rozwod czy nie????

04.02.05, 15:49
Jestem mezatka od roku i mam malego synka.Bardzo sie cieszylismy ze bedziemy
mieli dzuecko jednak moj maz nie bardzo chcial brac slub.Kiedy bylam w 5
miesiacu zaczely sie klotnie.Sa do dzis. Nie mozemy sie dogadac.Ja stracilam
zaufanie i poczucie bezpieczenstwa.Nie pracuje wychowuje synka i musimy
mieszkac razem pod jednym dachem.Ja raczej chce i nie chce.Czemu nie moze byc
jak dawniej???Bylismy tak za soba, bylismy szczesliwi a teraz mam wrazenie ze
meczymy sie ze soba (kiedy oczywiscie jest kłotnia).
Moze powinnismy sie rozwiesc.Mam chyba jakas depresje.Nie mam pieniedzy na
specjaliste.A wlasciwie ktory by pomogl mnie i mojemu mezowi.
Poradzcie prosze.Moze wsrod Was jest jakis specjalista????
    • leksheygyatso Re: rozwod czy nie???? 04.02.05, 16:08


      witam,
      uważam że dokładnie i "na zimno" przedstawiła Pani całą sprawę.
      Choć to być może tylko jedna strona medalu.
      Co mozna zrobic?
      Odradzam gwałtowne ruchy,stawianie wszystkiego na ostrzu noża,emocjonalny
      szantaz pomysły zdrady żeby zagrać na emocjach etc.
      Lepiej spokojnie wszystko razy 100 przemyśleć niż pózniej żałowac waszego
      małżeństwa.
      Ten czas po urodzeniu dziecko faktycznie zmienia wiele w zyciu.
      Mniej czasu dla siebie.Mniej czasu dla partnera.Wiele
      obowiązków,kłopotów,stresu,wyda tków i nie przespanych nocy.
      po pierwsze - polecam szczerą rozmowe z partnerem o Pani
      uczuciach,stresie,nie przespanych nocach,presji,obawach,odczuciu zmiany w jego
      zachowaniu.
      po drugie- zastanowieniu sie nad podjęciem wspólnie pracy nad waszym związkiem
      z psychologiem-(prosze podać miasto,rejon może uda sie znależść cos gratis koło
      was,generalnie nawet w małych miejscowościach są tzw. poradnie zdrowia
      psychicznego(nie myslic z psychiatrą) gdzie mozna poszukać psychologa
      opłacanego przez NFZ natomiast w każdej parafii Rzymsko-Katolickiej są też
      poradnie rodzinne lub lista poradni rodzinnych w okolicy-dyżury psychologów
      rodzinnych,terapeutów-z reguły gratis.
      Można też poszukać mądrego księdza do którgo macie Państwo zaufanie.
      Polecam też jeśli Państwo praktykujecie wspólną modlitwe za dziecko i Pani za
      męza i dziecko.
      po trzecie- jak będziecie rozmawiac(spokojnie,bez nerwów)
      przypomnijcie sobie co was tak na serio połaczyło- dlaczego
      zdecydowaliscie dzielic wspólnie swoje zycie-te pierwsze
      randki,spotkania,marzenia , dlaczego zdecydowaliście się na powołanie do życia
      kolejnego człowieka,co sobie ślubowaliście i dlaczego et. i zapytajcie czy to
      jest dla was jescze wartościa czy już nie?
      Naprawdę wszystko zalęzy od was i szystko można jescze
      naprawic.W zadnym wypadku nie jest to Pani wina.Jesteście dorosłymi ludzmi i
      jeśli coś w małżeństwie nie wychodzi to należy o tym szczerze mówic i pracować
      nad
      zmianą.
      pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego
      OM MANI PEME HUNG
      NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
      lekshey




    • hubkulik Re: rozwod czy nie???? 06.02.05, 20:06
      Bywa, ze malzenstwo czasami sie kojarzy z uzaleznieniem, jak np. dawniej od
      rodzicow. Wolaloby sie byc wolnym, niezaleznym, a tymczasem jest sie uwiazanym.

      Pozdrawiam Hubert
      • skorpioniczka Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 11:25
        Witaj Hubercie;-))
        Jakoś po kilkunastu latach małżeństwa nie uważam, że jestem "uwiązana". To
        chyba nie jest tak do końca z tym "uwiązaniem". Uważam, że niektórzy nigdy nie
        dorastają do roli mężów/żon tudzież ojców/matek. A przeraża ich
        odpowiedzialność za inną osobę. Już nie ma "tylko ja".
        • dea.nke Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 21:08
          Zgadzam sie. Wlasnie niektorzy maja problem z zapomnieniem, ze nie sa juz sami. Moj maz np. O ile zaakceptowal , ze ma juz coreczke, nie moze sie przestawic na myslenie "my".
      • junkoh Re: rozwod czy nie???? 28.04.05, 10:08
        hub mowi dobrze, ale uzalenieniem jest ten fakt dla kogos kto do niego nie
        dojrzal, i do innych rzeczy tez
    • dea.nke Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 21:12
      Mam identyczny problem! Tyle, ze ja juz po ponad rocznej walce o przetrwanie naszego zwiazku, spasowalam. Bo do tego trzeba checi dwojga! a poza tym on nawet nie zauwazyl, ze sie staram.. Jestem i bylam zawsze najgorsza. Milosc gdzies znikla i zostala tylko samotnosc w zwiazku. Dzis sie wyprowadzilam...
      • alicja-ciekawska Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 21:14
        dea.nke napisała:

        > Mam identyczny problem! Tyle, ze ja juz po ponad rocznej walce o przetrwanie
        na
        > szego zwiazku, spasowalam. Bo do tego trzeba checi dwojga! a poza tym on
        nawet
        > nie zauwazyl, ze sie staram.. Jestem i bylam zawsze najgorsza. Milosc gdzies
        zn
        > ikla i zostala tylko samotnosc w zwiazku. Dzis sie wyprowadzilam...
        To sie trzymaj ,na nowej drodze ,niektorzy nie umieja sie na to zdobyc.
    • isabelle7 Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 21:33
      Nie pojmuje. Macie pierwsze ,,shody,, nieporozumienia i juz opcja rozwód albo
      nie.
      Tak nie mozna. Trzeba najpierw ratowac jak była miłość między wami. Napisz czy
      jesteście ze sobą z uczucia czy innych rzeczy. Jak z innych powodów to byc może
      teraz ta frustracja wyszła na światło dzienne.
      Wiem sama po sobie, że praca męczy czy domowa czy zawodowa. Może u was jest tak
      samo. przyczyna musi być nic nie jest ot tak sobie.
      Przejmujecie się tym co mówia ludzie? Sama doświadczyłam, że mało wiedzą, ale
      mówią jakby wszystko wiedzieli. jak kogos nie widać tzn że jest w domu i nie
      pracuje, ja tego nie pojmuje. Doprawdy. Plotkarstwo sięga zenitu.
      Możesz napisać na moją poczte. Mam znajomego psychiatre. On potem kieruje do
      psychologa. Zresztą w necie tez jest, ale o eprsji. A u was może być co innego
      niz depresja. Pozdrawiam ludzi ciężkiej pracy i zycia. głowa do góry! Teraz
      może byc tylko lepiej:)
      • isabelle7 Re: rozwod czy nie???? 07.02.05, 21:39
        Acha zapomniałam dodać. Kłotnie z tego co rozumiem wyszły i wychozą od męża.
        Czasem bywa tak, że ma on kłopoty w pracy. dziś jest ciężko i ludzi przerasta
        wiele rzeczy dochodiz do tego stres. On czuje się odpowiedzialny za to co robi,
        ale byc moze jest tak, że niedokońca radzi sobie z obowiązkami w pracy. Nie
        wiem moze nie barzo podoba mu sie miejsce gdzie mieszkacie. Nie kazdy umie zyc
        w bloku na pustkowiu itp Czasem tak błahe sprawy dla jednych sa tak raniace dla
        drugich. Moze przyjaciel go zawiodl moze czuje ze sam siebie zawiodł. Przycyzn
        moze byc wiele, ale trzeba zaczac od meza potem pani. Klotnie sa o to samo czy
        to raczej takie wyladowania o byle co?
    • k_i_k_a Re: rozwod czy nie???? 08.02.05, 09:28
      dobrze, że iwdzisz co się dzieje. Ale na rozwód zawsze jeszcze bedziesz miała
      czas, jakby co. CZego nie życzę.
      Jeśli i mąż dostrzega, że nie jest dobrze - pora podjąć jakieś kroki.
      Porozglądaj się dokoła, znajdź dobrą poradnię, popytaj u siebie w mieście. Weź
      od lekarza skierowanie do psychologa, NFZ finansuje i takie wizyty. Chyba
      rzeczywiście pora pogadać ze spacjalistą. Terapia małżeńska może wam jeszcze
      pomóc, nie ma co się poddawać na starcie. Najważniejsze, byście oboje chcieli :)
      Powodzenia życzę :)
    • lydka Re: rozwod czy nie???? 28.04.05, 09:22
      Cześc,

      czy możecie mi polecić dobrego psychologa specjalizującego sie w terapii
      małżeńskiej, jestem z Warszawy.

      Pozdrawoam
      Anka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja