zycie z kims kto jest inny

02.06.02, 11:07
Czy mozliwe jest zycie z kims kto jest calkiem inny, rozny w pogladach na
zycie, w odczuwaniu, w reakcjach, w zainteresowaniach. Wciaz sie nie zgadzamy.
Nie lubie w niej plotkarstwa, tego ze oglada bzdurne seriale, ze wciaz
wszystko naokolo krytykuje, ze nie jest zyczliwa dla ludzi, ze nie czyta
ksiazek, ze .....Moglbym wymieniac w nieskonczonosc.
Takie przeciwienstwo mnie. Zwiazalem sie kilka lat temu z ta kobieta i juz pare
dni po slubie czulem ze cos jest nie tak. Nie pytajcie mnie co mnie wtedy w
niej urzeklo. Mialem 2o lat i bylem bardzo dziecinny i niedojrzaly. Oczy
otwieraja mi sie dopiero teraz. Wiem ze to nie jest w porzadku, ale konfikty sa
pomiedzy nami na porzadku dziennym. Staram sie pracowac nad soba. Nie wybucham,
nie podnosze glosu, czesto jej ulegam (ona zawsze musi postawic na swoim-na
przyklad gdy ja chce jechac w gory a ona nad morze-to jedziemy nad morze),
staram sie byc dobrym mezem. Nie chce tu wyglaszac peanow na swoja czesc. Ja
sie dusze w tym zwiazku. Nie wiem czy jeszcze ja kocham.
Jak w takich okolicznosciach gdy nie zgadzamy sie na kazdym kroku nie
zatracic checi do zycia i radosci?
Czy mozna stworzyc sobie swoj wlasny swiat i byc szczesliwym? Niby wszystko
jest pozornie ok i tak to odbieraja dzieci (2) i rodzina. Zostac ze wzgledu
dzieci? Ona jest bardzo dobra matka. Pomozcie
    • hatchi dopisek 02.06.02, 11:09
      Ona sie nie zmieni i ja sie nie zmienie.
      • Gość: lu Re: dopisek IP: *.acn.waw.pl 25.06.02, 18:51
        Lepiej sie rozstancie, szkoda waszego czasu.
    • Gość: ida Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.csk.pl 02.06.02, 11:38
      hatchi napisał(a):

      > Czy mozliwe jest zycie z kims kto jest calkiem inny, rozny w pogladach na
      > zycie, w odczuwaniu, w reakcjach, w zainteresowaniach.


      Rózny w zainteresowaniach -tak, wszystkie pozostałe-nie.
      Szczerze mówiąc nie widzę innego wyjścia niż rozstanie. I to lepiej teraz niż za
      kilka lat, bo dzieci... itede itepe...
      Wyobraź sobie, że te kilka lat minęło, jesteście razem, w kwestii wzajemnego
      zrozumienia nic się nie zmieniło - nie miałbys poczucia zmarnowanego czasu?


      • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 11:47
        Mialbym poczucie zmarnowanego czasu Ida. Tyle ze milosc do dwoch brzdacow jest w
        tym momencie wazniejsza niz ja.
        Poza tym tak sobie mysle ze ludzie maja powazniejsze argumenty by sie rozstac:
        alkoholizm wspolmalzonka, zdrada....itd. Czy to ze nie potrafie jej zaakceptowac
        jest wystarczajacym powodem by sie rozejsc? Dla niej i dla naszej rodziny bylby
        to taki szok ze szkoda gadac. Jak przez to przejsc? Jest mi zle ale wciaz nic z
        tego nie wynika. Wiec nie mozna zyc z kims i byc szczesliwym? Zaznaczam ze ona
        jest szczesliwa.

        > Rózny w zainteresowaniach -tak, wszystkie pozostałe-nie.
        > Szczerze mówiąc nie widzę innego wyjścia niż rozstanie. I to lepiej teraz niż z
        > a
        > kilka lat, bo dzieci... itede itepe...
        > Wyobraź sobie, że te kilka lat minęło, jesteście razem, w kwestii wzajemnego
        > zrozumienia nic się nie zmieniło - nie miałbys poczucia zmarnowanego czasu?
        >
        >

        • kwieto Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:00
          Skad jestes taki pewien, ze ona jest szczesliwa?

          Jesli chodzi o rady - macie potworne problemy z komunikacja. Dlaczego jej nie
          mowisz, ze jej zachowania Cie draznia, dlaczego jej ustepujesz, kiedy wcale nie
          masz ochoty, dlaczego nie probujesz rozmawiac o problemach, swoich zalach,
          tylko skreslasz ja, z gory zakladajac, ze i tak to nie ma sensu? Mam wrazenie,
          ze z jednej strony uciekasz, odcinasz sie od niej, wchodzac we wlasna skorupke
          i szczelnie sie w niej zamykajac, a z drugiej strony dziwisz sie, ze ona nie
          zmienia sie tak jakbys chcial. Nie widzisz tu braku logiki?
          Jesli oboje myslicie w ten wlasnie sposob, to jedyne co wam zostaje to sie
          rozstac.
          • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:31

            > Skad jestes taki pewien, ze ona jest szczesliwa?
            Bo widze i slysze wciaz ze jest zadowolona z zycia i z malzenstwa.
            Gdy probuje z nia rozmawiac to ona mowi ze dla niej wszystko jest ok, ze ja tez
            jestem ok. Nie umiem z nia rozmawiac. Gdy komunikuje jej ze jest mi zle to ona to
            bagatelizuje i mowi zebym nie wymyslal i cieszyl sie ze jestem zdrowy i ze dzieci
            sa zdrowe. Tlamsi wszystko w zarodku. Nie daje sie z nia powaznie porozmawiac.
            Czemu jest szczesliwa? Widze jaka jest spontaniczna gdy rozmawia z przyjaciolka,
            jak potrafi sie smiac...itd.

            > tylko skreslasz ja, z gory zakladajac, ze i tak to nie ma sensu?

            Moze i skreslam ja z gory ale po pieciu latach nieudanych prob porozumienia sie
            naprawde widze ze to nie ma sensu.
            Chcialbym zeby to malzenstwo przetrwalo. ALe czy to jest mozliwe?
            • kwieto Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:33
              Moze zacznij z nia rozmawiac nie tak, by wylewac zale, ale aby do niej dotrzec?
              • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:39
                Kwieto uwierz mi ze probowalem. Nie wylewam zali. Pytam ja czy nie uwaza ze cos
                jest nie tak. Ona uwaza ze nie ma mi nic do zarzucenia, ona nie lubi takich
                rozmow i juz. Odcina sie przy najmniejszej probie podjecia rzeczowej rozmowy z
                mojej strony, przymila sie i chce sie wtedy kochac...ALbo wychodzi z pokoju. Mam
                ja zwiazac sznurkiem?
                Chcialem nawet bysmy poszli wspolnie do psychologa rodzinnego ale to wszystko na
                nic.

                > Moze zacznij z nia rozmawiac nie tak, by wylewac zale, ale aby do niej dotrzec?

                • kwieto Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:49
                  To ja Cie troche nie rozumiem. A co bys zrobil, gdybys nie musial sie
                  przejmowac tym "co rodzina powie"?
                  • hatchi do Kwieto 02.06.02, 12:57
                    Kwieto gdyby nie bylo dzieci to odszedlbym na 100%. Z ta rodzina to przesadzilem.
                    Nie zalezy mi na ich opinii w tej sprawie.

                    Mam dwa wyjscia:
                    1) odejsc, placic alimenty, kochac dzieci z daleka i sprobowac uporac sie ze
                    smutkiem ze nie udalo mi sie stworzyc normalnego, fajnego domu. To tez bardzo
                    boli. Zawsze chcialem miec rodzine.

                    2) zostac. Na przyklad dla dzieci, zeby mialy tate na codzien (okreslic sobie
                    jakas date gdy beda mialy powiedzmy po 15 lat-sa blizniakami:)). Widzisz ja umiem
                    sie dostosowac i obciac kawalek swojej psychiki. Bede nieszczesliwy, pretensje
                    beda rosly ale nie okaze ich na zewnatrz-to znaczy postaram sie. Stworze sobie
                    swoj wlasny swiat i bede w nim zyl.
                    Tylko czy to jest mozliwe? Takie zycie? Jak myslisz Kwieto? Czy lepiej odejsc?
                    Kto jest wazniejszy? Dzieci czy ja?

                    > To ja Cie troche nie rozumiem. A co bys zrobil, gdybys nie musial sie
                    > przejmowac tym "co rodzina powie"?

                    • kwieto Re: do Kwieto 02.06.02, 13:02
                      Acha. czyli wedlug Ciebie, lepiej, zeby dzieci patrzyly na pustke emocjonalna
                      rodzicow i ich wzajemna obojetnosc? I uczyly sie takiego postepowania od nich?

                      Ale cos mi sie wydaje, ze problem nie lezy tak calkowicie po stronie Twojej
                      zony, cos mi mowi, ze Ty nie jestes tak bez winy. Dlaczego dopusciles do tej
                      sytuacji? Pamietaj, ze to, ze zone odbierasz w taki a nie inny sposob to TWOJ
                      problem, nie jej. I to Twoj problem, czy umiesz z tym sobie poradzic czy nie
                      (co nie znaczy, ze musisz sobie radzic - chodzi raczej o to, ze to sa TWOJE
                      watpliwosci, ktorym ona nie jest winna, w koncu nie ma obowiazku sprostac Twoim
                      oczekiwaniom - warto to zrozumiec).
                      • hatchi Re: do Kwieto 02.06.02, 13:14
                        Kwieto ja napisalem juz tu gdzies ze w mojej zonie nie odpowiada mi nie stosunek
                        do mnie, czy do dzieci (jest dla nich wspaniala) ale to ze inaczej patrzy na
                        zycie, ze jest inna. Ona mnie drazni. Nie lubie w niej wielu rzeczy i nie
                        zgadzamy sie w takich zyciowych prozaicznych sprawach. Ona nie jest dobrym
                        czlowiekiem. Wciaz wszystkich obgaduje i krytykuje. Duzo by tu pisac o tym jaka
                        ona jest.

                        > Acha. czyli wedlug Ciebie, lepiej, zeby dzieci patrzyly na pustke emocjonalna
                        > rodzicow i ich wzajemna obojetnosc? I uczyly sie takiego postepowania od nich?

                        Nie musi byc tej obojetnosci. Przeciez napisalem ze pozbede sie swoich zyciowych
                        preferencji, dam sobie obciac kawalek psychiki po to zeby byl w domu spokoj.
                        Bede udawal ze nie widze i nie slysze tego co ona robi i mowi. Zeby nie
                        krytykowac i pozwolic jej byc soba. Robilbym to dla dzieci.

                        PS
                        Dzieki ze piszesz do mnie

                        • kwieto Re: do Kwieto 02.06.02, 13:44
                          A Ty jej nie obgadujesz i nie krytykujesz w tej chwili? Czyzbys byl taki sam?

                          Probowales ja zrozumiec? Chociaz raz?
                          • hatchi Re: do Kwieto 02.06.02, 13:53
                            Co mam rozumiec Kwieto? Ze ktos jest inny niz ja? Ze inaczej patrzy na zycie?
                            Wiem ze tak jest i nic z tego nie wynika. Ona nie akceptuje moich upodoban a ja
                            jej. Ona dominuje w naszym zwiazku bo ma bardzo silna osobowosc. I jest zawsze
                            tak jak ona chce. To mnie tylko boli. Gdy siedzimy przed telewizorem to nigdy nie
                            ogladamy tego co ja chce tylko to co ona chce. Znajomi sie ze mnie smieja ze
                            jestem pod pantoflem u niej.
                            Zalozylem ten watek po to by sie dowiedziec czy mozna z kims takim zyc i nie
                            zatracic siebie i zyc w spokoju. Ja wiem ze ona sie nie zmieni. Ona juz taka
                            jest. Po prostu nie widzialem tego przed slubem. Podobnie jest i w moim
                            przypadku- ja tez sie nie zmienie. Jestem jaki jestem i lubie siebie samego. Co
                            mam zrozumiec w niej? Jesli odejde od niej to w przyjazni, bez zarzutow.

                            Nie wiem czy to jest krytykowanie i obgadywanie jej gdy pisze na forum. Po prostu
                            poprosilem o rade. Robie to anonimowo i chce pomoc sobie.
                            kwieto napisał(a):

                            > A Ty jej nie obgadujesz i nie krytykujesz w tej chwili? Czyzbys byl taki sam?
                            >
                            > Probowales ja zrozumiec? Chociaz raz?

                            • kwieto Re: do Kwieto 02.06.02, 14:14
                              No ale odrzucasz mozliwosc porozumienia, odrzucasz mozliwosc zmiany...

                              Zostaje Ci tylko rozstanie, lub dalsze cierpietnicze trwanie w tym co jest
                              teraz.
        • Gość: Sławek Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.telpol.net.pl / 172.16.10.* 02.06.02, 12:07
          hatchi napisał(a):

          > Zaznaczam ze ona jest szczesliwa.

          Konflikty na porządku dziennym, ty nie wiesz czy ją kochasz (moim zdaniem nie bo
          nie można kochać kogoś kogo uważa się za sprawcę własnego nieszczęścia) i
          uważasz że ona jest szczęśliwa ? Ty starasz się być dobrym mężem a ona stara się
          okazywać że jest szczęśliwa. Ale ani ona nie jest szczęśliwa ani ty nie jesteś
          dobrym mężem. Chyba trzeba się rozejść.
          • hatchi Do Slawka 02.06.02, 12:35
            Przyznaje ci racje-nie mozna kochac kogos kogo uwaza sie za sprawce wlasnego
            nieszczescia!
            Chociaz sa takie przypadki ze kocha sie rodzicow a nie lubi sie ich za to ze sa
            tacy jacy sa, nie lubi sie zbytnio z nimi rozmawiac i przebywac w ich
            towarzystwie?

            • Gość: Sławek Re: Do Slawka IP: *.telpol.net.pl / 172.16.10.* 02.06.02, 13:35
              hatchi napisał(a):

              > Chociaz sa takie przypadki ze kocha sie rodzicow a nie lubi sie ich za to ze sa
              >
              > tacy jacy sa, nie lubi sie zbytnio z nimi rozmawiac i przebywac w ich
              > towarzystwie?

              Również przyznaję ci rację bo sam tak mam z moją matką ale taka miłość nie jest
              normalna. To kłębek splątanych ze sobą złych i dobrych uczuć. Nie chciałbym być
              w przyszłości kochany taką miłością.
        • Gość: ida Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.csk.pl 02.06.02, 12:22
          hatchi napisał(a):

          > Poza tym tak sobie mysle ze ludzie maja powazniejsze argumenty by sie rozstac:
          > alkoholizm wspolmalzonka, zdrada....itd. Czy to ze nie potrafie jej zaakceptowa
          > c
          > jest wystarczajacym powodem by sie rozejsc?


          Bo większość ludzi mysli, że jak nie pije, nie bije, nie zdradza na prawo i lewo
          to znaczy że wszystko jest w porządku. A sam widzisz, że tak nie jest...


          Dla niej i dla naszej rodziny bylby
          >
          > to taki szok ze szkoda gadac.
          Jak przez to przejsc? Jest mi zle ale wciaz nic z
          >
          > tego nie wynika.

          I nie wyniknie dopóki czegos zdecydowanego nie zrobisz. Samo się nie ułoży.
          Jest Ci źle, ona się nie zmieni... Nawet jesli ze sobą powaznie porozmawiacie i
          uczciwie powiesz co Ci się w waszym związku i w niej nie podoba, to wydaje mi
          się, że będzie to "zmiana " tymczasowa, powierzchowna i niejako na pokaz (np żeby
          Cię ztrzymać) I jakiś czas będzie wszystko fajnie, a potem wszystko wróci "do
          normy".
          To jest moje zdanie, bo mi takie zmiany kiedy usiłowałam zmienic swoje podejście
          do życia zajęły parę lat żmudnego tłumaczenia sobie paru rzeczy. I nie wierzę, że
          taką gruntowna przemianę można przeprowadzić w ciągu paru dni czy miesięcy.



          >Wiec nie mozna zyc z kims i byc szczesliwym?

          Tego nie powiedzialam. Można żyć z kimś i być bardzo szcześliwym, jets tylko
          jeden warunek - to musi byc ta właściwa osoba. Ja nie potrafię być zkimś z kim w
          jakiśtam sposób czuję się źle. I nawet nie patrzę na to w kategoriach, że to
          czyjaś wina, moja, czy tej drugiej osoby, że sie nie układa. Zwyczajnie
          stwierdzam, że nie pasujemy do siebie i tyle.


          Zaznaczam ze ona
          > jest szczesliwa.

          I w ogóle się nawet nie domysla, że Ty nie bardzo? No to są co najmniej 2
          wyjaśnienia- albo nie potrafisz komunikowac tego co Ty chcesz, albo to jest
          sytuacja z gatunku, że jej jest dobrze i nie obchodzi ją, czy Tobie też.
          • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 12:44
            > I nie wyniknie dopóki czegos zdecydowanego nie zrobisz. Samo się nie ułoży.
            > Jest Ci źle, ona się nie zmieni... Nawet jesli ze sobą powaznie porozmawiacie i
            > uczciwie powiesz co Ci się w waszym związku i w niej nie podoba, to wydaje mi
            > się, że będzie to "zmiana " tymczasowa, powierzchowna i niejako na pokaz (np że
            > by Cię ztrzymać)

            Jak mam sie rozejsc? Jak przez to wszystko przejsc? A dzieci? Mam je zostawic
            tylko dlatego ze drazni mnie zona i ze jej nie kocham. Straszne to wszystko...Zyc
            sie nie chce.

            > Tego nie powiedzialam. Można żyć z kimś i być bardzo szcześliwym, jets tylko
            > jeden warunek - to musi byc ta właściwa osoba. Ja nie potrafię być zkimś z kim
            > w
            > jakiśtam sposób czuję się źle. I nawet nie patrzę na to w kategoriach, że to
            > czyjaś wina, moja, czy tej drugiej osoby, że sie nie układa. Zwyczajnie
            > stwierdzam, że nie pasujemy do siebie i tyle.

            Ida a jestes mezatka i masz dzieci?:-(

            • Gość: ida Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.csk.pl 02.06.02, 12:59
              hatchi napisał(a):


              > Jak mam sie rozejsc? Jak przez to wszystko przejsc? A dzieci? Mam je zostawic
              > tylko dlatego ze drazni mnie zona i ze jej nie kocham. Straszne to wszystko...Z
              > yc
              > sie nie chce.

              Szczerze mowiąc nie wiem, i chyba każdy człowiek proces rozstania przechodzi
              inaczej... Nie ma tu jakiś uniwersalnych rad. A dzieci przecież wcale nie
              zostawiasz.



              > Ida a jestes mezatka i masz dzieci?:-(

              Hehe, zaraz znów mnie ktos pogoni za zabieranie głosu w dyskusji o sprawach, o
              których nie mam zielonego pojęcia. Na oba pytania odpowiedź brzmi nie. Pierwsze
              przez wrodzoną niechęć do biurokracji... drugie- nie odczuwam potrzeby posiadania
              dzieci, więc nie widzę powodu, dla ktorego miałabym się zmuszać...

              • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 13:05
                > przez wrodzoną niechęć do biurokracji... drugie- nie odczuwam potrzeby
                posiadania
                > dzieci, więc nie widzę powodu, dla ktorego miałabym się zmuszać...
                >
                I slusznie. SLub wszystko komplikuje. Tez jestem przeciw. A chec posiadania
                dzieci to Twoja indywidualna sprawa. Lepiej gdy sa oczekiwane i kochane niz gdy
                matki rodza kolejne niechciane dzieci dla ktorych nie sa zdolne do poswiecen.

                • Gość: ida Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.csk.pl 02.06.02, 13:50
                  hatchi napisał(a):

                  Lepiej gdy sa oczekiwane i kochane niz gdy
                  >
                  > matki rodza kolejne niechciane dzieci dla ktorych nie sa zdolne do poswiecen.


                  Co rozumiesz przez poswięcanie sie dla dzieci?
                  Bo to słowo ma dla mnie dość negatywny wydźwięk.

                  • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 14:01
                    > Co rozumiesz przez poswięcanie sie dla dzieci?
                    > Bo to słowo ma dla mnie dość negatywny wydźwięk.

                    Ok wiem co masz na mysli.

                    Chodzilo mi o to ze swiat calkiem sie zmienia gdy rodzi sie dziecko (albo
                    dwojka). Wstaje sie w nocy, gdy placza, pomimo ze to kolejna nieprzespana noc i
                    ze trzeba rano wstac do pracy.
                    Kazda chwile spedzam z dziecmi gdy jestem w domu i nic innego sie wtedy nie liczy.
                    Ale to nie jest poswiecanie. Lubie to. Dobrze ze mi zwrocilas uwage na
                    niewlasciwe okreslenie tego co robie z piesnia na ustach:)
    • _szwedka Re: Terapia 02.06.02, 13:15
      Czy myslales o terapii rodzinnej? Ty jej nie zmienisz lecz z pomoca terapii
      sama moze zrozumie swoje postepowanie. Nie radzilabym samemu sie tego podjac.
      Macie 2 dzieci i powinienes dac rodzinie taka szanse.
      Jezeli to nie pomoze to coz... Zycie jest tylko jedno i kazdy ma prawo zeby je
      przezyc szczesliwie.
      Powodzenia
      • hatchi Re: Terapia 02.06.02, 13:23
        Dzieki szwedko. Probowalem ja namowic na taka terapie ale to na nic.

        > Jezeli to nie pomoze to coz... Zycie jest tylko jedno i kazdy ma prawo zeby je
        > przezyc szczesliwie.
        Nawet kosztem dzieci? Wiem co to znaczy zmarnowane dziecinstwo i jaki to ma wplyw
        na pozniejsze losy.
        • _szwedka Re: Terapia 02.06.02, 13:42
          Rozwod rodzicow nie musi byc zmarnowaniem zycia dzieciom. Wazne jest zeby
          rodzice wspolpracowali ze soba dla dobra dzieci. Zyje w kraju w ktorym jest b.
          duzo rozwodow i o ile rozwod jest zawsze rodzinna tragedia, porazka to nie
          mozna powiedziec zeby odegralo sie to na calym zyciu dzieci. A wszystko to
          dzieki rodzicom ktorzy rozumnie podchodza do tego. No, ale nie mam zamiaru
          namawiac Cie do rozwodu.
          Napewno mozesz ulozyc sobie zycie mimo wszystko (musisz jezeli chcesz zostac).
          Moze za 20 lat nawet powiesz ze glupi byles ze myslales o odejsciu. Pracuj nad
          nia. Slusznie ze nie wybuchasz, ze bierzesz to na spokojnie. Ale, swoja
          dezaprobate powinines jej przekazac. Moze jednak kroczek po kroczku i sie
          zmieni? Podrzuc jej jakas ksiazke o takich problemach.
          Powodzenia
    • czarodziejka Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 13:30
      hatchi napisał(a):
      > Czy mozliwe jest zycie z kims kto jest calkiem inny, rozny w pogladach na
      > zycie, w odczuwaniu, w reakcjach, w zainteresowaniach.

      mozliwe, o ile akceptuje (kocha?) sie te roznice



      > Zwiazalem sie kilka lat temu z ta kobieta i juz pare i dni po slubie czulem ze
      > cos jest nie tak.
      >
      > Oczy otwieraja mi sie dopiero teraz.

      hm ..



      > Ona jest bardzo dobra matka.

      a jaka jest zona? widzisz w niej kobiete? widzisz w niej partnera?
      pierwszy krok: porozmawiaj z nia, powiedz co cie dreczy, powiedz to wszystko, co
      napisales tutaj,
      malzenstwo to sztuka kompromisow, jesli tylko ty ustepujesz, nie ejst dobrze, ale
      moze ona nie wie o tym, ze ciebie to meczy?
      to nie jest tylko twoj problem, moze we dwoje uda sie wam cos naprawic?
      a moze wspolnie postanowicie, ze trzeba wam pomocy z zewnatrz?

      pzdrwm i zycze wytwalosci ;o)



    • Gość: eMka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 02.06.02, 17:09

      > Czy mozliwe jest zycie z kims kto jest calkiem inny, rozny w pogladach na
      > zycie, w odczuwaniu, w reakcjach, w zainteresowaniach. Wciaz sie nie zgadzamy.


      Odpowiadasz sam sobie zadajac pytanie.. i czekasz wlasciwie na potwierdzenie. bo
      gdyby wszystko bylo OK... to wcale takowe pytanie nie przyszloby Ci do glowy,
      prawda?
      Ja natomiast zadam inne podchwytliwe pytanie - jakim cudem zwiazales sie z kims
      takim. Nie wierze ze w wieku 20 lat tego nie widziales (by the way chyba jestesmy
      rowiesnikami). Przeciez slubu nie bierze sie ot tak z dnia na dzien. Chyba troche
      ze soba chodziliscie. Przeciez pewne wady widac przed slubem. wlasciwie
      wszystkie. Po malych bzdurach, drobnych odzywakach, zachowaniach mozna wnisokwoac
      sporo o tym jaki kto jest.
      Obserwuje moich znajomych mezczyzn. Niektorzy sa juz po rozwodach, niektorzy
      dopiero sie pobrali. I nachodzi mnie smutna refleksja. Ze bardzo czesto o zwiazku
      decyduje 'reprezentacyjnosc' kobiety. Jaka jest cudowna piekna i jak bardzoz
      azdroszcza jej kumple. Nie wazne sa jej wady, pustka wewnetrzna, to ze nie ma o
      czym z nia porozmawaic, jej wrecz zyciowa glupota. A pozniej slysze texty w
      stylu "nie domyslalem sie nawet, ze te pieken oczy moga byc tak okrutne". Rece
      opadaja.
      Tak naparwde znam jedno swietnie dobrane malzenstwo, wrecz rewelacyjnie. NA
      zasadzie podobienstw (nawet fizycznych. I to chyba jednka potwierdza regule.
      >
      > Nie lubie w niej plotkarstwa, tego ze oglada bzdurne seriale, ze wciaz
      > wszystko naokolo krytykuje, ze nie jest zyczliwa dla ludzi, ze nie czyta
      > ksiazek, ze .....Moglbym wymieniac w nieskonczonosc.
      > Takie przeciwienstwo mnie.

      Jak mogles tego nie zauwazyc? to o czym wy rozmawialiscie na randkach? Ja zawsze
      wyciagam najciezszy kaliber intelektualny, ciagne na najtrudneijsze filmy,
      alternatywne koncerty, wystawy sztuki wspolczesnej, dyskusje o filozofii i
      teatrze... a jak to przezyje... to znaczy ze OK.


      Zwiazalem sie kilka lat temu z ta kobieta i juz pare
      >
      > dni po slubie czulem ze cos jest nie tak. Nie pytajcie mnie co mnie wtedy w
      > niej urzeklo. Mialem 2o lat i bylem bardzo dziecinny i niedojrzaly. Oczy
      > otwieraja mi sie dopiero teraz.

      Po 5 latach? a przez pierwsze 4 lata jak bylo? sielanka????
      no tak teoretycznie pierwszy kryzys malzentwo przezywa po 5-6 latach

      Wiem ze to nie jest w porzadku, ale konfikty sa
      >
      > pomiedzy nami na porzadku dziennym. Staram sie pracowac nad soba. Nie wybucham,
      >
      > nie podnosze glosu, czesto jej ulegam (ona zawsze musi postawic na swoim-na
      > przyklad gdy ja chce jechac w gory a ona nad morze-to jedziemy nad morze),
      > staram sie byc dobrym mezem.

      To postaw raz kategorycznie na swoim! i zobacz jaka bedzie reakcja. w koncu
      kobieta tez powinan wiedziec, ze neiw szystko ejj sie nalezy. Brrrr nie znosze
      dziewczyn z takim podejsciem do zycia. brrrrrr.. ze afcet ma wszystko robic tak
      jak ona che... bo ona to niby matka polka i strazniczka domowego ogniska..
      AGDZIE PARTNERSTWO I ROWNOUPRAWNIENIE!!!

      Nie chce tu wyglaszac peanow na swoja czesc. Ja
      > sie dusze w tym zwiazku. Nie wiem czy jeszcze ja kocham.


      Tjaaaa.. gdybys wiedzial.. nie zadwalbys pytan..
      to tak jak w Trzech kolorach = czerwonym.... Kochasz mnie, czy myslisz, ze mnie
      kochasz?"

      > Jak w takich okolicznosciach gdy nie zgadzamy sie na kazdym kroku nie
      > zatracic checi do zycia i radosci?
      > Czy mozna stworzyc sobie swoj wlasny swiat i byc szczesliwym? Niby wszystko
      > jest pozornie ok i tak to odbieraja dzieci (2) i rodzina. Zostac ze wzgledu
      > dzieci?

      Bzdrura. I co pozniej bedizesz nastolatkom tlumaczyc, ze nie sypiacie z mamusia i
      co... EEeee. preznet na osiemnatske w postaci rozwodu nie jest idealnym pomyslem.
      A pomysl jaki wzor do nasladowania ebda mialy jak wychowaja sie w domu, w którym
      rodzice nie rozmawiaja, albo sie kloca, albo prowadza wojne -podjazdowa cichym,i
      dniami. Prosta droga do nerwicy. Lepiej sie rozejsc, widywac dzieci, okazywac im
      milosc oraz chlodny szacunek wobec ich matki (jesli juz nie stac cie na cieplen
      uczucia), placic godziwe alimenty (zeby nie miala argumentu przeciwko tobie wobec
      nich, ze tatus jest paskyudny i okropny i wogole dran) i miec czyste sumienei i
      zaczac zyc... Kiedy masz zmaiar zyc? kiedy bedziesz mial 40? 50? Fakt faktem
      wedlug mnie za wczesnie wpakowales sie w malzenstwo. Na parwde trzeba byc
      dojtrzalym i siwetnie siebei znac, zeby dokonac dobrego wyboru. Chyba ze ma sie
      fuksa i jak "slepej kurze ziarno".

      Nie ma sensu zebys sie dusil, bo wrogosc bedzie w Tobie naastac. Znienaiwdzisz ja
      calkowicie, odbije sie to na dzieciah. jak razie sprobuj separacji.. na pol
      roku, wyprowadz sie, nabierz dystansu.... przemysl, przewartosciuj.. a pozniej
      podejmuj powazne decyzje...
      samotnosc czasami pomaga
      pozdrawiam i trzymaj sie. jeszcze nie wszystko stracone


      • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 02.06.02, 22:45
        Chyba sporobuje tej separacji. Nie mam wprawdzie dokad pojsc ale moze cos
        wymysle:-) Eeeech

        > jak razie sprobuj separacji.. na pol roku, wyprowadz sie, nabierz
        dystansu.... przemysl, przewartosciuj.. a pozniej
        > podejmuj powazne decyzje...
        > samotnosc czasami pomaga
        > pozdrawiam i trzymaj sie. jeszcze nie wszystko stracone



        • Gość: eMka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 02.06.02, 22:49
          wiesz sa rozne opcje.. rodzice, koledzy etc
          wyrwij sie chociaz na miesiac
      • Gość: Myszka-M Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.pbks.pl 04.06.02, 10:46
        Hej! Do wypowiedzi eMki dodałabym tyko pomysły:
        1. Zapisz się na kurs asertywności - SERIO, żebyś w końcu bez problemu
        powiedział Jej co myślisz i czujesz i jaki masz pomysł na uzdrowienie Waszego
        małżeństwa (przecież nie jest tak jak być powinno?!)
        2. Jak się już nauczysz (patrz wyżej) to nie pozwól się zbyć i walcie do
        specjalisty.
        3. Jak nie uda się rozmawiać to NAPISZ DO NIEJ LIST i wywal wszystko co dusiłeś
        przez 5 lat. Najlepiej tak, żeby kolana Jej się ugięły, żeby zobaczyła ze
        strachem w oczach jak jest źle i jak to się może skończyć (terapia szokowa?)
        Powodzenia!
    • alinca Re: zycie z kims kto jest inny 03.06.02, 00:05
      A mi sie wydaje Hatchi, ze czekales na ta odpowiedz: rozejdzcie sie. Tzn wydaje
      mi sie ze zanim tu napisales, to podjales decyzje o odejsciu. Mysle tak bo
      niechetnie reagujesz na posty proponuja ce prace nad soba i zwiazkiem. Nie wiem
      jak w efekcie postapisz, ale drgoga "ratujmy zwiazek" jest dluga i zmudna. Byc
      moze nawet trudniejsza niz rozstanie bo trzeba by bylo nad soba pracowac,
      musialaby zmieniac sie i zona i ty (tzn chciec sie zmienic). W kazdym razie,
      cokolwiek zrobisz, zycze Ci zebys mial pewnosc slusznosci decyzji. Pozdr.
      • Gość: Renka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.home.cgocable.net 03.06.02, 08:42
        A ja widze, ze ty jestes beznadziejnym facetem, calkowicie pod pantoflem i nie
        potrafisz jej zaimponowac swoja meskoscia i tyle.Wez sie za siebie. Ty musisz
        sie zmienic, stac sie bardziej stanowczy, ale nie ordynarny, bardziej
        konsekwentny, a nie ustepliwy. Ona ma ktrytyczna postawe do ludzi, bo w domu ma
        takiego pantoflarza, ze juz pewnie nie moze na niego patrzec..hyhyhyhy
        Szkoda waszego malzenstwa dla takiej blahostki, jak roznice w charakterach.Ona
        pragnie prawdziwego smaku zycia, a nie flakow z olejem.Pokaz swoja wartosc.Ja
        wiem, ze jestes slaby i dlatego chcesz odejsc, bo czujesz, ze ona wygra.I wtedy
        calkiem cie wykonczy psychicznie, zniszczy resztki twojej woli.Ale od czego
        jestes mezczyzna? WALCZ, chlopie.O siebie i swoja rodzine.Przy prawdziwym
        mezczyznie kazda kobieta czuje sie prawdziwa kobieta i nie ma powodow do
        krytycznych uwag o wszystkich i wszystkim.
    • poison1 Re: zycie z kims kto jest inny 03.06.02, 10:45
      Rozumiem Twój stan, bo to samo czuję od dwóch, trzech lat.
      Tu nie ma nic do rzeczy Twój młody wiek, ja byłam przed trzydziestką, kiedy
      wychodziłam za mąż (z wielkiej miłości, zaznaczam).
      Nie wiem, jak to jest między Tobą i Twoją żoną, ale między mną i moim mężem
      jest związek dusz. Nie ma już natomiast związku dwojga ciał i rozumów.
      Jesteśmy, jak dwie strużki wody płynące w różnych kierunkach i tylko w niewielu
      momentach swej trudnej drogi zlewamy się w całość. Czy kiedykolwiek zamienimy
      się w jeden strumień? Mam wrażenie, że będzie to wtedy, gdy doznamy jakiegoś
      wielkiego, życiowego wstrząsu.
      Cóż, ja kieruję się póki co rozumem. Też musimy wychować dziecko. W tych
      trudnych czsach, gdy pieniądz odmierza nasze kolejne dni, razem jest łatwiej
      przeżyć. A w głębi masz wszystkiego dość i chęć by to rzucić. Ale to byłoby
      właśnie tchórzostwo. Masz do spełnienia obowiązki i to jest Twój priorytet.
      Moje dziecko też cierpi, kiedy nanas patrzy, ale chyba jeszcze bardziej
      cierpiałoby pozbawione któregokolwiek z nas.
      Pozdrawiam Cię ciepło i życzę wytrwałości
      • Gość: lisiczka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.man.polbox.pl 03.06.02, 11:40
        nie mam dzieci, wiec mozecie uznac, ze nie powinnam sie na ten temat
        wypowiadac, ale chce Wam powiedziec o czyms, co dalo mi troche do myslenia.
        byl to list z Wysokiech Obcasow.
        pisala pewna 30 letnia dziewczyna. jej rodzice nie rozeszli sie ze wzgledu na
        nia. nie chceli jej ranic i to, aby miala "normalny" dom i rodzine uznali za
        priorytet. mieli swoje osobne swiaty, nie rozmawiali ze soba, zyli jak obcy
        ludzie pod jednym dachem. dla niej. i ona ich znienawidzila za to. pisala, ze
        wyprowadzila sie juz dawno z domu a ciagle nie moze zapomniec tej atmosfery
        obojetnosci, ktora przez cale lata unosila sie w domu, nie mogla patrzec na
        rodzicow, ktorzy nawet nie zamieniali ze soba ani jednego slowa. ona sie
        dusila. wolala sto razy, zeby sie rozstali.
        kiedys myslalam, ze ze wzgledu na dobro dzieci trzeba poswiecic swoje
        szczescie. ale to chyba nie prawda. to, ze sie ludzie rozwodza nie jest rownie
        temu, ze staja sie zlym rodzicem.
    • hatchi do Renki i innych 03.06.02, 11:40
      Jak latwo przychodzi Wam ocenianie drugiego czlowieka, kogos kogo nie znacie W
      OGOLE. Renka na podstawie kilku moich wypowiedzi stwierdzila ze jestem
      beznadziejnym facetem. A skad niby to wiesz? Ukonczylem studia, robie doktorat
      i nie jest ze mna tak zle jakby sie wydawalo.
      A nawet gdybym byl TAKI JAK PISZESZ RENKO to w imie czego mam sie zmieniac? By
      dopasowac sie i wcielic w role silnego faceta, ktorym na przyklad nie chcialbym
      lub nie umiem byc? Odpada. Nie zamierzam sprostac jakims wizerunkom mojej zony
      ani nikogo.
      Moja postawa w domu wynika z rezygnacji i niecheci do wywolywania klotni ktore
      sa bez sensu. I to wszystko. Ukonczylem studia, robie doktorat i nie jest ze
      mna tak zle jakby sie wydawalo.
      Zalozylem ten watek poniewaz chcialem byscie oparli sie na swoim doswiadczeniu.
      Na pewno jestescie lub byliscie w zwiazkach ktore byly bez przyszlosci poniewaz
      nie mozna sie bylo ze soba dogadac. Co WY zrobiliscie w takiej sytuacji?
      • Gość: lisiczka Re: do Renki i innych IP: *.man.polbox.pl 03.06.02, 11:50
        Hatchi nie denerwuj sie. to jest forum, kazdy moze wypowiedziec swoje zdanie.
        czasem w takich listach, ktore nas oburzaja jest madra mysl a moze ziarnko
        prawdy?

        wydaje mi sie, ze Ty juz podjales decyzje o rozstaniu, a tutaj tylko szukales
        potwierdzenia slusznosci swojej decyzji.
        rady, abys probowal naprawiac malzenstwo i ratowac zwiazek nic nie dadza, bo Ty
        w glebi serca juz zrezygnowales...
        mam racje czy nie?
        • hatchi Re: do Renki i innych 03.06.02, 12:02
          > w glebi serca juz zrezygnowales...
          > mam racje czy nie?
          Zrezygnowalem ale nadal sa dzieci, ktore sa najwazniejsze.
          • Gość: lisiczka Re: do Renki i innych IP: *.man.polbox.pl 03.06.02, 12:06
            przeczytaj moj wczesniejszy list.
            ile lat maja Twoje dzieci?
            • hatchi Re: do Renki i innych 03.06.02, 12:11
              Dzieki Lisiczko czytalem:-))))))
              dzieci maja-4,5
              • Gość: lisiczka do Hatchi IP: *.man.polbox.pl 03.06.02, 12:57
                maluszki. ze starszymi mozna porozmawiac, probowac wytlumaczyc.
                rozumiem, ze nie rozeszles sie z zona
                tylko i wylacznie ze wzgledu na dzieci?
                sadzisz, ze gdybys odszedl to Twoja zona buntowala by dzieci przeciewko Tobie?
                utrudnialaby Ci z nimi kontakt?
                • hatchi Re: do Hatchi 03.06.02, 22:39
                  Gość portalu: lisiczka napisał(a):

                  > maluszki. ze starszymi mozna porozmawiac, probowac wytlumaczyc.
                  > rozumiem, ze nie rozeszles sie z zona
                  > tylko i wylacznie ze wzgledu na dzieci?
                  > sadzisz, ze gdybys odszedl to Twoja zona buntowala by dzieci przeciewko Tobie?
                  > utrudnialaby Ci z nimi kontakt?

                  Nie wiem Lisiczko jak to by bylo. Sam sie zastanawiam. Mysle ze ona sie nie
                  zgodzi na rozwod.
      • Gość: ela Re: do Renki i innych IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 03.06.02, 12:39
        Z tego co piszesz żona bagatelizuje Twoje odczucia. Dla Niej ważne jest
        tylko to co ona myśli o waszym związku, a nawet narzuca Ci, że powinieneś być
        szczęśliwy, bo dzieci, bo zdrowie, bo to lub tam to. Wydaje mi się, że Twoja
        rozmowa powinna tak przebiegać, aby Jej uzmysłowić, że oczekujesz czegoś więcej
        od Niej dla siebie w tym małżeństwie. Jeżeli powiesz Jej, że sprawa jest na
        tyle dla Ciebie poważna, że nawet myślisz o rozstaniu, to myślę, że potraktuje
        to serio.
        Ja mam tylko jedną wątpliwość, czy to co Cię w Niej drażni, jeżli Ona postara
        się zmienić, to wystarczy? Czy to nie jest po prostu koniec Twoich uczuć do
        Niej i żadne zmiany nic nie pomogą. I jeszcze jedno, czy żona dorównuje Ci
        wykształceniem?
      • kwieto Jak widac doktorat... 03.06.02, 14:08
        ...nijak sie ma do tego czy ktos potrafi wspolzyc z innymi ludzmi. Sam doktorat
        nie wystarczy, zeby nie byc beznadziejnym przypadkiem jesli chodzi o relacje z
        innymi (choc nie twierdze, ze Ty taki jestes). Natomiast mam takie dziwne
        wrazenie, ze Ty uciekasz przed problemami ktore przed Toba stoja. Zawsze
        ustepujesz "by nie bylo klotni". A potem sie dziwisz, ze zona ma gdzies Twoje
        zdanie i robi to co ona uwaza za sluszne. Skoro sam do tego doprowadziles?

        Powiedz mi, co chcesz osiagnac przez to rozstanie? Bo jesli jedynie ucieczke od
        zony i wlasnych problemow (np. zbytnia uleglosc jest forma takiej ucieczki), to
        moge juz teraz wywrozyc, ze nastepny Twoj zwiazek zakonczy sie podobnie - Ty
        bedziesz ustepowal, potem bedziesz mial dosyc, a potem bedziesz uciekal. Moze
        tym sie warto zajac na poczatek, a rozstaniem z zona pozniej?

    • Gość: air Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.cezex.pl 03.06.02, 12:15
      Jak bym słyszał moją opowieść, opowieść o mojej (bylej już raczej dziewczynie).
      Ma takie cechy charakteru jak Twoja żona. Różnica była taka że ja tak do końca
      nie dałem narzucić jej swej woli. Do kina chodziliśmy też na filmy, które mi
      się podobały. Ale zdarzało się że ona wtedy ziewała, pytała mnie o co chodzi w
      tym filmie, że ona go nie rozumie. Domyślam się że Twoje małzeństwo jest to
      związek intelektualisty z piękną, seksowną kobietą, która do szaleństwa
      zakręciła Ci w głowie. Nie zwracałeś uwagi na jej wady - i tak było ze mną.
      Moja rada dla Ciebie: musisz od czasu do czasu postawić na swoim. Musisz
      powiedzieć jej o tym wszystkim co napisałeś na forum. Powiedz że to jest
      ogromnie ważne dla Ciebie. Daj jej czas na przemyślenie tego. Poza tym wyjedź
      gdzieś na 2 tygodnie (sam bez dzieci i żony) i przemyśl to wszystko. Zastanów
      się czego chcesz od życia, bo masz tylko jedno. Co jest dla Ciebie
      najważniejsze w życiu.
    • Gość: annka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 03.06.02, 13:15
      Ciekawa jestem jak długo znaliście się przed ślubem. Z tego co piszesz wynika,
      że pobraliście się z powodu dziecka w drodze. Może to seks zdecydował o Twoim
      przyszłym życiu, a nie uczucia i męczy Cię fakt, że poślubiłeś ją pod presją.
      Każdy człowiek jest inny, więc sądzę, że nie to jest powodem. Piszesz, że z
      Tobą nie jest tak źle bo skończyłeś studia i robisz doktorat (wybacz ale
      wykształcenie nie jest miarą jeśli chodzi o relacje z drugą osobą), a co robi
      Twoja małżonka. Czyżby zakończyła edukację na szkole średniej i zajmowała się
      domem i dziećmi. Może przeszkadza Ci ,że jest mniej wykształcona. Może ona
      zazdrości Ci, że rozwijasz się a jej zostaje tylko dom, dzieci i chce
      porządzić - bo tylko w tej dziedzinie może się zrealizować.
      • Gość: eMka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 14:35
        Hej Hatchi..
        chyba powoli zaczyanm rozumiec Twoj problem jeszcze bardziej. To rzeczywiscie
        jest problem, kiedy jedno z partnerow rozwija sie a drugie nawet palcem nie
        kiwnie. Tez to mialam w ostatnim zwiazku. Rozstalismy sie, bo moj mezczyzna
        czul sie gorszy. Jeszcze gdybysmy sie rozmijali tylko dziedzinami (on niedoszly
        inzynier, ja humanistka) to byloby OK. Ale jego kompleksy wynikajace z
        nieukonczenia studiow byly zbyt duze. Ja, poczatkujaca doktorantka, juz samym
        tym faktem dobijalam go, nie mowiac o erudycji etc. Ale on, zmaiast cokolwiek
        zmienic w sobie, przeczytac cos, zobaczyc... Nie... lepiej siedziec w domu albo
        pojsc z kumplem na cwiartke. Oczywiscie docenial moje starania, chodzilismy do
        kin studyjnych... ale chyba doszedl do wniosku, ze jest za stary na wszelkie
        przemiany (10 lat starszy) i mu sie nie chce. Teraz jest z dziewczyna, z ktora
        musi chodzic na filmy w stylu "gulczas"... Ja natomiast.. nie robie za
        animatora kultury...
        Ale rozumiem bardzo dobrze Hatchiego, naprawde rozumiem. I to nie jest
        intelektualny snobizm. Tylko chec dzielenia sie swoim swiatem. A jak mozna sie
        dzielic, skoro druga osoba wzrusza ramionami, nie czyta, albo robi wielkie oczy
        i nie wie, o co chodzi? Lozko i wspolnakasa to nie wszystko.. licza sie przede
        wszystkim wspolne pasje i zainteresowania.
        • Gość: annka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 03.06.02, 16:07
          Gość portalu: eMka napisał(a):

          > Hej Hatchi..
          > chyba powoli zaczyanm rozumiec Twoj problem jeszcze bardziej. To rzeczywiscie
          > jest problem, kiedy jedno z partnerow rozwija sie a drugie nawet palcem nie
          > kiwnie.

          Może tak zdecydowali, że on się kształci a ona zajmuje dziećmi i domem. Trudno
          jest wychowywać dwójke dzieci i studiować bez pomocy i zaangażowania innych.
          Mężczyżni uważają, ze ich kariera jest ważniejsza a zmywanie garów itp. należy do
          żony, a potem te żony stają się niatrakcyjne bo "takie kury domowe". Jeśli
          zajmuje się tylko domem to brak jej bodźców i motywacji aby się rozwijać, może
          ona tego nie dostrzega. Być może ich wyobrażenia o szczęściu są inne. Dla innych
          najważniejsze są szczeble kariery zawodowej, dla innych szczęściem jest
          posiadanie rodziny, bycie dobrą matką, żoną - może nigdy o tym nie rozmawiali i
          ich oczekiwania są zupełnie inne.

          > Rozstalismy sie, bo moj mezczyzna
          > czul sie gorszy. Jeszcze gdybysmy sie rozmijali tylko dziedzinami (on niedoszly
          >
          > inzynier, ja humanistka) to byloby OK. Ale jego kompleksy wynikajace z
          > nieukonczenia studiow byly zbyt duze. Ja, poczatkujaca doktorantka, juz samym
          > tym faktem dobijalam go, nie mowiac o erudycji etc.

          - " ja doktorantka a on prostak" - jak wynika z Twego tonu -nie dziwię się, że
          czuł sie gorszy ;)

          > Ale on, zmaiast cokolwiek
          > zmienic w sobie, przeczytac cos, zobaczyc... Nie... lepiej siedziec w domu lbo
          > pojsc z kumplem na cwiartke. Oczywiscie docenial moje starania, chodzilismy do
          > kin studyjnych... ale chyba doszedl do wniosku, ze jest za stary na wszelkie
          > przemiany (10 lat starszy) i mu sie nie chce. Teraz jest z dziewczyna, z ktora
          > musi chodzic na filmy w stylu "gulczas"... Ja natomiast.. nie robie za
          > animatora kultury...
          > Ale rozumiem bardzo dobrze Hatchiego, naprawde rozumiem. I to nie jest
          > intelektualny snobizm. Tylko chec dzielenia sie swoim swiatem. A jak mozna sie
          > dzielic, skoro druga osoba wzrusza ramionami, nie czyta, albo robi wielkie oczy
          > i nie wie, o co chodzi? Lozko i wspolnakasa to nie wszystko.. licza sie przede
          > wszystkim wspolne pasje i zainteresowania.

          Aby dzielić się swoim światem nie trzeba mieć takich samych zainteresowań a
          wspólnych pasji można znaleźdź wiele. Myśle, że przede wszystkim ważne są uczucia
          i to aby żyć razem a nie obok siebie. Przede wszystkim oni mają wspólny świat
          wszak są nie tylko małzeństwem lecz rodziną.
          • Gość: eMka Re: zycie z kims kto jest inny - do Annki IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 16:39


            >
            > - " ja doktorantka a on prostak" - jak wynika z Twego tonu -nie dziwię się, że
            > czuł sie gorszy ;)
            Wiesz..nawet nie wyobrazasz sobie na jakie ustepstwa wobec siebei mozna isc,
            bedac z kims... do czasu... nigdy nie traktowalam go jak kogos gorszego, bo nim
            nie byl. Otrzymal tyle zrozumienia, wsparcia etc ile moglam mu dac. Problem
            tkwil w jego strasznym lenistwie i gnusnosci- przez ktore kiedys nie skonczyl
            studiow, bo wolal je przeimprezowac. Po co sie wysilac. Wybacz.. ale jesli ktos
            ma pretensje (a on mial) do uwazania sie za inteligencje oraz do udzialu w
            kulturze wysokiej, a klopot sprawia przeczytanie czegokolwiek, co nie przypomina
            CKM....
            I wspolne zainteresowania sa WAZNE. O czyms w koncu trzeba rozmawiac.. nie tylko
            o rachunkach i mleczakach...
            I po tym doswiadczeniu zaczynam naprawde wierzyc w to, ze roznice w
            wyksztalceniu, zainteresowaniach, pogladach politycznych, temperamentach oraz w
            wyznaniu etc maja ogromny wplyw na zwiazek.. a rozowe okulary, dobre checi i
            myslenie "jakos to bedzie, bo sie kochamy" nie wystarcza.
            a tak gdybys miala watpliwosci, to mam sporo znajomych i przyjaciol o odmiennych
            zainteresowanich i wyksztalceniu. Ale co znajomi i przyjaciele... to nie partner
            na cale zycie, obok ktorego trzeba sie codziennie budzic
            • Gość: annka Re: zycie z kims kto jest inny - do Annki IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 03.06.02, 17:29
              przepraszam jeśli Cię uraziłam, ale tak można było zinterpretować to co
              napisałaś. Ale z tego wynika, że najbardziej nie odpowiadał Ci charakter
              partnera - bo wszystko olewał.
              Kiedyś przeczytałam, że w miłości najważniejsze jest robić dla drugiej osoby
              wszystko aby ją uszczęsliwić i aby czuła się z nami dobrze (ale nie może to być
              jednostronne). Jeśli naprawdę ludzi łączy uczucie szukają wspólnych pasji,
              próbują zmieniać się dla partnera, potrafą uszanować jego zdanie, to pokonają
              wiele przeszkód. Przecież coś zdecydowało, że dwie osoby w wsród takiej rzeszy
              spotkało się i podjęło decyzję o wspólnym życiu. Tak jak ty uważam, że to w
              jakim środowisku człowiek wyrósł ma duży wpływ na życie - a bardzo często nie
              uznajemy kompromisów i często konflikty w małżenstwie biorą się z tych różnic.
              Prawda też jest taka, że przed ślubem tak naprawdę ludzie mało się znają, a
              pożądanie biorą za miłość.
              • Gość: eMka Re: zycie z kims kto jest inny - do Annki IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 03.06.02, 17:34


                > Prawda też jest taka, że przed ślubem tak naprawdę ludzie mało się znają, a
                > pożądanie biorą za miłość.
                Zgadzam sie w 100%

    • isiek4 Re: zycie z kims kto jest inny 03.06.02, 15:23
      Doskonale rozumiem Twój problem.Jestem w tej samej sytuacji,tylko jestem
      kobietą.Ale to niczego nie zmienia.Mój mąż stara się nie widzieć problemu. Nie
      mam sił na kolejny konflikt,a kazda rozmowa kończy sie awanturą.Nie mamy
      dzieci.Ja chciałabym je mieć,ale przy takim braku porozumienia zastanawiam
      się,czy ma to sens.Męczę się tak jak Ty.Rozważam rozstanie.Mnie pewnie jest
      łatwiej.Myśląc o Tobie,o was,o rodzinie ...Dzieci nie nauczą się kochać,jeśli
      rodzice będą nieszczęsliwi.Widzę jaką krzywde wyrządzili mojemu mężowi jego
      rodzice.Nie rozstli się,obwiniają sie wzajemnie,a on nie potrafi po prostu
      rozmawiać.A jesli się nie rozmawia to jaka jest szansa na szczęście?
    • Gość: kk a mnie interesuje IP: *.jci.com 03.06.02, 20:48
      inny kawalek tej calej sprawy. Mowisz ze ona jest dobra matka. Tzn. jaka?

      I moze ma w sobie cos pieknego, czego nie mialaby inna, mniej przyziemna
      kobieta?

      Pisze to bo tez jestem raczej 'intelektualistka', i choc czasem patrze z gory
      na kobiety biegajace miedzy kuchnia a TV (az mi glupio nawet tak pisac), to z
      drugiej strony widze, ze one maja cos czego mi brak. Wlasnie ta umiejetnosc
      cieszenia sie ze zdrowia, z dobr materialnych, serce otwarte do plakania przy
      telenowelach, docenianie wagi obiadu.

      Rozstaniecie sie czy nie, moze to wlasnie na szczescie Twoje dzieci maja tak
      roznych rodzicow, ktorzy tak wiele o zyciu moga im soba przekazac.
      • Gość: Renka Re: a mnie interesuje IP: *.home.cgocable.net 03.06.02, 22:02
        W dalszym ciagu tego watku , nabieram przekonania, ze Hatchi ma powazny problem
        z komunikacja. Mimo zrobienia doktoratu, ktory nobilituje go, ale (wybacz) nie
        w oczach zony, ktora widzi cie w wyciagnietych galotach, w smierdzacych
        skarpetach, albo jak ci jedzie z ust nad ranem. Do tego naprawde tabliczka z
        napisem "doktorat" zawieszona na piersiach...heheh, chlopie. Wez sie w garsc.
        Chlop to chlop.Niekoniecznie mruk i nadety naukowiec.Znalam kiedys taka pare.
        Oboje tzw intelektualisci, ale on byl jakby kij polknal.Nikomu z sasiadow nawet
        dzien dobry nie mowil, bo byli za glupi dla niego. Ona nie mogla chyba tego juz
        zniesc, bo stawala sie coraz bardziej agresywna i agresywna.Byla nauczycielka.
        Bila swoje sliczne dzieci sznurem od zelazka.Plakala, az.. sie rozstali.
        To byl JEGO blad. Traktowal ludzi przez pryzmat wyksztalcenia. Ona byla tylko
        mgr, on doktor.To On dostal kontrakt na zachodzie, ona byla "tylko"
        towarzyszaca zona.Nawet tam nie mogla byc nauczycielka.
        Wszystko krecilo sie wokol walki o to, kto lepszy zawodowo, kto wazniejszy, kto
        lepsza prace ma itd..Moje dzieci do dzisiaj wspominaja tego "kija", mimo, ze
        byly jeszcze dziecmi, ale taki stosunek do "maluczkich" doslownie i w przenosni
        chyba najlepiej wyczuwaja dzieci. To one mi powiedzialy o praktykach pani
        nauczycielki w domu.Bo z podworka wiecej slychac niz z ostatnich pieter..
        • Gość: kk Re: a mnie interesuje IP: *.jci.com 03.06.02, 22:13
          pewnie i ma (problem z komunikacja), ale przeciez najwyrazniej cierpi i na
          dodatek stara sie znalezc jakies wyjscie. O wlasnie, hatchi jak juz znajdziesz
          to wyjscie to daj znac jaki byl ciag dalszy, to sie czegos o zyciu doucze.
      • hatchi Re: a mnie interesuje 03.06.02, 22:44
        Gość portalu: kk napisał(a):

        > inny kawalek tej calej sprawy. Mowisz ze ona jest dobra matka. Tzn. jaka?
        >
        > I moze ma w sobie cos pieknego, czego nie mialaby inna, mniej przyziemna
        > kobieta?
        >
        > Pisze to bo tez jestem raczej 'intelektualistka', i choc czasem patrze z gory
        > na kobiety biegajace miedzy kuchnia a TV (az mi glupio nawet tak pisac), to z
        > drugiej strony widze, ze one maja cos czego mi brak. Wlasnie ta umiejetnosc
        > cieszenia sie ze zdrowia, z dobr materialnych, serce otwarte do plakania przy
        > telenowelach, docenianie wagi obiadu.
        >
        > Rozstaniecie sie czy nie, moze to wlasnie na szczescie Twoje dzieci maja tak
        > roznych rodzicow, ktorzy tak wiele o zyciu moga im soba przekazac.

        Trafilas w sedno. Moja zona jest dobra i nieskomplikowana matka. Cieszy sie
        zyciem tzn. wydawaniem pieniedzy na kosmetyki, fryzury , ciuchy dla siebie i dla
        dzieci. Jest pod tym wzgledem nieoceniona. Kupi sobie jakas bluzke i juz jest w
        siodmym niebie. Ma pretensje do mnie ze nie zauwazam TAK WAZNYCH RZECZY. Jak
        mozna sie polapac w tych wszystkich fatalaszkach ktorych wciaz przybywa..brrrr
        Kocha nasze corcie i rozpieszcza je. Niekoniecznie sie z nia zgadzam w metodach
        wychowawczych ale wiem ze daje im duzo milosci. A to juz jest cos.
    • hatchi Re: zycie z kims kto jest inny 03.06.02, 22:37
      Nie jestem zadnym super intelektualista. Jestem normalnym, zwyczajnym
      czlowiekiem. Wlasnie dzisiaj "dostalo mi" sie na uczelni i najchetniej
      rzucilbym ten doktorat w cholere. To pewno za kare ze zalozylem ten watek:-)
      Zona ma srednie wyksztalcenie ale to nie ma znaczenia. Jej ulubiona
      przyjaciolka studiuje a niczym sie obie nie roznia.
      Co do mojej umiejetnosci komunikowania sie, inteligencji emocjonalnej itp. to
      nie uwazam ze jest ze mna tak zle. Piszecie ze mam jej nie ustepowac...Taaaak I
      wtedy dopiero mam przyklad czlowieka (zona) ktory ma problemy sam ze soba.
      POjechalismy kiedys tam gdzie ja chcialem-mam na mysli wakacje. Caly czas
      marudzila, nie chciala wedrowac po gorach, narzekala i byla nieszczesliwa.
      Dziekuje ale wole ustapic. Bo ja w przeciwienstwie do niej potrafie sie cieszyc
      bedac gdziekolwiek co nie znaczy ze nie mam swoich preferencji.
      • Gość: Elka Re: zycie z kims kto jest inny IP: 216.143.112.* 03.06.02, 23:19
        hatchi napisał(a):

        > Nie jestem zadnym super intelektualista. Jestem normalnym, zwyczajnym
        > czlowiekiem. Wlasnie dzisiaj "dostalo mi" sie na uczelni i najchetniej
        > rzucilbym ten doktorat w cholere. To pewno za kare ze zalozylem ten watek:-)
        > Zona ma srednie wyksztalcenie ale to nie ma znaczenia. Jej ulubiona
        > przyjaciolka studiuje a niczym sie obie nie roznia.
        > Co do mojej umiejetnosci komunikowania sie, inteligencji emocjonalnej itp. to
        > nie uwazam ze jest ze mna tak zle. Piszecie ze mam jej nie ustepowac...Taaaak I
        >
        > wtedy dopiero mam przyklad czlowieka (zona) ktory ma problemy sam ze soba.
        > POjechalismy kiedys tam gdzie ja chcialem-mam na mysli wakacje. Caly czas
        > marudzila, nie chciala wedrowac po gorach, narzekala i byla nieszczesliwa.
        > Dziekuje ale wole ustapic. Bo ja w przeciwienstwie do niej potrafie sie cieszyc
        >
        > bedac gdziekolwiek co nie znaczy ze nie mam swoich preferencji.

        Hatchi,
        a moze Ty jestes moim mezem ktory nigdy nic u mnie nie zauwaza. Ja mam wyzsze
        wyksztalcenie, doktorat, ale po pracy nie chce intelektualizowac. Chce rozmawiac
        o tej nowej bluzce i naszym dziecku. Ja tak zyje kolo mojego meza kilka lat - ja
        mimo doktoratu taka przyziemna, a On z wyzszych sfer. Ja musze sie zmagac z
        niewyprana bielizna, obiadami, szkolami i nie mam czasu ani sil na ponad
        przyziemne zainteresowania, ktore sa i tak bardzo odlegle od tych mojego meza. I
        na moje wszystkie prosby moj Wszechmocny maz reaguje - takie babskie fanaberie
        masz, albo jakas Ty niedobra. Chyba odejde od Niego!

        Elka

        • Gość: Renka Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.home.cgocable.net 04.06.02, 06:22
          Jest tyle pieknych miejsc w Polsce i na swiecie, ktore napewno maja i gory i
          jeziora i mile chalupy do zamieszkania.Jak mozna zmuszac kogos do lazenia po
          gorach, jak on chce poplywac lodka albo rowerem wodnym.Albo lazenie w kurorcie
          pelnym tlumow, kiedy ten ktos spragniony jest ciszy i romantycznego sam na sam
          (prawie sam na sam).
      • magdandt Re: zycie z kims kto jest inny 04.06.02, 10:45
        Mam 8-letnie bliźniaki, mam męża z którym życie naprawdę nie przypomina
        sielanki-choleryczny, b. lubi rządzić. Całe nasze małżeństwo + wspólne
        dorastanie to ciągła walka - ale jest lepiej, dwa kroki do przodu, jeden w tył.
        Nie odejdę od niego ze względu na dzieci, na to że się kochamy (gubimy siebie i
        potem odnajdujemy), że tyle razem przeżyliśmy. Są okresy że też mnie drażni -
        jest niemiły dla ekspedientek, czepialski, uzależniony od komputera (był na
        terapii). Staram się nie dusić tego w sobie. Nie pielęgnuję odrazy,
        rozdrażnienia. Lepiej się pokłócić nawet głośno niż zbierać gorycz. Walcz ze
        swoją żoną o nią samą. Jaką by nie była matką nie wychowa synów bez ojca -
        szczególnie bliźniaków - coś o tym wiem, tego się po prostu nie da zrobić.
        Bliźniacy - chłopcy to taka kompania kiedy dorastają, że ojciec jest niezbędny.
        Sama opieka nad nimi pochłania mnóstwo czasu i energii (pranie, gotowanie,
        lekcje, wspólny czas) że potrzebny jest tata jako przeciwwaga, autorytet,
        odciążenie mamy. Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się, walcz i nie pielęgnuj
        niechęci do żony. (Czy nie pomogłoby to co pomaga w odwrotnym przypadku -
        odrobina zadrości z jej strony?)
      • Gość: kk Re: zycie z kims kto jest inny IP: *.jci.com 04.06.02, 17:23
        aaaaaaa, teraz chyba zaczynam rozmiec
        spojrz na to z tej strony, hatchi:

        > wtedy dopiero mam przyklad czlowieka (zona) ktory ma problemy sam ze soba.
        > POjechalismy kiedys tam gdzie ja chcialem-mam na mysli wakacje. Caly czas
        > marudzila, nie chciala wedrowac po gorach, narzekala i byla nieszczesliwa.


        Gdy robicie cos, co zonie nie odpowiada, ona chodzi i narzeka - czyli bez
        zahamowan wyraza swoje uczucia. Zgaduje ze w takiej sytuacji nie czujesz sie
        komfortowo, moze nawet zalujesz decyzji i postanawiasz ze nastepnym razem
        pojedziecie nad to morze... Bo ty w przeciwienstwie do niej bedziesz umial nie
        narzekac. Jakos przetrwasz.

        To masz jeszcze jedna rzecz, ktorej wasze dzieci ucza sie od niej: mowic ze nudno
        kiedy nudno, ze smaczne kiedy smaczne. Od ciebie ucza sie ugryzc sie w jezyk dla
        swietego spokoju, dla dobra rodziny itd.

        pozdrawiam cieplo
        kk
        • Gość: Renka Re: wyrazanie swoich uczuc i odczuc IP: *.home.cgocable.net 04.06.02, 18:10
          Ona wyraza swoje odczucia w sposob wyrazny, zrozumialy dla ciebie, a ty? Ty ICH
          NIE WYRAZASZ, tylko chowasz gdzies gleboko, robisz w sobie magazyn
          niezadowolenia, ktore pewnego dnia wyleje sie jak rzeka gowna prosto na twoj
          elegancki stol, moze nawet obsadzony eleganckimi goscmi.Wtedy to dopiero sie
          zrobi afera. Po co ci to? Artykuuj swoje niezadowolenie, wymagaj, ale nie badz
          upierdliwy, tylko merytoryczny i konsekwentny.Wyrazaj swoje odczucia i uczucia
          w taki sposob, abys zostal wlasciwie zrozumiany.I nie zawieszaj sobie tabliczki
          z napisem "doktorat, prosze pamietac", szczegolnie w domu.To jest tylko
          potrzebne w pracy, do podpisania sie, ewentualnie.I to jest TYLKO twoj problem.
          Nie mieszaj pracy z zyciem rodzinnym.
          Chcesz, to posluchasz moich rad, nie chcesz, nie sluchaj i dalej bladz :))
    • amalfi Nie da się długo tak ciągnąć 04.06.02, 19:57
      Taki związek padnie wcześniej czy później. Nie pomoże żadne usprawiedliwianie
      tego dobrem dzieci. Tylko że Twoja zona tego nie zrozumie. Teraz myślisz
      wyłącznie o swoich dzieciach, kiedyś spotkasz pewnie kobietę z którą znajdziesz
      wspólne tematy do rozmowy, wspólne zainteresowania i... cdn.
      Według mnie to tylko kwestia czasu.
      Nie da się długo żyć pod jednym dachem jak dwoje sublokatorów jednego
      mieszkania. Psychicznie będzie Cię to wykańczało coraz bardziej.
      Pozdrawiam.
      A.
      • Gość: kk Re: Nie da się długo tak ciągnąć IP: *.jci.com 04.06.02, 20:17
        a moze nie padnie

        w koncu co my wiemy?
    • kamfora Re: zycie z kims kto jest inny 25.06.02, 20:29

      Przeczytalam wszystkie posty.
      I tak sobie to poukladalam:

      -Hatchi poznal inna kobiete.

      -Hatchi twierdzi, ze zona nie jest zyczliwa dla ludzi - ale mowi tez, ze jest
      spontaniczna, radosna, gdy rozmawia z przyjaciolka,

      -Zona Hatchiego zna obiekt jego westchnien (nie wiedzac o westchnieniach)
      i wyraza sie o tej panie bez zyczliwosci, co bardzo denerwuje Hatchiego.

      -Obiekt westchnien Hatchiego nie ustaje w zabiegach, aby przekonac go
      o swojej nad jego zona wyzszosci i w ogole...jest rewelacyjna :-)))

      - Niewykluczone, ze jest to tylko chora wyobraznia Kamfory ;-)
      • emka10 Re: zycie z kims kto jest inny 29.06.02, 15:33
        zadziwiajajace jest to wszystko co tu czytam. doskonale rozumiem hitachiego.
        bez dwoch zdan. nie wiem dlaczego nagle obraz jego zmienil sie po wyznaniu, ze
        pisze doktorat. doktorant nie musi sie rownac okularki i stos ksiazek,
        intelektualne wywody i dysputy. ja mysle ze wlasnie myslacy ludzie maja
        najwiecej problemow na swiecie, bo zbyt wiele dostrzegaja, a przy okazji maja
        tendencje do analizowania i wyciagania wnioskow. hitachi przeanalizowal swoj
        zwiazek, doszedl do wniosku ze jest nie tak jak byc powinno, probowal
        komunikacji z zona, nie wyszlo, wiec zwrocil sie z pomoca do forum. zona moze i
        tez zauwaza ze jest cos nie tak, wcale nie musi byc najszczesliwsza, moze
        bagatelizuje te rozmowy pozornie, a pozniej zastanawia sie sama nad tym co
        uslyszala, co jest nie tak, moze i rozmawia o tym z kolezankami, ktore ja
        najlepiej rozumieja. kobiety nie zrozumiesz :-)
        moj szwagier jest w podobnej sytuacji. habilitant :-), przed slubem nie
        dostrzegl pewnych aspektow mojej siostry, presja rodziny no i slub. nie maja
        dzieci. jest b.lagodnym i ustepliwym czlowiekiem. moze ktos by powiedzial, ze
        sam sobie taki los zgotowal, zgadzal sie na takie traktowanie przez lata, wiec
        niech teraz cierpi. ale ja uwazam ze to jest niesprawiedliwe potraktowanie
        sprawy. po prostu szalka sie przelala. rozmowy na temat tego co jest chore
        miedzy nimi ona ucina krotkim: to sie ze mna rozwiedz. moi rodzice swiata za
        nia nie widza, zawsze stoja po jej stronie. ja bym w takim zwiazku nie
        wytrzymala. latwo jest radzic: odejdz. ja nie smiem udzielic jakiejkolwiek
        rady. moze tylko tyle: mysl o tym co jest dla ciebie najlepsze, nikt sie toba
        nie zaopiekuje jesli ty sam tego nie zrobisz. kochaj dzieci i daj sie czuc im
        kochanym jakkolwiek wasze losy sie potocza
Inne wątki na temat:
Pełna wersja