marybellows
24.01.05, 10:20
Bardzo często odzywa się we mnie pragnienie, by być kobietą domową. Miałam
juz w życiu różne układy i wiem, że możliwości: 1. Fajna praca; 2. Bycie w
domu 3. Niefajna praca - cenię dokładnie w tej kolejności, jak napisałam.
Czyli, że wolałabym wyrzec się zarobków i walorów płynących z posiadania
zatrudnienia, jeśli zmuszałoby mnie ono do zbyt przykrych przeżyć i żyć
biedniej, i zajmować się domem.
Szkopuł w tym, ze "świat" uważa, że zatrudnienie jest wartościa samą w sobie
i - jakiekolwiek by było - trzeba je brać! No bo pieniadze, bo co odpowiesz,
gdy cię ciotki zapytaja gdzie pracujesz, bo skończone fakultety, bo się
cofniesz intelektualnie, a mąż znudzi się i zdradzi...
Może zabrzmi to hiobowo dla tych, co wierzą w takie steteotypy, ale nie
obserwuję wcale, że to sie sprawdza w zyciu niezatrudnionych koleżanek. Która
była bystra, ciekawa świata, ta nadal czyta, chodzi do kina i do teatru,
prowadzi życie towarzyskie i nie jest nudna. Która była tępawa i nie miała
zainteresowan, ta, mimo etatu, nadal nie ma o niczym zdania, robi co jej
ciotki każą i tylko kwęka, ze jej ciężko, tudzież chętnie "powiesi psy" na
niezakontraktowanej a bystrej koleżance.
Podobnie mężowie: jak ma zdradzić, to zdradzi - i pracującą "bo za mało czasu
spedzaliśmy razem", i domową - w ogóle w tych sprawach problem leży w
ludziach i ich relacji, a nie w etatach, jak myslę.
A juz szczytem wrogości kobiet wobec kobiet domowych są niektóre matki,
którym skacze "gula", że ich córki mają lepiej jako kobiety i mogą sobie
pozwolić na bycie w domu. Jestem z pokolenia córek, których matki dorastały w
kolektywistycznych czasach i wyrzekały sie indywidualnych pragnień w imię
wciskanych im na siłę "jedynie słusznych" przekonań. Jednym z nich było to,
ze wszyscy są zatrudnieni, kobiety także, i choćby im pekało serce, kiedy
zostawiają w złobku paromiesięcznego malucha, tak trzeba, bo tego wymaga
wizja socjalistycznego kraju /a nianiek wtedy było mało, bo nawet
niewykształcone kobiety mogły znaleźć pracę=obijanie się, a płacono za
wszystko podobnie/. Teraz niektóre matki patrzą z zawiscią na córki, które
bez ostracyzmu społecznego mogą zostać ze swoim maluchem - i, wraz z innymi
zawistnikami, robia wszystko, zeby zdyskredytować wartośc zycia kobiety
domowej. A przeciez nasze babcie przeważnie były w domu - i szanowano je i
nie twierdzono, ze widać są słabe na umysle itp..
Dlaczego tępi się kobiety domowe, choć przecież pracują - w domu, a jeśli
nawet nie, to zarabiają na nie mężowie, więc nikomu nic nie zabierają? Zawiść?