alcoola
31.01.05, 10:42
Z powodu różnych dramatycznych i tragicznych zdarzeń w moim życiu popadłam w
straszny stan psychiczny, rodzina nakłoniła mnie do skorzystania z pomocy
psychiatry, podejrzewając depresję. Psychiatra zalecił leki antydepresyjne,
po których bardzo szybko (po niecałych 2 tygodniach) moje samopoczucie bardzo
się poprawiło, a problemy, które do tej pory zabijały mnie każdego dnia i
każdej godziny, uniemożliwiając normalne funkcjonowanie, jakoś zbladły, stały
się niemal obojętne, a w każdym razie możliwe do pokonania, do pogodzenia się
z nimi. Ale oczywiście nadal jestem w trudnej sytuacji życiowej i zapewne
jeszcze wiele przede mną stresu, bólu i niepewności. Czy to jest właściwy
sposób stawiać temu czoło przy pomocy antydepresantów? Czy to że teraz daję
sobie radę to wyłącznie efekt farmakologiczny? Jak będę funkcjonować po
odstawieniu leków? Dodam, że psychiatra nie stwierdził u mnie "depresji
endogennej", a jedynie chwilowe załamanie nerwowe pod wpływem stresu. Spytał
mnie ostatnio jak sądzę, na ile moje dobre samopoczucie wynika ze wsparcia
lekami, a na ile z "wzięcia się w garść", a ja naprawdę nie wiem i obawiam
się, że bez leków znów stałabym się roztrzęsioną kupką nieszczęścia,
niezdolną do niczego oprócz siedzenia na kanapie i wpatrywania się w okno. I
płaczu.