beznadziejna rodzina męża

31.01.05, 12:31
Ludzie prosze was o odpowiedzi co myslcicie o ponizszej historyjce i jak
powinnismy ten problem rozwiazac.
Ja, moj mąz i malutkie dziecko mieszkamy zagranica. ZYjemy z dnia na dzien
bez zadnych ekstrawagancji, mamy w zyciu niewygorowane cele i dazymy do ich
realizacji. Rodzina z mojej strony zostala w Polsce, kontakt mamy
telefoniczny czasem ktos do nas przyjedzie na tydzien w gosci nic od nas nie
chca- pomimo tego ze zyja skromnie ale sa ulozeni maja jaka taka prace itp
ale gdy potrzebujemy ich malej pomocy, np w kupieniu drobnych rzeczy w Polsce
nieosiagalnych tutaj lub innych nigdy nie ma problemow zawsze sa pomocni i
sami ta pomoc sugeruja. Moja mam kocha swoja pierwsza wnuczke, zawsze pyta co
u niej troszczy sie o nia mysli jaki prezent nawet malutki jej zrobic, moja
siostra podobnie- zawsze czuje ze moge na nich polegac, moj maz rowniez jesli
mamy jakas mala potrzebe nie zwraca sie do swojej rodziny tylko zawsze prosi
aby (np tlumaczenie) zrobila moja mama- dla ktorej nigdy nie ma problemu.
Teraz o rodzinie męża: ich zycie polega na tym ze ida do gory za chwile
opadaja gleboko w dol. Wieksze mieszkanie zamieniaja na klitke, zmieniaja
miejsca pobytu z jednego kraju na inny, ciagle maja jakies problemy: gdy
pytasz co u was nieby w szystko dobrze ale pomoz nam w tym czy w tamtym bo
jest taki problem: czy pomozesz? (nie zwracaja sie do mnie tylko do mojego
meza - tak jakby fakt ze moj maz potrzebuje na zalatwienie ich spraw np 2 dni
urlopu czy wypalal paliwo w samochodzie nie mialao zadnego wplywu na nasze
wspolne zycie- to nie jest moja sprawa- przecie na urlopie mozemy byc o te
dwa dni krocej (w ciagu roku zbiera sie takich dni 10 na zalatwienie ich
spraw)) Ciagle jest tylko daj, zalatw, pozycz. Jednak nie w tym jest rzecz-
bo komu nie pomagac jak nie rodzinie. Sprawa jest innego typu. ale cala
historie opowiem mniej wiecej od poczatku.
Mianowicie pierwszy o pomoc zwrocil sie cioteczny brat meza- czy moge do was
przyjechac, zalatw mi prace, pomieszkam u was- bede wam wdzieczny- przyjechal
maz wzial 3 dni urlopu na poczatek- jezdzil z nim wszedzie znalaz mu jakas
prace, potem nastepna- potem przez dwa miesiace jezdzil z nim aby dostal
lepsza prace za lepsze pieniadze- przez ten czas brat miszkal u nas nic nie
dokladal sie do mieszkania, do jedzenia do paliwa- sponsorowalismy go na
maksa. W tym czasie mielismy remont, pomagal okazjonalnie, ja w 7 i 8
miesiacu ciazy skrobalam sciany a on w tym czasie lezac na materacu rozmawial
z zona jak bardzo za nia teskni- w koncu sie wscieklam zrobilam awanture zeby
ruszyl tylek i nam pomogl. Ja pracowalam, wracalam z pracy i w butach
gotowalam dla wszystkich obiad. Moj maz pracowal i robil remont. Skoro brat
pracowal i nie placil za nic powinien chyba pomoc nam w remoncie? czyz nie
tak. Po awanturze troche zaczal pomagac, za co mu podziekowalismy. Umowa byla
taka ze mieszka u nas dwa miesiace i szuka sobie mieszkania. Oczywiscie pod
koniec tego okresu wszystkie mieszkania byly "za drogie" "za daleko"
itp. "Musial zostac u nas"- nie zgodzilam sie na darmowe przetrzymywanie go-
rachunki rosly a my mielismy dziecko w drodze ktore lada dzien mialo przyjsc
na swiat. Przetrzymalismy go jeszcze 2 dygodnie za oplata- wyprowadzal sie
obrazony nie uslyszelismy slowa dziekuje (po prostu to mu sie nalezalo)
Pomyslcie jak czuje sie moj maz? Wstyd? Wykorzystanie? Od tego czassu za
kazdym razem kiedy brat meza potrzebowal pomocy moj maz pomagal mu bo
przeciez to rodzina- jak nie pomoc rodzinie? Ani razu w zaden sposob nam sie
nie zrewanzowal, nawet gdy do niego zaszlismy on odgrzewal obiad, zjadl go
sam a my siedzielismy przy herbacie. Potem przyjechal ojciec (tesc) Synu
pomoz- znalez prace, woz mnie do tej pracy, zalatw dokumenty, nocuj mnie (za
friko)- no bo jak inaczej przeciez to rodzina. Znowu maz bierze urlop,
zalatwia wszystko ojcu. Tesc srednio sie interesuje w nuczka- gdy mieszkal u
nas jeszcze to wygladalo jako tako- uwierzylam ze jest dziadkiem. Gdy tylko
wszystkie sprawy mial doprowadzone do konca zalatwione dokumenty, prace
mieszkanie- przestal dzwonic pytac sie o wnuczke, nie mowiac juz o tym ze nie
zaprosil nas na ani jeden obiad w niedzile, chociaz ja nawet gdy juz u nas
nie mieszkal obiadowalam go codziennie. Ani razu nie zadzwonil z pytaniem czy
niemoglby wyjsc z wnuczka na spacer i nas na chwilke chociaz odciazyc. Maz
wozi go do pracy do dzisiaj. Maz ma tez brata (nieroba) Tzn czasem pracuje
ale tylko i wylacznie na swoje potrzeby i hulanki- poza tym wyciaga pieniadze
od rodzicow- ojciec sponsorowal go do 27 roku zycia a i teraz nie jestem
pewna czy tego nie robi.
Brat meza jest w tym samym kraju co my ale w innym miescie. Przed wczoraj
przyjechal do naszego miasta (ale dowiedzielismyu sie o tym przypadkiem, bo
ojciec odbieral go z dworca i nie mogl znalezc drogi wiec dzwonil do meza po
rade- tak pewnie bysmy sie nawet o tym nie dowiedzieli).
Wczoraj sytuacja nastepujaca. Wybieramy sie z dzieckiem na spacer. Dziecko
ubrane wsadzone w wozek. PRzychodzi sms- bedziemy u was za 40 min OK?
Ucieszylam sie ze nas odwiedza, brat nie widzial jeszcze swojej bratanicy, a
dziadek tez widzial ja ze dwa tygodnie temu. maz zadzwonil i mowi ze na
chwilke wychodzimy "(szlismy jeszcze do sklepu) i gdyby byli przed nami to
niech poczekaja. przychodzimy po tej pol godzinie do domu ich nie ma. minelo
1,5 godziny ?(dziecko na spacerze bylo pol godziny) my siedzimy warujemy,
dzien zmarnowany bo nie wiadmo co robic. maz dzwoni do brata: juz jedziemy bo
zajechalismy do sklepu... maz sie wsciekl i powiedzial ze teraz to my
wychodzimy na spacer. brat odpowiedzial ok. i nic wiecej- chyba sie obrazili-
nie wiem w kazdym razie nie przyjechali wogole..
dzis sms od ojca czy maz moglby pozyczyc rower swojemu bratu...wymieklam.
pytanie: czy to ja jestem nienormalna, czy moj maz jest jeleniem, a jesli z
nami wszystko ok to co zrobic z taka rodzina, jak postepowac, pomagac nie
pomagac, powiedziec zeby sie chrzanili.jest mi przykro jestem wsciekla szkoda
mi meza ktory czuje sie wykorzystywany a jednoczesnie olewany.prosze spojzcie
na to z boku i ocencie. bo chyba oszaleje. ps. sytuacja jest na pewno jeszce
bardziej skomplikowana, ale nie da sie tego wszystkiego opisac w tym poscie.
Jesli jestescie w stanie wysnuc ztego jakies wnioski to bardzo prosze o
odpowiedzi, jesli do oceny sytuacji potrzebne wam beda jakies dodatkowe
szczegoly prosze piszcie z pytaniami odpowiem tak szybko jak moje kochane
dziecko mi na to pozwoli. Jesli wasze uwagi sa krytyczne pod moim adresem,
nie krepujcie sie walcie prosto z mostu- moze to mi potrzeba jakiegos kopa-
czaem juz sama nie wiem. Pozdrawiam i z niecierpliwoscia czaekam na wszelkie
odpowiedzi.
Przepraszam, za styl i bledy, ale pisze z dzieckiem "na kolanach"
    • mrgmyrek Re: beznadziejna rodzina męża 31.01.05, 12:54
      Tak jak bym słyszał moja zone......... bardzo podobna sytuacja, z tym ze u nas
      zona nie moze sie pogodzic z postepowaniem mojej mamy i starszej siostry.
      Narazie u nas postanowilismy zupełnie sie nie odzywac /tzn do ojca dzwonie
      zapytac co i jak/ oczywiscie nie jestesmy obrazeni, ale chwila "odpoczynku" sie
      nalezy jak chłopu ziemia. Jak narazie tesciowa mojej zony zaczyna dzwonic i
      podpytywac co u nas itd. Na mnie stara sie wywierac poczucie winy i dzwoni z
      pretensjami wiec czasami trzeba umiec zachowac "zimną krew" i sucho
      odpowiedzies "wszystko ok" i koniec rozmowy.
      No ale to niekonwencjonalne rozwiązanie sytuacji wiec nie bedzie to chyba
      postępowanie godne nasladowania.
      Jak ktos do mnie dzwoni to zona czasami mowi ze mnie poprostu nie ma i tyle
    • jennifer_e Re: beznadziejna rodzina męża 31.01.05, 13:15
      Rzeczywiscie sytuacja nie wydaje sie normalna. Owszem rodzinie trzeba pomagac,
      ale nie moze byc tak, ze ktos korzysta z Twojej goscinnosci, obiadkow, dachu
      nad glowa, pomocy w zalatwieniu pracy i nawet nie podziekuje. Szczegolnie
      biorac pod uwage, ze bylas w ciazy, tuz przed urodzeniem dziecka to brat meza
      powinien byl skrobac sciany a Ty lezec na kanapie i odpoczywac! Facet Was po
      prostu bez skrupulow wykorzystal. Pomogliscie mu sie ustawic w obcym kraju,
      znalezliscie prace, daliscie mieszkanie i jedzenie a on siedzial tak dlugo, jak
      dlugo tolerowaliscie ten stan.
      Tez mieszkam za granica, wyjechalam zupelnie sama kilka lat temu, jeszcze
      zdobycie pozwolenia na prace bylo bardzo trudne. Na poczatku bylo bardzo
      ciezko, ale wtedy nikt nie dzwonil, nikt nie przyjezdzal. Potem po rodzince
      rozeszla sie wiesc, ze juz mam dobra prace, mieszkanie i wtedy nagle wszyscy
      sobie o mnie przypomnieli: kuzynka ciotecznego brata, kolega z podstawowki,
      narzeczona kuzyna sasiadki. I zawsze ten sam tekst: pomozesz? No wiesz,
      zalatwic prace, pomieszkac troche itp. Na poczatku owszem, doradzalam,
      pomagalam, ale szybko przekonalam sie ze jak tylko obiecasz pomoc to oni mysla,
      ze przyjezdzaja na gotowe. W koncu zaczely sie konflikty z moimi wspolokatorami
      (wynajmowalam dom z kilkoma znajomymi) bo taki synek znajomej mojej mamy
      myslal, ze pomimo znalezienia pracy bedziemy go tam goscic za darmo do oporu i
      placic jego rachunki. I wtedy powiedzialam sobie dosyc.
      Pomaganie owszem szlachetne jest ale jest granica poza ktora zaczyna sie juz
      szukanie jelenia i wykorzystanie go. A jesli jeszcze rodzinka sie potem obraza,
      ze nie daliscie sie wykorzystywac dluzej to juz jest totalne przegiecie.
      Przeciez macie male dziecko, moze Wy tez potrzebujecie pomocy i kogos, na kogo
      mozna liczyc.
    • bianka2004 Re: beznadziejna rodzina męża 31.01.05, 15:39
      dziekuje za obie odpowiedzi, moze ktos jeszcze ma cos do napisania?
      • trzydziestoletnia Re: beznadziejna rodzina męża 03.02.05, 14:52
        Czego Wam potrzeba? Wydaje sie, ze NAKRESLENIA GRANIC i chocby minimalnej
        wzajemnosci od rodziny meza. Mowienia im np "jasne, w rodzinie trzeba sobie
        pomagac, to moze popilnujecie nam dziecka - pojutrze, 3 godz?" Konkretna prosba
        z jasnym dopowiedzeniem, ze pomoc w rodzinie powinna byc wzajemna.
Pełna wersja