TOKSYCZNA MATKA

25.01.05, 08:07
Mam 37 lat, od wielu lat mieszkam pod jednym dachem z rodzicami, wprawdzie
mamy osobne mieszkania, aczkolwiek drogi nasze wciąż i wciąż się
przecinają...moje życie prywatne nigdy się nie ułożyło tak jakbym chciała,
wciąż samotna, pokaleczona po traumatycznym związku nie mogę odbudować w
sobie zaufania do mężczyzn, jednak nie to stanowi o moim problemie.
Otrzymałam doskonałą propozycję pracy związaną z wyjazdem poza miejsce mojego
zamieszkania (nie na stałe, acz na dłuższy czas z mozliwością odwiedzania
cotygodniowego rodzimego miasta)i tutaj zaczął się dramat - pomimo wszelkich
pozytywnych przesłanek, jakie za sobą niesie ta planowana zmiana w moim
życiu, nie umiem dla niej znaleźć akceptacji u mojej matki...ta zamiast się
cieszyć, czyni mi wyrzuty, powoduje u mnie poczucie winy i notorycznie
przyczynia się do wzbudzania we mnie wątpliwości co do pokierowania swoim
życiem tak jakbym chciała.
Nie jest osobą wymagającą ciągłej opeiki, świetnie radzi sobie sama, zresztą
jej wyrzuty są natury egoistycznej - przyzwyczajona przez tyle do mojej
obecności, nie potrafi nie chce odnaleźć się w tej nowej dla siebie syutacji.
Jej trudny charakter powoduje, że od lat rodzina nie utrzymuje z nia
kontaktów, lub ogranicza je do minimum...a ja ? a ja tkwię w tym piekiełku.
Boję się (na Boga mam 37 lat) że ugnę się pod jej szantażem emocjonalnym i
juz zawsze w zgorzknieniu będę żałować, że wycofałam się, że nie zdecydowałam
się na cudowny krok odmiany mojego życia zawodowego.
Ona jest na tyle szalona, że wiem, że może zadzwonić, przyjechac do moich
przełożonych i powiedzieć Im, żeby za wszelką cene nie dawali mi awansu, by
nie wysyłali mnie gdzieś tam hen (choć to "hen" wcale nie ejst tak daleko).
I choć jestem dorosłą kobietą w tej sytuacji czuję się zagubiona jak mała
dziewczynka.

Pomóżcie jak poradzić sobie z matką, z toksyczną ,zaborczą, zaślepioną osobą,
do której nie trafiają zdroworozsądkowe argumenty.

Jak zacząć żyć bez poczucia winy, pełną piersią wdychając przyszłość i szansę
na odmianę?

za wszelkie konstruktywne opinie będę niezmiernie wdzięczna.

    • marybellows Re: TOKSYCZNA MATKA 25.01.05, 09:32
      Dziewczyno, zapuściłaś się, za długo zwlekałaś z odpępowieniem - i będzie z tym
      coraz gorzej.. Ale, do licha, zrób to! Skoro jeszcze w ogóle przychodzi ci to
      do głowy - znaczy, ze nie jest całkiem źle!
      Myslę, że po tak długim czasie uzależnienia nie dasz rady bez wsparcia
      przeprowadzić tego ważnego procesu. Poszukaj psychologa, który wzbudzi twoje
      zaufanie i potrzyma cie za reke, kiedy będziesz przechodzic przez rafy /a
      będzie ich pewnie niemało/ w stronę swojego własnego zycia, które ci sie
      należy.
      Urodziłaś sie jako dziecko swiata i to ze swiatem masz się mierzyc i rozliczać.
      Nie masz obowiązku zadowalać swojej matki, tylko zyć własnym życiem.
    • owera Re: TOKSYCZNA MATKA 25.01.05, 09:58
      moman , doskonale rozumiem twój problem, sama mam taka matke i z nią mieszkam.
      Mi uwalnianie się psychiczne od niej zajęło kilka lat. Myślę , że mogę ci pomóc.
      Napisz do mnie owera@gazeta.pl
      • jennifer_e Re: TOKSYCZNA MATKA 26.01.05, 14:50
        Wyjedz! Wyjedz! Wyjedz! Koniecznie. Inaczje tak jak mowia poprzedniczki, bedzie
        tylko gorzej. Moja matka tez jest niesamowicie uparta, apodyktyczna osoba. Przy
        niej zawsze czulam sie jak mala zagubiona myszka. Jestem niestety troche
        podobna do niej wiec probowalam walczyc o odrobine niezaleznosci, ale wszystko
        to konczylo sie tym, ze ona zaczynala plakac, popadac w histerie i opowiadac
        wszystkim, ze jestem wyrodna, niewdzieczna corka.
        Jak tylko moglam to wyprowadzilam sie z domu, ale to niewiele pomoglo. Dopiero
        jak wyjechalam za granice poczulam, ze jestem wreszcie dorosla i niezalezna i
        moge pokierowac swoim zyciem tak jak chce. Czesto nawet przez telefon starala
        sie tlumaczyc co jest dla mnie najlepsze, ale mialam te przewage, ze po
        skonczonej rozmowie moglam zrobic tak jak ja sama chcialam.
        Niestety, gdy wyprowadzil sie z domu moj brat, moja matka zostala sama i powoli
        zaczyna popadac w depresje. Po rozwodzie z moim ojcem nie wyszla powtornie za
        maz ale nie przewidziala sytuacji, ze kiedys dzieci odejda z gniazdka. Ona
        bardzo zle znosi ta samotnosc i bardzo czesto mowi mi przez telefon, ze placze
        codziennie, ze sypia po nocach. Snuje plany, ze ja wroce do Polski, albo, ze
        ona przyjedzie do mnie wychowywac wnuki (chociaz ja nawet nie mysle jeszcze o
        dzieciach) Przeraza mnie wizja ponownego mieszkania z nia pod jednym dachem ale
        boje sie jej to powiedziec, bo wiem, ze tego nie zrozumie i do konca zycia mi
        tego nie wybaczy.
        Tak wiec mimo, ze udalo mi sie oderwac te pepowine, to jednak wyrzuty sumienia
        nigdy nie przestaly mnie nekac.
        Dlaczego rodzicom tak trudno jest pojac, ze dzieci maja prawo do wlasnego,
        niezaleznego zycia?
        • trzydziestoletnia Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 16:28
          jennifer_e napisał(a):

          > Dlaczego rodzicom tak trudno jest pojac, ze dzieci maja prawo do wlasnego,
          > niezaleznego zycia?

          Bo sami nie oddzielili sie od rodzicow i po prostu MUSZA byc wciaz z kims
          zrosnieci - bo nie nauczyli sie byc SAMI dla siebie.. Jak np Twoja matka,
          pozostawiona sama przezywa tragedie.
    • znowpoczatek Re: TOKSYCZNA MATKA 26.01.05, 15:54
      w mojej rodzinie wiele było takich kobiet jak twoja mama. moja babka, moja
      matka - to najbliższe. dlatego gdy dorastałam moją idea fix było uwolnienie się
      jak najszybsze z ich swiata, usamodzielnienie się błyskawiczne.
      udało się, choć bez wsparcia i porad bliskich mi kobiet, popełniełam w życiu
      mase głupot i wiele sie musiałam nauczyć. ciągle muszę.
      chyba chce ci napisac, że to bardzo trudne - ale udaje się i warto.
    • witch-witch Re: TOKSYCZNA MATKA 26.01.05, 20:20
      Zrobic to co jest dobre dla ciebie a nie co jest wygodne dla twojej
      egoistycznej i glupawej matki!
    • leksheygyatso Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 13:45
      witam,
      warto pomyslec nad pracą z psychologiem.
      Na początek polecam do poduszki:

      tytuł: TOKSYCZNI RODZICE
      autor; Forward Susan
      Przekład: Ryszard Grażyński, ISBN 83-85386-17-3, Wydawca: Wydawnictwo Jacek
      Santorski & CO
      życzę wszystkiego najlepszego
      OM MANI PADME HUNG HRI
      lekshey
    • rachela180 Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 13:51
      Oj znam, nie wiesz jak bardzo!!!
      rachela180@wp.pl
      • ali32 Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 14:58
        ja tez to znam ale dopiero od niedawna czuje,ze jak nie zawalcze o swoje zycie
        to je przegram. tez mieszkam teoretycznie sama-swoje mieszkanie a oni pietro
        wyzej. przez matke ktora jest jak kokosza- chcialaby swoje dzieci miec zawsze
        pod skrzydlami i dusi je soba - mam ciagle nieulozone zycie. sama mam juz 32
        lata i nie udal sie kolejny "zwiazek". moja matka zada absolutnej milosci i
        ciaglego zainteresowania. odeszla niedawno z pracy. ma 52 lata. troche za
        wczesnie na emeryturke ale taki kraj. jej stany sie poglebiaja. ja mam dosc jej
        chodzenia po moim mieszkaniu i sprzatania. naBoga zywego wiem co sciera! nie
        potrafi uszanowac ani mojej prywatnosci ani slyszec o samodzielnosci. obraza
        sie gdy nie chce z nia rozmawiac o swoich problemach. obraza sie gdy na
        jej "coreczko, czemu sie dzis nie usmiechasz?" tudziez:"czemu znowu masz zly
        humor?" odpowiadam ze niekonczaca sie wesolosc to objaw choroby psychicznej.
        chce rozwiazywac wszsytkie moje problemy i zawsze ma najlepsza rade. efekt?
        przestalam z nia rozmawiac. efekt? sceny rozpaczy do 3.00 rano "gdzie jest moja
        coreczka? oddaj mi moja coreczke! ty nia juz nie jestes!" i zawsze jest winny -
        ta kolezanka , inna jakis facet, znajomi z pracy. nie uwierzy, ze to JA sie
        chce zmienic. ze mam dosc takiego siedzenia przy mamusi. fakt - jakis czas temu
        bylam fizycznie unieruchomiona w domu (wypadek) i wtedy bylam od jej pomocy
        calkowicie uzalezniona. czasem mam wrazenia ze chetnie polamalaby mi te noge
        drugi raz zeby mnie miec przy sobie. a ja uciekam. nie przebywam w domu - jesc
        i spac - to co konieczne. nie uwaza nawet za stosowne zapukac do drzwi gdy mam
        gosci. na zwrocenie uwagi ze moje mieszkanie to nie sa jej dalsze dwa pokoje z
        kuchnia reaguje placzem.
        na moje prosby by nie otwierala sobie kluczem mojego mieszkania gdy wie ze
        jestem i mam gosci reaguje placzem. w ogole dziwi sie w czym problem - bo
        zawsze tak bylo. NIE, NIE BYLO! BYLO JAK MIALAM NOGE W GIPSIE!mialam kustykac ?
        ale ja jestem juz zdrowa tylko stosunki miedzy nami sa chore! na haslo ze 32
        letnia kobieta nie widzi rozrywki w ogladaniu z mama w niedzielne popoludnie
        serailu "na dobre i na zle" reaguje... placzem.
        poszlam do psycholga. juz sobie nie radze.
        • miang Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 16:52
          zmień zamki, a najlepiej zamień mieszkanie na inne daleko od niej
          • jennifer_e Re: TOKSYCZNA MATKA 28.01.05, 11:55
            miang napisała:

            > zmień zamki, a najlepiej zamień mieszkanie na inne daleko od niej


            No wlasnie! Moze zmiana zamkow sprawilaby, ze cos by do niej dotarlo?
            Moze w ten sposob wyegzekwowalabys swoje prawo do prywatnosci?
            Jesli spotkaloby sie to z jej oburzeniem, zawsze mozesz powiedziec, ze zgubilas
            swoje klucze i musialas zmienic zamki ;)
    • ali32 Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 14:59
      jeszcze raz ja
      znajace problem - pomozcie
      ali32@gazeta.pl
      ew. malywilk1@wp.pl
    • karolinka_lp Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 15:41
      znajdujesz sie w bardzo nieciekawej sytuacji.Twoja matka zamiast robic Ci
      wyrzuty,powinna Cie wspierac i pomoc w podjeciu decyzji.W tym wypadku nie
      marnowalabym szansy(kto wie czy sie jeszcze jakas,rownie ciekawa nadarzy) i
      probowalabym ulozyc sobie wlasne zycie,bo z tego co wywnioskowalam,w Twoje
      zycie miesza sie Matka,ktora stara sie Ciebie odwiesc od tego
      pomyslu.Oczywiscie moglabys postapic wg "rad" matki,ale pozniej bedziesz tego
      naprawde zalowala i bedzies miala poczucie winy.Pamietaj,ze decyzja nalezy
      tylko do Ciebie.Trzymam kciuki.!!!
    • trzydziestoletnia Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 16:19
      moman napisała:

      > (..)nie umiem dla niej znaleźć akceptacji u mojej matki...ta zamiast się
      > cieszyć, czyni mi wyrzuty, powoduje u mnie poczucie winy

      To pewnie nie tylko w sprawie tej propozycji pracy,ale i calego zycia..?
      Tak sobie mysle jaki ona miala wklad w to nieulozenia sie Twojego zycia
      prywatnego, jak sadzisz..? To jest problem niemoznosci emocjonalnego
      oddzielenia - zarowno Twojego jak i matki. Juz male dziecko, aby dobrze wejsc w
      zycie dorosle powinno przezyc takie oddzielenie od 'sukienku mamusi' - kazda
      madra matka na to pozwala. Gorzej z toksycznymi, zaborczymi, ktore same nie
      potrafia zyc oddzielnie (tj bez scislego splatania swojego zycia z zyciem
      dzieci). I wiek dzieci nie ma tu nic do rzeczy..

      > (..)ja tkwię w tym piekiełku.

      Ta decyzja o pracy to duzo wiecej niz sam wyjazd - teraz masz w rekach w
      zasadzie mozliwosc symbolicznego oderwania sie od mamusi, rozpoczecia
      kierowania swoim zyciem.

      > Boję się (na Boga mam 37 lat) że ugnę się pod jej szantażem emocjonalnym i
      > juz zawsze w zgorzknieniu będę żałować, że wycofałam się, że nie zdecydowałam
      > się na cudowny krok odmiany mojego życia zawodowego.

      Zawodowego to malo - CALEGO! Rowniez prywatnego, osobistego, emocjonalnego!

      > Ona jest na tyle szalona, że wiem, że może zadzwonić, przyjechac do moich
      > przełożonych i powiedzieć Im, żeby za wszelką cene nie dawali mi awansu

      Zaden rozsadny przelozony nie bedzie kierwoal sie w takich decyzjach widzimisie
      rodzica prawie 40letniej kobiety. Zawsze mozesz wspomniec (nawet zartem) jaka
      jest sytuacja (bez szczegolow, tyle ze matka jest przeciwna i trudno jej sie
      pogodzic z Twoim wyjazdem).

      > I choć jestem dorosłą kobietą w tej sytuacji czuję się zagubiona jak mała
      > dziewczynka.

      Jak pewnie w wiekszej czesci swojego zycia z matką (?)

      > Pomóżcie jak poradzić sobie z matką, z toksyczną ,zaborczą, zaślepioną osobą,
      > do której nie trafiają zdroworozsądkowe argumenty.

      ODDZIELIC SIE. Emocjonalnie (a oddzielenie fizyczne w tym bedzie b. pomocne).

      > Jak zacząć żyć bez poczucia winy, pełną piersią wdychając przyszłość i szansę
      > na odmianę?

      ODCIAC PEPOWINE i zaczac oddychac WLASNYMI PLUCAMI.
    • trzydziestoletnia Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 16:22
      moman, to jest wrecz symboliczna sytuacja przedstawiajaca cale Twoje zycie..
      Przyjrzyj sie - co widzisz...?
    • dees7 Re: TOKSYCZNA MATKA 27.01.05, 16:42
      rozumiem Ciebie i Twoje problemy. Jestem dojrzałą kobietą. Sama mam
      dorosłego Syna. Moja toksyczna (niestety) Mama mieszka 200 km ode mnie. Kocham
      Ją bardzo, ale niestety unikam z Nią kontaktów. Odwiedzam Ją rzadko i bywam tam
      krótko. Wracam wyczerpana psychicznie i długo nie potrafię dojść do siebie.
      Obecnie dzięki usłudze TPSA - "wolne wieczory i weekendy" codziennie po
      godzinie 20-tej mam telefon i monolog mojej Mamy trwający ponad godzinę. Są to
      wieczne narzekania na wszystkich bez wyjątku i próby ingerencji w moje sprawy
      oraz próby układania życia mojemu Synowi. Mojej mamie wydaje się, że tylko Ona
      zna odpowiedż na każde pytanie i WSZYSTKO WIE NAJLEPIEJ. Jest bardzo
      despotyczna i nie znosząca sprzeciwu. Każdą taką próbę pamięta latami i
      wypomina do znudzenia ... Nie potrafię Cię pocieszyć, że z upływem lat te
      relacje się zmienią. Niekoniecznie - jak widać po moim przykładzie. Dobrze, że
      w odpowiednim czasie miałam wystarczająco dużo siły, by ułożyć sobie życie po
      swojemu. Jestem nadal wrażliwa, ale i silna. Zahartowałam się . Czego i Tobie
      życzę z całego serca. I wyjedź - KONIECZNIE

      • trzydziestoletnia Re: TOKSYCZNA MATKA 28.01.05, 13:30
        dees7 napisała:
        > (..) Jestem nadal wrażliwa, ale i silna. Zahartowałam się .

        Przepraszam za przykre slowa, ale po tym co napisalas same sie cisna - dlaczego
        w takim razie nadal pozwalasz przez godzine dziennie wysysac sobie energie..?
    • pinkola uciekaj!!! 27.01.05, 16:58
      Moman! uciekaj koniecznie, póki jest okazja, rób co możesz, by Twoje zycie nie
      zalał jad samotnej,uzależnionej od innych kobiety.Mnie w dużym stopniu udało się
      odciąć od matki,choc jestem młodsza.Walka była ostra, mieszkam w tym samym domu,
      ale niezależnym mieszkaniu.nie zwracam uwagi na życie moich rodziców,widujemy
      się rzadko.Oddycham pełną piersią i mam świadomość, że żyję SWOIM życiem.Matka
      jest podobnie jak wiele tu już opisanych,niezadowolona,depresy jna,typ "zaopiekuj
      się mną", bo umrę.Choć doskonale radzi sobie sama.Nie ulegam i jestem nieczuła
      na szantaż emocjonalny,nie ma we mnie juz poczucia winy, bo wiem że wygrałam
      SIEBIE.A mając siebie, można cos/kawałek własnego czasu, życia dać tym, którym
      się chce.Warto walczyć o swoje życie.Trzymam kciuki za Twoją walką,powodzenia!!:)
      • magda.gdansk Re: uciekaj!!! 30.01.05, 03:59
        pinkola napisała:

        >.nie zwracam uwagi na życie moich rodziców

        Tak czytam, co piszecie, i zastanawiam sie, czy niektore z was nie sa raczej
        Toksycznymi Corkami: zajetymi swoim zyciem wylacznie, obrazonymi na koniecznosc
        ogladania sie na rodzine, niezdolnymi do wczucia sie w sytuacje matki nawet na
        krotko, uwazajacymi, ze tylko wasze interesy sie licza. Nie mam na mysli moman,
        ale niektore inne chyba tak.
    • znowpoczatek dodatek! 27.01.05, 17:18
      No już wiem, o czym zapomniałam ci napisać.
      Więc - pode mną mieszka kobieta która ma już jakieś 55 lat. Mieszka z mamą.
      Znam je od urodzenia. Młodsza siostra sie wyprowadziła, tata umarł - no i
      zostały sobie razem. Córcia w depresji i apodyktyczna do granic matka. Ta
      kobieta kiedyś miała adoratoratorów. Pamietam jak już prawie wyszła za mąż i
      wyjechała do innego miasta - ale zrezygnowała. Podobno nagle doszła do wniosku,
      że to miasto jej sie nie podoba. Kilka lat temu wyszła za maż za faceta w wieku
      swojej matki. No i przez jakiś czas spotykali sie we trójkę. tylko, że ona
      nigdy nie wyprowadziła się do męża - wiadomo, mama wazniejsza, a też staruszka.
      Czasem słyszę jak się kłócą. Jak się tłamszą i nienawidzą nawzajem. Bo ta mama,
      wiadomo jest coraz słabsza i już nie taka silna jak kiedyś. I wiem, że ta jej
      córka jej strasznie nienawidzi. I nie ma nic. Prócz małego pokoiku zawalonego
      ksiązkami o depresji.
      chociaż własciwie, jak to piszę, to uswiadamiam sobie, że od jakiegoś czasu jej
      już nei widziałam. Może jednak gdzieś wyjechała? Uciekła? No nie wiem...
      Poradzę ci tak jak poprzedniczki - jeśli rady w ogóle mają sens - SPRÓBUJ. Ucz
      się od innych kobiet - samodzielności, spełniania własnych marzeń.
      • moman dziękuję Wam... 29.01.05, 18:57
        za nieobojętność, za mądre wyważone słowa, za podzielenie się spostrzeżeniami
        a i przeżyciami...pojadę, pojadę, pojadę, bo wiem, że gdy nie spróbuję będę
        tego żałować zawsze...a zwłaszcza wtedy gdy mojej matki już nie będzie tutaj...
        wiem, że nie będzie to proste, ale nikt nie obiecywał, że bedzie łatwo...

        jeszcze raz wielkie, wielkie dzięki za każde Wasze słowo...
        • artinka5 Re: dziękuję Wam... 11.02.05, 15:41
          Cześć Wam! Wasze wypowiedzi czytałam już kilkakrotnie, zawsze z zamiarem
          napisania tutaj, ale jakoś odkładałam. Przed kilkoma minutami skoczyło mi
          ciśnienie i mam wielką ochotę wypisac się, ogromną.
          Mam prawie 30 lat. W tej chwili moim największym pragnieniem jest pobić moją
          matkę. Tu łatwo mi to napisać, bo nikt mnie nie zna, ale generalnie za te myśli
          czuję się jak ostatnia świnia. Kocham ja okrutnie, ale bardzo często mam ochotę
          powiedzieć jej prosto w twarz, tak po prostu w oczy odpie..się w końcu ode
          mnie.
          Jestem zmęczona ciągłymi smsami, telefonami, zawsze po 22:00 z zapytaniem gdzie
          jestm, czemu nie w domu? Jeśli jestem za swoim chłopakiem, to kiedy wrócę do
          domu,a na drugi dzien dostaję smsa z pytaniem, o której wróciłam do domu? Moja
          matka nie mieszka za mną, jest w innym mieście, i trochę smieszne wydaje mi się
          to, że miałabym jej raportować gdzie wychodzę i kiedy wrócę. Zreszta jesli
          normalnie powiem, że idę na imprezę dzwoni w ciagu impry, żeby mnie usilnie
          namawiać do powrotu dod domu, bo ona nie może spać-dzieli nas kilkaset
          kilometrów. Kiedy moja matka wyprowadziłą się (rodzice się rozwiedli jak miałam
          22 lata, do tej pory mieszam z tatą) myślałam, że odetchnę. Niby fizycznie
          jesteśmy oddzialnie, ale tak naprawdę nadal najchętniej trzymałaby mnie przy
          spódnicy. Po prostu żygam. Dostaję durnego sma w stylu dlaczego wczoraj
          wieczorem nie odbierał jej telefonu, więc jej odpisuję próbując żartować piszę
          co robię w tej chwili, pytam jak jej mija dzień, co u niej dla odmiany słychać,
          a na to dostaję odpowiedź "nie odpowiedziałs na moje pytanie". I mimo, z
          ewielokrotnie wygfarnęłam, jestem opryskliwa, nawet wulgarna, nic nie dociera.
          Niby już nie czyta moich pamiętników, niby już nikt mnie nie musztruje, ale
          jakiś strach siedzi w środku.
          Oddzielenie fizyczne, wyprowadzenie się od matki, pomaga ale nie wystarcza.
          Sorry, chetnie poczytam co o tym sądzicie, naprawdę nie jestem taka wredna,
          taka okropna, tylko ta złość czasem nie pozwala mi oddychać.
          • miang Re: dziękuję Wam... 11.02.05, 17:19
            nie odbieraj telefonu, nie odpowiadaj na smsy
          • psychoguru Re: dziękuję Wam... 11.02.05, 18:37
            artinka5 napisała:

            > Mam prawie 30 lat. W tej chwili moim największym pragnieniem jest pobić moją
            >matkę. Tu łatwo mi to napisać, bo nikt mnie nie zna, ale generalnie za te myśli

            Jakie jest twoje wlasne zycie?
            • artinka5 moje własne życie... 14.02.05, 13:21
              Jakie jest moje własne życie? Różne, tak bym powiedziała.
              Nie mogę tylko psioczyć i narzekać. Mam kochających rodziców, na pomoc których
              zawsze mogę liczyc, nigdy nie byłam głodna. Nigdy nie miałąm bogatego życia
              towarzyskiego, za czym tęskniłam, ale mam kilka dobrych przyjaciółek, sporo
              fajnych rzeczy wydarzyło się w moim życiu. Przez długi czas miałam same porazki
              w kontaktach z facetami, od krótkiego czasu jest ktoś bardzo ważny i czuję się
              kochana. Jestem bardzo niezadowolona z mojej pracy, ale ciezko mi się
              przełamać, żeby ją zmienić. Momentami ogarnia mnie totalna niemoc, tak jakbym
              traciła władzę nad moim ciałem. Niby chcę coś zrobić, ale nie potrafię zacząć.
              I nie zaczynam... CZESTO CZUJĘ, ŻE MAŁO JEST MNIE W MOIM ŻYCIU. Teraz już może
              rzadziej, ale dawniej ciągle. Często nie potrafię być sobą. Boję się.
    • marzec1971 Re: TOKSYCZNA MATKA 11.02.05, 19:14
      Jaki sens ma wtrącanie się matki w życie dorosłego dziecka? Ciągłe uwagi,
      porady - to tak zrób, tego nie rób, to dobre a to złe - po co to !!!!
      MATKO !!! Jeśli nie przygotowałaś należycie swego dziecka do dorosłego życia to
      znaczy ze się nie sprawdziłaś w roli matki, więc dlaczego teraz się mądrzysz,
      że wiesz lepiej co i jak należy, przecież sama dałaś "plamę" gorszą niż
      atrament !!! Zwracanie uwagi, kontrolowanie jest równoznaczne ze słowami "ty
      nic nie wiesz, ty nic nie umiesz, nie dajesz sobie rady" przecież jajko nie
      może byc mądrzejsze od kury. Ile można wytrzymać będąc krytykowanym i
      ośmieszanym przez rodziców? Jak mamy kochać skoro miłość rodzicielska kojarzy
      nam się z krzywdą? Może o to chodzi matkom, żeby uzależnić dziecko od siebie
      chociażby psychicznie - wtedy matka czuje sie potrzebna,
      niezastąpiona, "kochana" przez dzieci (one mieszkają ze mną bo u mnie jest im
      najlepiej).A potem szok - syn zabił matkę, córka poderżnęła matce gardło, młoda
      kobieta popełniła samobójstwo. Są "dzieci" które nie wytrzymują dominacji
      rodziców, sięgaja po najgorsze sposoby rozwiązania problemu. Czy tak trudno
      rodzicom uszanować potrzebę swego dziecka do bycia dorosłym, do bycia sobą?
      Może mi jakaś matka zarzucić, że kocha swe dziecko, że chce je uchronić przed
      kłopotami - a ja sie pytam: za jaką cenę?
      Mam nadzieję, że przeczyta ten post jakaś toksyczna matka i mi wytłumaczy
      dlaczego niszczy własne dziecko, dlaczego stosuje wobec dziecka szantaż
      emocjonalny, dlaczego nie chce się cieszyć szczęściem swego dziecka i jak
      wyobraża sobie życie "zadeptanego" dziecka po swojej śmierci?

      P.S. tak sie we mnie zagotowało, że musiałam to z siebie wyrzucić. A może jest
      specjalne forum dla zaborczych matek? Chętnie się tam wybiorę!!!
      • owera forum dla zaborczych matek 12.02.05, 10:05
        Nie ma forum dla zaborczych matek , bo one nie maja problemu ze sobą.
        Przynajmniej go nie widzą. One maja problem z niewdziecznym, niemądrym,
        nieposłusznym dzieckiem. One nie chcą zmieniać siebie, chcą zmieniac swoje
        dzieci. Dlatego wszelka walka z nimi nie ma sensu, trzeba walczyć ze soba,zeby
        sie umieć od tego odciąc.
    • nova_niva Czcij Ojca swego i Matke swoja 12.02.05, 10:36
      ..to zupelnie archaiczne powiedzienie, ale niestety(lub stety) ciagle dziala.
      Swoich rodzicow nie zmienimy,sa tacy z okreslonych, im tylko czasem znanych
      powodow, ale Oni niewatpliwie wplywaja na nasze zycie bardzo!
      Oddajac im czesc takimi jacy sa, uwalniajac ich mentalnie dzialamy na swoja
      korzysc. To jedyna droga (szczegolnie dla osob mocno przez rodzicow
      skrzywdzonych). POlecam bardzo terapie Berta Helingera, mysle ze nawet
      poczytanie na ten temat mocno pomaga.
      Pozdrawiam
      A.
      • miang Re: Czcij Ojca swego i Matke swoja 13.02.05, 13:40
        a nie wydaje Ci się że "czczenie" takich rodziców moze kogoś zniechęcić do wiary
        w jakiegokolwiek Boga?
        • nova_niva Re: Czcij Ojca swego i Matke swoja 13.02.05, 15:18
          miang napisała:

          > a nie wydaje Ci się że "czczenie" takich rodziców moze kogoś zniechęcić do
          wiar
          > y
          > w jakiegokolwiek Boga?

          witaj,
          nie wydaje mi sie, poniewaz takie czczenie ma znaczenie dla nas i dla nszych
          dzieci.
          Jesli mentalnie wybaczysz ojcu pijakowi, poklonisz sie jemu, pomaga to Tpbie,
          nie jemu.
          Jesli tego nie zrobisz...TY cierpisz..nie on. Wiec co chcesz nadal cierpiec...w
          imie czego??
          Takie mentalne wybaczenie, blogoslawienstwo, pozwala odciac sie i isc swoja
          droga. Zostawiajac szacunek dla tego ze powolali nas do zycia.
          Nie latwo to zrobic..ale warto...DLA SIEBIE!..i kolejnych pokolen.
          Nasi rodzice mieli jakis powod (czesto sobie tylko znany) ze robili takie zle
          rzeczy z nami. Nie nam ich sadzic...ale mozemy sobie pomoc...j.w.
          pozdrawim:)
          A.

          ps..
          niestety nie ma innej drogi:)
          • miang Re: Czcij Ojca swego i Matke swoja 14.02.05, 09:36
            to w końcu chodzi o to żeby odciąć się i nie próbować mścić na rodzicach?
            bo słowo "czczenie" raczej się kojarzy z powiedzmy oddawaniem temu ojcu połowy
            pensjii żeby miał za co pić
            • ali32 Re: ratowac siebie 18.02.05, 13:38
              bo matki juz nie uratuje. musialaby tego chciec. musialaby widziec problem. a
              ona tylko chce by bylo jak dawneij. zanim postanowilam - dosc. czasem nie mam
              sily. ona ma taka wladze....
              cale dotychczasowe zycie myslalam tylko o tym zeby nie zawiesc mamusi. zeby jej
              nie sprawic przykrosci. i takprzez 30 lat.
              dosc. chce moje zycie na wlasnosc.
          • mameja2 Re: DLACZEGO TRZEBA CZCIĆ? 18.02.05, 14:08
            Niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego powołanie do życia (nie mówię, że czasem
            zupełnie przypadkiem i po alkoholu)jest takim powodem do wdzięczności. Przecież
            jak ktoś jest w życiu nieszczęśliwy to gdyby go nie było wcale to by nie
            cierpiał. Oczywiście jak już się jest to nie uważam, że samobójstwo jest dobrym
            wyjściem! Przeciwnie! Chodzi mi o to że nie wiemy czy się coś w ogóle traci
            jeśli się nie istnieje. Nie każde życie jest PIĘKNE! Poza tym niestety umrzemy.
    • pikorpikor Re: TOKSYCZNA MATKA 19.02.05, 02:40
      Jechać i nie zastaniawiać się. Żadnej filozofii.
      • artinka5 Re: TOKSYCZNA MATKA 22.02.05, 15:39
        Żadnej filozofii..
        Łatwo powiedzieć, przecież dziecko swoje zycie ma budować na tym co wyniosło z
        domu, z rodziny. To podobno mają być nasze wzorce. Jak to ktoś powiedział mi
        BAZA...tylko czemu ta baza zamiast wspierać wciaga jak bagno, nogi grzęzną nie
        można dac kroku do przodu.
        • kamea28 Re: TOKSYCZNA MATKA 23.02.05, 07:41
          U mnie to samo - toksyczni rodzice, którzy wciąż wtrącają się w życiu dorosłej
          córki (mąż, dziecko). Mieszkamy w różnych miastach. I to oni wydzwaniają do
          mnie. Koszmar. Obiecałam sobie, że jak moje dziecko będzie dorosłe, to nie będę
          się wtrącać! Pytanie - jak żyć z takimi rodzicami? - chodzi mi o ogólne
          kontakty - no bo niby trzeba ich szanować, a drugiej strony ma się ich dość,
          kiedy tak się we wszystko wtrącają.
          Łatwo powiedzieć - nie odbieraj telefonów (jak ktoś tu proponował), jak to
          zrobić w praktyce? odbierać do drugi? :)...
          A do autorki wątku - wyjedź koniecznie!!!
          Pozdrawiam
    • millka26 Re: TOKSYCZNA MATKA 23.02.05, 11:27
      Wyjedz koniecznie , wiem, ze bedzie Ci bardzo bardzo trudno, wewnetrzne wyrzuty
      sumienia beda Cie dopadaly co jakis czas, ale zycze Ci wytrwalosci nie daj sie
      i nie poddawaj. Ja mam tez trudna sytuacje ze swoja matka. Kilka lat temu
      zachorowala, przestala mowic, pisac spedzila kilka miesiecy w szpitalu wszszla
      z tego, ale nie do konca. Wyprowadzilam sie z domu rok temu ... od tego czasu
      jestem rozdarta miedzy 2 domami. Biegam do mamy i babci co 2 dzien, choc nie
      mam na to ochoty, choc jestem chora lub zmeczona ... Mam tego dosyc ... ale nie
      potrafie nie pojsc .... jesli nie pojde dzwonie, nie wazne czy siedze u nich
      godzine czy dwie czy pol dnia zawsze slysze od mamy wyrzuty "co W. sie stesknil
      za toba", "musisz nakarmic dzieciatko" lub babcia "no jak musisz to idz".
      Przynosze im zakupy bo czuje sie winna, latam, ciagle z ciastem, bo babcia
      uwielbia slodycze. Mama jest sama, nie ma zainteresowan, planow do znajomych
      nie pojdzie, bo zawsze jakis problem. Jest zlosliwa, moj chlopak powie "bedzie
      padac" ona "wcale nie wyjdzie sloneczko", robi wywody na rozne tematy zrazajac
      mnie i innych do siebie. Na razie pracuje, ale poza tym nic nie robi, jak ja
      nie zaproponuje wyjazdu, wyjscia lub nie zaprosze jej do siebie to sama nie
      wyjdzie z inicjatywa. W czasie ubieglorocznych swiat poznala sie z moimi
      przyszlymi tesciami, balam sie okropnie zeby nic nie palnela, nie zrazila ich
      do siebie ... moj chlopak poprosil mnie o reke, a ona na pytanie mam nadzieje,
      ze nie ma Pani nic przeciwko temu odpowiedzial " a co ja mam do tego" - te
      slowa dzwiecza mi do dzis choc juz minely 2 miesiace, wiem, ze nie tylko mnie
      zabolaly. Wczoraj wpadlam do nich na godzinke i wybuchnelam nie wytrzymalam
      tego napiecia, poprosilam zeby wybrala sie do specjalisty skoro nie moze
      zapanowac nad tym co mowi, skoro sie nie kontroluje, uslyszalam, ze nie musze
      do niej przychodzic ... Wiec trzasnelam drzwiami i wyszlam .... teraz siedze i
      mysle, targaja mna sprzecznosci i wiem, ze musze zyc swoim zyciem i wiem, ze to
      matka nie ma nikogo jest sama i jest jeszcze babcia, ktora wypatruje mnie
      calymi dniami w oknie ...
      Ciezko jest zyc .... niby mam prawie 30 lat a czuje sie bezradna jak dziecko ...
      Dlatego wiem jak Ci ciezko i zycze wytrwalosci i powodzenia.
      • jennifer_e Do millki26 23.02.05, 15:03
        A czy babcia, o ktorej piszesz to matka Twojej mamy? Glupie pytanie, ale skoro
        Twoja mama jest taka samotna to dlaczego ona nie pojdzie z ciastem do babci?
        Przeciez to jej matka!
        Dziewczyno, masz 30 lat, masz faceta, powinnas zajac sie wlasnym zyciem, swoja
        przyszloscia. Nie mysl, ze latwo przychodzi mi tu pisac, ja tez mam matke,
        ktora zostala kompletnie sama po tym jak ja i moj brat wyprowadzilismy sie z
        domu. Wysluchuje w telefon wyrzutow, ze od kiedy ona jest sama w domu to nie
        przespala ani jednej nocy. Wysluchuje non stop, ze ona nam cale zycie
        poswiecila a teraz na starosc zostala sama.
        Wiem jak to niesamowicie trudne, wiem jak potrafia od srodka zzerac wyrzuty
        sumienia, ale musisz sie od niej uniezaleznic. Ona musi sie nauczyc radzic ze
        swoja samotnoscia, bo to jej wybor. Wybor w sensie, ze ona woli siedziec w domu
        i wyczekiwac Ciebie zamiast wyjsc do kolezanki, odwiedzic babcie.
        Mysle, ze jej stosunek do Twoich zareczyn dowodzi, ze ona nie cieszy sie z
        Toba, ona jest niezadowolona, bo jak zalozysz wlasna rodzine to bedziesz miala
        mniej czasu na przesiadywanie u niej.
        Chocbys nie wiem jak sie dwoila i troila nigdy nie nasycisz ich teskonty ("nie
        wazne czy siedze u nich
        > godzine czy dwie czy pol dnia zawsze slysze od mamy wyrzuty") One tego nie
        doceniaja tylko chca wiecej i wiecej.
        Pomysl, ze to powinien byc taki szczesliwy okres w Twoim zyciu a Ty miotasz sie
        rozdarta wyrzutami sumienia.
        Doskonale Cie rozumiem, bo mi zajelo 5 lat odciecie tej pepowiny. I nawet
        teraz, gdy moja matka mieszka tysiace kilometrow ode mnie potrafi wzbudzic we
        mnie zupelnie irracjonale poczucie winy, ze ja zostawilam.
        Goraco polecam "Toksycznych Rodzicow" Susan Forward. Ta ksiazka pozwolila mi
        zrozumiec, ze mam prawo do swojego wlasnego zycia a nie egzystencji w cieniu
        potrzeb mojej matki. Czego i Tobie serdecznie zycze!
Pełna wersja