mimii
15.01.05, 12:38
Mimo, że nikt mi nigdy tego nie powiedział czuję, że jestem dziwaczką. Mam 27
lat i życie, przez niewykorzystanie wszystkich najlepszych okazji, zmarnowane.
Trzy razy rozpoczynałam studia na różnych kierunkach, żadnych nie skończyłam.
Po każdym roku rezygnowałam. W międzyczasie znalazłam byle jaką pracę jako
sekretarka w jakiejś podrzędnej firmie. Marna praca, marne zarobki. Chciałam
podnosić swoje kwalifikacje z myślą o zmianie posady na lepszą, bo
pomyślałam, że jako wykwalifikowana sekretarka mogłabym lepiej zarabiać, więc
postanowiłam zapisać się do szkoły językowej.Chodziłam miesiąc. Lekcje
odbywały się popołudniami na które wbiegałam zmęczona i spóźniona. Byłam
wciąż nieprzygotowana. Czułam, że wszyscy się mi przyglądają i ubolewają nad
moją głupotą i brakiem organizacji czasu. Prawda była taka, że po każdym
powrocie z pracy byłam tak nią wykończona, że na naukę nie straczało mi czasu
ani ochoty.
Teraz widzę, ze problem tkwi głębiej. Ja się boje ludzi. Drażnią mnie. To
przez nich zmieniałam studia, przez ich natarczywe spojrzenia, złośliwe
komentarze, co do mojego czasem niechlujnego wyglądu do którego sama siebie
doprowadzałam. Z pracy raz chciano się mnie pozbyć ale że dobrze wykonuję
swoje obowiązki sekretarki, nie było to takie łatwe. Czuje się tam
niechciana, chcę zmienić pracę ale boję się nowych ludzi. Poza tym bez dobrej
znajomości przynajmniej jednego języka obcego nie mam szans na nic lepszego.
Teraz nawet nie zwacam uwagi na to jak się ubieram. Czasem potrafię przyjśc
przez 3 dni pod rząd w tym samym ubraniu. Fryzurę mam byle jaką, wyglądam
byle jak. W pracy rozmawiam tylko z tymi z którymi muszę. Potem wychodzę z
pracy i marze tylko o spokoju i ciszy.
Ludzie mnie drażnią, dlatego ich unikam. Poza tym bedąc tak zaniedbana, źle
się czuję obcując z uśmiechniętymi, wypielęgnowanymi ludźmi, którzy skończyli
świetne studia, nie musieli pracować w międzyczasie i w ogóle ich zycie jest
rewelacyjne. Mają męzów, żony, dziewczyny, chłopaków, narzeczonych.
Szczęśliwe życie. Miło spędzone weekendy w gornie sprawdzonych znajomych.
To, że nie mam chłopaka, chyba nie muszę dodawać. Jestem dziwaczką.
A jeszcze 6 lat miałam parę przyjaciółek, kolegów, którym chyba się
podobałam, ale i wtedy zachowywałam się już jak idiotka, udawałam obojętną,
odpychałam ich od siebie swoją niechęcią, udając niedostepną sądząc, że będą
się przy mnie kręcili bez końca. Biorąc pod uwagę mój kosmzarnie przeciętny
wygląd, pomyliłam się. Teraz oni mają już piękne narzeczone lub żony i urocze
dzieci. Życie przeciekło mi przez palce.
Boję się, że jeszcze chwila, a zwariuję i czeka mnie leczenie psychiatryczne.
Co ja najlepszego zrobiłam ????