Rzeczy niezbędność?

02.06.02, 11:30

Niedzielny poranek. Okiem rzuciłam po chałupce i sprzętach...
Siebie zapytałam i Was pytam:
Co jest nam rzeczywiście niezbędne, z tego, co wokół, w domu?
Wyszło mi, w wydaniu skrajnym, że lodówka - ziemi własnej nie mając, nie mogę w
niej w lecie jedzonka konserwować...
Jedzeniowe (i wodne) podgrzewacze masci wszelkiej, odkurzacz, pralka, zmywarka,
telefon,komputer:) - ułatwiają nad wyraz i wszelkie pojęcie, ale czy są
niezbędne?
Muzyki i obrazu odtwarzacze - niezbędnie uprzyjemniają?
Czyli, gdyby przyszło mi dom ogołacać w potrzebie, co MUSZĘ zostawić? bez czego
nie przeżyję na poziomie podstawowym w roku 2002?
pozdrawiam
t.
    • Gość: Sławek Re: Rzeczy niezbędność? IP: *.telpol.net.pl / 172.16.10.* 02.06.02, 11:41
      Nie da się żyć bez komputera (każdemu to powtarzam i każdy puka się w czoło) i
      lodówki bo ciepłe piwo jest niedobre.
    • kwieto Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 12:15
      A pytasz tak sobie, czy musisz sie zastanowic, czego sie pozbyc?

      "Wyrzucilem kubek, gdy zobaczylem dziecko pijace wode raczkami" - Diogenes
      • trzcina Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 12:22
        kwieto napisał:

        > A pytasz tak sobie, czy musisz sie zastanowic, czego sie pozbyc?
        >
        > "Wyrzucilem kubek, gdy zobaczylem dziecko pijace wode raczkami" - Diogenes

        Pytam na zapas ;) Parę sprzętów dogorywa, jak znam życie wyprzęgną równocześnie,
        trzeba będzie wybierać.
        A tak sobie, też, interesujące, co komu niezbędne i czy ta niezbędność wspólna
        nam.

        • kwieto Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 12:32
          Teoretycznie mozna obyc sie bez wszystkiego, tylko, czy sie komu chce? Moze
          zrobic liste rzeczy ktorych najmniej chcielibysmy sie pozbyc?
          • trzcina Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 14:34
            kwieto napisał(a):

            > Teoretycznie mozna obyc sie bez wszystkiego, tylko, czy sie komu chce? Moze
            > zrobic liste rzeczy ktorych najmniej chcielibysmy sie pozbyc?

            No właśnie, jak Sławkowi wyżej, zostały mi lodówka i komputer. Spłukałam się na
            mieszkanie i co wybrać, jeśli na oba sprzęty nie będzie kasy? Rok bez czego? Na
            komputerze też pracuję...
            ??
            t.

            • kwieto Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 15:03
              Jedno sproboj pozyczyc ;"))
    • wredna2 Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 14:02
      Wiesz trzcino, przezylam kiedys dosc silne trzesienie ziemi...

      Tak uciekalam z domu z siodmego pietra w 18.pietrowym wiezowcu ze tylko
      dziecko i klapki zlapalam w garsc / uciekalam na bosaka!/ Na szczescie dla mnie
      bylam wtedy kompletnie ubrana, bo pewno to takze byloby mi to obojetne...

      Potem, poniewaz bylo niebezpieczenstwo nastepnych wstrzasow ,a strach przed
      nimi byl jeszcze wiekszy, tuz przy drzwiach wyjsciowych przez kilka miesiecy
      stala torba wylaczne z dokumentami, pieniedzmi i jakimis drobiazgami cos tam
      znaczacymi /pierscionki, lancuszki..itp.bzdety / ...reszta nie miala zadnego
      znaczenia.
      Komputer nie stal wtedy pod drzwiami pewno tylko dlatego, ze go wtedy nie
      bylo !!!:)))

      Od tamtej pory wiem, ze sprzety nas otaczajace to tylko czasem potrzebny...
      balast!!

      wredna

      wstrzasnieta
      • trzcina Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 14:43

        Wrednie wstrząśnięta wr. ...
        Takie wstrząsy przywracają jasność co do rzeczy (nie)zbędności.
        Mną nic nie wstrząsnęło az tak, ale był czas, kiedy z plecakiem z mini
        zawartością (szczoteczka do zębów, bielizna, skarpety, chleba kawałek)
        chadzałam. A potem przeszło, minęło i rzeczy przyrosło...
        Baaardzo natomiast znamienne, że dziś dostawiłabyś pod te drzwi komputer ;)
        Pewna jesteś, że targałabyś go?
        Może lepiej, co ważne, na dyskietki i pod drzwi?
        Hipotetycznie, wstrząsów dalszych nie życzę

        pozdrowionka
        t.
        • kwieto Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 15:04
          Juz wiem, czemu jestem zwolennikiem laptopow :")
          Moj komputer ma nawet raczke zeby sie wygodniej nosilo...
          • trzcina Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 15:13

            a ja już wiem, co byś z pożogi ratował :)

            widzę, że numer 1 na liście - komputer, ale cóż dziwnego, netolubi typują
            t.
            • kwieto Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 15:19
              E, akurat pierwszy chyba bylby aparat fotograficzny
          • wredna2 Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 16:06
            Ten laptop to swietny pomysl...

            jak jeszcze uda mi sie cos zarobic w tym zyciu,

            to moze takze jakiegos " zlapie za rączke..." :)

            wr.
        • wredna2 Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 16:02

          Wogole nauczylam sie obywac bez wielu sprzetow , glownie kuchennych :)), dzieki
          czemu gotowanie niebywalej lekkosci nabralo.
          A meblowanie sie jako takie , wielka uciazliwoscia dla mnie jest, przez co wiele
          sprzetow w moim domu juz niedlugo status bezwartosciowego antyku nabedzie!
          Ale co tam! Wazne ze my i pso-koty nasze dobrze sie tu czujemy!

          Nie wydaje tez pieniedzy na rozmaite , piekne nawiasem mowiac ostatnio bibeloty,
          jako ze stanowia one dla mnie wylacznie trudne do wyczyszczenia siedlisko kurzu!

          Acha , tylko szafe lubie miec duza..

          Tak wiec , nawet nie poddana wstrzasom wredna w wielkiej ascezie sklonna bylaby
          zyc!

          PS. Oczywiscie komputer dzis to prawie jak przyjaciel , a dla przyjaciol mam
          specjalne wzgledy..:)


          pozdrawiam takze

          wiedomo, ze

          nie

          wrednie...




          • noida Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 17:00
            W razie trzesienia ziemi zabralabym ze soba... hm.. az sie wstydze
            powiedziec... no misia bym zabrala. Jakos z misiem bysmy sobie potem
            poradzili... A najbardziej byloby mi zal ksiazek, ktorych, chocbym pekla, nie
            dalabym rady zabrac ze soba. Komputer lubie, ale to, co w nim lubie jest do
            odtworzenia, a niektore istnieja niezaleznie ode mnie- net na przyklad.
            A co do sprzetow gospodarstwa domowego rzeczywiscie lodowka bylaby przydatna i
            jakas kuchenka. Za to z przyjemnoscia pozbylabym sie odkurzacza, przerzucajac
            sie na miotle :-) Nienawidze bowiem tego odkurzaczowego hurgotu..
          • ekika Re: Rzeczy niezbędność?...laptopek czyli?? 02.06.02, 17:06
            jeżeli już mowa o laptopie ...przypomina mi się kawał-skecz w wykonaniu
            Grzegorza Halamy:

            gdzie jako wiejski przygłup mówi do kamery..:

            -......a taki jeden facet ...to umarł ...bo nie miał laptopka...

            - jak to umarł -pyta go reporter

            -no ...zginął w górach...spadł w przepaśc - odpowiada Halama

            - i to dlatego że nie mial laptopka ??? - z niedowierzaniem pyta reporter

            -dlatego - odpowiada Halama - bo gdyby mial laptopka ....to by gral w
            gry ...nie poszedłby w góry ...i by nie zginął....


            pokój z wami ..(czyli room with you...jak podają słowniki)...ekika


            • kwieto Re: Rzeczy niezbędność?...laptopek czyli?? 02.06.02, 17:15
              Tak, innny skecz to rozmowa z wiesniakiem:

              - a coz tam chlopie Macieju, co tam u was dobrego ?
              - ech....
              - no widze problem jakis macie?
              - uoo...
              - No ale co, pewnie cos w gospodarstwie tak?
              - oooo...
              - No mowcie smialo, przeciez pomyslimy zaradzimy
              - eee...
              - No ale nie siejecie nie zbieracie?
              - aaa...
              - No to nie wiem, zboza bez klosow rosna, krowy mleka nie daja?
              - Nie no... chodzi o to czy na komputerze typu Pentium piszac program w
              Assemblerze mozna konfigurowac pliki na dysku B?
          • Gość: eMka Re: Rzeczy niezbędność? IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 02.06.02, 17:40
            Niedlugo bede sie wyprowadzac od rodzicow do siebie.. i juz sie ciesze na sama
            mysl, ze ebde mogla wywalicn albo zostawic im polowe zbednych rzeczy...o
            ktorych sie mysli... ze moze kiedys sie przydadza...
            niestety po tatusiu odziedziczylam dusze kolekcjonera.. wiec ciezko ebdzie
            ciezko.. ale ptrzede wszystkim przesieje ksiazki.. bo mam ich.. aaa ponad 30
            polek,... ostatnio moj przyjaciel, doktorant na polonistyce wyrzucil polowe
            swojego ksiegozbioru, bo nie chcial sie nabawic syndromu prof Janion.
            Popieram!!! oddam czesc do biblioteki niech inni sie ciesza..
            Nie lubie obrastac w rzeczy.. im wiekszy minimalizm tym bardziej jestem wolna...
            a poza tym nalezy szanowac przestrzen. Fotel, lozko stol, polki na ksiazki,
            szafa... ewentualnie kanapa ... a reszta to niepotrzebne zagracanie mieszkania.

            a poza tym jest dobra filozofia.. jesli czegos nie uzywalas przez rok.. to...
            moze przez nastepnych parenascie okaze sie to zbyteczne
    • ta_mar_ta Re: Rzeczy niezbędność? 02.06.02, 17:07
      Zostaw lodówkę, komputer i miejsce do spania dla siebie, a kąt jakiś za piecem
      dla przyjaciół. I SIEBIE zostaw koniecznie :)
      I niech się darzy !
      Ta_
      • trzcina Piec zostaje! 02.06.02, 17:52

        Ta_Mo, wykrakałam sobie tym wątkiem, zda się. Bo nie wiem czy już mroczki w
        oczach (ale na filety się nie obsunę:), czy już mi ekran się zaczernia - jakby
        pudło udowadniać zamierzało, że niezbędne i do awarii się zbiera.
        A eMka i noida o książkach mi przypomniały, przegląd trzeba zrobić i pod drzwi -
        wrednej wzorem - sztuk parę rzucić.

        t.spod pieca pzdrwiająca
        • Gość: dodo gniazd opuszczanie IP: *.sympatico.ca 02.06.02, 18:19
          wiele lat spedzilismy z mezem w krajach dziwnych i glownie bardzo(!)
          biednych. caly nasz dobytek mozna bylo zawsze spakowac do jednej
          takiej skrzyni drewnianej, ktora we dwoje swobodnie moglismy
          wrzucac na kolejne ciezarowki albo jako bagaz w roznych portach
          (lotniczych czy morskich) swiata.
          czy jestem przez to zwolenniczka ascezy przedmiotowo-bagazowej?
          nie do konca.
          nasze zycie na skrzyni wynikalo z koniecznosci, gdy tej koniecznosci
          nie ma, nie ma powodu ograniczac sobie przyjemnosci posiadania
          polek z ksiazkami, sprawnej lodowki, elegancko wyposazonej
          lazienki.
          prawde mowiac rozwazania ludzi zyjacych wygodnie na temat "co by
          bylo gdyby" troche mnie zloszcza. jesli chce sie doswiadczyc tego
          typu ograniczen "z piewszej reki", jest mnostwo miejsc na swiecie,
          gdzie ludzie takich dylematow nie maja, bo nie maja nic. a jakze chetnie
          by mieli...
          gadanie o zabraniu komputera/laptopu jako pierwszej niezbednej
          rzeczy przyjmuje jako zart raczej dosc dziecinny i okrutny. gdy sie
          dach wali na glowe, chwytasz dziecko i czasem paszport lub pare
          groszy jesli sa pod reka, a potem biegniesz tak szybko jak sie tylko da.
          w nosie masz laptop, naprawde!
          wczoraj pomagalismy przeprowadzac sie mojemu synowi i jego
          dziewczynie do ich nowego, pierwszego w zyciu wlasnego
          mieszkania.
          dla mojego syna najwazniejsze do zabrania okazaly sie ksiazki, plyty
          i zdjecia. dla carol, jego dziewczyny, ksiazki, plyty, zdjecia i... pluszowy
          tygrys, ktory jest o 1 dzien mlodszy od niej.
          nie ubrania, nie posciel, nie garnki i inne "bzdury". nawet nie
          komputery, bo to tylko sprzet do pracy, ktory i tak jest w kazdej
          bibliotece. powiecie, ze ksiazki tez sa w bibliotekach... hmmm... jak
          widac to nie to samo :-)
          patrze teraz na pokoj, ktory trzeba bedzie odmalowac, odswiezyc -
          opuszczone gniazdo mojego najstarszego ptaka. mam nadzieje, ze
          wszystkie kolejne gniazda tez bedzie opuszczal z nadzieja i radoscia
          zabierajac to, na co ma ochote. mam nadzieje, ze nigdy nie bedzie
          musial z zadnego kolejnego gniazda uciekac zostawiajac za soba
          wszystkie ukochane drobiazgi.
          • trzcina Re: gniazd opuszczanie- do Dodo 02.06.02, 20:30

            ...wiele lat spędziłam w kraju dziwnym i biednym - w Polsce, dlatego nie w
            głowie mi żarty okrutne, myślę wręcz, że na takie jak wyżej pozwolą sobie
            ludzie, którzy przeżyli taki czas, że nie mieli nic albo mieli bardzo niewiele,
            albo musieli za sobą dom nie raz zostawić, nie osądzaj nas więc zbyt surowo :),
            nawet jesli obecnie zyjemy w miarę wygodnie.
            Po prostu, kiedy się pytam, co mi jest naprawdę niezbędne, na końcu czeka
            zawsze odpowiedź - naprawdę - nic, oprócz powietrza, wody, jedzenia, ciepłego
            okrycia w chłodny czas. Ale gdy patrzę na rzeczy, które mnie otaczają, do
            których jakoś jestem przywiązana, nasuwa się pytanie, z czego umiałabym, z
            czego mogłabym zrezygnować. W wydaniu skrajnym - co zabrałabym, gdyby los dał
            mi 5 min. i katastrofę za drzwiami. Nie obrażam takim pytaniem nikogo,
            porządkuję swój do przedmiotów stosunek, nic więcej.
            Bo a nuż za chwilę przyjdzie znowu "gniazdo opuścić"?

            pozdrawiam
            t.
            • ekika Re: rzeczy niezbedność niewatpliwa 02.06.02, 20:59
              ktoryś raz podchodzę do tego wątku ....bo mi wstyd...
              Na szczęście nigdzie i nigdy nie musialam uciekac ..ale paszport i 200 zlotch
              zawsze mam pod ręka ...i zdjecie dzieci z mężem...tego nauczyly mnie mama i
              babcia. I jeszcze ubranie a w kostke na jednym miejsu na noc.Dlaczego??
              Bo one przeżyły kolejno pożar..wielka wodę i uciekinierkę w czasie 2 wojny
              światowej.
              Ale z tego samego powodu nie potrafie sie latwo rozstac z przedmiotami ...nawet
              mało wartosciowymi ...a o kazdym sprzęcie u mnie moge opowiedziec historie.
              Dla mojej mamy za mala kurtka ,koszula Taty z której wytył czy stara torebka
              zgodnie wędrowały na strych do specjalnej szafy. "Bo mogą sie przydac"
              rodzina nieodmiennie pukala jej do glowy."Dośc sie za wojny nabiedowaliśmy"
              cierpliwie tłumaczyła mama i nie dala sie przekonac.
              I miała rację.....w latach kryzysu kiedy sprzedawano w sklepach tylko puste
              półki -byłam najfantazyjniej ubrana dziewczyna w klasie.W co??
              W szyte za starych koszul Taty i Dziadka bluzeczki...w kamizelki i torby z za
              małych kurteczek...
              Mnie zostoło to do dzis trzymam wiec rozmaite rzeczy latami mój dom z roku na
              rok robi sie coraz bardziej zagracony a prawem Murphy"ego jak tylko coś
              wyrzucę ....zaraz
              okazuje sie że jest nie do zastąpienia.. .Najchętniej z niczym nigdy bym sie
              nie rozstawała...zwyczajnie dlatego że przypomina mi bliskich....


              Co nie zmianie faktu ..ze przygotowany mam... tylko paszport i zdjęcia.....
              Niech Bóg da abym nigdy nie musiala po nie sięgać w poplochu.
            • Gość: OLT do niezbednosci wracajac... IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 02.06.02, 20:59
              uciekajac
              w razie jakiejs katastrofy myslalabym (poza rzeczami niezbednymi - jedzenie,buty,
              kurtka) o ocaleniu negatywow i zdjec, tych najcenniejszych, nawet chyba bardziej
              niz aparatu (choc jestem fotografem).
              nie wyobrazam sobie ze moglyby tak po prostu - rozplynac sie, przestac istniec.
              chyba ze razem z kawalkiem mnie samej.

              a w ogole to do zycia niezbedna jest...przestrzen
              bez niej ani rusz ;-)
            • Gość: dodo Re: gniazd opuszczanie- do Dodo IP: 209.226.65.* 03.06.02, 18:30
              trzcina napisał(a):

              >
              > ...wiele lat spędziłam w kraju dziwnym i biednym - w Polsce

              polska zawsze pozostanie krajem dziwnym ale nigdy nie byla krajem tak naprawde
              biednym. pisze to z pelna swiadomoscia roznych niedostatkow, ktore dotykaly
              i dotykaja ludzi w polsce, i z pelna swiadomoscia skrajnosci nedzy jaka przyszlo
              mi ogladac w afryce i ameryce poludniowej.
              ja sie nie obrazam :-) za gimnastyki intelektualne na temat "co zabrac" lub "bez
              czego mozna zyc". ja tylko przywoluje obrazy ludzi, ktorzy takich dylematow nie
              mieli, nie maja i miec nie beda, bo caly ich dobytek to to, co maja na grzbiecie
              i grupka rodziny. w takich okolicznosciach nawet czysto-teoretyczny dylemat nie
              istnieje.
              ale tez wcale nie uwazam, ze w zwiazku z tym wszyscy powinnismy podazyc za
              swietym franciszkiem i wyzbyc sie jakichkolwiek dobr doczesnych.
              niesprawiedliwosc podzialow wcale przez to nie zniknie - potrzebne sa inne
              dzialania, to oczywiste.
              zdegustowaly mnie tylko zarty typu "najwazniejszy jest komputer", bo brzmialy
              momentami jak szczere wyznanie a nie auto-ironia. i to mi sie nie za bardzo
              podobalo ale to tylko dlatego, ze czlowiek moze za duzo juz w zyciu widzial... :-(

              • ta_mar_ta Re: gniazd opuszczanie- do Dodo 03.06.02, 19:44
                Myślę,że komputer jako sprzęt niezbędny, wielu tutaj ( na pewno ja radząc
                trzcinie) wymieniało z przymrużeniem oka, jako znak , że nasze kontakty za
                pomocą tego sprzętu są dla nas cenne.
                Ot taka serdeczna uprzejmość kierowała z pewnością moją wypowiedzią.

                Pozdrawiam
                ceniąca minimalizm a jednak ciągle walcząca z pokusą przechowywania"przydasiek"
                Ta_
                • roseanne Re: gniazd opuszczanie- do Dodo 03.06.02, 19:52
                  a propos minimalizmu i pakowania niezbednych rzeczy.
                  Przeciez ja to nie dawno przechodzilam
                  Spakuj czlowieku cale mieszkanie, rodzinne pamiatki i inne wydawaloby sie
                  duperelki w 8 toreb. Rowniez ubrania.
                  Komputera nie bralismy, bo nam poweidziano ,ze nie bedzie dzialalo, buuuu

                  dzis wiem, ze spakowalabym wiecej zdjec, mniej poscieli - ach te rozmiary lozek.
                  • Gość: dodo roseanne IP: 209.226.65.* 03.06.02, 20:03
                    a moj synalek zabral tez pudelko zabawek choinkowych wykonanych przez niego
                    dawno temu - taki sie nagle okazal sentymentalny. az mi sie wierzyc nie chce,
                    ze takie cyniczne dodo takiego ckliwego ptaka w swiat wypuscilo...
                    wypuscilo, wypuscilo a teraz w domu pusto :-(
                    • roseanne osamotnina Dodo 03.06.02, 20:17
                      ja chyba nie pozwole moim dzieciom zabrac zabawek przez nich robionych :o)
                      jak trawa?
                      • Gość: dodo dodo bez zabawek ;-( IP: 209.226.65.* 03.06.02, 21:17
                        roseanne napisał(a):

                        > ja chyba nie pozwole moim dzieciom zabrac zabawek przez nich robionych :o)
                        > jak trawa?

                        tez bym nie pozwolila gdybym wiedziala, ze sie tam dobral, smarkacz jeden ;-)
                        ale dopiero jak juz pudla sie znalazly na tym ich 26 pietrze z widokiem na twoja
                        strone swiata :-) to sie okazalo, co sie zabralo. no to przeciez nie moglam przy
                        pannie, przy panny rodzicach, rodzinach obu, calej bandzie znajomych i przyjaciol
                        skad sie da pokazac, ze mi zal bombki z pumeksu, bo to by dopiero byla poruta jak
                        mawiaja chyba na slasku ;-)
                        trawa ma sie swietnie pod moja gola stopa choc prawde mowiac i ja, i trawa
                        czulybysmy sie weselej gdyby bylo ciut cieplej - czerwiec nas nie rozpieszcza
                        choc i tak lepszy niz kolega maj. poki co!
                        • roseanne Re: dodo bez zabawek ;-( 03.06.02, 21:47
                          wpadnij z wizyta w okresie przedswiatecznym i zwin z drzewka :o)
                • Gość: dodo do_dro_giej_tej IP: 209.226.65.* 03.06.02, 19:55
                  no to wyglada na to, ze musze sobie dokupic likierku z poczuciem humorku
                  i dawkowac 3 razy dziennie po duzej lyzeczce zeby sie porzadnych ludzi nie
                  czepiac jak tylko sa uprzejmi, zyczliwi i weseli :-)
                  sie zastosuje!
    • Gość: Pom Oficjalnie oświadczam.... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 03.06.02, 20:05
      ... że od 7 (słownie: siedmiu) żyję bez... lodówki. Tak, tak, Drodzy Państwo,
      jest to możliwe.:) Oczywiście, gdybym MUSIAŁA, to bym kupiła, ale póki co, nie
      odczuwam jej braku. Mialam przez pół roku takową i było w niej tylko światło!
      Jednynie ubolewam, że lodów trzymać nie mogę... No i piwa. Ale je i tak zawsze
      wypijam przed sklepem. Czuwaj!
    • trzcina dodo, roseanne 03.06.02, 22:36

      Dzieciom? Zabawek brania zabronić? Żeby potem z własnej przeszłości namacalnie
      przywoływalnej ogołocone były? Jak ja nie przymierzając, po tych wędrówkach
      ludów? Misia żadnego? Laurki z psedskola?
      O! Okrutne! Dobrze, że dzieci sprytne.
      Idę się napić likierku, na wszelki wypadek :), no i likierek dobry jest...

      pozdr
      t. bezmisiowa :(
      • Gość: Renka Re: puszka z woda IP: *.home.cgocable.net 03.06.02, 23:00
        W razie koniecznosci przeniesienia sie w trybie naglym , to mam zdjecia pod
        reka. Reszta jest odtwarzalna. Moja mama w czasie powstania w Warszawie zlapala
        puszke po ogorkach i pare ponczoch. Dom sie palil, musiala szybko uciekac. Ta
        puszka potem wielu ludziom pomogla, nosili w niej wode, gotowali zupe w
        pruszkowskim obozie, a wczasie transportu do Niemiec, byla skarbem, nabierali w
        nia wody na postojach..
      • roseanne bo wydaje mi sie, ze nie rozumiesz 03.06.02, 23:38
        to chodzi o te zabawki robione wlasnorecznie - czesto dzieci wraz z wiekiem
        nabieraja dystansu i krytycyzmu - a dla nas mam, maja te pokraczne i nieforemne
        sklejki niebywala wartosc.
        niechze sobie zabiera zabawki zbierane z roku na rok (potulnie kupuje, co by
        mialy swoje kolekcje).


        eeee, wyszlo mi nieplanowane przynudzanie - tez pora na likierek, ale po 21-
        szej, jak dzieciatka pojda grzecznie do lozeczek
        • trzcina Re: bo wydaje mi sie, ze nie rozumiesz 03.06.02, 23:45

          czy słychać, jak "Okrutne" odszczekuję??? na wywrót przeczytalam, likierku za
          mało czy co?
          pzdrwiam
          t.
          • roseanne no to na pohybel 03.06.02, 23:54
            kolejny likierek
            • trzcina w pańskie ręce... 04.06.02, 00:02

              bynajmniej nieobojętnie, perswaduję...
              • roseanne zaraz zaraz 04.06.02, 00:06
                obawiam sie ,ze tego ostatniego nie zlapalam
                czy mozna prosic o rozszerzenie wypowiedzi?
                • trzcina Re: zaraz zaraz 04.06.02, 00:10

                  Toast staropolski taki, kielich wznosząc, jeden biesiadnik rzecze :
                  W Pańskie ręce perswaduję
                  a drugi odpowiada:
                  Bynajmniej nieobojętnie

                  i wychylają ...
                  • Gość: dodo ulanska (?) fantazja IP: *.sympatico.ca 04.06.02, 00:16
                    to mnie sie zaraz przypomina ulubione spiewadelko mojego taty:
                    "wiec pijmy zdrowie, szwolezerowie -
                    niech troski zgina w tluczonym szkle,
                    gdy nas nie bedzie - nikt sie nie dowie,
                    czy dobrze bylo nam, czy zle..."
                    no to oby nam sie... choc troche ocieplilo :-)
                    • trzcina niech się ciepli... 04.06.02, 00:18

                      ...a bardziej niż trochę:), bo zimno i burze huczą wokoł nas
                  • roseanne Re: zaraz zaraz 04.06.02, 00:16
                    no to wychylaja
    • poison1 Re: Rzeczy niezbędność? 04.06.02, 11:49
      Im więcej gromadzimy, tym mniej jesteśmy szczęśliwi i coraz mniej wiemy.
      • Gość: Renka Re: Rzeczy niezbędność? IP: *.home.cgocable.net 04.06.02, 18:13
        Cos w tym jest, jak za duzo zgromadzimy, to (przynajmniej ja) zaczynam
        wyrzucac, bo za duzo tego smiecia wokol.Jak wnetrze jest proste, pelne swiatla,
        moje mysli maja wiecej miejsca..hehehehee
    • ta_mar_ta niezbędny likierek 04.06.02, 22:44
      Likierek leje się strumieniami a mnie nie ma, zaspałam gruszki w popiele.
      Jakiś pech mnie prześladuje na tym forum . Na imprezy się spóźniam :(

      Urodziny vicc'i - ostatnia tłukłam sie po pustym salonie, niemal świtało gdy
      przybyła trzcinka i przełamałyśmy się mielonym znalezionym w kącie lodówki. Co
      z tego wynikło, niektórzy wiedzą.

      Na urodziny Kwieta przybyłam niemal ostania a solenizanta nieźle musiałam się
      naszukać po innych wątkach, bo wybył.

      Teraz likierek rozlewają i znowu tylko palec w dnie kieliszka...
      Oj,życie mnie nie rozpieszcza

      Likierek niezbędnie potrzebny mi jest !
      Ta_
      • kwieto Re: niezbędny likierek 04.06.02, 22:46
        Posylamy wiec ekspresowa poczta pneumatyczna, krzepka butelczyne do Ciebie :")
        • roseanne Re: niezbędny likierek 04.06.02, 22:51
          mam kawowy
          amaretto
          orzechowy (hazelnuts)
          i mietowy - ktory wybierasz?
        • trzcina Re: niezbędny likierek 04.06.02, 22:57

          a i Kraków naleweczkę jakąś extra wypchnie gołębiem:)
          i w Ta_Mańskie ręce perswadujem...

          bo wcale się Ta_Mo miła nie spóźniłaś...

          t. podeszczowa
    • ta_mar_ta Zdrowia! 04.06.02, 23:20
      No to stawiam przed sobą:
      krzepką butelczynę od Kwieta, orzechową naleweczkę od roseanne i tę, którą
      zdyszany gołąb z Krakowa dostarczył. Co za widok ! Co za smak !

      Zatem po góralsku:
      - widzem wos bez skło

      Odpowiedź:
      -jo tyz nie ślepy

      I do pierwszego zachwiania, a niech Ta_m
      • trzcina Re: Zdrowia! 04.06.02, 23:30

        i obraz mi się jawi taki
        dom pusty
        bo wszystko zbędne
        blask tylko od komputera i szkła bije
        i śpiew klawiszy niesie wiater hen
        hej
        t.zaskakująco pionowa

        • Gość: Malwina Re:niezbedne IP: *.abo.wanadoo.fr 05.06.02, 10:57
          od zawsze marze o" japonskim" domu - pusto, dwa meble na krzyz. koniec kropka.
          A tu bibelotow pelno, kazdy kat zawalony, nie wiem co robic aby sie tego pozbyc...
          Chcialabym moc zyc z ...karta kredytowa. I nie posiadac nic. Mieszkac w hotelach. Podrozowac bez
          bagazu.
          eeeeh, daleko mi do takiego zycia.
          PS.
          Przezylam rowniez trzesienie ziemi - buty i dziecko porwalam , ot co.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja