Dołowanie kobiet domowych

24.01.05, 10:20
Bardzo często odzywa się we mnie pragnienie, by być kobietą domową. Miałam
juz w życiu różne układy i wiem, że możliwości: 1. Fajna praca; 2. Bycie w
domu 3. Niefajna praca - cenię dokładnie w tej kolejności, jak napisałam.
Czyli, że wolałabym wyrzec się zarobków i walorów płynących z posiadania
zatrudnienia, jeśli zmuszałoby mnie ono do zbyt przykrych przeżyć i żyć
biedniej, i zajmować się domem.
Szkopuł w tym, ze "świat" uważa, że zatrudnienie jest wartościa samą w sobie
i - jakiekolwiek by było - trzeba je brać! No bo pieniadze, bo co odpowiesz,
gdy cię ciotki zapytaja gdzie pracujesz, bo skończone fakultety, bo się
cofniesz intelektualnie, a mąż znudzi się i zdradzi...
Może zabrzmi to hiobowo dla tych, co wierzą w takie steteotypy, ale nie
obserwuję wcale, że to sie sprawdza w zyciu niezatrudnionych koleżanek. Która
była bystra, ciekawa świata, ta nadal czyta, chodzi do kina i do teatru,
prowadzi życie towarzyskie i nie jest nudna. Która była tępawa i nie miała
zainteresowan, ta, mimo etatu, nadal nie ma o niczym zdania, robi co jej
ciotki każą i tylko kwęka, ze jej ciężko, tudzież chętnie "powiesi psy" na
niezakontraktowanej a bystrej koleżance.
Podobnie mężowie: jak ma zdradzić, to zdradzi - i pracującą "bo za mało czasu
spedzaliśmy razem", i domową - w ogóle w tych sprawach problem leży w
ludziach i ich relacji, a nie w etatach, jak myslę.
A juz szczytem wrogości kobiet wobec kobiet domowych są niektóre matki,
którym skacze "gula", że ich córki mają lepiej jako kobiety i mogą sobie
pozwolić na bycie w domu. Jestem z pokolenia córek, których matki dorastały w
kolektywistycznych czasach i wyrzekały sie indywidualnych pragnień w imię
wciskanych im na siłę "jedynie słusznych" przekonań. Jednym z nich było to,
ze wszyscy są zatrudnieni, kobiety także, i choćby im pekało serce, kiedy
zostawiają w złobku paromiesięcznego malucha, tak trzeba, bo tego wymaga
wizja socjalistycznego kraju /a nianiek wtedy było mało, bo nawet
niewykształcone kobiety mogły znaleźć pracę=obijanie się, a płacono za
wszystko podobnie/. Teraz niektóre matki patrzą z zawiscią na córki, które
bez ostracyzmu społecznego mogą zostać ze swoim maluchem - i, wraz z innymi
zawistnikami, robia wszystko, zeby zdyskredytować wartośc zycia kobiety
domowej. A przeciez nasze babcie przeważnie były w domu - i szanowano je i
nie twierdzono, ze widać są słabe na umysle itp..
Dlaczego tępi się kobiety domowe, choć przecież pracują - w domu, a jeśli
nawet nie, to zarabiają na nie mężowie, więc nikomu nic nie zabierają? Zawiść?
    • kvinna tępi się? 24.01.05, 10:27
      Nie wiem, ale pomyślało mi się, że wielu ludzi cierpi po odejściu na emeryturę -
      "coś" zatem musi być w przebywaniu z ludźmi, w wychodzeniu do ludzi. Chodzi mi
      o codzienne wychodzenie związane z pracą zawodową.

      (luźna myśl)
      • marybellows Re: tępi się? 24.01.05, 10:49
        Mysle, że to kwestia przyzwyczajeń, które po 60 tce trudno zmienić.
        Bycie kobietą domową nie musi oznaczać braku spotkan i kontaktu z ludźmi -
        można chodzic na kursy, studiować, mieć hobby, które "podbija" adrenaline - i
        ciekawsze spotkania i rozmowy niz te, które moga sie zdarzyć w nudnej pracy...
      • procesor Re: tępi się? 24.01.05, 10:51
        kvinna napisała:
        > Nie wiem, ale pomyślało mi się, że wielu ludzi cierpi po odejściu na
        > emeryturę - "coś" zatem musi być w przebywaniu z ludźmi, w wychodzeniu do
        > ludzi. Chodzi mi o codzienne wychodzenie związane z pracą zawodową.
        >
        > (luźna myśl)


        Jeśli ktoś nie dbał pracując o umacnianie więzi międzyludzkich (nie tylko tych
        w pracy..) to na emeryturze dostrzega że został sam.

        A ci co nie skupiali sie tylko na pracy to i na emeryturze potrafią stworzyć
        sobie ciekawy świat.
        • marybellows Re: tępi się? 24.01.05, 11:19
          No właśnie. Ja tez myślę, że niektórzy ludzie JEDYNĄ szanse kontaktu z innymi
          mieli w pracy, a presztę czasu poswięcali rodzinie. Gdy poszli na emeryturę,
          dzieci wybyły im z domu, kontakty w pracy sie skończyły - została pustka.
          Inni ludzie maja zycie towarzyskie niezalezne od pracy zawodowej - i nie
          przechodza tego typu kryzysów.
          • kvinna Jak rozumiesz "życie towarzyskie"? 24.01.05, 11:43
            Osoba, o której mówię i którą dość dobrze znam - nie potrzebuje zażyłych
            przyjaźni. Chodzi jej wyłącznie o kontakt tzw. afiliatywny.

            Co złego w budowaniu najściślejszych więzi właśnie w rodzinie?

            Ludzie są różni.
            • marybellows Re: Jak rozumiesz "życie towarzyskie"? 24.01.05, 11:53
              Nic złego, złe jest tylko naciskanie na ludzi, żeby zyli wg jakiegos modnego
              stereotypu - np. wmawianie domowym, że coś z nimi nie tak..
            • procesor Re: Jak rozumiesz "życie towarzyskie"? 24.01.05, 12:08
              kvinna napisała:
              > Osoba, o której mówię i którą dość dobrze znam - nie potrzebuje zażyłych
              > przyjaźni. Chodzi jej wyłącznie o kontakt tzw. afiliatywny.

              Ludzie aktywni i na emeryturze potrafią same znaleźć soebi grupę "kontaktowa".
              Albo same ją stworzyc nawet.

              > Co złego w budowaniu najściślejszych więzi właśnie w rodzinie?
              > Ludzie są różni.

              Nic. :)
              Niektórzy mają tak rozbudowane więzi rodzinne a przez nie kontakt z szerokim
              gronem ludzi - że nie musza niczego szukac.. :)
        • kvinna Re: tępi się? 24.01.05, 11:40
          Prosiłabym bez osobistych wycieczek - do emerytury zostało mi hooo-hoooooooo!
          Pewna b.znajoma mi osoba przeszła de facto na emeryturę (wcześniejszą), ale
          wciąż pracuje - kontakt z ludźmi uważa za bezcenny. I to nie w żadnym nudnym
          biurze.

          Prosiłabym o zauważenie, że ludzie są bardzo różni.
          Aha, i nie chodzi o żadne "umacnianie więzi międzyludzkich" (od tego rzeczona
          osoba ma najbliższych, rodzinę), tylko o przebywanie wśród dużej ilości ludzi,
          ciągły ruch, spełnienie się w tym.
          Nie każdy lubi szydełkować/wychodzić z psem/spotykać sąsiadki-emerytki i
          utyskiwać na "pieski świat.
          • marybellows Re: tępi się? 24.01.05, 11:47
            Kvinna, alez nawet przez mysl mi nie przeszło, zeby Cie słać na emeryturę! W
            ogóle nie zaczęło sie od emerytur /które i dla mnie sa daleka abstrakcją/,
            tylko od pewnej /mnie się zwidujacej/ nietolerancji wobec kobiet, które wybrały
            zycie domowe i dobrze się w tym czują - wbrew stereotypom. Znam kilka takich
            kobiet i widze, że jest im ok, tylko jakos ich matkom albo niektórym koleżankom
            nie jest z tym ok... Gdzie leży przyczyna?
          • aretha04 Re: tępi się? 25.01.05, 18:27
            kvinna napisała:


            > Pewna b.znajoma mi osoba przeszła de facto na emeryturę (wcześniejszą), ale
            > wciąż pracuje - kontakt z ludźmi uważa za bezcenny. I to nie w żadnym nudnym
            > biurze.
            >

            Kwinna, czy piszesz o mnie????
            może my się znamy, tylko tutaj nic nam te nicki nie mówią:))))


            > Nie każdy lubi szydełkować/wychodzić z psem/spotykać sąsiadki-emerytki i
            > utyskiwać na "pieski świat.


            i znowu wypisz - wymaluj pasuje do mnie:)))
            z małym wyjątkiem, że psy lubię (i mam ), ale za spacerami z nimi nie przepadam:)
            pozdr.
            A.

      • m.malone Re: tępi się? 25.01.05, 10:19
        kvinna napisała:

        > Nie wiem, ale pomyślało mi się, że wielu ludzi cierpi po odejściu na emeryturę
        > -
        > "coś" zatem musi być w przebywaniu z ludźmi, w wychodzeniu do ludzi. Chodzi mi
        >
        > o codzienne wychodzenie związane z pracą zawodową.
        >
        > (luźna myśl)

        Mam to szczęście, że nie należę do tych "wielu"
        eMMeryt
      • hubkulik Re: tępi się? 25.01.05, 10:44
        > Nie wiem, ale pomyślało mi się, że wielu ludzi cierpi po odejściu na
        emeryturę
        > -
        > "coś" zatem musi być w przebywaniu z ludźmi, w wychodzeniu do ludzi. Chodzi mi
        >
        > o codzienne wychodzenie związane z pracą zawodową.

        Moze byc to ucieczka przed bliskoscia.
    • sdfsfdsf Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 11:44
      lubie kobiety domowe, ale chodzi mi bardziej o sposob myslenia a nie o to czy
      siedza w domu czy pracuja
      ciekawe czy ktos mnie zrozumial
      moze tak, zimne suki doprowadzaja mnie do szewskiej pasji
      • kvinna :-) 24.01.05, 11:48
        Ciepłe?
        Dobre?

        Chyba zrozumiałam.
      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 11:51
        Chyba się zrozumielismy! Nareszcie ktoś! Uff!
        Czyli: Że kobietom domowym przypisuje się parę niemiłych cech, które mogą mieć
        kobiety niezaleznie od posiadania etatu. I że jest stereotyp krzywdzący kobiety
        domowe... Ja też je lubię, a, co więcej, szanuję za ich pracę jeśli same
        zajmują się domem i rodziną - szacunek dla tego większy by się przydał, nie?
        • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 11:57
          marybellows napisała:
          > Chyba się zrozumielismy! Nareszcie ktoś! Uff!
          > Czyli: Że kobietom domowym przypisuje się parę niemiłych cech, które mogą
          > mieć kobiety niezaleznie od posiadania etatu. I że jest stereotyp krzywdzący
          > kobiety domowe... Ja też je lubię, a, co więcej, szanuję za ich pracę jeśli
          > same zajmują się domem i rodziną - szacunek dla tego większy by się przydał,
          nie?

          Po prostu nastąpiło przesuniecie. Kiedyś trzeba było być kobietą domową - bo
          inacezj zgroza! to nie kobieta! to twór jakis niebezpieczny!
          Teraz NIE wolno być zadowoloną kobietą domową - no bo jak? spełniona i
          zadowolona bez przymusu pracy poza domem?! zgroza! (znowu :) ).

          Nie zmienia sie tylko jedno - PRZYMUS.
          Ot, "ktos" decyduje co dla kobiet jest dobre, wie lepiej. A kobiety powinny sie
          dostosowac.
          A niedoczekanie! :)

          Był czas że meczyło mnie bycie kobietą domową. Był taki że pokochałam to. :)
          Jest - pół na pół teraz. I jest mi z tym dobrze. :)
          • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 13:21
            Ja żyłam domowo, głupiopracowo, a teraz żyje fajnopracowo - i widzę, że rzecz
            nie w tym, by 8 godzin dziennie korkować butelki, tylko w tym, żeby robic cos z
            sensem i poczuciem satysfakcji - w domu lub poza nim.
            I nie cierpię tego ciągłego /ileś setek lat to trwa!/ urabiania kobiet na
            jedynie słuszną modłę: A to - kuchnia, dzieci, kosciół, a to: zakład pracy,
            kolektyw, zebranie partyjne, a to: firma od rana do nocy, duża kasa, stres,
            rywalizacja, proszki na spanie, proszki na wstanie...
            • yoosh Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 13:33
              100% prawdy-ja od paru miesięcy zyję zgodnie z sobą,z moją wizją na życie-czuję
              jakbym sie na nowo narodzila.Szkoda jedynie,że przez iles tam czasu bylo
              inaczej.Do wszystkiego trzeba dojrzeć-do decyzji,kóre innym wydają się szalone
              również-to przecież MOJE życie.
            • sweetnighter Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 20:03
              po prostu, w miarę emancypacji - która zresztą w tym kraju postępuje bardzo
              opornie - udziałem kobiet podejmujących pracę zawodową stają się zarówno jasne,
              jak i ciemne strony tego modelu - z jednej strony więc możliwość samorealizacji
              i uzyskania niezalezności finansowej, ale z drugiej - wyścig szczurów i presja
              na sukces zawodowy i materialny (a zresztą praca, o ile jest, to zwykle bywa
              nudna i/lub odmóżdzająca, kiepsko płatna) - slowem stres, przepracowanie, brak
              satysfakcji (a do tego jeszcze "obowiązki w domu" itp). ciekawe swoja droga,
              czy pobudzi to was do refleksji np. nad tym, że mężczyznom tez ten przymus
              kariery za wszelką cenę może byc ciężarem (a nie mają przecież azylu w postaci
              roli "pani domu").

              wracając do housewives - to jednak najcześciej ta rola idzie w parze z
              gnuśnością umysłową, brakiem zainteresowań, syndromem kury domowej; trudno co
              prawda powiedziec, co tu skutkiem, co przyczyną, najpewniej oba elementy
              wzajemnie się wspierają (lenistwo umysłowe & wybór roli kury domowej). ja
              oczywiście rozumiem, że kobieta może nie chcieć podejmować jakiejkolwiek pracy
              zawodowej, za wszelką cenę - zwłaszcza jeśli sytuacja rodziny na to pozwala -
              tym bardziej, że może nie móc znaleźć pracy - ale tez robić z wychowania dzieci
              i usługiwania mężowi jakąś filozofię życiową to żenada. zresztą archetyp
              kobiety realizującej się tylko i wyłącznie w relacji do swojego "pana", a
              pozbawionej osobistych pasji, jest dla mnie osobiście odpychający. tak samo jak
              stereotypowy macho, jest to parodia człowieka.
              • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:51
                Dlaczego mysląc o kobiecie domowej wyobrażasz sobie kogoś bliskiego serialowej
                Roseanne a nie Delfinie Potockiej?
      • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 11:52
        I takiej szukasz? :)

        Fakt, kobieta domowa może być kobieta pracującą. Ale nie może być pracoholiczką.

        To kwestia priorytetów, tak myślę. Jak powiastce o wypenianiu dzbana najpierw
        kamieniami. :)
      • stephen_s Z ciekawości... 24.01.05, 20:06
        ... o co chodzi z tym sposobem myślenia kobiet domowych? Jakie cechy maja,
        które je różnią od kobiet pracujących?

        Ciekaw jestem, co konkretnie macie na myśli...
        • marybellows Re: Z ciekawości... 25.01.05, 10:25
          Myślę, ze to ukuty w czasach komuny stereotyp: Kobieta, która zajmuje sie
          domem, jest: leniwa /wtedy etat mógł znaleźć kazdy/, ograniczona umysłowo /nie
          uczestniczy w pogadankach i dyskusjach kolektywu - co taka może wiedziec?/,
          zajęta wyłacznie domem i rodziną /bo nikt bez zakładowej wycieczki nie chodzi
          do kina/, posłuszna i zahukana /bo mąż mając kasę musi przecież okazywać swoja
          władzę i poprawiać sobie humor ponizając ją/ i zaniedbana zewnętrznie /bo dla
          kogo się stroić jak nie dla kolegów z pracy - w domu, jak wiadomo, dłubie się w
          nosie, siorbie zupę i chodzi w kalesonach/...
          • stephen_s Re: Z ciekawości... 25.01.05, 12:28
            No dobrze - a te pozytywne cechy, o których mówi np. Sdfsfdsf? Jakie one
            miałyby być?
            • marybellows Re: Z ciekawości... 25.01.05, 13:07
              Macierzyńskie, ciepłe, opiekuńcze - tulenie, ciumkanie, nosków wycieranie,
              zupek gotowanie, firaneczek karbowanie - to lubią! Zaopiekują się chorą ciocią
              i dadzą zupy głodnemu dziecku sąsiadki, bo maja dobre, czułe dusze, nie nawykłe
              do brutalności, obojetności, rywalizacji. Pogodne i łagodne, uśmiechnięte,
              spokojne. Emocjonalne, popłakują sobie na filmach, ale zaradne, potrafią madrze
              wydawać pieniadze i prowadzić dom, pod ich okiem wszystko kwitnie i zdrowieje...
              • stephen_s Hmmmm... 25.01.05, 13:39
                > Macierzyńskie, ciepłe, opiekuńcze - tulenie, ciumkanie, nosków wycieranie,
                > zupek gotowanie, firaneczek karbowanie - to lubią! Zaopiekują się chorą
                > ciocią i dadzą zupy głodnemu dziecku sąsiadki, bo maja dobre, czułe dusze,
                > nie nawykłe
                > do brutalności, obojetności, rywalizacji. Pogodne i łagodne, uśmiechnięte,
                > spokojne. Emocjonalne, popłakują sobie na filmach, ale zaradne, potrafią
                > madrze
                > wydawać pieniadze i prowadzić dom, pod ich okiem wszystko kwitnie i
                > zdrowieje..

                Szczerze Ci powiem, że mnie osobiście takie kobiety raczej nie pociągają...
                Choć wiadomo, gusta są różne.
                • marybellows Re: Hmmmm... 25.01.05, 13:50
                  Mnie się podobają ale tylko trochę /nie seksualnie, bo jestem hetero, tylko
                  jako pewien typ ludzki/. Osobiscie jestem za dobrocia i łagodnościa, ale mającą
                  granice, tzn. aby w słusznej sprawie umieć "przyłozyć", a nie tylko popłakiwać..
                  • stephen_s Re: Hmmmm... 25.01.05, 13:56
                    Jako typ ludzki - zgodzę się, takie kobiety mogą być przyjemne, nawet -
                    intrygujące. Ale być z taką kobietą w związku bym nie chciał... Wolę kobiety
                    silne i przebojowe, nie spokojnie, cieplutkie i "ciumkające" :)
                    • marybellows Re: Hmmmm... 25.01.05, 14:03
                      A co ja, skoro w pierwszej odsłonie jestem "ciumkająca", lecz w głebi duszy -
                      buntowniczka?! Glany nosić i czarne okulary?.. Kląć, pić i palić?... Ochryple
                      mówić?.. Co bys radził?
                      • stephen_s Re: Hmmmm... 25.01.05, 14:10
                        > A co ja, skoro w pierwszej odsłonie jestem "ciumkająca", lecz w głebi duszy -
                        > buntowniczka?! Glany nosić i czarne okulary?.. Kląć, pić i palić?... Ochryple
                        > mówić?.. Co bys radził?

                        Nauczyć się władać kataną..? :)))

                        A tak poważnie - czemu mnie pytasz o to? Bądź, jaka chcesz być... Ja nie
                        krytykuję kobiet domowych, tylko stwierdzam, że ja jako ja lubię inny typ
                        kobiet...
    • blondissima z moich obserwacji 24.01.05, 12:31
      kobiety domowe(niezaleznie od wieku) z czasem przybieraja pewne cechy, ktorych
      nie maja ludzie pracujacy- koncentrowanie sie na pie..ch, monologach o tym
      co ktos zrobil, u kogo byl, komu urodzilo sie dziecko, wiekszym poziomem
      wrazliwosci na negatywne bodzce, dbalosc o trawnik przydomowy, znielubienie
      kobiet pracujacych, jakas podskorna zazdrosc o WLASNE finanse.
      • marybellows Re: z moich obserwacji 24.01.05, 13:27
        Ja tego nie widzę u moich domowych koleżanek /maja mężów, którzy im nie
        wydzielają kasy itp./, a zazdrość o finanse i o wszystko inne plus obsesyjną
        koncentracje na p..łach obserwowałam u pań z mojej nielubianej pracy - stale
        dyskutowały, co zrobią na obiad, na co kto chory itp. Aby pogadać o sprawach
        społecznych czy kulturze musiałam się udac do moich domowych kumpelek. Chyba
        jednak rzecz leży w charakterze, a nie w etacie.
        • xy2 Re: z moich obserwacji 24.01.05, 13:38
          na pewno w charakterze, ale coś w tym jest. zawsze lepiej pracować i mieć
          własne pieniądze. nigdy nie chciałabym czuć sie totalnie uzależniona, nie
          chciałabym być niczyją utrzymanką. czułabym sie z tym bardzo źle. nie jest
          powiedziane że są tylko 2 opcje: nieciekawa praca i siedzenie w domu. uważam
          jednak ze ciekawe zajęcie dające satysfakcje jest zdecydowanie korzystniejsze
          od przebywania w domu.
          • marybellows Re: z moich obserwacji 24.01.05, 13:49
            Ja tez, ale stawiam dom na 2 miejscu, jesli alternatywą jest debilna praca.
            • xy2 Re: z moich obserwacji 24.01.05, 13:58
              z debilną pracą to fakt, mam to za sobą i nic mnie w życiu tak nie wyniszczyło
              psychicznie. uważam sie lepiej jest jakiś czas przeczekać w domu i znaleźć cos
              co będzie przynajmniej w miare satysfakcjonujące.
              ja w kazdym razie jestem dobrej myśli
              • marybellows Re: z moich obserwacji 24.01.05, 14:02
                Moge Ci powiedzieć na pociechę, że ja tez odeszłam z tej durnej pracy, pobyłam
                w domu, i - wbrew załamywaniom nade mna rąk i prorokowaniu, ze juz nic nie
                znajdę, jeśli zrobię przerwę w zatrudnieniu - znalazłam SUPER prace - to trwa
                juz 5 lat.. ale pojawiły sie chmury na horyzoncie.. ale może sie rozlezą...
                • xy2 Re: z moich obserwacji 24.01.05, 14:28
                  ja mam ten problem ze poprzedni pracodawca wystawi mi bardzo niekorzystne
                  referencje. tego obawiam sie najbardziej bo to kawał sku..syna. ale moze
                  będzie OK, jestem w czepku urodzona i podobno zawsze spadam na 4 łapy:)
    • witch-witch Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 19:01
      Bardzo ciekawy post!! Moim umiarkowanym zdaniem to tepi sie poniewaz sie
      zwyczajnie po chamsku zazdrosci, takim kobietom, ktore mogly zostac w domu
      zamiast zapieprzac w domu i zasranej dziadowsko platnej pracy. Na taka robote z
      zaszczytami to malo ktora moze sobie pozwolic, wiec nic innego im nie pozostaje
      jak saczyc babska zawisc.
    • triss_merigold6 Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 20:42
      To chyba w innych światach żyjemy. Obserwuję narastający nacisk medialny (min.
      w prasie poświęconej wychowaniu i dzieciom) na kobiety mające małe dzieci żeby
      rezygnowały z pracy i minimum te 3 lata spędzały z dzieckiem w domu.
      Zamknięcie się w domu - zwłaszcza jeśli kobieta ma niewielkie potrzeby
      intelektualne - powoduje jeszcze większe ograniczenie zainteresowań, obsesyjną
      koncentrację na tematyce "dziecięco-rodzinnej", czasem dyskredytowanie tych
      pracujących.
      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 09:58
        Cos w tym jest, że kobiety domowe i etatowe zbyt często ustawiaja się po
        przeciwnych stronach barykady. Jest tu jakas walka z próba skłonienia drugiej
        strony do przyjecia i przejecia własnego modelu życia uznawanego za najlepszy i
        jedyny... Co my baby takie kłótliwe?.. Czemu nie damy innym życ jak lubią?
        • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:19
          marybellows napisała:
          > Cos w tym jest, że kobiety domowe i etatowe zbyt często ustawiaja się po
          > przeciwnych stronach barykady. Jest tu jakas walka z próba skłonienia drugiej
          > strony do przyjecia i przejecia własnego modelu życia uznawanego za najlepszy
          > i jedyny... Co my baby takie kłótliwe?.. Czemu nie damy innym życ jak lubią?

          dziel i rządź..
          stare a ciągleaktualne

          to jak myślisz - kto za tym stoi?? ;)
          • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:38
            Ani chybi: CHŁOPY!!!
            Gdy coś jest nie tak, trzeba zobaczyć, kto na tym najlepiej wychodzi - i szukać
            w nim sprawcy. Czyli: Mordercą jest ten, kto dziedziczy spadek!
            Gdyby etatowe i domowe się trzymały razem, mogłoby dojśc do rzeczy strasznych:
            - etatowe dostałyby warunki umozliwiające im zachowanie etatu bez 12 godzinnego
            dnia pracy i np. mienie małego dziecka, bo, jak w normalnych krajach, mogłyby
            wtedy w ramach prawa i bez poczucia zagrozenia pracować 6 godzin dziennie.
            - domowe dostałyby prawne potwierdzenie wartości swojej pracy w formie składki
            emerytalnej i emerytury na starość
            - wszystkie byłyby mniej sfrustrowane, bardziej usatysfakcjonowane swoim zyciem
            i solidarne, a zatem lepiej by im się myślało i wymyślałyby coraz więcej rzeczy
            dobrych dla kobiet, a wkrótce i dla dzieci, starców, chorych i innych...
            Chłopska /czy raczej - dotychczasowo kulturowa/ wizja dominowania poszłaby do
            lamusa. Chłopy musiałyby sie nauczyć troszczenia. "Kaczka" zamiast karabeli?
            Ojej!
            • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 12:15
              marybellows napisała:
              > Gdyby etatowe i domowe się trzymały razem, mogłoby dojśc do rzeczy strasznych:
              > - etatowe dostałyby warunki umozliwiające im zachowanie etatu bez 12
              > godzinnego> dnia pracy i np. mienie małego dziecka, bo, jak w normalnych
              > krajach, mogłyby wtedy w ramach prawa i bez poczucia zagrozenia pracować 6
              > godzin dziennie.
              > - domowe dostałyby prawne potwierdzenie wartości swojej pracy w formie
              > składki emerytalnej i emerytury na starość
              > - wszystkie byłyby mniej sfrustrowane, bardziej usatysfakcjonowane swoim
              > zyciem i solidarne, a zatem lepiej by im się myślało i wymyślałyby coraz
              > więcej rzeczy dobrych dla kobiet, a wkrótce i dla dzieci, starców, chorych i
              > innych...

              Co nam daj Panie Boże AMEN! :))))))))))))))))

              To co - zaczyanamy akcję "AFIRMACJA"?? :)
              To ponoć czyni cuda. :)
              • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:08
                Chyba tylko afirmacja i cuda cos tu mogą, więc ja mówię: TAK.
            • stephen_s Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 12:29
              > Ani chybi: CHŁOPY!!!

              To mi zakrawa na teorię spisku... :)
              • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:12
                Nie wszystkie chłopy, tylko te dawne, co powymyślały. Późniejsze chłopy weszły
                w gotowy układ a że był wygodny... ja tam sie nie dziwię, no, może trochę. A
                przez to wszystko teraźniejsze chłopy mają spory problem...
                • stephen_s Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:49
                  Cały czas twierdzę, że brzmi to nieco jak teoria spisku :)

                  Nie, zebym się z Tobą nie zgadzał - bo faktycznie, dla wielu mężczyzn tzw.
                  tradycyjny model rodziny może być wygodny i kuszący... i dlatego
                  równouprawnienie ich przeraża. Chodzi mi o samo to mówienie, że jak kobiety się
                  kłócą, to pewnie "chłopy" je podpuścili... Jak to miałoby wyglądać? Żebrała się
                  jakaś tajna Organizacja Chłopów Zjednoczonych - i postanowiła "Od dziś
                  napuszczamy na siebie kobiety domowe i pracujące"? :))
                  • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:58
                    Nie, mysle, że kobiety same są tu "świętsze od Papieża" i własnymi rekami
                    dokonują /uwaga uwagaa..../ masakry psychicznej na swych siostrach w płci.
                    Kiedys to kobiety /tak mi się przynajmniej wydaje/ najbardziej potępiały panny
                    z dzieckiem, prostytutki które szły na ulicę z biedy, one tez nie głosuja na
                    inne kobiety tylko na mężczyzn, itd. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. To mnie
                    smuci nawet :( Wydaje mi się, ze chcą się w ten sposób przypodobać mężczyznom -
                    poprzez zdyskredytowanie innej kobiety wykazać, ze one same są świetne.
                    • stephen_s Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:02
                      Mi się zdaje, że może chodzić o zwykłe ludzkie uprzedzenie do osób
                      niepasujących do obowiązującego "wzorca"... W połączeniu z tym, że kobiety
                      (przeciętnie) bardziej skupiają się na świecie społecznym, niż mężczyźni, i są
                      bardziej skłonne do agresji werbalnej, obmawiania - daje to efekt
                      tego "masakrowania", o którym mówisz.
    • ziemiomorze Re: Dołowanie kobiet domowych 24.01.05, 22:25
      Praca domowa wiaze sie z niskim statusem - tak jak praca sprzataczki, kucharki
      pielegniarki czy sekretarki, tyle ze domowa jeszcze dodatkowo nie jest platna,
      no i - nie mysli sie o tym jako o pracy w ogole, bo wiaze sie z finansowa
      zaleznoscia. I to okreslenie - 'przy mezu'!

      Wiele lat temu, kiedy pracowalam jako niania u pary mlodych yuppies,
      zaprzyjaznilam sie z grupa kobiet kolo 40tki, ktore laczylo to, ze wlasnie
      urodzily swoje pierwsze dzieci. Obserwowalam je z podziwem - kazda z nich miala
      za soba znaczaca kariere zawodowa, ktora spokojnie przerwala, aby oddac sie
      swiadomemu, dojrzalemu macierzynstwu. Stac je bylo na dystans do samych siebie
      i madra milosc, a takze na to, aby nie zglupiec, kiedy przestaly chodzic do
      pracy.

      Chodzi mi o to, ze do wszystkiego powinno sie dorosnac - czy to do zostania w
      domu, czy pracy w biurze.

      Mysle, zewieksze klopoty maja mezczyzni w podobnej sytuacji. Poczynajac od
      pelnych wspolczucia (i, nie wiedziec czemu, zachwytu) spojrzen matek, ktore
      obserwuja ojca z maluchem w piaskownicy, poprzez natraczywe pytania
      tesciowej 'dlaczego matka nie zajmuje sie dzieckiem?' do kpin kolezkow, ktorzy
      uwielbiaja zartowac sobie z biedaka przy piwku.

      W sytuacji, w ktorej istnieje przymus, traci kazdy,
      • renkaforever Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 07:36
        Zgadzam sie z wypowiedzia, ze to kwestia charakteru i wyksztalcenia, a nie
        wykonywanych czynnosci.Przykro mi czytac, ze kobieta zajmujaca sie wlasnym
        mezem i wychowywaniem dzieci posiada niski status spoleczny.
        • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:10
          Warto tez spojrzec na historie: Kiedys zasobne mieszczanki czy ziemianki nie
          miały etatów, w domu wyreczała je służba, a nikomu nie przyszło do głowy
          twierdzenie, że to najmniej swiatła część kobiet!.. Przeciwnie, te panie domowe
          były kobiecą awangardą intelektualna swoich czasów: wspierały artystów,
          czytywały, zwiedzały swiat, często kształciły sie artystycznie...
          Mysle, że w Polsce króluje jeszcze komunistyczna perspektywa patrzenia na
          kobiety domowe. Środowiska, które utozsamiaja robotę z bólem rąk i potem na
          plecach, wolny czas sprawia im kłopot, bo nie zwykli o sobie decydować, a
          satysfakcje utozsamiają z wypchanym portfelem, po prostu widzą w kobietach
          domowych obcy zywioł, niepokojacy, podważajacy ich pryncypia.. Zatem: Huzia!
          • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:18
            Widzę że w tym samym momencie to samo nam do głowy przyszło! :)
            • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:43
              Widocznie kobiety obdarzone szczególną zywościa intelektualna maja podobne
              skojarzenia przy podobnych pytaniach.. :)))
        • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 10:12
          renkaforever napisała:
          > Zgadzam sie z wypowiedzia, ze to kwestia charakteru i wyksztalcenia, a nie
          > wykonywanych czynnosci.Przykro mi czytac, ze kobieta zajmujaca sie wlasnym
          > mezem i wychowywaniem dzieci posiada niski status spoleczny.

          Taaa, kwestia oczekiwań społeczeństwa.
          Kiedyś kobieta - Pani Domu - miała wysoki status społeczny. I czas na kulturę i
          sztukę. Zapewnienie bytu - to męskie zmartwienie.

          Kobieta pracujaca wtedy? Służąca, praczka, sprzataczka..

          A tylko chciałabym żeby każdy wybór był uszanowany - bez doszukiwania sie
          słabości umysłowej u tych co w domu zostają tudziez super inteligencji u
          pracujących. Bo sam fakt pracy poza domem czy pracy - tak PRACY! ciężkiej
          pracy! - w domu nie jest w najmniejszym stopniu wiarygodnym miernikiem poziomu
          umysłowego człowieka.
          Człowieka.
          Bo coraz więcej jest odwrócenia sytuacji gdy mężczyan jet panem domu -
          czyli "gosposiem domowym". Jeśli taki jest wspólny wybór należałby to uszanowac.
    • yoosh Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 12:10
      Uważam,że dobrym rozwiązaniem dla wielu kobiet bylaby praca w niepelnym
      wymiarze godzin-pol,ćwierć etatu,dwa dni w tygodniu itp.Mam koleżanki za
      granicą,,ktore w ten sposób dorabiają sobie/wprawdzie nie utrzymują calej
      rodziny/,mają satysfakcję z pracy,nie przemęczaja się,dom i dzieci zadbane.

      Wiem,że to nie porada dla tych kobiet w trudnej sytuacji finansowej ale jednak
      sposób,by zarobić na kosmetyki,ciuchy i inne wlasne potrzeby nie będąc zdanym
      na drugą polówkę.

      U nas pracodawca woli zatrudnić jedną osobę,zamiast dwóch i wyeksploatować ją
      na maxa- a to bląd,bo kobieta pracująca na pol etatu jest bardziej wypoczęta i
      wydajna niż jedna pracująca z musu i grymasem na twarzy.
      • ziemiomorze Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 12:15
        Podpisze sie pod tym, co napisalas, jesli zamiast slowa 'kobieta'
        wpiszesz 'kobieta lub/i mezczyzna'. Dlaczego to my mialbysmy miec wiecej
        wolnego czasu czy domowych obowiazkow?
        • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:17
          Cały czas myslę "lub mężczyzna" - bardzo bym chciała, zeby tez nie tepiono
          panów, którzy pracują prowadząc dom - a na nich jest jeszcze większe "huzia"
          niz na kobiety w analogicznej sytuacji. Znam takiego jednego gosposia - fajny
          facet, fajna rodzina, tylko ludzie sie go strasznie czepiaja!...
      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:14
        No właśnie. U nas, jak to w społeczeństwach "na dorobku", buduje sie dobrobyt
        kosztem ludzi i tego, co ludzkie: życia prywatnego, rodzin, dzieci, ludzkiej
        potrzeby harmonii pomiędzy pracą a domem.
    • xy2 siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:00
      1,5 miesiąca jest dla mnie jak całe wieki. można nabawić sie depresji, ciężko
      sie zmobilizować. to nie jest życie. wiem ze można wiele zrobic w tym czasie
      ale ja nie umiem, perspektywa każdego kolejnego dnia bez pracy tak mnie dołuje
      ze nawet nie mam siły sięgnąć po ksiażkę czy gazete.
      lepiej mieć zorganizowany czas i wychodzic domu z makijażem do ludzi a nie
      siedziec w czterech ścianach. niedługo zacznę duchy widziec
      drażliwy temat jak cholera
      • procesor Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:07
        xy2 napisała:
        > 1,5 miesiąca jest dla mnie jak całe wieki. można nabawić sie depresji, ciężko
        > sie zmobilizować. to nie jest życie. wiem ze można wiele zrobic w tym czasie
        > ale ja nie umiem, perspektywa każdego kolejnego dnia bez pracy tak mnie
        dołuje
        > ze nawet nie mam siły sięgnąć po ksiażkę czy gazete.
        > lepiej mieć zorganizowany czas i wychodzic domu z makijażem do ludzi a nie
        > siedziec w czterech ścianach. niedługo zacznę duchy widziec
        > drażliwy temat jak cholera

        To wychodź.
        Jestes przykuta do łózka czy wózka?
        • xy2 Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:14
          nic do tej twojej pustej główki nie dociera, ale to nie mój problem
          • procesor Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:24
            Widze że faktycznie drażliwy.

            Myślisz że takie podejście do ludzi ułatwi ci znalezienie pracy?

            PS To nie siedzenie w domu cię dołuje - tylko to że to nie jest twój wybór..
            Znikam więc nie odpowiem na razie na kolejny tchnący życzliwośica list. :)
      • marybellows Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:21
        Xy, nie mysl tylko, że chodzi mnie czy procesorce o stworzenie
        kolejnej "słusznej" wizji domowego szczęścia kobiety!.. Chodzi o to, żeby te,
        które np. nienawidzą swojej pracy i chętnie zostałyby w domu, mogły to zrobic
        majac pewność, że na starosc nie pójdą na żebry.
        A te kobiety, które, jak ty, bardzo lubią pracować poza domem - mogłyby prędzej
        znaleźć wolny etat, na którym na pewno sprawdzałyby sie lepiej pracujac z
        entuzjazmem, niż te, co robia to z musu.
        • xy2 Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:27
          dla mnie jest to dramat jak patrze na siebie bez makijażu, w spodniach na gumce
          itp.
          w ciągu zaledwie 1,5 miesiąca przeskoczyłam z rozmiaru 36 na 38 (wiem ze 38 to
          nie tragedia, aLE chodzi o to co sie ze mną dzieje).
          a na wyglądzie mi zależy i niech nikt mi nei mówi że to nie jest ważne, bo
          między innymi od tego jak sie widzisz w lustrze zależy samopoczucie a w
          konsekwencji to jakim jest sie dla innych
          • marybellows Re: siedzenie w domu to największy koszmar 25.01.05, 13:33
            Xy, to truizm, ale ludzie sa różni a ty widocznie nalezysz do tych "iskierek"
            co to muszą być w ruchu, bo inaczej gasną... Szkoda, że taka energia marnuje
            się i że w Polsce z praca jest wielki koszmar.. Trzymaj się, mała, i nie
            załamuj! :)
            • xy2 nie umiem usiedziec na dupie 25.01.05, 13:37
              bo dostaje świra, bije mi na mózg
              • marybellows Re: nie umiem usiedziec na dupie 25.01.05, 13:45
                Nie jestem psychologiem, ale uważam, że czas zebyś cos zrobiła ze swoja
                codziennością, nastrojem, myslami, bo czuję, że naprawdę się męczysz i smucisz,
                a także denerwujesz - i, jak piszesz z dnia na dzień wcale nie jest lepiej..
                • xy2 Re: nie umiem usiedziec na dupie 25.01.05, 13:51
                  ja to wszystko wiem:)
                  i czekam jak na zbawienie na odpowiedź z volvo. chciałabym sprzedawać fajne
                  auta, praca w której sie nie przemęcze i przy okazji z produktem który lubie,
                  do tego kontakt z ludźmi
                  • marybellows Re: nie umiem usiedziec na dupie 25.01.05, 14:05
                    Fajowa to może byc praca, volvo sprzedawać. Dobra marka - nie musisz wciskać
                    kitów!
    • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:26

      Trochę nie na temat, ale szczerość postu jest tak rozbrajająca, że nie mogłem się oprzeć:)
      Nie ma chyba kraju na świecie, gdzie równouprawnienie jest tak pojmowane i podziwiam Polki, że są zdolne do tak wielkich wyrzeczeń. Ja też bym tak chciał, w końcu jak równouprawnienie to równouprawnienie, Kochanie praca zmusza mnie do zbyt przykrych przeżyć, od dziś zajmuję się domem i żyjemy biedniej, a ty zasuwaj dalej w niefajnej pracy. Odkąd w pracy trzeba pracować i bycie babochłopem jak w Rosji czy Niemczech wreszcie staje się realne panie odkrywają uroki życia rodzinnego:)
      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:28
        Ale ja postuluje, żeby i chłop, który zechce prowadzić dom i wychowywać dzieci
        miał ku temu społeczno - prawne warunki. Więc idę na przeciw twoim marzeniom...
        • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:33

          To miłe ale chłop sobie poradzi bez postulatów, chodziło mi tylko o to, że dyskusja jest prowadzona przez słodkie kobietki i trochę dziecinna:)
          • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:42
            Oj, Robert, Robert! Jakie słodkie? Toz to gorycz przez nas przemawia!
            Dziecinna? Że niby zycie to dzungla i dla nikogo nie ma biletów ulgowych?...
            No ale jest chociazby taka newralgiczna a zasadnicza, czaso i pracochłonna
            częśc życia: dzieci. Ich istnienie usprawiedliwia na tym świecie obecność
            chuchania, nie nadażania, pomagania oraz taryfy ulgowej.
            A moze jak w Sparcie: którego wilki nie zjedzą, ten tylko zyć będzie?
            • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:02

              Jak chcesz, może być naiwne. Trzecia droga to chyba polska specjalność, życie bardzo szybko i brutalnie ją weryfikuje. Albo równouprawnienie i kobieta zasuwa na budowach, płaszczy się przed szefem, dźwiga skrzynki itd. itp., nie dzieli pracę na fajną i nie fajną a facet jest dla niej nosicielem plemników dla jej dziecka, albo rezygnuje z części praw i obowiązków i wspólnie z facetem tworzy rodzinę (tzn coś takiego, w czym jest więcej dzieci niż 1 czy 2). Inne rozwiązania owszem są możliwe, ale mało realne dla większości kobiet.
              • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:16
                Tak, też mam wrażenie, że w Polsce sytuacja kobiet jest wyjątkowo trudna, nie
                ma dobrych wzorców, nie ma szans na kompromis pomiędzy prywatnością / w której
                kobieta ma szczególnie angazujacą role rodzac i majac małe dziecko/ a
                pracą /która w dzisiejszych czasach wymaga od ludzi wielkiego oddania/.
                I pewnie, że jest tak, że w naszych realiach trzeba coś stracić chcac mieć cos
                innego / duzą, zadbaną rodzinę/. Tylko niech ta strata nie oznacza -
                niesłusznie! - "czarnej" etykietki!
                • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:29
                  Przeciwnie kobiety są w Polsce traktowane jak nigdzie na świecie. Tylko Polak może godzić się na sytuację, że kobieta siedzi w domu i narzeka, że ma tyle pracy z 1 lub 2 dzieci. Do tego nie potrzeba zakładać rodziny. Na zachodzie jest to normalne, że kobieta sama wychowuje dziecko i pracuje. Model rodziny tradycyjnej jest konsekwentnie zwalczany przez państwo i media, zresztą i tak jest już nie realny, odkąd kobiety, podobnie jak mężczyżni, w pierwszej kolejności chcą korzystać z życia, a na zakładanie rodziny decydują się dopiero po 30, jak już są mało atrakcyjne. Wszelkie kompromisy typu założę szczęśliwą rodzinę z 1 dzieckiem i ponudzę się w domu, albo znajdę sobie pracę, gdzie szef z radością będzie mi pozwalał pracować kiedy, jak i ile chcę są nierealne.
                  • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:59
                    Robert, ty jakies dziwne dla mnie rzeczy piszesz..! Nie znam ani jednaj
                    kobiety, która by będąc w domu narzekała ze ja przerasta domowa praca /jakieś
                    wybitnie zdolne znajome mam?/ a jej mąż w pokorze "znosił" nieakceptowalną dla
                    niego sytuację...
                    Dalej tak piszesz, jakbys uznawał, że jeśli kobieta chce mieć 1 lub 2 dzieci,
                    to jeszcze właściwie nie ma po co za maż wychodzic!.. To od ilu dzieci warto
                    kłopotać sie zamęściem? Od 4?
                    A tym dzieciom to niby same mamy powinny wystarczać i tak jest na Zachodzie? A
                    mezczyźni jak by mieli mieć te dzieci? A może te dzieci kobiet po 30 maja byc z
                    banku spermy?
                    No, tak, po 30 sa juz nieatrakcyjne, wiec pewnie, że z banku, bo jak?
                    Ech, chłopak, młody jesteś i jakies młodzieńcze wizje nieskoordynowane masz...
                    • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 15:21
                      Nie będę się sprzeczał, znam i takie i takie przypadki, często się jednak słyszy, zresztą od Ciebie też jakim to obciążeniem dla kobiety jest 1 dziecko, że o większych poświęceniach nie wspomnę.
                      No nie, dla kobiety prawie zawsze warto wychodzić za mąż, chodziło mi o facetów.
                      Małżeństwo z punktu widzenia interesu społeczeństwa, czy nawet tylko dzieci (jedynaki, które są dla kobiet dużym ryzykiem, gdyż w razie utraty nie ma dla nich alternatywy są inaczej wychowywane niż dzieci, mające rodzeństwo) jest uzasadnione od 3 dzieci.
                      Mężczyźni mogą mieć dzieci, ale niekoniecznie je od razu wychowywać.
                      Kobiety po 30 są nieatrakcyjne na rynku małżeńskim, jeśli chodzi o seks to są nawet lepsze od młodszych.
                      Nie mówię, że mam jakieś wizję, czy, że mi się coś podoba lub nie, stwierdzam tylko fakty.
                      • xy2 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 15:27
                        w czym widzisz problem, zwiąż sie z kobietą dla której jedynym celem będzie
                        wychowywanie dzieci i prace domowe. ciekawa jestem jak długo będzie ci to
                        imponować.
                        • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 15:33

                          Skąd wiesz, gdzie ja widzę problemy:)
                          Akurat mi to bardzo odpowiada, że kobiety korzystają z życia.
                          Bawi mnie tylko dyskusja, w której używa się powierzchownych argumentów za siedzeniem w domu lub nie. Jak byłem za ciężki, to już nie meczę:)
                      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 22:48
                        Co przeczytam te twoje "fakty" - słowo sugeruje doniosłość i powagę - to mnie
                        bierze śmiech..! A toś wymyslił!
                        Oj, Robert, Robert, ani sie obejrzysz, jak wyladujesz w małżeństwie zanim
                        zrodzi sie troje Twoich dzieci.. Młodziak z ciebie i tyle - wiesz? To sie
                        ciesz, bo niedługo 30 - i apokalipsa!!.....
                        • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 23:22

                          No fakt, trochę zabawnie zabrzmiało, nie mam wprawy w poważnych tematach:) młodzieńcze wizje też brzmią zabawnie:)
                          Apokalipsę i armagedon mamy już od jakiegoś czasu, jak twierdzą niektórzy;)
                          Dziwne, ale to ja mam wrażenie jakbyś była parę latek młodsza;)
                          Małżeństwo, czy chcesz tego czy nie wychodzi z mody, że o dzieciach nie wspomnę.
    • lisette Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 13:54
      Jezeli ktos potrafi byc szczesliwy siedzac w domu, to naprawde super. Podziwiam
      acz nie zazdroszcze. Ja niestety nie moge i zawsze mnie dziwi, jak taka
      kobieta, ktora nie pracuje moze czuc sie z tym dobrze.
      Kiedy nie pracuje zawodowo, to sie nieziemsko rozleniwiam (nigdzie nie musze
      sie spieszyc, wiec zrobie obiad za godzinke, swiat sie nie zawali, jeszcze
      poleze, jeszcze poczytam gazetke, posprzatam jutro itp)i wpadam w zupelny
      nihilizm. Poza tym w pewnym wieku kontakty nawiazuje sie coraz trudniej i na
      ogol najlatwiej w pracy. Chodzilam na rozne kursy, fitnesy ale zadna ze
      znajomosci kursowych nie przetrwala proby czasu i nie rozciagnela sie na zycie
      osobiste. Na kurs jeden i drugi sie zapisze, ale potem mysle sobie i coz mi po
      tych kursach, no fajnie naucze sie jeszcze francuskiego i hiszpanskiego i co
      dalej z tym. I dalej bulba. Kurs ukladania bukietow, no fajnie, ale ilez mozna
      ulozyc w domu tych bukietow? Pare i juz. Podalam tylko kilka przykladow, ale
      tak jest z wiekszoscia niezobowiazujacych kursow dla gospodyn domowych.
      Oczywiscie ze ogolnorozwojowe kursy sa w porzadku, ale oprocz ogolnego rozwoju
      dobrze jak sa nakierowane na jakis cel. Inaczej wydaja mi sie bez sensu. Sztuka
      dla sztuki, pisanie do szuflady, wyszywanie do szuflady, w koncu przychodzi
      refleksja i po co to komu?? Jeszcze jedna serwetka, jeszcze jeden przepis na
      nowy placek, brrr.
      Duzo lepiej sie czuje jak pracuje zawodowo bardziej intelektualnie. Jak cos tam
      robie, bo to ma cel i jeszcze daje mi pieniadze i satysfakcje. A praca kobiety
      domowej nie jest jakos specjalnie nagradzana. Trzeba tlumaczyc sie mezowi z
      zakupow, szczegolnie jak sie wyda za duzo. Nie lubie. A jak sobie zapracuje i
      wydam to nikomu nic do tego. Moge kupowac co chce bez poczucia winy.


      • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 14:20
        Rozumiem cię i cieszę sie, ze ty rozumiesz, ze są kobiety, którym w domu
        dobrze, i takie, które wolą inaczej, i takie, którym bez pracy zwodowej w ogóle
        strasznie. Ja też wole moją aktualna prace niż zycie domowe, ale z kolei
        wolałam etap domowy od pewnej idiotycznej pracy. U mnie wiec bywa relatywnie.
        • triss_merigold6 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 21:55
          Ja pracować lubię byle nie za dużo;)
          Też relatywnie. Mając trzymiesięczne dziecko nie wybieram się do stałej pracy.
          Ponieważ jednocześnie lubię mieć własne pieniądze i minimalną chociaż
          niezależność - od czasu do czasu zarabiam nie wychodząc z domu. Akurat moja
          praca zmusza do ciągłego wysiłku intelektualnego i dokształcania się więc
          siedzenie w domu jest o tyle korzystne, że daje mi czas i spokój.
          Bez pracy zawodowej w ogóle nie wyobrażam sobie życia, zadręczyłabym otoczenie.

          Znam kobietę która po niezłych dziennych studiach nigdy pracy nie podjęła i
          obecnie wychowuje już trzecie dziecko. IMO podatnik polski zmarnował wydane na
          jej studia pieniądze.
          • xy2 Re: Dołowanie kobiet domowych 25.01.05, 22:05
            kolejny koronny argument za siedzeniem w domu

            ni...gdy w życiu, chyba ze przy tak malym dziecku


            ale generalnie poza domem, nie mozna 20 i wiecej godzin przebywac na raz w
            jednym miejscu, to jest szkodliwe
          • lisette Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 04:06
            I tu sie nie zgadzam, ze zmarnowane pieniadze na studia podatnika. Osoba z
            dobrym wyksztalceniem lepiej wychowa potomstwo, bo dobre studia to nie zakucie
            ilustam ksiazek, ale poszerzanie horyzontow i formowanie swiatopogladu. Trzech
            nowych obywateli wychowanych przez osobe inteligentna i wyksztalcona to duzy
            zysk dla kraju.
          • lisette Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 04:07
            I tu sie nie zgadzam, ze zmarnowane pieniadze na studia podatnika. Osoba z
            dobrym wyksztalceniem lepiej wychowa potomstwo, bo dobre studia to nie zakucie
            ilustam ksiazek, ale poszerzanie horyzontow i formowanie swiatopogladu. Trzech
            nowych obywateli wychowanych przez osobe inteligentna i wyksztalcona to duzy
            zysk dla kraju.
            • renkaforever Re: zdolowalam sie waszymi tekstami 26.01.05, 05:56
              Czuje tu na odleglosc te wstretne feministki, ktore po czterdziestce wygladaja
              jak pomarszczone kalosze :)) To rezultat ich zawrotnej kariery zawodowej i
              tysiecy papieroskow wypalonych w napieciu nerwowym spowodowanym oczekiwaniem na
              zasluzona podwyzke.
              A wy, domowe nie zapominajcie, ze oprocz szlafroka, pelnej zmywarki i
              umorusanych dzieciakow jest jeszcze cos bardziej sexy :)
              Pozdrawiam wszystkie zyciowe aktorki.Maja kupe roboty i konca nie widac:)
          • yoosh Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 09:01
            Podatnik polski zmarnowal również pieniądze na studia tych,którzy z dyplomem
            (często niejednym) nie mogą znależć pracy.Marnuje się pieniądze ,gdy absolwent
            prawa ustawia towary w markecie lub lekarz w poszukiwaniu godziwych zarobków
            wyjezdża do pracy za granicę.
            Tylu mamy mądrych ekonomistów,a nikt nie widzi strat ,jakie ponosi państwo.
            • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 09:58
              Moja koleżanka"domowa", po dobrych studiach, uczy swoje dzieci dwu języków -
              przedszkolaki gadają już nieźle po angielsku i hiszpańsku! Ćwiczą także grę na
              pianinie, uprawiają sporty. Prawie w ogóle nie ogladają telewizji, maja czytane
              wiele ksiażeczek, same uczą się na pamięć i inscenizują bajki scenki..
              Oczywiście sa bardzo inteligentne, pogodne, kreatywne, ale też zdyscyplinowane -
              zadnych problemów emocjonalnych, ciesza sie zyciem, aż miło popatrzeć! Lubię
              iść do nich do domu i popatrzec jak razem pieka ciasteczka na choinkę albo
              grają w rózne gry.. Nie ma tam złości, pośpiechu, nerwów../Tato też fajny!/
              Mieszkam blisko przedszkola i co rano widzę, jak rodzice o siódmej, ósmej
              ciagną płaczące dwu - trzylatki, by tradycji kolektywnego chowu stało sie
              zadość i by żadne nie shańbiło się statusem "domowego"..
              Oczywiscie po części jest tak, że ludzie z przyczyn finansowych nie mogą sobie
              pozwolić na zostanie z dzieckiem albo kochaja swoja pracę - wtedy to rozumiem,
              ale też bywa, ze choc nieźle sobie radza finansowo a swojej pracy nie cierpią -
              ulegają modzie na nieposiadanie czasu, spychanie dziecka sprzed własnych oczu,
              utrzymywanie pozorów ekscytujacego życia zawodowego... fałszywe ambicje.
              Ryki niektórych dzieci prowadzonych do przedszkola są przejmujace i nie moge
              nie myslec, że one naprawdę cierpią... Podobno gdy małe dziecko za duzo cierpi,
              ma za dużo kortyzolu, który uposledza funkcje poznawcze i procesy emocjonalne.
              Reasumując: Wychowywane madrze dzieci inteligentnej "domowej" maja o niebo
              lepszy start niż zestresowane /takich jest tylko część oczywiście/ potomstwo
              ludzi rozdartych pomiedzy pracą a rodziną. Uważam, że te zadbane intelektualnie
              i emocjonalnie to dosyć pewna i wielka korzyśc dla państwa w przyszłości.
              • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 10:35
                Marybellows - cieszy mnei że w ogóle zaczełąś ten wątek. :)

                Jest super ciekawym studium jakie stereotypy u nas panują.

                Przykład twojej kolezanki "domowej" nie jest przeceiz odosobniony!
                Część zresztą kobiet domowych lepiej by się czuła i "rozwijała skrzydła" gdyby
                ich nie dołowano, nie szufladkowano. Przeciez to własnie one mają więcej czasu
                na rozwijanie zaiteresowań. Nie pozwala sie im jendak na czucie się
                wartościowymi.

                Najlepszym dowodem że nie żadna "domowość" jest tu problemem jest wypowiedź
                kobiet bez pracy - przymusowo. "Bo jak w domu siedze to mi sie wszytsko
                rozłazi..". W takim razie to nie taka osoba jest zorganizowana tylko praca
                ją "organizuje"!

                Bo jak widac gdy ktoś chce zyc aktywnie to jak twoja kolezanka - uczyni z życia
                domowego rozwijające zajęcie. :)
                • marybellows Re: Dołowanie kobiet domowych 26.01.05, 11:11
                  Ale ta kolezanka, choć całej rodzinie dobrze sie żyje, natyka sie na mnóstwo
                  niecheci.. głównie ze strony innych kobiet! Podejrzewam, ze jej zazdroszcza
                  odwagi dokonania takiego wyboru a takze tego, że mąż, wbrew stereotypom,
                  okazuje jej wiele szacunku, zas pieniadze nie sa problemem. tak jakby niektórym
                  stawała koscia w gardle cudza zgoda i harmonia...
    • xy2 nie gadajcie głupot 26.01.05, 10:47
      nikt kobiet domowych nie dołuje. tylko są takie które nadają sie do przebywania
      w domu i takie które sie do tego nie nadają. i co jest złego w tym ,ze kogoś
      mobilizuje praca.
      kolejna bzdura- dzieci trzyletnie które płaczą jak mają iść do przedszkola.
      Dzieci często płaczem próbują wymuszać na rodzicach. w pzedszkolu krzydwa sie
      im nie dzieje. są takie przedszkola, gdzie dzieci uczą się języków i mają w
      pełni zorganizowany czas. uczą sie zdrowej rywalizacji.
      ale widze ze tu panuje pogląd że dziecko dokąd nie dorośnie powinno być pod
      opieką starszych, co później skutkuje niezaradnością.
      ale ten model dla zakompleksionych bufonów jest idealny
      • procesor Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 10:59
        Alez TY sama xy2 własnie te kobiety domowe deprecjonujesz.

        Przeczytaj swój własny post.
        Ile w nim niechęci.
        I zamkniecie na to że "domowa" może być lepsza niż "uspołeczniona". :P
        • marybellows Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 11:18
          Xy jest sfrustrowana swoją sytuacją i tak pisze, jak się czuje, ale... Xy,
          napisz lepiej kolejne CV i poslij do jakiejs firmy, bo z tego, co widac na
          forum, coraz bardziej ie denerwujesz, i to juz chyba wszystkim bez wyjątku...
          To nie jest dziwne, jeśli tak bardzo zależy ci na pracy - wiec jej aktywnie
          szukaj! Powodzenia! :)))
          • xy2 Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 11:35
            tak, denerwuje mnie wszystko, uwierz i jestem sfrustrowana.
            a jednego sk.syna przez którego mam problem ze znalezieniem tego co mnie
            interesuje zeby walec przejechał, zeby mu wszystkie zęby wypadły (włosy nie bo
            i tak łysy sk.syn), zeby juz do konca zycia nie mogł uprawiac seksu (chociaz
            wogóle niewyglada na takiego coby mógl i ktokolwiek by chciał), zeby nie mogł
            jeśc i spać, zeby go straszyło w nocy,zeby mu zona takie rogi przyprawila coby
            musial sie schylac jak wchodzi w drzwi (a z metra ciety gnój) i wiele innych
            • marybellows Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 11:58
              Ho ho, Xy, masz temperamencik!!! Faktycznie - taki zywioł nie pomieści sie w
              czterech ścianach!!! Fajnie, że sie złościsz zamiast biadolić - Veto s. synom!,
              Tak - realizowaniu własnych pomysłów na życie!
              • procesor Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 13:06
                A czy czasem taki temperament nie utrudnia znalezienia pracy? :)
                Może nie tyle on sam - co sposób jego objawiania?

                Bo obawiam sie że jak klient XY2 sie nie spodoba albo zacznie marudzić - to go
                obsobaczy az dym pójdzie..
                A to nie jest na ogół mile przez szefów widziane. :D
                • marybellows Re: nie gadajcie głupot 26.01.05, 15:25
                  Też tak po cichu myślałam, ale nie chciałam jeszce bardziej wkurzać i tak
                  sypiącej iskry XY..
              • kuku-007 Re: Marybellows! 26.01.05, 15:00
                Z duzym zaciekawieniem czytam Twój wątek, z wieloma stwierdzeniami sie zgadzam.
                A nie pomyslałaś o założeniu forum dla takich właśnie kobiet? Myslę, że
                przydałoby się... :)
                pozdrawiam, kuku
    • xy2 "kobiety domowe" 26.01.05, 19:28
      same sie dołują. Byłam dzisiaj u psychoanalityka i usłyszałam że to jest grupa
      kobiet z najniższą samooceną. Można chodzić do kina, do teatru, do kawiarni na
      capuccino itp, ale przez miesiąc, góra dwa, a co później?
      pozostaje szara rzeczywistość: szczota, gary, seriale i brak chęci do życia. u
      kobiet o słabszej psychice jest to najszybsza droga do alkoholizmu i innych
      uzależnienień i również do otyłości. To wszystko ma bardzo znaczny wpływ na
      sammocenę. "Kobieta domowa" zazdrości swoim rówieśnicom możliwości rozwoju,
      staje sie złośliwa i wręcz szkodliwa dla otoczenia. Przytłaczająca monotonia
      każdego dnia prowadzi też do depresji i wielu innych groźnych chorób
      psychicznych.
      Kobiet domowych szukają przede wszystkim meżczyźni, których samoocena jest
      mocno zachwiana, odpowiada im ktoś, nad kim będą mieli całkowitą kontrole. Ci
      mężczyźni zazwyczaj kupują czarne samochody, które koniecznie muszą mieć
      alufelgi. Lubia mieć przy sobie tzw. ofiarę, tzn. kogoś, kogo będą regularnie
      dołować sztucznie podnosząc własną wartość. Ktoś taki ma nieustanną potrzebę
      kontroli, rozliczania kobiety niemalże z każdej minuty spędzonej bez niego.
      Często tacy osobnicy mają jak wy to na forum nazywacie "ta trzecia", która jest
      od nich znacznie młodsza, której często mogą zaimponować portfelem i sporymi
      napiwkami zostawianymi kelnerkom. Mężczyni ci pochodzą zazwyczaj z domów
      zdominowanych przez ojców tyranów, gdzie matka była "służącą", którą regularnie
      zdradzali. Stąd chęć do dominacji a w konsekwencji do zdrady, która wydaje się
      czymś naturalnym.

      I niech mi jeszcze jakiś "psycholog" teoretyk powie jakie to cudowne
      być "kobietą domową "
      • komandos57 Re: "kobiety domowe" 26.01.05, 19:30
        xy2 napisała:

        xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxx
        gdzie sie pchasz wytluku!groch z kapusta umiesz juz gotopwac?poje..ie ty moje
        zezowate durne
        • xy2 Re: "kobiety domowe" 26.01.05, 19:55
          siądz za płógiem i wyczyść kraków. zima znowu zaskoczyła drogowców. tam sie
          spełnisz
      • procesor Re: "kobiety domowe" 26.01.05, 20:16
        I myslisz że te depresje nie sa kompletnie związane z tym jak sie dołuje te
        kobiety? :)
        Z tym jaki stereotyp krazy?
        Z tym że się nie szanuje ich statusu?

        Przeciez kiedyś nie były tak powszechne wśród nich alkoholizm, depresja,
        uzalenienia?
        Odarto z szacunku posadę "kobiety domowej".
        I jak widzę pranie mózgów kobiet świetnie się udało.
        Teraz to juz one pilnują żeby która nie poczuła sie dobrze.. :)
        • xy2 wróć sie do średniowiecza 26.01.05, 20:25
          wiem że mi w ten sposób odpisujesz zeby mnie wkurzyć ale nic z tego:)
          jak ci wiadomo, gdzieś mam te jak ty to nazywasz posade, i dobrze jak to
          powiedziała kochana pani psychoanalityk- jestem normalna.

          a ty wróc sie do średniowiecza: nie będzie samochodów, które zanieczyszczją
          środowisko naturalne, wyłącz prąd, przede wszystkim komputer bo szkodzi (co po
          tobie akurat widać), myj sie 1 na tydzień, siedź w jaskini. nie korzystaj z
          cudów techniki, dawniej tego nie było. A romkowi g. daj nie tylko buzi
          • procesor Re: wróć sie do średniowiecza 26.01.05, 20:35
            xy2 napisała:
            > wiem że mi w ten sposób odpisujesz zeby mnie wkurzyć ale nic z tego:)

            Nie projektuj prosze na mnie swoich odczuć. :)
            Ot, po prostu chcę rozmawiać.
            Przynajmniej temat interesujący a nie o du*** Maryni.

            > jak ci wiadomo, gdzieś mam te jak ty to nazywasz posade, i dobrze jak to
            > powiedziała kochana pani psychoanalityk- jestem normalna.

            Hehe, jakby powiedziała ze jestes nienormalna to by było dopiero! :D

            > a ty wróc sie do średniowiecza: nie będzie samochodów, które zanieczyszczją
            > środowisko naturalne, wyłącz prąd, przede wszystkim komputer bo szkodzi (co
            > po tobie akurat widać), myj sie 1 na tydzień, siedź w jaskini. nie korzystaj
            > z cudów techniki, dawniej tego nie było. A romkowi g. daj nie tylko buzi

            Średniowiecze wcale nie było takie ciemne jak sie niektórym wydaje. :)
            Od cywilizacji czasem dobrze uciec. :)
            A Romus G źle mi działą na oczy więc przełączam tv jak mi gdzies mignie. :))

            Nie umiesz spokojnie rozmawiac? Zaraz odczytujesz jako atak na siebie?
            • marybellows Re: wróć sie do średniowiecza 26.01.05, 20:45
              Procesorko, gratki za cierpliwość do naszej pobudzonej Xy, ale też mówię ci -
              szkoda tago gadania, bo "iksigreczka" jest dziś w takim nastroju, że gdy ktoś
              jej powie: "Zima - czas dokarmiania zwierząt" - zacznie krzyczeć, że się ją
              skłania do zoofilii..
              • xy2 Re: wróć sie do średniowiecza 26.01.05, 20:47
                bez przesady:)
              • procesor Re: wróć sie do średniowiecza 26.01.05, 20:53
                marybellows napisała:
                > Procesorko, gratki za cierpliwość do naszej pobudzonej Xy, ale też mówię ci -
                > szkoda tago gadania, bo "iksigreczka" jest dziś w takim nastroju, że gdy ktoś
                > jej powie: "Zima - czas dokarmiania zwierząt" - zacznie krzyczeć, że się ją
                > skłania do zoofilii..

                :D
                To ide gdzie indziej na razie. :)

                E, tak źle to z nia nie jest.
                ....byle to nie były zwierzata domowe.... ;P

                PS xy2 nie bij za ten żart!!
            • xy2 ty sie nie śmiej 26.01.05, 20:53
              ja od dłuższego czasu lubie porozmawiać z ta pania (czasem bywam u niej rzadko,
              czasem czesciej), jest bardzo mądrą, współczesną kobietą. NIe żałuje sobie
              niczego a przy okazji ma dobrze funkcjonującą rodzinę (a pracuje). Dzieci
              pomimo że moglbybyć z babcią chodzą do przedszkola (1 już do szkoły i samo
              wraca do domu- zgrooza przecież).
              I przychodzą do niej osoby które mają kryzys, tak jak ja obecnie. I poruszyłam
              temat siedzenia w domu bo to jest mój problem. I uwierz problemy tych co lata
              przebywają w domu nie pracując są znacznie większe.

              Bycie domową kobietą prowadzi do doła, dołują sie same, dołuje ich rodzina,
              która sie rozwija, dołują je ci co są "lepsi"
              • procesor Re: ty sie nie śmiej 26.01.05, 20:59
                xy2 napisała:
                > Bycie domową kobietą prowadzi do doła, dołują sie same, dołuje ich rodzina,
                > która sie rozwija, dołują je ci co są "lepsi"

                No to czas to zmienić.
                Wyjdzie to społeczeństwu na zdrowie. Nie uważasz?

                Myslisz że takie ściąganie takich kobiet w dół - np. takie ich widzenie jak
                twoje - jest sposobem na aktywizacje takich kobiet? Na ich polepszenie
                samooceny?

                Niejeden człowiek w którego uwierzono - sam w siebie uwierzył.

                Co twoja psycholog radzi kobietom, które pracuja zawodowo, wychowuja dzieci,
                dziela sie z obowiazkami meżem - i czują sie zmęczone życiem i kompletnie
                wypalone??
                Zapytaj nastepnym razem.
                • xy2 Re: ty sie nie śmiej 26.01.05, 21:08
                  zachęca do aktywności zawodowej, pyta co lubisz robić i próbuje ukierunkować.

                  co czas zmienić? niczego nie zmienisz, praca sprzątaczki i gosposi od dawna
                  była w ten sposób postrzegana. nie wymaga to wyższych kwalifikacji.
                  niektóre to lubią, bo nie mają wyższych ambicji. robią to też emograntki. tak
                  jest na całym świecie (nie wliczając krajów trzeciego świata). To może
                  zamknijmy drogę kształcenia polskim kobietom? niech wyszywają serwetki, maliją
                  doniczki, do tego nie potrzeba wyższej szkoły
              • marybellows Re: ty sie nie śmiej 26.01.05, 21:00
                Mała /to tak z uśmiechem!/, nikt istnienia tego dołowania nie neguje... Tak
                jest, czy to środowisko, czy to ktoś sam jako zinternalizowany głos srodowiska,
                bez przyczyny właściwie robi z czegoś problem. I to jest smutne.
                Ale cieszę sie, ze poszłaś do terapeutki, bo naprawdę czuć było w postach, że
                jest ci żle, że sie miotasz - bardzo dobrze zrobiłas, trzeba działać
                prewencyjnie, nie dopuszczać do zbytniego odjazdu, mimo, że życie ostatnio nie
                rozpieściło. Fajnie, że sie zdobyłaś na ten ruch!
                • xy2 Re: ty sie nie śmiej 26.01.05, 21:09
                  ja na ten ruch zdobyłam sie juz dawno temu i jestem z tą panią ze tak powiem
                  w "stałym kontakcie"
                  • renkaforever kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 03:32
                    Tak sobie mysle, ze problem jest powazny.
                    Bo kto doluje te "domowe" jak nie ci, co sa sami dolowani przez innych.
                    A za co je tak doluja, jak nie za siedzenie w domu.
                    Kazdy ma prawo do swojego szczescia i wszelka nietolerancja zaprzecza
                    demokracji.Chyba, ze chodzi o przestepstwo. Wtedy nietolerancja jest jak
                    najbardziej pozadana.Moze one bite sa, upokarzane, ponizane przez alkoholikow,
                    narkomanow i nieudacznikow zyciowych? Jezeli tak, to jasne, powinny sie
                    uniezaleznic jak najszybciej i rozpoczac zycie na wlasny rachunek. A o
                    przestepstwie powinny zglosic, gdzie trzeba.
                    Dyskusja o wyzszosci jednego stanu nad drugim w spoleczenstwie bezstanowym
                    (wszak kazdy tu moze byc kuchara albo prezydentem ) jest bezprzedmiotowa :))
                    • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 03:52
                      ja nie probuje nikogo dołować ani udowadniac wyzszosci stanów.
                      a to że na dłuższa mete nie da sie rozwijac w domu (pomijam wolne zawdody i to
                      tez nie na dłużej) to jest fakt. i nie wierze w szczęscie kobiety, której rola
                      ogranicza sie do pełnienia obowiązków domowych. A nawet jak ma początkowo
                      ambicje, później one mijają bo realizacja ich dla osoby psychicznie osłabionej
                      graniczy z cudem. nie ma co wracać do lat, kiedy to był standard, że kobieta
                      nie pracowala. Kobiety nie miały wtedy dostępu do edukacji, co też nie było
                      przecież dobre
                      • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 04:15
                        co jeszcze, nawet czasem strach spotkać sie ze znajomymi, oni na codzień
                        przebywają z ludźmi, w ich życiu coś sie dzieje. i kolejny doł: wydaje mi sie
                        ze ze mną to juz nawet nie ma oczym pogadać, bo jakie ja mam życie i co ja
                        robie. przypomina sie cały koszmar jaki sie przeżyło wczesniej
                        • marybellows Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 08:35
                          Xy, ty próbujesz bardzo szerokie zjawisko filtrowac wyłacznie przez swój
                          przypadek i z tego wywodzic wnioski dotyczace połowy ludzkości. Ty masz taki
                          charakter, że jest ci źle w domu - znajdziesz pracę i bedzie ok. Ale czy
                          naprawdę uważasz, że wszystkie kobiety sa toczka w toczke jak ty, potrzebują
                          tego samego, podobnie wszystko przezywają - i nie ma ani jednej, która byłaby
                          szczęśliwa w domu?
                          Lepiej tak nie uważaj, bo to by oznaczało, ze jest kolejka na pół kuli
                          ziemskiej do twojej wymarzonej pracy w volvo - bo przeciez wszystkie babki
                          znaja sie na dobrych samochodach i chca przy nich pracować! :)
                          • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 10:06
                            o pracę u tego dealera vovlo nie starała sie teraz podobno żadna kobieta.
                            rywalizacja z panami:)
                            zobaczymy kogo wybiorą. czekam na odpowiedz z dużą niecierpliwością
                      • procesor Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 10:15
                        xy2 napisała:
                        > (...) i nie wierze w szczęscie kobiety, której rola ogranicza sie do
                        > pełnienia obowiązków domowych.

                        I tu jest pies pogrzebany! :)

                        Ty siebie szczęsliwej nie widzisz w takim układzie - więc nie wierzysz że dla
                        kogos to może być szczęście!

                        Różnica między nami wiec jest taka że ja jak najbardziej dopuszczam myśl że
                        ktos jest szczęsliwy - bardzo szczęśliwy! - zajmując się wyłącznie domem i
                        rodzina - jak i to że ktoś jest szczęśliwy pracują ci robiąc karierę i w ogóle
                        nie zakładając rodziny.

                        Bo w ogólnym rozrachunku liczy sie tylko to czy człowiek jest naprawdę
                        szczęsliwy robiąc to co robi. A nie gdzie to robi.
                        Amen.
                        • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 10:31
                          procesorko jak widze zakładasz dwie srkajności: tylko obowiązki domowe lub
                          tylko kariera i brak rodziny.
                          kobiety pozostające w domu i pełniące typowe domowe obowiązki prędzej czy
                          póxniej przestają być szczęśliwe. czesto chcialyby później robić coś innego,
                          ale realia im na to nie pozwalają.
                          to samo w relacjach partnerskich. wczoraj usłyszałam (od profesjonalisty,
                          praktyka) że samoocena kobiety "domowej" jest piętnastokrotnie niższa niż
                          kobiet aktywnych zawodowo. niekoniecznie musi być to zawrotna kariera, ale coś
                          co pozwoli na normalny kontakt ze światem.
                          nie chodze do pracy 1,5 miesiąca i już widze że dzieją sie ze mną niedobre
                          rzeczy. niekt mnie nie dołuje ale sama czuje sie źle. pomimo że mam mnóstwo
                          czasu który mogłabym wykorzystać, brakuje mi tzw. bodźca. rzadko nawet spotykam
                          sie ze znajomymi, bo oni pracują, maja kontakt z ludźmi, aktywnie spędzają
                          czas. a w moim życiu nic sie nie dzieje, każdy dzień taki sam.

                          ale też jest taki fakt, że niektórym pasuje osoba z zaniżoną samooceną wiadomo
                          dlaczego
                          • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 12:30
                            No cóż to tylko znaczy, że samoocena kobiety aktywnej jest 15-krotnie wyższa niż normalnej kobiety, niechcący wyjaśniłaś tylko skąd się biorą ich problemy z facetami. Przeciętny facet daje już dyla przy 2-krotnie zawyżonej ocenie:)
                            • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 12:49
                              czy kobieta zawodowo aktywna jest nienormalna? tak wynika z twojej wypowiedzi.

                              próbuje cie zrozumieć i chyba źle byś sie czuł przy kimś kogo samoocena nie
                              jest zaniżona, ale to też o czymś świadczy

                              • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:05

                                Z punktu widzenia przeciętnego faceta (paskudnego samca) czy biologii nie jest.
                                • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:21
                                  no własnie z punktu widzenia przeciętnego faceta(paskudnego samca).
                                  z ty że nie każda ma ochotę przebywać z samcem. są też mężczyźni na tym
                                  swiecie, a mężczyzna to nie samiec. mężczyzna nie potrzebuje
                                  tzw."przedłużacza", nie potrzebuje kogos, kogo samoocena czy poziom
                                  intelektuany sa niższe, nie doluje kobiety zeby sie dowartościować, jest czuły,
                                  wrażliwy i raczej kobieta która chce sie rozwijać jest dla niego partnerką nie
                                  zagrożeniem
                                  • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:39

                                    Jeśli partnerstwo oznacza wspólne obsikiwanie drzewek, to ciężko będzie Ci znaleźć facia, który to lubi.
                                    Co to znaczy, że kobieta chce się rozwijać i jaką korzyść ma z tego facet? Jak ten rozwój ma wyglądać i co jest jego efektem?
                                    Taa.. kobiety szukają czułych, wrażliwych i grzecznych chłopców:)))
                                    • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:44
                                      powiem ci tak, nie szukam
                                      ale mam nadzieje że jest na świecie ktoś, kto nie jest samcem i lubi jak to
                                      określiłeś "drzewka obściskiwać". A partnerstwo jest dla mnie wzajemnym
                                      szcunkiem a nie probą zdominowania drugiej strony przez sfeminizowanego potwora
                                      czy zakomleksionego maczo.
                                      jaka korzyść ma facet z tego że kobieta sie rozwija? czy w partnerstwie liczą
                                      sie wyrachowane korzyści? co jest efektem rozwoju- właśnie partnerstwo,
                                      rozmowa, zrozumienie.
                                      a czuły i wrażliwy mężczyzna to przecież marzenie
                                      • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:55
                                        Nie chciałbym się wypowiadać na temat podświadomych przejężyczeń, ale zdrowo się uśmiałem z tym "obściskiwaniem".
                                        Dlaczego macho mają kompleksy (to chyba zdrowo traktować kobiety z góry), ja myślałem, że to wrażliwe mamisynki je mają?
                                        Nie pytałem o korzyści, tylko o ten rozwój i jego efekty (bo ja widzę tylko same negatywne), który jest koronnym argumentem, za podejmowaniem przez kobiety pracy.
                                        Z tym marzeniem to się zgodzę, a co z realem?
                                        • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:03
                                          wrażliwe maminsynki- wrażliwy mężczyzna nei musi być maminsynkiem. od kiedy to
                                          wrażliwość świadczy o kompleksach, chyba jest odwrotnie
                                          • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:08
                                            Po co facet miałby być wrażliwy i tak nie dorówna w tym kobietom, które się w tym ćwiczyły od zawsze odczytując emocje z twarzy i zachowania swojego pana.
                                            • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:11
                                              a ja myslałam ze jestes mądrzejszy.
                                              uwierz wole byc sama niz kims kto by mnie poniżal
                                              • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:12

                                                Frazesy, nic więcej..wypowiedz się na temat, w końcu to forum psychologia.
                                  • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:44
                                    Sorry, przeoczyłem perełkę.. "mężczyzna to nie samiec" :)))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))
                          • procesor Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 12:33
                            xy2 napisała:
                            > procesorko jak widze zakładasz dwie srkajności: tylko obowiązki domowe lub
                            > tylko kariera i brak rodziny.

                            łooomatko..
                            Kobieto - sek w tym że to TY widzisz skrajnosci!
                            Ja zakładam wolność wyboru, bez wydziwiwania że jak "ona"wybrała to lub tamto -
                            to jest taka albo owaka!

                            Kobieto! Jak ja mogę widzieć tylko skrajności jak sama jestem regularna
                            krzyżówką?! Dom i praca - to moje życie! Dotarło tym razem?

                            TY cały czas nie przyjmujesz do wiadomości INNOŚCI.


                            > kobiety pozostające w domu i pełniące typowe domowe obowiązki prędzej czy
                            > póxniej przestają być szczęśliwe. czesto chcialyby później robić coś innego,
                            > ale realia im na to nie pozwalają.

                            To samo moge napisac o kobietach pracujących. "Zagonione, niedocenione w pracy,
                            prędzej czy później przestają być szczęśliwe. czesto chcialyby później robić
                            coś innego, ale realia im na to nie pozwalają".
                            Czy jest to prawda? W sporej częsci przypadków - TAK!
                            :)


                            > to samo w relacjach partnerskich. wczoraj usłyszałam (od profesjonalisty,
                            > praktyka) że samoocena kobiety "domowej" jest piętnastokrotnie niższa niż
                            > kobiet aktywnych zawodowo. niekoniecznie musi być to zawrotna kariera, ale
                            > coś co pozwoli na normalny kontakt ze światem.

                            Ciekawe jak to liczyła. Te piętnaście razy. Na jakiej próbie przeprowadziła
                            badania, w jakim wieku, jakie było wykształcenie badanych?
                            Rozumiesz? Mnie nie chodzi o to czy naprawdę robiąl badania - bo pewnie nie. :)
                            Psychoterapuci - pamiętaj- mają kontakt z baaaaardzo specyficzna grupa ludzi!

                            Bo zadowolona osoba nie będzie szukac pomocy psychoterapeuty!


                            > nie chodze do pracy 1,5 miesiąca i już widze że dzieją sie ze mną niedobre
                            > rzeczy. niekt mnie nie dołuje ale sama czuje sie źle. pomimo że mam mnóstwo
                            > czasu który mogłabym wykorzystać, brakuje mi tzw. bodźca. rzadko nawet
                            > spotykam sie ze znajomymi, bo oni pracują, maja kontakt z ludźmi, aktywnie
                            > spędzają czas. a w moim życiu nic sie nie dzieje, każdy dzień taki sam.

                            Cały czas cię prosze o szersze spojrzenie - a nie tylk przez pryzmat SIEBIE.
                            Ja nie jestem kobieta domową - ale potrafie uznac taki wybór, uszanowac i
                            zrozumieć. Uff..

                            > ale też jest taki fakt, że niektórym pasuje osoba z zaniżoną samooceną
                            > wiadomo dlaczego

                            A możesz mi powiedzieć czemu siedzisz w domu i sie dołujesz zamiast potraktowac
                            szukanie pracy jako pełnoetatowe zajęcie na czas bezrobocia?? Siedzisz czekasz
                            na odpowiedz - i dołujesz się?
                            A czemu nie poszukasz - choćby tu w necie - kontaktu do organizacji zajmujących
                            sie aktywizacją kobiet? Chocby żeby sie nei dołowac. Czemu nie pojedziesz
                            sparwdzic jak wyglądaja organizowane przez nie szkolenia czy wykłady? czemu
                            wolontariatem sie nei interesujesz?
                            Wszystko byle w domu nie siedzieć i nabrac rozpędu.
                            Przeciez nikt cie chyba do kaloryfera nie przykuł??

                            Chyba że szukasz aktywnie - to przepraszam.
                            • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 12:47
                              1. każdy patrzy pzez pryzmat siebie
                              2. do znajomej pani psychiatry przydzodzą głównie kobiety jak ty to
                              określasz "domowe" które szczęśliwe z tego powodu nie są
                              3. skąd ma takie statystyki nie wiem, nie pytałam bo po co

                              u mnie jest jeszcze 1 problem- jestem jak to niektórzy mówią rozpieszczona,
                              wszystko w życiu przychodziło mi bez trudu, nie musiałam o nic walczyć, nikt
                              mnie tego nie nauczył.
                              i może też stąd moje podejście , że np. dzieci powinny spędzać czas w
                              przedszkolu, zdrowo rywalizować ze sobą. może gdybym nie byla wychowywana pod
                              kloszem, byłabym bardziej odporna.
                              pamiętam też studia- wiele moich koleżanek musiało szukać zajęcia zeby kupić
                              sobie książki, nie mówiąc o pójściu na kawe czy piwo. ja tego problemu też nie
                              mialam. fakt ze jeszcze studiując poszłam do pracy ale to tylko dlatego że
                              specjalnie uczyć sie nie musiałam i mialam za dużo czasu.
                              a teraz życie dało mi troche w tyłek i nie umiem sie pozbierać
                              • procesor Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:20
                                xy2 napisała:
                                > 1. każdy patrzy pzez pryzmat siebie

                                Tak. Ale niektózy zadają sobie trud zrozumienia innych punktów widzenia.

                                > 2. do znajomej pani psychiatry przydzodzą głównie kobiety jak ty to
                                > określasz "domowe" które szczęśliwe z tego powodu nie są

                                Cóż, zapracowane z problemami często nie mają czasu pójść do terapeuty, do
                                czasu gdy jest bardzo źle.. Hmm.

                                > 3. skąd ma takie statystyki nie wiem, nie pytałam bo po co

                                Wątpię by powiedziała to na podstaiw estatystyk. Raczej luźnych ocen.
                                Ale moge sie mylić.

                                > u mnie jest jeszcze 1 problem- jestem jak to niektórzy mówią rozpieszczona,
                                > wszystko w życiu przychodziło mi bez trudu, nie musiałam o nic walczyć, nikt
                                > mnie tego nie nauczył.
                                > i może też stąd moje podejście , że np. dzieci powinny spędzać czas w
                                > przedszkolu, zdrowo rywalizować ze sobą. może gdybym nie byla wychowywana pod
                                > kloszem, byłabym bardziej odporna.
                                > pamiętam też studia- wiele moich koleżanek musiało szukać zajęcia zeby kupić
                                > sobie książki, nie mówiąc o pójściu na kawe czy piwo. ja tego problemu też
                                > nie mialam. fakt ze jeszcze studiując poszłam do pracy ale to tylko dlatego
                                > że specjalnie uczyć sie nie musiałam i mialam za dużo czasu.
                                > a teraz życie dało mi troche w tyłek i nie umiem sie pozbierać

                                To nie przedszkole hartuje dzieci tylko miłość rodziców. Można do przedszkla
                                nie chodzić i nauczyć sie zachowań społecznych np. w dużej rodzinie czy po
                                prostu grupie rówieśniczej spotykającej sie na róznych zajęciach na które :)
                                domowa mama ma czas dziecko prowadzac. :)) (cii, tak tylko sobie podkpiwam :) )

                                Ja nie jestem z bogatej rodziny, nie jestem jedynaczką, z pieniędzmi wiedziałam
                                że liczyc sie trzeba. Ale specjalnie nie obrywałam od życia. Klosz można
                                dziecku założyć nawet jak jest w przedszkolu!

                                Masz okazję uczyć sie czegs nowego. Samodzielenego radzenia sobie z zyciem. I
                                tak ci łatwiej niz domowej kobiecie, szczęśliwej, nastawionej na rodzine, która
                                w wieku 45 lat zostaje wdową z dorastającymi dziećmi - zresztą musze ci
                                powiedziec że takie kobiety w sytuacji wymuszonej życiem świetnie dają soebi
                                radę - bo dla rodziny zawsze robiuły wszytsko. I np. zakładają firmę
                                cateringową działająca na lokalnym rynku - bo całe zyciegotowały i piekły i
                                wiedza że to ich atut.

                                To kiedy ci odpowiedza w sprawie tego volvo?? Kazali czekać??
                                procesor_ka
                                • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:27
                                  też nie jestem bogata a moi rodzice żyją na średnim poziomie. więc to nie aż
                                  tak.

                                  mowisz o domowej mamie. znajoma z warszawy ma rodzinę, świetną pracę i jakoś
                                  nie narzeka na brak czasu dla dziecka. Obydwoje z mężem rozwijają sie zawodowo
                                  i mają z tego satysfakcję, są bardzo szczęsliwi. a ich córeczka chodzi do
                                  przedszkola, ma oprócz tego panią, która odbiera ją ze szkoły i przy okazji
                                  zajmuje sie ich domem. weekendy spędzają razem, poświęcają dużo uwagi dziecku,
                                  które widać że jest bardzo szczęśliwe.

                                  w tym tygodniu mają mi odpowiedzieć dlatego sie tak niecierpliwie:)
                                  • procesor Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:35
                                    Nie każda kobieta ma tak szczęsliwą prace jak twoja znajoma.

                                    Ja kiedyś pracowałam tak że nie było mnie w domu 11-12 godzin. Po urodzeniu
                                    dziecka jak wróciłam do pracy - to rano jeszcze spało gdy wychodziłam - a
                                    wieczorem JUZ spało.

                                    I zapewnim cie że nie byłam odosobnionym przypadkiem.

                                    Prace zmieniłam. :)
                                    • xy2 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:45
                                      w ostatniej mojej pracy spędzałam 11-12 godzin i była to glupota.
                                      więcej tak nie zamierzam
                    • marybellows Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 08:28
                      To nie jest dyskusja o wyższości. To jest dyskusja o szacunku i tolerancji.
                      Taka, jak w przypadku homoseksualistów. Prawo pozwala im kochac się jak chcą -
                      ich sprawa - ale nikt nie zaprzeczy, że w naszym społeczeństwie istnieje
                      obyczaj pozwalajacy z tej grupy ludzi: 1. pokpiwać sobie 2. z powodu tej
                      preferencji wykluczać z różnych dziedzin /wcale zreszta nie zwiazanych z
                      seksem/ 3. dawać im do zrozumienia, że są gorsi - itd. O tolerancji jest mowa.
                      • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 12:36

                        Faktycznie masz problem z samooceną, jeśli porównujesz kobiety do homoseksów.
                        Pederastia to zboczenie, dlatego społeczeństwo, mimo ostrej propagandy, tak na nią reaguje. Jak tak dalej pójdzie prawo niedługo pozwoli pedofilom kochać tak jak chcą, a szczęśliwe mamusie będą powtarzać za mediami pierdoły o tolerancji.
                        • marybellows Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:53
                          A miałam cię za sympatycznego faceta /nie, nie bój sie, nie kojarzyłes mi sie z
                          gejem!.../..
                          • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 13:58

                            Jak bym się bał to bym nie pisał, wisi mi jak ktoś mi wciska kit o homofobii:)
                            • marybellows Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:06
                              A mnie od tej pory wisi co ty wypisujesz. Bye, bye!
                              • robert78 Re: kto wlasciwie za tym stoi ? 27.01.05, 14:09

                                Pa mała:)
    • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 27.01.05, 14:44

      No i zostałem sam na wątku, 16-tki gdzieś sobie poszły, jak tylko dyskusja zrobiła się poważniejsza:)
      Czy są dojrzałe Panie, które wychowują lub wychowywały 3 lub więcej dzieci i chciałyby się wypowiedzieć czy warto rezygnować z tzw. kariery. Wiem, że to wstyd mieć więcej dzieci i prowadzić dom, wiec może chociaż pod zmienionymi nickami.
      • procesor Re: Dołowanie kobiet domowych 27.01.05, 17:28
        Robert78....
        Hmmm....
        Tak sobie teraz pomyślałam że to chyba nie jest twój pierwszy nick na tym
        forum..
        Te poglądy..
        Baw sie dobrze.
        • xy2 Re: Dołowanie kobiet domowych 27.01.05, 17:41
          tak to sie niektórym latwo mówi 3 dzieci. w obecnych czasach cieżko pozwolić
          sobie na 2 (co jak dla mnie jest optymalne). jak dla mnie to tym dzieciom
          należy stworzyć odpowiednie warunki do rozwoju (o ilości ciepla, uczucia nawet
          nie będę pisać). Kazde dziecko musi miec swój pokój- to już trzeba miec dom,
          odpowiednie warunki do nauki, no i mnóstwo innych. to nie takie proste jak sie
          wydaje 3 dzieci.
          Kuzyn znajomych na 4 dzieci, mieszkają w 2 pokojowym m z rodzicami. jak to
          nazwać? bo ja nazywam to całkowitym brakiem wyobraźni
        • robert78 Re: Dołowanie kobiet domowych 27.01.05, 18:26
          Zanim wprowadzono obowiązek logowania, pisałem pod nickiem robert. Piszę od 3 miesięcy i nigdy nie używałem innych nicków. Lubię jasne sytuacje.
          Ciekaw jestem z kim Ci się skojarzyłem.
          O jakie poglądy chodzi, jesteś małą dziewczynką i lubisz podchody?
          Po to tu wchodzę, żeby się dobrze bawić, dzięki i więcej dystansu życzę:)
    • enen4 A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 20:36
      Wychowywac dzieci, gotowac obiady, sprzatac w domu i w ogole nie zarabiac kasy:)
      • marybellows Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 21:14
        To się ze mną ożeń!
        • procesor Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 21:16
          marybellows napisała:
          > To się ze mną ożeń!

          Ojej. Oświadczyny na forum. :)
          A masz już pierścionek zaręczynowy? ;)

          Chyba ze facetowi w takiej sytuacji daje sie co innego?
          • marybellows Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 23:27
            Jest noc, dzieci spia, więc napiszę, ze słyszałam o "pierścieniach miłości" dla
            mężczyzn - ale nie wiem, co to. Domyslam sie tylko: wiele i intensywnie!!! :)
        • enen4 Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 23:23
          A utrzymasz nas oboje (w przyszlosci troje, moze czworo:) i nie bedziesz,
          marudzic, ze nie zarabiam, albo nie dasz mi kieszonkowego, "bo zupa byla za
          slona"?
          • marybellows Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 27.01.05, 23:34
            Utrzymam ale na niskim poziomie. Bedziesz musiał sam zagniatać kluski, kupować
            Dosię a nie Diamentowy Błysk Manhattanu i farbę do włosów firmy Ucieszna
            Listonoszka a nie Emilia von Platyn.. Odprowadzac dzieci do szkoły pieszo, po
            drodze pokazujac im właściwości pór roku: jesyienne listki, śnieżynki..
            Będziemy mieli trochę biedny ale ciepły domek. Lubisz to?
            • enen4 Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 28.01.05, 00:39
              Brzmi slicznie, jak w bajce:) Zdala od zgielku swiata i spelni sie
              marzenie "niech ktos zatrzyma wreszcie swiat...":)
              • renkaforever przyczyna zmiany rol 28.01.05, 05:39
                Czy zmiana rol z meskiej na zenska wynika z potrzeby? Czy z koniecznosci? Bo
                jak to frywolnosc i fanaberie rozpieszczonego maminsynka, to ja sobie wyobrazam
                te dzieci:) Tatus siedzi przy komputerze("nareszcie mam spokoj!") , a one
                krzesla na stole poustawiaja i beda sie bawic w pociag :)
                Ja mysle, ze nikt nie jest w stanie zastapic kobiety w tej roli. Jest to
                kwestia wyobrazni kobiet,zdolnosci przewidywania, zapobiegania i w ogole innego
                myslenia, tzn rozwazanie tysiecy mozliwych kombinacji, no bo dzieci to maja te
                wyobraznie, maja... Wychowanie dzieci to nie podawanie jedzenia i pranie ubran.
                Wychowanie to obserwacja dziecka i pomoc w rozwinieciu talentow.Trzeba w tej
                roli byc kreatywnym. Kobiety sa lepsze w kreatywnosci. To jest pewne :)
                Wystarczy zobaczyc jak sie ubieraja i jak sie potrafia zmieniac. Mezczyzni
                wygladaja jednakowo, tylko niektorzy sa lysi :)
                • marybellows Re: przyczyna zmiany rol 29.01.05, 11:53
                  Reniu, może mam troche inna optykę, bo znam dużo ludzi utalentowanych
                  artystycznie, którzy może są trochę specyficzni.. W każdym razie często taki
                  mąż - artysta, dobra dusza, wrażliwy i troskliwy człowiek, ale "nierynkowy"
                  zajmuje sie domem, a żona pracuje.
                  Wierz mi, wbrew pozorom, wcale ci faceci nie piją ukradkiem ani nie pogrążaja
                  się w komputerowych grach itp. Sa naprawde dobrymi opokami domowymi. Ich
                  partnerki są spokojne, że zostawiaja dzieci pod dobra opieką. Czasem załują, ze
                  nie maja wiecej kasy, ale właściwie jest im dobrze tak wewnatrz rodziny, tylko
                  ludzie z zewnątrz maja negatywne opinie i dziwują się.
              • marybellows Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 29.01.05, 12:00
                Nasza rodzina uchodziłaby za wysoce dziwaczną i niepokojącą.
                Podważalibysmy uswięcone normy: Że każdy i kosztem wszystkiego powinien gonic
                za kasą, bo inaczej nie będzie szczęśliwy, bo szczęście, jak wiadomo, daje
                obfita konsumpcja.. Nie lubiliby nas! :(
                • enen4 Re: A ja chcialbym byc domowym mezczyzna 02.02.05, 22:44
                  Moze nie:(, ale co tam - nie zyjemy dla innych tylko dla siebie!!! Wielu ludzi
                  zyje na pokaz, a pozniej sie dusza:(
    • xy2 powiem ci ze to co napiałas nie jest glupie 29.01.05, 10:57
      jest to fakt- całe życie byłam zagoniona- nieciekawa praca, życie towarzyskie
      co pradwa takie sobie, ale było. wieczna pogon za niewieadomo czym i tak
      naprawde nie miałam czasu dla siebie. szczególnie ostatnio. zeby pójsc do
      fryzjera czy do kosmetyczki musiałam szukać sobie 2-3 godzin w sobotę.
      niewypspanie, wory pod oczami, stres, jedzenie w fastfoodach, mnóstwo
      wypalonych papierosów, które chciałabym rzucic, bo ich niecierpie. na
      jakiekolwiek zainteresowania nie było czasu ani siły. To tak naprawde niszczy
      zarówno fizycznie jak i emocjonalnie.
      podawałam przykład szczęśliwej znajomej która ma cudowną rodzine i świetną
      pracę. ale to wszystko ma dzieki mężczyznie ktory bardzo ją kocha, przy nim
      mogła odpocząć, zadbać o siebie i na spokojnie poszukać czegoś co jest dobre
      dla niej samej i co nie zmusza do zaniedbywania bliskich. pracuje sobie w
      ośrodku pod wypoczynkowym czy szkoleniowo-konferencyjnym pod warszawą, gdzie
      sie nie przemęcza, ma na miejscu fitness, fryzjera, kosmetyczke, w razie czego
      moze zabrac dziecko , spokojnie obejrzeć film jak nie ma duzo pracy, zjeść itp.
      a wracajac do domu swój czas może poświęcić córeczce i mężowi.
      I to jest bardzo OK

      pozdrawiam marybellows :)
      • marybellows Re: powiem ci ze to co napiałas nie jest glupie 29.01.05, 11:56
        Widzę iksigreczko, że wypogodniałaś! Cieszę się, że masz lepszy humorek! Dzięki
        za pozdr. Miłego weekendu!
        • renkaforever Re: role szczesliwe 29.01.05, 20:12
          Ja nie bardzo wierze w to, ze mezczyzna jest szczesliwy(ja mysle ze
          jest "dolowany" przez srodowisko) w domu wychowujac dzieci i generalnie
          zajmujac sie domem, czyli przyjmujac role westalki domowego ogniska jakby to
          tak ujac poetycznie:) Ale oczywiscie sa wyjatki, jednak wyjatki nie sa powodem
          do uogolnien.Zdarza sie, ze kobieta pochodzi z rodziny, w ktorej nie miala
          dobrych przykladow, jak byc dobra matka i zona.Co wtedy? Jezeli mezczyzna jest
          w tej roli lepszy to on przejmie jej role, ale jeszcze pozostaje do rozwazenia
          pare innych spraw jak np finanse i organizacja czasu wolnego.Nie musze dodawac,
          ze kiepsko z tym jest w rodzinach gdzie sie pije. Jest to forma spedzania
          wolnego czasu, takie zbiorowe picie i zarcie (obiady suto zakrapiane)albo
          wyjscia do barow na nocne szalenstwa( czytaj picie), po ktorych glowa boli ale
          czy to rozwija ludzi? Czy zmienia ich na lepsze? Czy w ogole cos zmienia w ich
          zyciu?
          • marybellows Re: role szczesliwe 29.01.05, 21:43
            Renia, to jasne, że każda sytuacja ma jakiś cien, a sytuacja pana domowego
            dokładnie taki, jak napisałaś: choć żona nie widzi w tym problemu, dalsza
            rodzina, koledzy - widzą i negatywnie go etykietuja. I, oczywiście, jest to
            problem. Ale, tak naprawdę, to chyba nikt nie stanie i nie powie: mam rodzinę
            zorganizowana wedle idealnego wzorca i w związku z tym jestem szczęśliwy.
            Teraz takie czasy, ze ludzie podejmują elastycznie role, a kurczowe trzymanie
            sie utartych wzorców nie popłaca. Myslę, że dość jeszcze ekscentryczna rola
            pana domowego właściwie nie powinna miec jakichs wartosciujacych konotacji -
            tak sie ludziom ułozyło, więc ok. Nieważne, kto gotuje zupy, ważne, żeby w
            rodzinach nie było patologii, o jakich wspominasz - to jest prawdziwy problem!
Pełna wersja