelacyjną
        > intuicję, z którą się świetnie kontaktujesz i potrafisz odbierać sygnały,
        które
        > nazywasz "ludzie mnie drażnią". To wielka umiejętność, bo zamiast godzić się
        na
        > bezsensowne kontakty, zamykając swoją duszę na wszelkie odczuwanie i
        wkraczając
        > w plastikowy świat pozorów, pozwalasz sobie doświadczać tego, co do takich
        ludz
        > i
        > naprawdę czujesz.
        >
        > To, co przejawiasz, to wielki kapitał życiowy. Mało kto w tak młodym wieku
        > osiągnął już tak wiele.
        >
        > A dziwakami są Ci wszyscy inni, a nie Ty. Choć taka jak ich forma dziwactwa
        jes
        > t
        > bardzo popularna, nie zmienia to faktu, że to Ty, ze swoją mniej popularną
        form
        > ą
        > kształtowania życia, jesteś w normalnym, pięknym punkcie. Doskonałym, jako
        > drzwi, za którymi zaczyna się cudowna dalsza część życia.

        Usiłujesz mi wmówić, że moje życie jest jak najbardziej poprawne i cudnie
        ukształtowane ? Że tak naprawdę to inni są nieszczęśliwi, natomiast ja żyję
        pełnią życia ?
        Chcesz żebym zatraciła się zupełnie w tym co i jak robię? Wierz mi, to bardzo
        proste i nie wymaga żadnego wysiłku. Szalenie podoba mi się to co piszesz.
        Dziękuję.
    • hubkulik Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 13:36
      > Boję się, że jeszcze chwila, a zwariuję i czeka mnie leczenie psychiatryczne.
      > Co ja najlepszego zrobiłam ????

      Z tym leczeniem psychiatrycznym to ja bym sie tak nie podniecal. To wcale nie
      musi byc tak przyjemne jak by sie wydawalo.

      Pozdrawiam Hubert
      • morelowo_brzoskwiniowa Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 15:12
        Mimii, jesteś 27-letnią kobietą i tak naprawdę w Twoim życiu może się wydarzyć
        jeszcze tyle fantastycznych spraw, o których może nawet nie śmiesz marzyć.
        Wydaje mi się, że wpadłaś w jakiś zaklęty krąg. Chcesz zmienić swoje życie, a
        jednocześnie nie robisz nic konkretnego, co mogłoby je zmienić. Sama
        stwierdzasz, że jesteś zaniedbana i nie ułatwia Ci to kontaktów z ludźmi,
        dlaczego nie zmienisz czegoś w swoim sposobie ubierania się, nie zaczniesz
        bardziej zwracać uwagę na to jak jesteś postrzegana? Fakt, to nie szata zdobi
        człowieka, ale zadbany wygląd z pewnością dodaje pewności nam samym, i wywołuje
        większą sympatię u osób z naszego otoczenia. Powinnaś zrobić coś, co sprawi, że
        polubisz siebie. To podstawa. Jeśli będziesz jak mantrę powtarzać, że jesteś
        dziwaczką, i że życie przepłynęło gdzieś obok, to z pewnością nie poprawisz
        swojej sytuacji. Chciej zmienić siebie i zrób pierwszy krok w tym kierunku :-)
        I nie odkładaj tego na jakiś poniedziałek, jakiś marzec... Zrób to teraz :-)
    • wadera3 Re: Czy jestem dziwaczką? 15.01.05, 15:04
      a ja myślę,że to jedna wielka prowokacja i najzwyklejsze jaja.....
    • komandos57 Myslałem że dziewiczką !!!! 15.01.05, 15:22
      mimii napisała:

      > Boję się, że jeszcze chwila, a zwariuję i czeka mnie leczenie psychiatryczne.
      > Co ja najlepszego zrobiłam ????

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      Koniecznie terapia tworkowa.Wal kizico walnieta.
    • ewik25 Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 02:00
      mimii
      tak czytam sobie Twoj watek i sie zastanawiam czy chcialas nam opowiedziec jak
      zyjesz czy poprostu oczekujesz jakiejs pomocy jesli to drugie to pamietaj o tym
      ze nikt za Ciebie Twojego sposobu zycia nie zmieni.Jest to dla mnie troche
      dziwne a nawet bardzo ze kobieta 27 letnia w ogole nie dba o siebie(czyli jest
      bylejaka) ja mysle ze to nie ludzie Cie draznia ale Ty poprostu sama na wlasne
      zyczenie odpychasz ludzi dlatego podswiadomie od nich uciekasz w swiat spokoju
      i ciszy...

      napisala :
      Nie dbam o siebie z lenistwa.
      Na niechlujny wygląd pozwalam sobie ponieważ mi na nim nie zależy.
      Tak, nie czuje do siebie nic poza niechęcią.
      Jesli dalej bedziesz tak zyla nie zdziw sie jak nasepne Twoje prawie 30 lat
      ucieknie Ci przez palce i taki bedzie tego final.
      Zastanow sie czego Ty wlasciwie chcesz i jak chcesz zyc.Tego nikt za Ciebie
      nie zrobi.Jesli jest Ci dobrze tak jak jest zyj tak dalej jesli nie, pomysl i
      uzmyslow sobie ze masz dopiero 27 lat i to jest juz chyba ostatni dzwonek by
      zrobic cos zeby ta reszta zycia nie uciekla Ci przez palce.
      Zycze powodzenia
    • greengrey Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 11:51
      Mówisz,że już parę lat temu " udawałaś obojętną, odpychałaś od siebie ludzi,
      udawałaś niedostępną"...

      przychodzi mi na myśl,że mogłaś to robić ze lęku przed zranieniem, bólem który
      przychodzi z zewnątrz od innych ludzi..

      może jest tego jakaś przyczyna? Może doznałaś cierpienia od innych
      (dzieciństwo?) które spowodowało taką Twoją obronną postawę
      • mimii Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 12:51
        Tylko nieliczni mogą się pochwalić szczęśliwym dzieciństwem, o ile w ogóle
        takowe istnieje. Jako dziecko dowiedziałam się, być może zbyt wcześnie, co to
        egoizm dorosłych. Ale z tego można się wyleczyć. To nie trauma na całe dorosłe
        życie.
        Dla niektórych dzieciństwo to ułamki krótkich chwil szcześliwości, trzepot
        ptasich skrzydeł gdzieś wysoko na niebie, zapach łąki, dobra, uśmiechnięta
        twarz babci. Takie sekundy składają się na obraz nie tylko szczęśliwego
        dzieciństwa. Jeśli umiemy je smakować, nie musi być takie, żeby umieć dostrzec
        różnicę również w dorosłym życiu.

        Moja izlolacja ma też inną przyczynę. Przez nieskończone studia, źle się czuje
        w towarzystwie ludzi, którzy mają dyplomy w szufladach skrzętnie schowane, a
        jednocześnie nieodpowiada mi środowisko ludzi, na których jako sekretarka,
        jestem skazana (bo oprócz szefa i jego współpracowników, których niewiele
        obchodzę, mój zawodowy kontakt ogranicza się do nudnego dostawcy posiłków,
        bękotliwego listonosza i rubaszno - chamskiego hurtownika artykułów biurowych) -
        ponieważ często przez tych z wyższym wykształceniem jestem wkładana do
        nieodpowiedniej przedródki typu: "ty tylko podajesz kawę", podczas gdy oni sami
        nierzadko prezentują dosyć niski poziom wrażliwości i oczytania (oczywiście nie
        zawsze, ale ci co tak ze mną postępują właśnie tacy są). To nie ja się izoluję,
        to mnie odrzucają inni.
        • ona.nieproszona Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 14:02
          mimii napisała:

          > to mnie odrzucają inni.

          Przede wszystkim sama siebie odrzucasz. Jesli czujesz niechęć do siebie, to jak
          chcesz aby inni jej nie żywili.
          Postaraj się poprawić swój wygląd, tak na początek sama dla siebie.
          Nie bój się ludzi. Niepowodzeń nie traktuj jak koniec świata.
          Izolujesz się, ludzie Ciebie drażnią. Może oni to wyczuwaja.
          Jesli chcesz coś zmienić w swoim życiu, zacznij od zmiany wizerunku swojego we
          własnych oczach.
          Jesteś młoda i cale życie przed Tobą. Postaraj się rozerwać ten przeklęty krąg,
          w którym przecież nie jest Ci dobrze.
          Nie odrzucaj ludzi, to być może oni przestaną odrzucać Ciebie.
          • marina11 Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 14:53
            Całkowicie się podpisuję pod ona.nieproszona.
            Przede wszystkim pokochaj siebie, a masz za co: nie robisz nic na siłę, co by
            było niezgodne z Twoją naturą. Ktoś wyżej też już o tym pisał.
        • marina11 Mam odwrotną historię i też nie jestem szczęśliwa 16.01.05, 14:49
          Mam 24 lata i jestem na piątym roku ekonomii wyższej uczelni państwowej,
          prestiżowej w moich okolicach, gdzie kierunek ten też jest prestiżowy.
          Wydawałoby się, że jestem ułożona i powinnam sie cieszyc. Poszłam na to z braku
          pomysłu na coś innego i ze strachu przed brakiem pracy. Nikt mnie nie namawiał,
          wrecz odradzali, ale zrobiłam to, wbrew temu, co siedzialo mi w duszy. Chciałam
          studiować psychologię, ale przestraszyła mnie perspektywa pracy właśnie -
          chciałam wówczas otworzyć swój gabinet, ale raczej nie widziałam możliwości
          finansowych na to ani zbyt wielkiego zainteresowania w moim małym (25tys)
          mieście. Chodziłam kiedyś do psychologa i kobieta również mnie zniechęciła
          swoimi metodami pracy - ciągle jakieś rysunki, bzdurki, testy na inteligencję i
          tylko stwierdziła że mam ponadprzeciętny poziom inteligencji , a problem jak
          był tak i został (jąkanie - już minęło, metodą ćwiczeń na echokorektorze).
          Myślałam o dziennikarstwie którego nie było w mojej okolicy oraz o czymś co
          później pojawiło się jako lingwistyka stosowana, a co w okresie kiedy zdawałam
          na studia wogóle nie istniało (antycypowałam kierunek :)) No i poszłam na tą
          ekonomię, która zeżarła mi wszystkie nerwy i zżera już 5 rok życia i raczej nie
          sądzę żeby się najadła, bo nie jestem w niczym innym wykształcona a nawet i w
          ekonomii to sama wiesz co można wiedziec po studiach... więc reszta mojego
          życia też będzie musiała się na tych studiach opierać. I tak naprawde sama nie
          wiem czego chce, niby do tego dziennikarstwa mnie ciągnie, a jednocześnie jest
          to zawód wysokiego stresu, a moje nerwy nie są w stanie już więcej przyjąć. Mam
          zdolność do języków i psychologii, ale jak widzisz szewc bez butów chodzi...
          łatwiej czasem jest wejść w inną głowę niż swoja, bo wtedy problem jest
          odległy, a co jest odległe, wydaje się łatwiejsze - dlatego potrzeba rozmowy z
          ludźmi i dlatego ogromnie dziękuję Bogu za takie forum :)
          Po pierwszym roku moich studiów kilka osób odeszło z własnej woli. Strasznie
          im sie dziwiłam, no bo co, rok zmarnowany? A ja głupia miałam takie podejście,
          że jak sie coś zaczeło, to trzeba skończyć, żeby sie nie zmarnowało. CZY
          ZDAJESZ SOBIE SPRAWĘ, ŻE GDYBYŚ SKOŃCZYŁA KTÓRYŚ Z TYCH 3 KIERUNKÓW, TO
          STACIŁABYŚ 5 LAT, A NIE ROK ???

          I teraz mam sytuację jak następuje: kończę studia, niby z pespektywą pracy,
          ale to sie jeszcze zobaczy, bo ludzie ode mnie z roku i tak sa lepsi - maja
          jakies kursy, zaczety drugi kierunek i doswiadczenie, ja nie pracowałam nigdy,
          bo sie wciaz uczylam - bo albo bylo trudne i sie bałam że nie zdam albo (co
          jest bardziej prawdopodobne) nie potrafiłam sobie zorganizować czasu i za
          bardzo panikowałam przed egz czy kolokwiami. Nie interesuje mnie praca w
          instytucji finansowej, bo nie wiem czy dam rade a poza tym zwariowałbym w takim
          miejscu. ZAWSZE MIAŁAM UZDOLNIENIA HUMANISTYCZNE I KOŃCZĘ STUDIA NIEZGODNE Z
          WŁASNĄ NATURĄ !!! Ostatnio pojawił mi się pomysł, że pojde do pracy nawet w
          takim zakichanym banku czy innym gów* i zarobie sobie pieniądze na zaoczne
          studia psychologiczne, a potem zrobię to co zawsze chciałam - założe sobie
          działalność gosp jako psycholog, otworze biuro z konkretnymi usługami
          psychologicznymi - drzemie we mnie chęć pomocy ludziom, niestety przez całe
          życie wykorzystywana... I wtedy zauważyłam sens swoich studiów. A co jeśli się
          nie uda?? Moja matka mówi, bierz życie takie jakie jest (Myslovitz mi sie zaraz
          kojarzy:)) , trzymaj sie tego celu ale nie planuj za daleko bo życie leci po
          swojemu i tylko sie zdołujesz jak nie wyjdzie.

          Ale tak naprawde to nie wiem czy naprawde tego chce. Nie wiem wogóle
          czego ja chce. Moje życie obecnie polega na pisaniu pracy magisterskiej i nawet
          nie mam o czym porozmawiac ze znajomymi, nie ma nic takiego co mogłabym im
          opowiedzieć, a co by ich zainteresowało, bo nic się w moim życiu nie dzieje.
          Zajęłam się tańcem współczesnym, ale szybko się zniechęciłam - zaraz pojawiła
          się sesja, a potem poszłam na próbę i zobaczyłam że jest tak dużo ludzi w sali
          że ja już sie nie wcisne. Moi znajomi to ludzie którzy w większości zajmują się
          muzyką, głównie faceci, bo wiadomo, kobiety raczej nie grają na instrumentach.
          Mój chłopak jest perkusistą, najlepszym zresztą w okolicy i zazdroszczę mu
          cholernie tej pasji, tego że wie co chce w życiu robić i co osiągnąć.
          Praktycznie każdy mój kolega na czymś gra, ale tak naprawde to tylko on i
          jeszcze dwóch robią to naprawde z przekonaniem.
          Pomyślałam sobie, że zacznę śpiewać, ale nigdy tego nie robiłam. Z drugiej
          strony, zespół który biorę pod uwagę, nie wymaga wielkich umiejętności
          wokalnych, wokalistka jeszcze jedna by się może i przydała (są już dwie) a
          reszta zespolu to właśnie mój chłopak i tych dwóch pozostałych pasjonatów. Boję
          się jednak odbioru ze strony znajomych, na koncertach cała sala to
          kilkupokoleniowi znajomi, a poza tym boje sie, ze to bedzie nie dla mnie i mój
          chłopak mnie potem nazwie "słomianozapaleniowcem" , jest to dla niego ogromna
          wada, bo on jako jeden z nielicznych od najmłodszych lat zna swoje miejsce w
          życiu i nie rozumie ze ktos moze sie wahac. Oprócz tego że gra, ma prace z
          której jest ogromnie zadowolony i nigdy by nie chciał jej zmienić. Po co mu ja
          jestem potrzebna, skoro ma tyle szczęścia w życiu? A jest we mnie wpatrzony jak
          w obrazek (jestesmy ze soba już pół roku) Być może bym
          była "słomianozapaleniowcem", bo wciąż szukam dla siebie miejsca i może się
          okazac ze spiewanie to nie to. Nie musze na tym zarobic pieniedzy, chce mieć
          cos co pomoże mi odreagować od szarzyzny życia. Mój chłopak jest czlowiekiem
          wspanialym i jestem z nim ogromnie szczesliwa. Jakiekolwiek konflikty na tle
          naszego związku wynikaja z tego, ze jestem na swoim punkcie rozdrażniona, bo
          wszystkim zazdroszcze że mają swoje miejsce w życiu a ja nie. Tylko czy moge
          byc szczesliwa z kims, jeśli sama nie żyje w zgodzie z sama soba? JAK ZNALEŚĆ
          SWOJE MIEJSCE W ŻYCIU? Dziękuję, jeśli wystarczyło cierpliwości na czytanie
          tego, już po powyższym wylewie słów widać, że jestem niezorganizowana i wciąż
          mi brakuje czasu, co w połączeniu z brakiem pieniędzy utrudnia mi znalezienie
          jakiegokolwiek hobby, które by w przyszłości pomogło mi znaleść swoje miejsce w
          życiu i pozwoliło zobaczyć jego sens. Interesuję się muzyką, kulturą i
          fotografią, ale na wszystko potrzeba pieniędzy. NIE CHCĘ NICZEGO ROBIĆ NA
          DARMO, ZACZĄĆ I NIE SKOŃCZYĆ, ALE PRZECIEŻ JEST TO JEDYNY SPOSÓB NA ZNALEZIENIE
          SWOJEJ DROGI - PAMIĘTAJ PROSZĘ O TYM. BOJĘ SIĘ REAKCJI OTOCZENIA, ŻE POWIEDZĄ
          SAMA NIE WIE CZEGO CHCE, ALE PRZECIEŻ TO DLA SIEBIE ŻYJĘ, A NIE DLA NICH.
          ZRESZTĄ PEWNIE I TAK JUŻ TAK MÓWIĄ :) PAMIĘTAJ, ŻYJESZ DLA SIEBIE, JEŚLI ŻYJESZ
          W NIEZGODZIE Z KIMŚ, KTOŚ CIĘ WKURZY, MOŻESZ WYJŚĆ Z POKOJU, ALE JEŚLI ŻYJESZ W
          NIEZGODZIE Z SAMĄ SOBĄ I DZIEJE SIE WOJNA W TWOJEJ GŁOWIE, TO SAMA SIEBIE NIE
          OPUŚCISZ. SIEBIE MUSISZ ZNOSIĆ PRZEZ 24 GODZINY NA DOBĘ. NIE SPĘDZAJ WIĘC CZASU
          Z LUDŹMI KTÓRZY CI NIE ODPOWIADAJĄ I NIE RÓB NIC CO CI NIE ODPOWIADA. I ZRÓB TO
          CO JA - UNIKAJ SYTUACJI STRESOGENNYCH. Pozdrawiam gorąco.
          • greengrey Re: Mam odwrotną historię i też nie jestem szczęś 16.01.05, 18:30
            NIE CHCĘ NICZEGO ROBIĆ NA
            >DARMO, ZACZĄĆ I NIE SKOŃCZYĆ, ALE PRZECIEŻ JEST TO JEDYNY SPOSÓB NA ZNALEZIENIE
            > SWOJEJ DROGI - PAMIĘTAJ PROSZĘ O TYM.

            tak na prawdę nic nie dzieje się na darmo. Kończysz studia, których nie lubisz,
            ale pozwolą Ci one w dalszej drodze, choćbyś miała czasowo pracować w tym
            zawodzie- szukając swojego miejsca w życiu.

            Może zabrzmi to dziwnie, ale życie jest dłuuuugie i naprawdę nie wiemy co i
            kiedy i w jakich okolicznościach nam się przyda. Nie katuj się więc za te
            studia. Spokojnie je skończ, jesteś już prawie u celu.

            Nie ma w tym nic złego- że w wieku 24 lat nie wiesz czego chcesz. Niektórzy,
            jak Twój chłopak, od dzieciństwa wiedzą kim chcą być, i- na pewno jest im
            łatwiej ( nie znaczy ,że lepiej!) a niektórzy dlużej szukają swego miejsca i
            to JEST W PORZĄDKU! Nawet jeśli ekonomia jest tylko etapem Twego życia- czas
            tam spędzony nie jest zmarnowany

            Zdobyłaś też doświadczenie życiowe
        • greengrey Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 18:44

          > Moja izlolacja ma też inną przyczynę. Przez nieskończone studia, źle się
          czuje
          > w towarzystwie ludzi, którzy mają dyplomy w szufladach skrzętnie schowane, a
          > jednocześnie nieodpowiada mi środowisko ludzi, na których jako sekretarka,
          > jestem skazana (bo oprócz szefa i jego współpracowników, których niewiele
          > obchodzę, mój zawodowy kontakt ogranicza się do nudnego dostawcy posiłków,
          > bękotliwego listonosza i rubaszno - chamskiego hurtownika artykułów
          biurowych)

          Tak naprawdę nie dyplom schowany w szufladzie stanowi o wartości człowieka, na
          pewno wiesz, że są ludzie prości, bez wykształcenia, ale mądrzy życiowo, żyją
          godnie i są godni szacunku. Ich poziom wrażliwości czyni ich pięknymi.

          Oczywiście są i gromady magistrów ( nawet profesorów!) których poziom jest
          żenujący....

          To że w pracy masz kontakt z takimi ludźmi - to nie jest JEDNOZNACZNIE
          pochodną ich wykształcenia, choć, przyznaję i to może mieć wpływ.

          Chodzi mi o to, że to Ty wybierasz ludzi, Którymi się otaczasz- jeśli nie w
          pracy- to po pracy. Nie ma nikogo wartościowego ? Nie wierzę.

          Wygląda na to,że wykształcenie jest dla Ciebie samej ważne. Działaj w tym
          kierunku. Ale działaj, nie narzekaj, że trudne, że nie da się

          To nie ja się izoluję,
          > to mnie odrzucają inni.

          Podpisuję się pod innymi. Czysta nieprawda.
          To Ty się izolujesz.
    • marina11 jeszcze raz ja :) 16.01.05, 15:10
      Nie mów, że inni mają rewelacyjne życie, bo mają żony, studia, cośtam... Ja mam
      chłopaka (co nie powiedziane że za 10 lat bede sama) niedługo skończę studia,
      mam szczęśliwą rodzinę, szczęsliwe dzieciństwo, jestem ładna, zgrabna, i co z
      tego? Nie mam wogóle wizji na życie i strasznie się go boję.
    • zraniony Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 15:29
      Kurcze, mam wrazenie jakbym czytała życiorys swojej koleżanki ze studiów, no
      identycznie. Tylko ona ma chyba 42 lata.
      • mimii Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 15:52
        zraniony napisał:

        > Kurcze, mam wrazenie jakbym czytała życiorys swojej koleżanki ze studiów, no
        > identycznie. Tylko ona ma chyba 42 lata.

        Czyj życiorys ? Mój czy mariny ? Bo marina mnie przebiła. Niech to ktoś streści!
        • zraniony Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 16:14
          o Twoim myslałam. Słowo, identycznie. Ona też zmieniała studia, potem była
          zaniedbana, niezadowolona z pracy, a potem odeszla z tych, na których byłyśmy
          razem. Była ode mnie starsza o kilka lat, ale bardzo się lubiłyśmy. Potem
          zerwała ze wszystkimi kontakt. Nieodpowiadała na telefony, zmieniła komórkę,
          nieodpisywała na e-maile.W koncu znudziło się nam proszenie jej o kontakt z
          nami i wyjście na wspólną kawę z ciachem. Tak to juz jest, ile można kogoś
          błagać, mysleliśmy że jesteśmy jej przyjaciółmi, a okazało się,że chyba jednak
          nie. teraz nie wiem co się z nią dzieje.
    • r.richelieu Re: Czy jestem dziwaczką? 16.01.05, 18:42
      Nie sugeruj się stanowiskiem sekretarki, że skazuje Cię na kontakty z tymi i
      owymi. Po studiach, po 2 studiach i 3 językach zostają sekretarkami będąc
      rówież "skazane".
      Drażnią Cię ludzie? Czy drażni Cię własne wyobrażenie tego jak potencjalnie
      wyglądasz w oczsch tych ludzi. Wystarczy tylko itd. Trudne, ale ludzi nie da
      się zmienić, a fakt, że to nie w nich tkwi przyczyna powinien być krzepiący.
      • desiree Re: Czy jestem dziwaczką? 30.01.05, 11:34
        Moim zdaniem nie jestes dziwaczką tylko troche nieudana jestes. Żadnej z
        rozpoczetych spraw nie chce ci sie doprowadzic do końca, a to oznacza, że
        jesteś zwyczajnie leniwa, brak ci ambicji i wytrwałości. Mnóstwo ludzi ma takie
        problemy. Potem tracą pracę przez zbyt niskie kwalifikacje, nie potrafia zdobyc
        nowego zawodu, siedzą w domu, na zasilku, zasilek sie konczy, oni dalej nie
        maja pracy, na doksztalcanie ich nie stac wiec dalej nie mogą znalezc dobrej
        pracy. Koło sie zamyka. Potem zostaje opieka spoleczna, wyłączają ci światło,
        prąd, gaz za nieopłacone rachunki, eksmituja cie z mieszkania ....
        Dziewczyno Ty weź się lepiej do roboty a nie narzekaj na swoje zycie bo czeka
        Cię zgorzknienie i życie na krawędzi.
    • mija10 Re: Czy jestem dziwaczką? 30.01.05, 14:57
      Wbrew temu, co mówi wielu, ktorym życie "się układa", nie wszystko, a
      przynajmniej nie za wszystko ponosimy winę. Taki stan, jaki opisujesz musi mieć
      swoje przyczyny i na niewiele wtedy zdają się rady, żeby coś ze sobą zrobić,
      gdybyś potrafiła, nie byłoby przecież tego listu...
      Nawet jeśli na chwilę weźmiesz się w garść, to kiedy wróci ten stan
      permanentnego zniechęcenia, tylko jeszcze intensywniej. Każdy sam podejmuje
      decyzje, ale kiedy ma z tym coraz większe trudności, powinien moim zdaniem
      skorzystać z pomocy specjalisty. Lepiej przełknąć gorzką pigułkę świadomości, że
      "już nie daję rady" i chociaż spróbować kontaktu z psychologiem, niż męczyć się
      bez perspektywy wyjścia na prostą. Powinnaś zacząć od poszukania przyczyn, bo te
      zawsze z większym czy mniejszym oporem naszego lęku, da się w końcu określić).
      Kiedy uporasz się z pytaniem czego chcesz, a co odrzucasz (bo masz do tego
      prawo!)będziesz miała punkt zaczepienia. To co piszę poparte jest własnym
      doświadczeniem, tak długo myślałam, że "muszę dać sobie radę", aż mnie to
      przerosło. Wszystko powoli wraca do ładu czego i Tobie bardzo gorąco życzę.
      Pozdawiam
Pełna wersja