historia trudnej miłości - prośba o radę..(długie)

12.02.05, 16:44
moja historia:
półtora roku w związku. wielka młośc od pierwszego wejrzenia, setki znaków na
niebie i ziemi że to właśnie TO. On - trudny charakter, egoista wychowany w
bogatym domu, ma wszystko od zawsze, poprzednią dziewczyną poniewierał przez
5 lat, zostawiał ją by byc ze mną. Od początku jest pewny że kocha mnie ponad
życie, że jestem jego przeznaczeniem, że nikt poza mną. Od pierwszych dni
musiałam jednak walczyć żeby nauczyć go jak się traktuje kochaną osobę -
uczyłam go dbać o kobietę, uczyłam myśleć nie tylko o sobie, etc. Ciężko bo
ciężko, ale prawie zawsze w końcu przyznawał mi rację, tłumaczył, że nigdy
wcześniej nikogo nie kochał i musi się dużo nauczyć. Gdy doszedł do wniosku
że chce być ze mna całe życie, zaczęła się chorobliwa zazdrość, głównie o
moje poprzednie związki. Zaczęło się także wymaganie ode mnie, żeby dostawać
więcej niż moi poprzedni partnerzy. Głównie chodzi o sex. Był czas że
rozliczał mnie z każdego "razu", gdy uznawał że w miesiącu było za rzadko,
wybuchały awantury. Ja nigdy nie pozwalałam się źle traktować, wykłócałam się
o swoje prawa i stąd te awantury. Każdą okupiłam litrami łez, często
uciekałam od niego, chciałam się rozstać, kończyło się na zgodzie po kilku
godzinach, dniach... Zawsze wracałam bo on tak kochał, tak pięknie mówił że
jestem tą jedyną. Gdy było między nami dobrze, znaczy się jak byłam non stop
uśmiechnięta, nie wymagałam niczego i chętnie się z nim kochałam - nasz
związek był idealny. On się starł, kupował kwiaty, był uroczy, miły, kochał
każdym centymetrem siebie. Ale wystarczyło że miałam gorszy humor, czymś się
zdenerwowałam, o coś miałam pretensje i od razu cały czar pryskał. Gdy psuło
się jedno ogniwo jego idealnego świata ze mną, rozpadał się cały łańcuch i
już nic nie było ważne. Padały koszmarne słowa których nie można zapomnieć,
nawet jeśli ktoś tak pięknie prosi i płacze o wybaczenie. Wybaczałam, owszem,
ale zapomnieć nie umiem. Wczoraj nastąpił chyba ostateczny koniec z mojej
strony. Mój "przyszły mąż i ojciec moich przyszłych dzieci" jak zawsze w
złości, posunął się wg mnie za daleko. Pokłóciliśmy się jak zwykle, jak
zwykle ja uznałam że koniec tego dobrego na dziś, zebrałam manatki i chciałam
udać się do własnego domu. On się wściekł że wychodzę, najpierw chciał mnie
zatrzymać siłą (zasłaniał drzwi, trzymał mnie za ramiona), gdy zobaczył że to
nie skutkuje, wściekł się. Nie, nie uderzył mnie, nigdy tego nie zrobił i
twierdzi że w życiu by nie potrafił mnie skrzywdzić... Zrobił coś innego.
[Tutaj info o nas - hodujemy gady, trzymam u niego w większym terrarium
mojego węża]. Mój luby, wielki miłośnik zwierząt, zapalony hodowca, co
zrobił...? Z wściekłości na mnie popędził do hodowli, wyrwał śpiącego pod
grzejnikiem węża, zbiegł z nim do drzwi wyjściowych i rzucił go na snieg.
Żebym go sobie zabrała razem ze sobą skoro chcę odejść... Przeraził mnie. Jak
można tak potraktować niewinne zwierzę któego pechem jest tylko to, że nalezy
do mnie?? Nie wiem czy ktoś tutaj zrozumie mnie dobrze, wątek z wężem jest
mocno abstrakcyjny dla was i pewnie raczej was śmieszy niż martwi. Mnie
przeraził, bo dostrzegłam w moim chłopaku zło i okrucieństwo, o które nie
podejrzewałam go przedtem. Wczoraj chyba definitywnie zakońćzyłam tę
znajomośc. On płakał, przepraszał, wmawiał mi że to w złości więc
mniejszy "grzech"...Że był wściekły przeze mnie bo od kliku dni byłam dla
niego niedobra, miałam "fochy", pretensje, chiałam odejść i "miał prawo" tak
się zachować. Nie dotarły do mnie te argumenty. Gdy wysiadałam koło domu z
samochodu, postraszył mnie jeszcze że nie wróci do swojego domu, bo został
całkiem sam, że pojedzie gdzies autostradą, że zabijam go swoim odejściem, że
widocznie już go nie kocham a on kocha mnie ponad życie. Dzisiaj cały dzień
nie daje znaku życia mimo że poprosiłam go na gg żeby odezwał się czy jest
cały i zdrowy. Jestem przerażona. Kocham go mimo tego co się dzieje, chyba
nie chcę już z nim być, bo zaczynam się go bać, ale martwię się o niego. Czy
ja w ogóle dobrze postępuję?? Co powinnam teraz zrobić? Wiem że on mnie kocha
jak nikt przedtem, szaleje na moim punkcie, całymi dniami opowiada o swojej
miłości, w każdej minucie zachwyca się mną, moją urodą, figurą, wszystkim,
bez przerwy domaga się bliskości, nienawidzi rozstań nawet na jeden dzień,
robi mi mnóśtwo drobnych niespodzianek, zabiera na piękne długie wakacje,
kupuje fantastyczne, wymarzone przeze mnie prezenty na urodziny, rocznice,
walentynki....Kochało mnie już przedtm kilku mężczyzn, ale nigdy nie tak
gorąco, nie tak ogniście, namiętnie, bez wytchnienia, aż fanatycznie jakby...
Że kocha - nie mam wątpliwosci. Tylko dlaczego aż tyle muszę znieść w zamian.
Czy warto?
    • witch-witch Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 17:28
      Piosenko rozchmurz sie i zaspiewaj cos wesolego.>)))) Powiem ci tylko: ladnie
      piszesz moglabys sie zglosic na konkurs literacki. Ale mimo wszystko nie zal mi
      ciebie, zal mi jedynie tej biednej gadzinki, ktorej nie daliscie sie dosadnie
      wyspac pod grzejnikiem. Zaluz wezowi szaliczek wełniany na jego długa szyję i
      daj kropelki do nosa.>)))Bo pewnie się przeźiębił leżąc na mrozie.

      A z innej beczki, taka relacja jak ty ja opisujesz nie "wróży" niczego dobrego.
      Owszem mozna sobie zafundowac romans w ognistym wydaniu ale wczesniej czy
      później i tak nastąpi koniec takiej historii. Twoj chlopak jak i ty, jestescie
      emocjonalnie jeszcze bardzo niedojrzali. Takie emocjonalne dojrzewanie trwa
      latami. Sprobuj poznac psychologiczne przyczyny jego gwaltownych reakcji.
      Moze chlopak jak piszesz byl "rozpieszczany" przez rodzicow ale nie byl KOCHANY.
      Sprawdz jak od srodka funkcjonuje jago dom i rodzina. Jakie ma przezycia i jak
      je przerobil zwiazane z dziecinstwem domem i szkola?
      Jego zmuszanie cie do uleglosci seksualnej kompletnie dyskwalifikuje go jako
      faceta do zycia. Tu w Szwecji w ktorej mieszkam za zmuszanie zony do seksu
      mozna dostac kilka ladnych lat wiezienia.
      Jednym slowem zarowno ty jak i on powinniscie sie zmienic - kazde na swoj
      sposob. On jest emocjonalnyme dzieckiem niedojrzalym do jakiegokolwiek
      powaznego zwiazku a ty powinna troche inaczej patrzec na mezczyzn nie jako
      biorca uczuc, prezentow, pochlebstw i etc. Ale jako osoba ktora rowniez ma duzo
      do dania. Ty tezmasz prawo zakochac sie w mezczyznie namietnie i z pasja...ale
      z rozmyslem i na spokojnie.
      Apropos... ladne kobiety. Byc ladna nie jest szczesciem, najczesciej sie
      przyklejaja takie WYPIERDKI jak ten twoj i czlowiek ma tylko klopot z
      odklejaniem ich. zycze ci dojrzalego faceta z kutura i klasa a tego chlopca
      zwroc mamie na wychowanie.
      • moja_deszczowa_piosenka Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 18:06
        Dziękuję za dobre słowa i za szczerość.
        Opisując swoją sytuację skupiłam się tylko na partnerze i jego zachowaniach. To
        nie jest tak, że tylko on mnie kocha, daje prezenty i okazuje miłośc, a ja
        biorę, biorę, biorę... Nakreśliłam to w taki sposób, żeby pokazać Wam, że on
        nie jest tylko złym egoistą, ale naprawdę stara się jak umie.
        Ja również dużo poświęciłam dla tego związku. Półtora roku walk i kompromisów
        nie mogło mnie nie zmienić. Oboje nagięliśmy się pod siebie, czasami mam
        wrażenie że do granic wutrzymałości - bo oboje chcemy/chcieliśmy żeby było
        dobrze. Prezenty i wyznania to także moja działka. Mniej to jest fanatyczne w
        moim wydaniu, mniej "ostateczne" i "zdeterminowane", jeśli rozumiesz co mam na
        myśli. Mniej we mnie złości i agresji - w złych chwilach. Mniej planów
        dotyczących ślubu, dzieci - w dobrych. Chyba jestem bardziej wyśrodkowana, choć
        zbyt łatwo wpadam w złośc i irytację gdy coś nie idzie po mojej myśli. Wiem, to
        mój błąd który na pewno prowokuje mojego chłopaka do takich zachowań. Pytanie
        tylko, czy TAKIE zachowania w ogóle mogą miec miejsce, sprowokowane, czy też
        nie...?
        Teraz słów kilka o jego domu i rodzinie.
        Wychował się w dużym domu, z gosposią, trzema samochodami i wszystkim co
        potrzeba, w sensie materialnym. Rodzice zawsze byli bardzo zapracowani
        (lekarze). Ojciec to zamknięty w sobie człowiek, pochłonięty zarabianiem
        pieniędzy, traktujący jak śmieci każdego niżej w hierarchi od siebie. Mój
        chłopak jako dziecko był przez niego bardzo bity i poniewierany. Do teraz boi
        się ojca, zresztą wszyscy w domu przemykają żeby go nie spotkać na schodach. Z
        drugiej strony ojciec dba o dom, zarabia tylko na rodzinę bo sam nie wydaje,
        widać że na swój trudny sposób ich kocha.
        Matka starała się chyba bronić mojego chłopaka przed ojcem, ale raczej z marnym
        skutkiem. Jest jeszcze dużo młodsza siostra, już nie bita (pewnie z braku
        czasu). Wszyscy troje boją się ojca.
        I jeszcze jedno. Zastanawiałam się długo czy "wypierdek" (tak go nazwałaś) to
        właściwe określenie. Niestety chyba nie. Wydaje mi się że niczego mu nie
        brakuje - nieprzyzwoicie przystojny, inteligentny ponad normę, kończący świetne
        studia, z ogromnymi perspektywami na świetną pracę, z możliwościami, no ze
        wszystkim czego może oczekiwać kobieta myśląca o założeniu rodziny. Problemem
        jest chyba tylko złe wychowanie, egoistyczny charakter i gó..arskość wielka
        jak Empire State Building....
        On się nadal nie odzywa, szaleję z niepokoju, gg milczy, telefon też, może
        wtarabanił się w nocy w jakąś zaspę autem... Kurcze, mam wrażenie że moje życie
        mogłoby byc o wiele prostsze i przyjemniejsze gdyby...no własnie...gdyby co...:(
        • witch-witch Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 18:47
          Piosenko jak by nie bylo to nie tytuly ani majatek swiadczy o ludziach jedynie
          ich stosunek do innych mowi jakimi sa ososbami. Wlasnie z listy moich znajomych
          skreslilam pania dr. nauk medycznych. Przedmioowy sposob traktowania ludzi jest
          tak ochydny, ze nie kazdy jest w stanie zaakceptowac takie "cudo".
          Zrobisz jak zechcesz ale moim zdaniem pozostajac w tym zwiazku narazasz sie na
          utrate zdrowia psychicznego a za tem i fizycznego. Ten czlowiek ma klopoty i
          problemy wyniesione z nie przerobionej z relacji ze swoim ojcem. Jego agresje,
          brak psychicznego bezpieczenstwa i traumy, skupiaja sie na tobie. Na tobie
          odgrywa swoje problemy. Bedzie ci bardzo trudno isc przez zycie z takim slabym
          czlowiekiem.On jest emocjonalnym kaleka okaleczonym przez dominujacego i
          agresywnego ojca. ( a przy tym kompletnego kretyna jak zreszta wszyscy
          nowobagaccy. Troche pieniedzy w zyciu dostali i ZWARIOWALI) sproboj poszukac
          dobrego psychoterapeuty, ktory pomoze ci przebrnac przez kryzys i pozostawienie
          tego chlopaka.
          • witch-witch Re: Sorry mase bledow ortograficznych robie dzis.. 12.02.05, 18:56
          • moja_deszczowa_piosenka Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 18:58
            Bardzo się boję że już nigdy w życiu nie spotkam człowieka który będzie mnie
            kochał tak mocno jak on. Ja wiem, że jego miłość jest chora. Ja wiem że męczymy
            się razem i niszczymy psychicznie. Ale panicznie boję się, że kiedyś, w
            przyszłości, będę bardzo żałować tej decyzji.
            Nie boję się samotności, bo całe życie ktoś był przy mnie, na pewno szybko z
            kimś się zwiążę (chociaż w tym momencie to wydaje mi się niemożliwe). Ale
            strasznie boję się odkrycia, że ten ktoś (czy też kolejni ktosie) kochają mnie
            słabo, lekko, powierzchownie w porównaniu z tym, co widze po moim obecnym
            chłopaku.
            Mam już 25 lat, startuję w dorosłe życie - po wakacjach będę się bronić, zacznę
            szukać pracy, mieszkania... Mieliśmy tyle wspólnych planów na ten okres,
            właściwie on planował na dniach zaręczyny...
            Strasznie ciężko mi podjąć tak nagle ostateczną decyzję o odejściu. To przecież
            będzie miało wpływ na całe moje życie.
            PS. ja także mam podobną sytuację w domu jak on - koszmarny ojciec z którym nie
            mam żadnego kontaktu od 10 lat (mimo że mieszkamy pod jednym dachem) - bicie w
            dzieciństwie, słaba matka, ogromne blizny po ranach zadanych przez ojca. Bardzo
            zależy mi na szybkim odejściu z domu rodzinnego. Tutaj nie mam wsparcia.
            Nasze historie są dość podobne.
            Tak bardzo boję się odcinać on najbliższej mi na świecie osoby.
            • witch-witch Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 19:27
              Jeżeli to tak wygląda może powinniście oboje skusic sie na wizyte u jakiegos
              dobrego psychoanaltyka i zaczac pracowac nad relacja? Bez pracy się nie
              obejdzie. Zawsze jednak warto zachować w pamięci, że najważniejszą relacją jest
              ta relacja, którą mamy ze soba samym. Ja nie jestem w stanie nic mądrego ci
              doradzić, niestety. Jednak to z wybraniem sie na wspólną psychoterapię mogloby
              uratować wasz burzliwy związek. Jeżeli ma sie coś zmienić to WY oboje. Wasz
              stosunek do siebie. Podczas takiej terapi poznajesz wszystkie mechanizmy, które
              doprowadziły do tego związku zarówno te uświadamiane jak i te całkiem
              nieświadome. Jest wiele rzeczy o których nic nie wiesz, warto je poznać.
              Swiadomość pozwala lepiej kierować sobą i sytuacjami.
              To co mnie martwi w twoim poscie to twoja egzaltacja na temat jego miłości do
              ciebie. W tym znajduje sie mały haczyk. Poprawnie by było gdybyś martwiła się
              na ILE TY JESTEŚ W STANIE ZAANGAŻOWAĆ SIĘ W ZWIAZEK. Na ile ty sama mocno
              potrafisz kogoś kochać. A nie ktoś ciebie. Oczywiście najważniejsza jest
              wzajemność i branie i dawanie w związku. Ale ta twoja koncentracja wokół jego
              kochania jest zastanawiająca.Ty czujesz WIECEJ poprzez jego uczucia. To jego
              zaangażowanie, ogien, energia, są twoimi własnymi uczuciami, a które nie jesteś
              w stanie wypuścić z siebie poprzez blokady wyniesione z nieudanej relacji z
              twoim ojcem.Dlatego w nieuświadamiany sposób ciągnie cie do tego
              mężczyzny.Ponieważ on cię uzupełnia.Daje poczucie wartości, które zabrał
              prawdopodobnie twój ojciec. Sa pomiędzy wami podobieństwa, ale tylko
              powierzchowne, w sumie w gruncie rzeczy jesteście różnymi ludzmi o zupełnie
              różnych problemach.
              Zyczę ci szczęścia niech ci sie wiedzie jak najlepiej w życiu.>))))
              • impresssion Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 19:36
                > witch-witch napisała:

                > To co mnie martwi w twoim poscie to twoja egzaltacja na temat jego miłości do
                > ciebie. W tym znajduje sie mały haczyk. Poprawnie by było gdybyś martwiła się
                > na ILE TY JESTEŚ W STANIE ZAANGAŻOWAĆ SIĘ W ZWIAZEK. Na ile ty sama mocno
                > potrafisz kogoś kochać. A nie ktoś ciebie. Oczywiście najważniejsza jest
                > wzajemność i branie i dawanie w związku. Ale ta twoja koncentracja wokół jego
                > kochania jest zastanawiająca.Ty czujesz WIECEJ poprzez jego uczucia. To jego
                > zaangażowanie, ogien, energia, są twoimi własnymi uczuciami, a które nie
                jesteś

                > w stanie wypuścić z siebie poprzez blokady wyniesione z nieudanej relacji z
                > twoim ojcem.Dlatego w nieuświadamiany sposób ciągnie cie do tego
                > mężczyzny.Ponieważ on cię uzupełnia.Daje poczucie wartości, które zabrał
                > prawdopodobnie twój ojciec. Sa pomiędzy wami podobieństwa, ale tylko
                > powierzchowne, w sumie w gruncie rzeczy jesteście różnymi ludzmi o zupełnie
                > różnych problemach.

                Niesamowicie trafne spostrzezenie! Do autorki - zastanow sie, czy Ty kochasz
                tego chlopaka, czy uczucie jakim Cie darzy.
    • blue_as_can_be Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 17:37
      moja_deszczowa_piosenka napisała:

      > Czy warto?

      tylko Ty sama mozesz sobie na to odpowiedziec.
    • peachess historia trudnej miłości - prośba o radę.. 12.02.05, 17:47
      uciekaj gdzie pieprz rosnie
      z takim gościem bedziesz miała rollrecoster emocjonalny całe życie - tego chcesz?
      on sie nigdy nie zmieni, żeby zrozumieć dlaczego on tak robi, trzebaby sie
      cofnąc do głębokiego dzieciństwa, ale wg mnie nie warto.

      a straszenie że "sobie coś zrobi" to szczeniackie zagrywki, otatnia desperacka
      metoda zatrzymania ciebie.
      widzę to tak, że on cie nie kocha, a uważa za swoją własność. ty też może go nie
      kochasz - a raczej jesteś od niego uzależniona, uzależniona od emocjonalnej
      ostrej jazdy jaką ci funduje.

      zostaw go, odseparuj sie, idź do psychologa, pomóż sobie, jemu nie próbuj
      • blue_as_can_be Re: historia trudnej miłości - prośba o radę.. 12.02.05, 18:04
        nie badz taka hop do przodu. niedojrzalosc emocjonalna partnera nie oznacza
        braku milosci. chora milosc nadal jest miloscia. a zwiazki nie koniecznie
        powinny funkcjonowac po to, zeby bylo wygodnie, ale moze bardziej po to, zeby
        realizowac milosc. milosc jest darem. nie przychodzi na pstrykniecie palcami.
    • psychoguru Warto uciekac 12.02.05, 18:09
      moja_deszczowa_piosenka napisała:

      > półtora roku w związku. wielka młośc od pierwszego wejrzenia, setki znaków na
      > niebie i ziemi że to właśnie TO. On - trudny charakter, egoista wychowany w
      > bogatym domu, ma wszystko od zawsze, poprzednią dziewczyną poniewierał przez
      > 5 lat, zostawiał ją by byc ze mną. Od początku jest pewny że kocha mnie ponad
      > życie, że jestem jego przeznaczeniem, że nikt poza mną. Od pierwszych dni
      > musiałam jednak walczyć żeby nauczyć go jak się traktuje kochaną osobę -
      > uczyłam go dbać o kobietę, uczyłam myśleć nie tylko o sobie, etc. Ciężko bo
      > ciężko, ale prawie zawsze w końcu przyznawał mi rację, tłumaczył, że nigdy
      > wcześniej nikogo nie kochał i musi się dużo nauczyć. Gdy doszedł do wniosku
      > że chce być ze mna całe życie, zaczęła się chorobliwa zazdrość, głównie o
      > moje poprzednie związki. Zaczęło się także wymaganie ode mnie, żeby dostawać
      > więcej niż moi poprzedni partnerzy. Głównie chodzi o sex. Był czas że
      > rozliczał mnie z każdego "razu", gdy uznawał że w miesiącu było za rzadko,
      > wybuchały awantury. Ja nigdy nie pozwalałam się źle traktować, wykłócałam się
      > o swoje prawa i stąd te awantury. Każdą okupiłam litrami łez, często
      > uciekałam od niego, chciałam się rozstać, kończyło się na zgodzie po kilku
      > godzinach, dniach... Zawsze wracałam bo on tak kochał, tak pięknie mówił że
      >...
      > Kochało mnie już przedtm kilku mężczyzn, ale nigdy nie tak
      > gorąco, nie tak ogniście, namiętnie, bez wytchnienia, aż fanatycznie jakby...
      > Że kocha - nie mam wątpliwosci. Tylko dlaczego aż tyle muszę znieść w zamian.

      Niewinnie wplatalas sie w niezwykle destrukcyjna afera. Nie ulega watpliwosci
      ze facet ma patologiczna psychike. Jest to psychika perfidna i niezwykle
      niebezpieczna. Facet traktuje partnerki jak TRESER ZWIERZETA W CYRKU. A wiec
      zwierzaki sa przekupywane czym sie da jezeli zachowuja sie wedlug jego
      scenariusza i siedza w klatkach - maja wtedy nawet zlote klatki.
      Ale jezeli nie maja ochoty spelniac zyczen tresera to ma on tez porzadny bat
      i potrafi nim okladac bardzo mocno. Ten facet usiluje cie calkowicie
      zmanipulowac i zdominowac, a mowiac wprost wytresowac bo on lubi tresure.
      To taka patologia psychiczna a on jak na dobrego tresera przystalo uzywa
      mieszanki slodyczy i bata.

      Stad wlasnie te przeciwienstwa zachowania: jestes grzeczna to jest wspanialy,
      jesli nie to jest bat. Twoj zasadniczy blad polega na tym ze zyjesz w uludzie
      ze on cie kocha. On ciebie NIE kocha bo jest niezdolny do milosci wskutek
      swojej patologii psychicznej. Milosc polega przeciez na tym ze mysli sie przede
      wszystkim o dobru partnera a tresura partnera nie ma z tym nic wspolnego.

      Poniewaz facet ma juz za soba dluga historie tresury jest wysoce watpliwe by
      sie mogl zmienic. To co przezywasz to etap ktory ma na celu cie kompletnie
      wytresowac tak bys byla ulegla. Poniewaz to bedzie prowadzilo do konfliktow to
      w pewnym momencie on cie rzuci zeby znalezc nastepny obiekt do tresury.

      > Czy warto?

      Warto uciekac z tej patologii i to szybko.
    • leksheygyatso Pare uwag ad vocem 12.02.05, 20:59
      Witam,
      zdecydowanie bardziej ufam Pani diagnozie niż partnera.
      Jest też dla mnie oczywiste,że przed zdecydowaniem sie na sformalizowanie tego
      związku - jak to Pani - ładnie ujęła-z "przyszłym mężem i ojcem moich
      przyszłych dzieci" warto odpowiedzieć sobie na serio,bez gąbrowiczowskiej gęby
      i rózowych okularów na parę pytań na serio ad vocem kondycji związku i
      obowiązującym w nim mechanizmów i reguł.
      Ma Pani bowiem pełne prawo do zaspokojenia swoich potrzeb, opieki i szacunku ze
      strony bliskich i partnera.
      To co była Pani łaskawa przytoczyć nie najlepiej wróży na przyszłość niestety.
      Polecam zastanowienie się nad WSPÓLNĄ z partnerem (w pełni dobrowolnej-jako
      tester otwartości i gotowości do zmiany) pracę z psychologiem.
      Lepiej rozczarowac się miło przed slubem niz nie miło i to do tego po ślubie.
      Internet pełny jest niestety osób,które doznawały w swoich związkach przemocy i
      bólu.
      Mozna by złośliwie skomentować-"wiedziały gały co brały"?
      Na dziś polecam gorąco jedną bardzo świeżą i drugą starszą pozycję ksiązkową,
      autorki,którą bardzo cenię.

      Motto:
      "Każdy człowiek ma prawo do prawdziwej bliskości w związku. Jednak aby ją
      osiągnąć, trzeba najpierw poznać kilka fundamentalnych zasad".


      Pia Mellody "Droga do bliskości"
      Wydawnictwo Jacek Santorski & Co

      ksązka ta uczy jak wyzwalać się z toksycznych związków i budować bliskość,
      której potrzebujemy i na którą zasługujemy.

      Ten doskonały poradnik diagnozuje przyczyny nieudanych związków, koncentrując
      się na traumatycznych doświadczeniach wyniesionych z dzieciństwa, a także
      przedstawia praktyczne wskazówki niezbędne w procesie samouzdrawiania,
      pozwalające na budowanie i podtrzymywanie zdrowych relacji z partnerem.
      Korzystając z najnowszych metod terapeutycznych oraz przykładów zaczerpniętych
      z życia, wśród których znalazły się jej własne poruszające doświadczenia, Pia
      Mellody przedstawia przemyślane i praktyczne rady dotyczące budowania i
      podtrzymywania w związku i stanu bliskości.

      Fundamentem terapii autorki jest nauka komunikowania się i właśnie w "Drodze do
      bliskości" poznajemy istotny system granic dotyczących mówienia i słuchania.
      Poradnik ten zawiera również sprawdzone zasady porozumiewania się z partnerem w
      sposób wolny od strachu. Postępując zgodnie z praktycznymi wskazówkami Pii
      Mellody, wstępujemy na drogę wiodącą do prawdziwej bliskości; która doprowadzi
      nas do stanu duchowej równowagi.

      Propagowany przez Pię Mellody, oryginalny system wytyczania granic, będący
      wynikiem jej dwudziestoletniej praktyki terapeutycznej, pomoże czytelnikowi
      poznać fundamentalne zasady pozwalające zbudować i podtrzymać w związku
      prawdziwą bliskość; podnieść swoją samoocenę i odzyskać równowagę emocjonalną;
      poznać swoje mocne i słabe strony oraz zdobyć konkretne wskazówki dotyczące
      budowania zdrowych związków.

      Pia Mellody - jest światowym autorytetem w dziedzinie zaburzeń emocjonalnych,
      będących skutkiem doznanych w dzieciństwie nadużyć. Z prowadzonych przez nią
      warsztatów terapii uzależnień korzystają ludzie na całym świecie, a jej
      poradniki są tłumaczonymi na wiele języków bestsellerami. Pia Mellody wykłada w
      The Meadows Treatment Center, w Wickenburgu, w ośrodku dla ofiar traumatycznych
      przeżyć, przemocy emocjonalnej oraz różnych form uzależnień.
      Polecam też wcześniejszą pracę tej autorki : "Toksyczne związki".
      WW. pozycje mozna nabyć on-line.
      serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego
      OM MANI PEME HUNG
      NAMO BODHISATTWA KSITIGARBHA
      lekshey
      • spiral_architect Re: Pare uwag ad vocem 12.02.05, 22:37
        Autorko watku, postaram sie ledwie delikatnie zasugerowac pewien skrawek wiedzy
        jaki wynioslem dotad z moich studiow. Zawsze dziwilem sie kiedy slyszalem o tym,
        ze corki alkoholikow poslubiaja pozniej alkoholikow, pomimmo tego ze przysiegaja
        ze nigdy tego nie zrobia.

        Powodem jest najprawdopodobniej to, ze nieswiadomie angazuja sie w podobna
        sytuacje, bo - rowniez na podswiadomym poziomie twierdza - ze musza i potrafia
        ja rozwiazac.

        Dostrzegasz jakas analogie z Twoim ojcem, jego ojcem, z nim? Zastanow sie dobrze.
        • spiral_architect Re: Pare uwag ad vocem 12.02.05, 22:44
          To co napisalem powyzej jest jedynie ssugestia, domyslem, propozycja - wcale
          zatem nie oznacza ze jest wlasciwa droga, moze byc tropem zupelnie blednym i
          chybionym. Wypada to chyba zaznaczyc.
          • moja_deszczowa_piosenka Re: Pare uwag ad vocem 12.02.05, 23:02
            Witam cię serdecznie
            zastanowiłam się nad tym co zasugerowałeś. Chyba nie widze związku między moim
            ojcem i moim chłopakiem. Wręcz przeciwnie - mój chłopak jawi mi się jako
            obrońca przed ojcem - były dwie sytuacje gdy obronił mnie przed nim. Szczegóły
            pominę bo są bardzo przykre dla mnie.
            Za to obawiam się podobieństw między moim chłopakiem a jego ojcem. Obaj są
            zamknięci w sobie i oboje nie potrzebują, a często gardzą innymi ludźmi. Jego
            ojciec, mimo że jest lekarzem, zawzięcie robi kasę (giełda), mój chłoapk
            zaczyna kierować się w podobną stronę, imponują mu duże pieniądze. Gdy
            rozmawiałam z nim o tym, stwierdził że to ode mnei zależy czy stanie się swoim
            ojcem czy nie, że jeśli będę silna i asertywna to do tego nie dopuszczę (jego
            matka nie jest i nigdy nei była). Ja się niestety obawiam że to walka z
            wiatrakami na której więcej stracę niż zyskam.

            Postanowiłam właśnie, że odczekam jakiś czas, kilka dni, może tygodni. Jeśli
            tęsknota weźmie górę nad rozumem, postaram się naprawić ten związek, pojdziemy
            do psychoanalityka na jakąś terapię. Jeśli za jakiś czas okaże się, że bez
            niego mi lepiej, tak już zostanie.
            To chyba dobre rozwiązanie... Mam nadzieję.
            M.D.Piosenka
            • kingakunowska Re: Pare uwag ad vocem 01.04.05, 16:43
              Moze on robi jakas projekcje, a Ty masz zrobic to, czego nie potrafila zrobic
              matka? Dlaczego Ty masz byc odpowiedzialna za to, czy stanie sie jak ojciec,
              czy nie???
    • woman4 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 12.02.05, 23:39
      przeczytalam twoja historia trudnej milosci i ... na twoim miejscu pozegnalabym
      twojego partnera. moim zdaniem ten facet jest niedojrzaly psychicznie, popada
      ze skrajnosci w skrajnosc, co jest troche niebezpieczne. rozumiem humory (kazdy
      je ma) ale jakies grozby, wyrzucanie weza na snieg, szantaz ze sie zabije!!!
      facet musi isc do psychologa. co ci po kwiatach i prezentach, pieknych slowach
      i obienicach skoro za chwil pare padaja calkiem inne slowa, zgroza. ja bym sie
      bala byc z takim facetem, on jest niezrownowazony psychicznie. najzdrowsze nie
      jest chyba zycie z facetem, ktorego kochasz i boisz sie rownoczesnie. bedziesz
      miala "zycie pelne skrajnych emocji", a on i tak bedzie cie zawsze szantazowal
      i przy braku akceptacji jego humorow bedzie wymyslal "rozne" metody ugodowe:-)
      ja bym powiedziala: zegnaj, dorosnij i idz do psychologa.
      powodzenia!
      • spiral_architect Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 01:24
        Dla mnie troszke nieetyczne wydaje sie wyrokowanie o czyichs uczuciach, ale
        zgadzam sie wlasciwie w pelni z woman4.

        to po pierwsze.

        Po drugie zastanawiajacym FAKTEM jest, ze wiele kobiet - czesto inteligentnych i
        atrakcyjnych - uzaleznia sie wlasnie od tego pokroju mezczyzn.

        Po trzecie psychoanaliza jest dobra w dochodzeniu do przyczyn - naprawde duzo
        moze wyjasnic. Znacznie bardziej watpliwa jest jej uzytecznosc terapeutyczna.

        Powtorze tez slowo w slowo to co napisalem w innym poscie:

        Po pierwsze: co wciaz jest w nim takiego, co Cie od niego uzaleznia, bo - badzmy
        szczerzy - inaczej tego nazwac nie wypada :).

        Po drugie: co jest takiego w Waszej relacji.

        Rowniez sprobuj uzyc metamodelu by odpowiedziec na te pytania.

        "NLP od lat 70 modeluje osoby wyróżniające się w komunikacji i rozwija dwa
        modele językowe: METAMODEL oraz model Miltona Eriksona.". Sprobuj znalezc cos na
        necie o metamodelu, chyba ze zakupisz Wprowadzenie do NPL Seymoura & O'Connora.
        Model Miltona niestety Ci sie tu nie przyda :).

        • spiral_architect Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 01:29
          A jeszce na koniec (zawsze zapominam czegos dopisac sam do siebie :) ), to mysle
          ze dobry psychiatra/log/terapeuta precycyjnie okreslilby zaburzenie osobowosci
          Twojego partnera. Z tego co wiem ja - wciaz jeszcze nedac studentem - dosc
          trudno sie jes leczy. Wydaje mni sie rowniez, ze u niego jeszcze dodatkowo
          utrudnia to to, ze pewnie bardzo trudno byloby go do jakiejkolwiek diagnozy, nie
          mowiac juz o terapii, naklonic.

          I w nurcie dotychczasowych wypowiedzi, zacytuje "czy warto jest, czy warte to
          wszystko, by czynic upadek" ?

          • moja_deszczowa_piosenka Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 03:01
            >Wydaje mni sie rowniez, ze u niego jeszcze dodatkowo
            > utrudnia to to, ze pewnie bardzo trudno byloby go do jakiejkolwiek diagnozy,
            >niemowiac juz o terapii, naklonic.

            Tutaj się mylisz. Mój chłopak już wiele razy sam chciał udać się do psychologa
            żeby ratować nasz związek. Raz nawet poszliśmy do wybranego na chybił-trafił
            psychologa (100 zł za godz - grr) który okazał się absolutną pomyłką.
            Trochę nas to zniechęciło. Oboje.
            Mam już na oku bezpłatnego psychologa w moim mieście. Pójdę sama lub z nim,
            zależnie od rozwoju sytuacji.
            I do tego walentynki pojutrze... Nic tylko usiąść i płakać...
            Uzależniona..? Nie wydaje mi się. PO prostu go kocham. Za wszystkie dobre
            chwile które razem przeżyliśmy. Przez półtora roku nazbierała się cała masa. Z
            nikim innym nie przeżyłam tak dużo, tak dobrego. Złego też, ale tęsknię za
            dobrym. Czy jest w tym coś nielogicznego..??
            • spiral_architect Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 11:04
              moja_deszczowa_piosenka napisała:

              > >Wydaje mni sie rowniez, ze u niego jeszcze dodatkowo
              > > utrudnia to to, ze pewnie bardzo trudno byloby go do jakiejkolwiek diagno
              > zy,
              > >niemowiac juz o terapii, naklonic.
              >
              > Tutaj się mylisz. Mój chłopak już wiele razy sam chciał udać się do psychologa
              > żeby ratować nasz związek.

              W takim razie nic nie mam wiecej do powiedzenia, preocz tego ze sie faktycznie
              pomylilem. jednak wyciagnalem taki wniosek, po tym co napisalas.

              Raz nawet poszliśmy do wybranego na chybił-trafił
              > psychologa (100 zł za godz - grr) który okazał się absolutną pomyłką.

              1. Wcale sie nie dziwie: dalczego mialoby byc inaczej niz z lekarzami, czy
              prawnikami

              2. Mysle, ze w takich - dosc waznych sprawach - "chybil treafil" to najmniej
              trafiona metoda :).


              > Trochę nas to zniechęciło. Oboje.
              > Mam już na oku bezpłatnego psychologa w moim mieście. Pójdę sama lub z nim,
              > zależnie od rozwoju sytuacji.
              > I do tego walentynki pojutrze... Nic tylko usiąść i płakać...
              > Uzależniona..? Nie wydaje mi się. PO prostu go kocham. Za wszystkie dobre
              > chwile które razem przeżyliśmy. Przez półtora roku nazbierała się cała masa. Z
              > nikim innym nie przeżyłam tak dużo, tak dobrego. Złego też, ale tęsknię za
              > dobrym. Czy jest w tym coś nielogicznego..??

              Nic. Rozumiem Cie ja i zrozumie pewnie kazdy kto tu napisze i juz napisal.
              Czyzbym sam nie przezyj tego co piszesz :). na swoj odmienny i niepowtarzalny -
              jak u kazdego z nas - sposob ?

              A co do metamodelu to radze sprobowac, chociazby z ciekawosci, jesli nie dal
              efektow.
    • deltak Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 12:17
      W sprawach uczuc trudno jest radzić, bo "doradca" nie siedzi w sercu osoby
      proszącej o radę.
      Chyba w Waszym wypadku najlepsze rozwiązanie, to pojście do psychologa.

      Mnie w tym poście przeraziło jedno, ten jego ojciec-lekarz-bez serca i uczuć.
      JAkies sprzeczności sie wdarły! Bo jak lekarz moze byc "zimny" uczuciowo?! Nie
      daj Bog, miec do czynienia z taki doktorem!
      • witch-witch Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 13.02.05, 12:42
        deltak napisała:

        > W sprawach uczuc trudno jest radzić, bo "doradca" nie siedzi w sercu osoby
        > Mnie w tym poście przeraziło jedno, ten jego ojciec-lekarz-bez serca i uczuć.
        > JAkies sprzeczności sie wdarły! Bo jak lekarz moze byc "zimny" uczuciowo?!
        Nie
        > daj Bog, miec do czynienia z taki doktorem!

        .....................................
        Mnie juz nic nie dziwi. Mialam kiedys znajoma lekarke, ktora uciela sobie
        romans z zamoznym zonatym panem...i wpuscila go w maliny mowiac , ze je
        globulki antykoncepcyjne. Po jakims czasie pan sie dowiedzial, ze kochanka
        bedzie miala dziecko. Uciekl gdzie pieprz rosnie! Ale ona jest wytrwala robi
        podchody i manipulacje aby do niej i do dziecka wrocil.
        Tez mysle, jak lekarz moze drugiej kobiecie robic takie swinstwo?! A do tego
        pozbawiac ojca jej dziecko i jego wlasne dzieci z jego malzenstwa. W glowie sie
        nie miesci ale jak to mowia...nawet diabel cytowac biblie potrafi. Nie wszystko
        co na swieczniku sie swieci.
    • miang Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 14.02.05, 10:13
      ja węży bardzo nie lubię, ale to co przeczytałam o zachowaniu Twojego faceta w
      stosunku do tego gada mnie zszokowało. Juz prędzej mozna by wybaczyc jakby facet
      Ciebie uderzył, ale to ze znęca sie nad niewinnym zwierzakiem? Sory, ale gdyby
      ktos probowal skrzywdzic moje zwierzeta bylby skreslony na zawsze.
      A facet wyladowal sie na wezu bo nie mogl bezposredniono na Tobie: jestes silna,
      potrafisz zagrozic odejsciem - no fajnie tylko co jak kiedys bedziesz w slabszej
      sytuacji, na przyklad zachorujesz? Wtedy Ty mozesz wyleciec na snieg jak mu nie
      bedziesz bezwzglednie posluszna.
      A co jesli bedziecie mieli dzieci? Jak sadzisz nad kim ten typek bedzie
      odreagowywal to ze Ty mu sie przeciwstawisz? Chcesz swoim dzieciom zgotowac to
      samo przez co Ty przechodzilas w dziecinstwie????
      • juturna Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 14.02.05, 12:40
        miang napisała:

        > ja węży bardzo nie lubię, ale to co przeczytałam o zachowaniu Twojego faceta w
        > stosunku do tego gada mnie zszokowało. Juz prędzej mozna by wybaczyc jakby
        facet Ciebie uderzył........

        No i jak tu ... wstrzymać się od komentarza....
        Nim cokolwiek tutaj napiszesz ...
        zastanów się duraku....to b.delikatny epitet.. bo ja :)) dobrze wychowana
        kobieta jestem.
    • bm_ka Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 14.02.05, 13:45
      historia rzeczywiście długa, o rzeczywiscie trudnej miłości, ja jednak twierdzę
      że o WIELKIEJ MIŁOŚCI i cały problem w jej sile.
      Wszystko co uczynił Twój mężczyzna, uczynił bowiem Cię kocha i boi stracić,
      posunąl się zbyt daleko wyrzucajac twoje zwierzątko na snieg ale u niego
      własnie uczucie wzięło górę nad rozumem.
      Twój związek nie jest łatwy ale na pewno oparty na gorącej miłości, z obu stron.
      Te związki nigdy nie przebiegają w pokojowej atmosferze i w absolutnej zgodzie.
      Trudno udzielić Ci dobrej rady.Wszystko zależy od tego czego oczekujesz od
      małżeństwa i partnera. Burzliwie będzie rownież w Twoim związku po ślubie, ale
      czy spokój jest tym czego oczekujesz?, co najważniejsze w Twoim życiu?
      Odpowiedz sobie na to pytanie
      Jedno wiem NA PEWNO. Nigdy już nie spotkasz człowieka który pokocha Cię z równą
      siłą, nigdy nie znajdziesz tak gorącej miłości. Takie uczucie zdarza się tylko
      raz a i tak nie każdemu z nas.
      pięknie opisałaś swoją historię. jesteś mądrą kobietą więc wierzę ze
      znajdziesz właściwe rozwiązanie swojego problemu, dajesz wyraźne znaki że Ty
      także kochasz tego człowieka.
      pozdrawiam
      • silie Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 14.02.05, 15:16
        Hmm, ciężka sprawa.
        Jeżeli naprawdę go kochasz, to walcz.
        A jedyną forma na ten moment jest terapia.Tak jak piszesz, najpierw spróbuj
        sama, żeby wogóle dowiedzieć się jak nakłonić do niej Twojego chłopaka.
        Nie jestem psychologiem więc nie wiem jak skuteczna może być terapia w tak
        trudnym przypadku...Chyba najważniejsze jest, żeby on CHCIAŁ się zmienić.

        Myslę, że nie powinnas też ciągnąc tego związku na siłę tylko dlatego, że
        wydaje Ci się teraz, że nigdy nie spotkasz kogoś kto Cię będzie tak kochał.
        Na pewno spotkałabyś człowieka, który kochałby Cię równie mocno, ale Twoje
        życie z nim wyglądałoby przy nim normalnie...Takie myślenie nie może warunkowac
        trwania w związku.

        Chociaż jestem w tej chwili sama, twierdzę, że wolę samą pozostać, niż tkwić w
        nieszczęśliwym związku.

        Reasumując: walcz, dopóki starczy Ci sił = udajcie się na terapię i jeżeli
        zobaczysz, że przynosi ona efekty, pewnie wsyzstko wyjdzie na prostą.
        Myślę jednak, że życie z ni nigdy nie będzie proste, ponieważ żadna chyba
        terapia nie zmieni dogłębnie czlowieka.Problem jeszcze w tym, ile z tych
        zachowań wynika z osobowości tego mężczyzny, ile jest nieświadomym
        naśladowaniem zachowań ojca, bądź ile wyniknęło z lat obserwacji zachowań ojca.

        Kontynuuj wątek i daj znać czy poszliście na terapię.
        I przede wszystkim odpowiedz sobie na pytanie, czy znajdziesz siłę, bo walka
        jaka jest przed Wami jest bardzo ciężka i bardzo długa i nie gwarantuje sukcesu.

        Pozdrawiam serdecznie, s.
        • moja_deszczowa_piosenka ciąg dalszy deszczowej piosenki :) 24.02.05, 21:28
          Dziękuje wszystkim którzy zainteresowali się moją historią i próbowali mi
          pomóc. Starałam się wziąć sobie do serca większośc rad, wiele z nich było
          naprawde rozsądnych. Ja niestety rozsądna nie jestem. Nie w tej sprawie. Tutaj
          niestety to serce ustawia rozum pod ścianą, nie odwrotnie.
          Nie pisałam wcześniej, bo dopiero dzisiaj miałam termin u psychologa. Na razie
          tylko ja - żeby przedstawić problem. Mój partner bardzo pali się do terapii,
          koniecznie chce naprawić to co się w nim posuło ostatnimi czasy. Nie musze go
          wcale namawiac... Myślę że to dobrze, ale zdaję sobie sprawę, że teraz bardzo
          szukam wszelkich pozytywnych znaków na niebie i ziemi...:/
          Wracając do dzisiejszej wizyty - pani psycholog wysłuchała mojego słowotoku
          (bez ładu i składu chwilami:/) i wymyśliła kilka powodów zaistniałej sytuacji.
          Wyszło głownie na to, że ani ja, ani partner, nie potrafimy się sensownie
          pokłócić... Ponawarstwiało nam się tyle nie rozwiązanych konfliktów, że każda
          kolejna kłótnia, to kłótnia o wszystkie te zaległe sprawy.
          Agresja mojego partnera jest oczywiście bardzo niepokojąca, i pani psycholog
          będzie z nim nad tym pracować. Ale głównym problemem jest jednak podobno brak
          prawidłowej komunikacji między nami.
          Kolejną wizytę, tym razem wspólnie, mamy za tydzień. Tak będzie przez kilka
          tygodni. Poza tym mamy, każde z osobna, zgłosić się na terapię radzenia sobie z
          problemami, kłótniami i nnymi sytuacjami stresogennymi. Musimy nauczyć się
          panować nad emocjami i prowadzić konstruktywne rozmowy na temat różnic między
          nami.
          Mam nadzieję że coś z tego będzie. Obojgu nam na tym bardzo zależy, ale
          wiadomo - chęci chęciami, a w praktyce ciężko jest się zmienić. Mam jednak
          nadzieję że nam się uda. Chcę w to wierzyć:(
          Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa
          Piosenka
      • greek Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 18.02.05, 19:04
        bm_ka napisała:

        > historia rzeczywiście długa, o rzeczywiscie trudnej miłości, ja jednak
        twierdzę
        >
        > że o WIELKIEJ MIŁOŚCI i cały problem w jej sile.
        > Wszystko co uczynił Twój mężczyzna, uczynił bowiem Cię kocha i boi stracić,
        > posunąl się zbyt daleko wyrzucajac twoje zwierzątko na snieg ale u niego
        > własnie uczucie wzięło górę nad rozumem.
        > Twój związek nie jest łatwy ale na pewno oparty na gorącej miłości, z obu
        stron
        > .
        > Te związki nigdy nie przebiegają w pokojowej atmosferze i w absolutnej
        zgodzie.
        > Trudno udzielić Ci dobrej rady.Wszystko zależy od tego czego oczekujesz od
        > małżeństwa i partnera. Burzliwie będzie rownież w Twoim związku po ślubie,
        ale
        > czy spokój jest tym czego oczekujesz?, co najważniejsze w Twoim życiu?
        > Odpowiedz sobie na to pytanie
        ---------

        Przeszłam i wciąż kocham podobnie. Tylko, że ja wcześniej powiedziałam "nie",
        jak spróbował bardziej związać mnie ze sobą. Wiem, że zrobił to ze strachu, że
        mogę kiedyś zostawić jego. Straszna jest tak silna miłość, bo trudno wyzwolić
        się z niej. Jest to wzajemna walka i nasz strach.
        Ja sobie zadaję pytanie, co może stać się, jakbyśmy mieli kiedyś dzieci. Jeśli
        on w ten sposób i ze strachu próbuje swoje dostać.
        Czy może ktoś przestać bać się porzucenia i zacząć dawać komuś miłość?
        • greek Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 18.02.05, 19:12
          Podobno podświadomie wybieramy partnerów o podobnym poziomie dojrzałości.
          Zastanawiam się, co mnie może wiązać z nim. Czy to jest uczucie, czy coś innego?
          Czy to jest podobny schemat starania się o miłość ojca, który w dzieciństwie
          mnie odrzucał? Jego też musi coś podobnego trzymać, chociaż po tej nieudanej
          jego próbie jesteśmy daleko od siebie. Już 3 lata. Przez to całe moje życie
          zawaliło mi się. Ta walka wszystko niszczy. W różnych dziedzinach naszego życia
          jesteśmy tym samym emocjonalnym człowiekiem.
          Kiedyś było łatwiej coś takiego przerwać, bo nie było takich środków
          komunikacji, jak obecnie:-)
    • dees7 Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 15.02.05, 13:08
      Deszczowa Piosenko. To, co Was łączy teraz - nie ma nic wspólnego z MIŁOŚCIĄ
      przez duże "M". Jesteście uzależnieni od siebie w sposób baaaaardzo negatywny.
      To związek bez szans. Będziesz odchodzić i wracać. Założe się , że już to
      zrobiłaś - wróciłaś. Ale znów odejdziesz. Ten związek nauczy Cię wiele na
      przyszłość. Zapewniam Cię jednak, że odetchniesz pełną piersią, kiedy się od
      niego wyzwolisz! Tak - WYZWOLISZ, bo jesteś silnie od Niego uzależniona. Ale
      musisz się w końcu na to zdobyć. Nie łudź się, że On Cię kocha, mimo, że Cię o
      tym zapewnia. NIE TAK WYGLĄDA MIŁOŚĆ. Przyznasz mi rację, kiedy będziesz już
      wolna od tego toksycznego uczucia. Wspomnisz wtedy moje słowa. Pozdrawiam
      • silie Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 18.02.05, 14:35
        Piosenko, napisz jak mają się sprawy?
        Czekamy...:)
        Pozdrawiam serdecznie,s.
        • flytta Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 18.02.05, 19:47
          dziewczyno droga, uciekaj, uciekaj jak najdalej.
          gdyby nie akcja z wezem i kilka innych szczegolow pomyslalabym, ze to ja
          zamiescilam Twoj post. moj poprzedni zwiazek (skonczyl sie dawno) wygladal b.
          podobnie a i mezczyzna byl b. podobny (to samo srodowisko itp)
          z glebi serca Ci radze - ewakuuj sie i zapomnij o nim
          • spiral_architect Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 18.02.05, 21:01
            A ja z kolei zastanawiam sie czy "zadziala" w przypadku: Autorki watku
            Brehmowska reaktancja, czyli im wiecej osob wypowie sie na "skoncz z tym" , tym
            wiekszy wzbudzi to u Niej opor i zwiekszy dazenia by pozostac, trwac i probowac...
            • greek Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 18.02.05, 21:38
              Alkoholikowi można pomóc jedynie, nie pomagając jemu samemu. Trzeba odciąć jego
              od swojej miłości.
              Ale, w takiej sytuacji sama pomyślałam, że jeśli ona kocha prawdziwie/umie
              dawać, a on ma jakieś problemy z dzieciństwa, to powinna spróbować jemu pomóc.
              Przecież miłość na tym też polega, że powinniśmy dla siebie być takimi
              terapeutami. Jeśli jemu zależy na niej, to będzie też próbował zmienić się na
              lepsze.
              Ja sama myślę cały czas, że też nie powinnam uciekać, tylko próbować pomóc
              mojemu ukochanemu, aby jemu też lepiej żyło się. Aby, polepszyć jego życie, bo
              jeśli ja nie spróbuję tego, to on będzie cały czas tkwił w swoich schematach.

              Tylko, czy ona kocha, czy tylko jest uzależniona od dostawania miłości?
              Bo, jeśli on przestanie bać się, że ją straci i jej miłość, to też przestanie
              tak przesadnie starać się o nią. A, wtedy też ona nie będzie dostawać tyle
              miłości, ile sama chce.

              Ja też nie wiem u siebie, co byłoby, gdyby było inaczej.
              • greek Re: TOKSYCZNA MIŁOŚĆ 20.02.05, 09:39
                Jestem głupia:-)Miłość jest głupia, bo każe nam myśleć irracjonalnie. Nie jest
                dobrą podstawą myślenie o pomocy komuś. Trzeba tylko kochać. Miłość sama jest
                jak terapia psychologiczna. W tym czasie wychodzą z nas dawno pogrzebane sprawy
                i można wtedy wyleczyć się z nich, zapomnieć i być lepszym.
    • komandos57 [...] 18.02.05, 22:03
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • perelka100 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 18.02.05, 22:33
      Nie warto...To jest chore uzależnienie,spirala,która się nakręca.Najgorsze jest
      to,że strasznie trudno to przerwać.Nie wyjdziesz z tego związku bez pomocy
      specjalisty,bo twoje uzależnienie od emocji jakie wywołuje w tobie chłopak jest
      zbyt silne.Niestety,byłam w takiej samej sytuacji.Trwało 3 lata.3 razy
      zrywaliśmy.Kiedy odchodziłam,nie myślałam nad tym, co będzie.Kiedy się
      poznaliśmy byłam wesołą dziewczyną,która cieszyła się życiem,z czasem związek i
      Wielka Miłość w którą tak wierzyłam zmieniła mnie w smutną osóbkę z bagażem
      doświadczeń,bez życia,bez uśmiechu.Tęskniłam...i nadal tęsknię.Jestem sama,ale
      to co mam teraz-jest dla mnie cenniejsze,bo odzyskałam siebie...
      • komandos57 [...] 18.02.05, 22:36
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • asia_asica Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 20.02.05, 15:03
      Byłam kiedyś z kimś podobnym. Wytrzymałam 4 lata. Gdy czytam Twoją historię to
      jakbym czytała o sobie samej. Najpierw kochał jak nikt wcześniej ale tę
      miłość "burzyły" nastroje i awantury jak u Ciebie. Z czasem było coraz
      gorzej .Odchodziłam po wielu przejściach już nie sama ale z półtora roczną
      córeczką. Powtarzał tak jak Twój chłopak, że zabije siebie albo mnie albo
      dziecko. Moja jedyna dobra rada dla Ciebie to NIE WRACAJ DO NIEGO !!!
      UCIEKAJ !!!
    • katerina.x Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 20.02.05, 16:46
      nie kocha, ale za to skutecznie umie zatrzymać :)
      ( może jest chory psychicznie, niezrównoważony na pewno )
    • bas_kontra Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 22.02.05, 23:48
      Byłam żoną takiego pana bardzo długo :(. Za długo.
      Kiedy po wielu latach dojrzałam wreszcie do stanu, by dać odpór okrutnej
      tresurze i wniosłam o rozwód, on w bezwzględny sposób pokazał na co go stać,
      nie skrywając już intencji, że chce mnie skrzywdzić. Przeszłam z dorosłymi już
      dziećmi piekło. Teraz ( kiedy mnie zabrakło) piekło przechodzi kochanka,
      wcześniej dumna, że zdobyła takiego "czułego i kochającego" meżczyznę ( byli
      kochankami przez kilka ostatnich lat naszego małżeństwa). Wiem, jak się do niej
      odnosi, wiem, że ją poniża i upokarza.
      Dojrzejesz kiedyś do tego, by ratować siebie i być może dzieci, gdy wplączesz
      się w małżeństwo z tym człowiekiem. Na to jednak trzeba czasu. Nie sądzę, byś
      była gotowa już teraz. Przed Tobą morze łez.
      Ile bym dała za to, by uratować swym pisaniem chociaż jedną kobietę przed
      błędem związania się z takim psychopatycznym typem.
      Ja zaczęłam zdrowieć i wyzwalać się z tego patologicznego uzależnienia, gdy
      dotarło do mnie wreszcie, że to, co mi ofiarował mąż( przytul kotka, kopnij
      kotka) to NIE BYŁA miłość.
      To boli, ale to jest prawda. On Ciebie NIE KOCHA. Im prędzej to zrozumiesz, tym
      lepiej dla Ciebie.
      Bardzo Ci współczuję i życzę dużo siły. Wyzwolenie się to heroiczny wysiłek,
      tym większy im dłużej będziesz w tym związku.
      Przeczytaj dokładnie to, co napisał Psychoguru. Ma rację.
      Zajrzyj na stronę www Błękitnej Linii, wypełnij testy tam zamieszczone,
      przekonasz się, jak jesteś psychicznie maltretowana. Korzystasz z internetu,
      poszukaj także innej literatury na temat molestowania psychicznego.
      Ostrzegam, że dojdzie i przemoc fizyczna, to tylko sprawa czasu.

      Jest mi bardzo smutno, bo wiem, że mnie teraz nie posłuchasz...
      Przytulam Cię mocno
      bk
      • xy2 po co wyolbrzymiac 22.02.05, 23:52
    • xy2 rzucił węża na śnieg; 22.02.05, 23:51
    • xy2 PS. jakie to zawodowe;) 22.02.05, 23:54
    • wiosna205 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 23.02.05, 11:46
      Witaj,
      Miałam wrażenie,ze czytam o sobie i o swoim partnerze.O nas.
      Wyzwoliłam sie z toksycznego związku. Ten Twój jest toksyczny, niestety.
      Mysle,ze on Cie nie kocha ale jest od Ciebie uzalezniony emocjonalnie. OT taka
      adrenalinka. Jest dobrze to nagroda. Jesteś nieposłuszna, krąbna, stawiasz
      warunki-nagana. Myśle również, że jest to typ z poawznymi zaburzeniami nabytymi
      podczas dziecinstwa.
      Niedostępny emocjonalnie, tak tak poczytaj sobie o takich ludziach. Potrafią
      pieknie mówic,manipulowac itd.

      A Ty hmm Ty sie boisz,zastanów sie głębiej czy tak nie jest. Boisz sie zostać
      sama mimo,ze mówisz co innego.
      Zdrowy związek (miłosc) to spokój, harmonia, partnerstwo, stabilizacja,
      bezpieczństwo,bliskośc itd. Nie ciągła walka!!!!

      Dodam cos jeszcze, on jest agresywny...przyjdzie taki dzien ,ze poczujesz to na
      sobie.

      Złam w ciągłym niepokoju, zastanawiałam sie co przyniesie następny dzień.
      Bedzie wspaniale czy bedzie kłotnia. Zaczełam sie dusić.Zmęczyłam sie tym
      związkiem, jego wahaniami nastrojów jak również moją reakcją. Stałam sie
      nadpobudliwa, ciągle zdenerwowana. Ostania kłotnia-bez przyczyny -powiedzialam
      dośc-odeszłam.Nie obyło sie bez ataków z jego strony, też nie dawał znaku
      życia -TO MANIPULACJA!!!!.Byłam zrozpaczona ale niestety nie widziałam zmian na
      lepsze.
      Teraz odpoczywam....

      Polecam ksiązke- Kobiety, które kochają za bardzo i ciągle licząna to,że on se
      zmieni-Robin Norwood
      Jak mówić NIE i budować udane związki-C.W.Brandon
      Toksyczni ludzie-L.Glass
      Leczenie uzależnionego umysłu-L.Jampolsky





    • ida17 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 23.02.05, 16:11
      Na początku muszę zaznaczyć,że ten wątek jest według mnie jednym z najlepszych
      na tym forum.MYslę , że sprawił to sposób opisania problemu przez autorkę-można
      sobie wszystko wręcz wizualnie wyobrazić . Ale to tak na marginesie...
      Przezywam coś podobnego.Tkwię w czymś co jest dla mnie z jednej strony
      najważniejsze i najpiękniejsze , a z drugiej strony najboleśniejsze.
      Co zrobić kiedy ktośkogo kocham i nie wyobrażam sobie już życia bez niego mówi
      mi ,że nie chce mnie stracić ,ale nie moze mi powiedzieć ,ze też mnie kocha
      ...JEst różnie-ja jestem rozmntyczną humanistką , on typowym umysłem ścislym.Ja
      chce sie spotykac codziennie, on tego nie potrzebuje.Ale kiedy mowię mu ze moze
      to nie ma sensu ,ze dam rady ,mowi ze go krzywdzę. Nie mogę powiedziec ,ze nic
      dla mnie nie robi , bo tak nie jest.Robi dla mnie dużo- ale są to głównie rzeczy
      materialne-remont w domu itd.Ale kiedy ja oczekuję ze zadzwoni , bo wyjechal
      czekam , czekam a tu nic.Dopiero kiedy wyczuwa ,że ja się odsuwam zaczyna coś
      robic. Nie wiem czy warto ciągnąć taki związek.Wiem jednak ,że nie miałabym siły
      go przerwać. Chyba dlatego ,że tak jak moja_deszczowa_ piosenka boję się,że będę
      sama...
      • junkoh jesuuu 02.03.05, 16:10
        dobrze, ze to przeczytalam, jestem w trakcie uwalniania, ale sama i na wlasna
        reke wiec sily topnieja, jak narazie jednak sie trzymam
    • josarna Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 02.03.05, 17:57
      Uciekaj, ale nie ręczę, że nie stanie się coś złego! Z psychopatami nigdy nic
      nie wiadomo - są nieprzewidywalni! To nie jest miłość, bo w miłości liczy się
      szczęście drugiej osoby, nie może się patrzeć na cierpienie i łzy. Człowiek,
      który kocha jest gotów nawet przełknąć zdradę, jeśli miałaby ona uszczęśliwić
      partnera...
      • nieznikaj Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 04.03.05, 17:16
        Jest oczywiste, że powinnaś się od faceta jak najszybciej odseparować. Bo 1)
        jesteś młoda i szkoda czasu na niego, szybko pojawi się ktoś normalny, 2)
        wydawanie pieniędzy i marnowanie czasu na terapię jest bez sensu, popracuj
        TYLKO nad sobą, 3)on się nie zmieni, zejdzie do "pozdziemia" a tobie zatruje
        życie, 4) nie kocha ciebie, tylko..och, to zbyt skomplikowane, nie byłoby go z
        tobą gdybyś nagle miała raka piersi (odpukać), 5) ty go nie kochasz, ty chcesz
        by ciebie ktos kochał, a to szaleństwo i szarpanie emocjonalne wydaje ci się
        miłością szekspirowską, 6)gość jest chory.
        ALE problem w tym, że ty go nie chcesz zostawić i będziesz szukać kolejnych
        znaków na niebie i ziemi by sobie załatwić "alibi".
        I ten sposób stracisz szansę na fajne, normlne życie. Bez poparańca bez duszy
        przy boku.
        • junkoh Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 08.03.05, 14:18
          bardzo slusznie
    • xy2 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 04.03.05, 17:42
      czemu wszyscy mówia zeby uciekac. kazdy ma słabosci. nei wiem z czego robic tu
      tragedie
    • bojulka Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 15.03.05, 22:06
      nie wiem czy jeszcze czasem tu zagladasz, ale mam nadzieje ze tak wiec powiem z
      cala stanowczoscia : WROC DO NIEGO!!!-moze juz to zrobilas...? nigdy nie wiesz
      czy to nie ten wlasnie mezczyzna ktory jest dla ciebie, ten ktory bedzie cie
      kochal najbardziej, ktory zrobi dla ciebie wszystko... moze juz pozniej sie to
      nie powtorzy, a teraz KOCHACIE SIE! i to chyba jest naj najwazniejsze, przed
      wami dlugi zycie i wplywajac na siebie zmienac sie tez bedziecie - miejmy
      nadzieje ze na lepsze i ze juz wkrotce zobaczysz efekty swojej cierpliwosci i
      milosci. czego sredecznie wam zycze
      • junkoh Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 01.04.05, 14:22
        halo i co dalej, waz oraz "przyszly maz" przezyl?
        • aguniak27 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 01.04.05, 15:26
          No własnie, ja również jestem ciekawa ciągu daszego. Szczerze mówiąc nie bardzo
          wierzę w skuteczność terapii u tego osobnika. Jak dla mnie ma nieco
          psychopatyczny profil. Ale ciekawa jestem co dalej. Swoją drogą to zaskakujące,
          że nadal wiele dziewczyn godzi się na takie zachowania facetów. Ja tego nie
          rozumiem.
    • czarny.baca ciekawa historia:) 01.04.05, 16:00
    • gothmaggie Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 02.04.05, 08:51
      ...mogłabym Ci pomóc odwołując się do ezoteryki. Podaj swoją i jego datę
      urodzin.
      • chauchat40 Re: historia trudnej miłości - prośba o radę..(dł 02.04.05, 09:54
        Mam taki związek za sobą.
        Było ciężko, ale "zestarzeliśmy" się i tego, jak już ktoś napisał,
        rollercoastera, już nie ma. Minęło nam krótko po 30. Miłość przetrwała, a
        bolesne doświadczenia stały się po prostu kolejnym elementem, bardzo silnie nas
        łączącym.
        A też były "węże na śniegu".
        Trzeba dojrzeć.
        Pozdrawiam.
Pełna wersja