tymono
15.02.05, 09:13
moim zwiazku poznalismy sie 31 miesiecy temu na wakacjach w grecji przez
dlugi okres bylo cudownie jak to zwykle na poczatku nie widzi sie wad jest
przyjemnie chce sie tylko ze soba przebywac po jakims czasie pojawily sie
pierwsze klutnie a ze oboje mamy b trudne charaktery to bywaly one jakos
czesto zawsze potrafilismy to zalagodzic. Do stycznia od tego czasu wszytko
zaczelo sie sypac. Kilka razy wczesniej mialem ochote z nia zerwac wydawalo
mi sie wtedy ze da mi to satysfakcje nigdy jednak nie starczalo mi na to
odwiagi do stycznia kiedy zrobilem awanture moze nie do konca adekwatna do
zaistnialej styuacji ale powiedzialem ze niechce jej wiedziec ect.
(powiedzialem to przez internet to tez warto zaznaczyc ;/)
Juz po 30 minutach zalowalem tego co zorbilem liczylem ze sie odezwie zebym
to nie ja musial przepraszac (moj ego mi nie pozwalalo) jesli by tego
niezorbila i tak bym ja bym to zrobil ale odezwala sie z sms tresci " twoje
zycie bedzie bezemnie puste " "chciala bym jakos to naprawic" pomyslalem ok
bedzie tak jak zawsze no ale to nic zmienilo jest duzo gorzej po jakims
czasie ona uswiadomila sobie ze juz nie ma sensu i ze to ze chcialem z nia
skonczyc poprzez internet ja bardzo przybilo(wiem wiem taka troche
telenowela ) po kilku rozmowach przekonalem ja zebysmy jeszcze raz sprobowali
przypominalem jej wsyztkie najlepsze chwile ktore spedzilismy razem
zaproponowalem zeby odbudowac jakos nas zwiazek zeby sie poswiecac dla siebie
duzo czau wyjechac gdzies razem (mamy jechac za tydzien) itd ale chyba to ja
wkladam w to wiecej serca niz ona
Ogolnie sie nie poznaje caly czas jej cukruje prezenty restauracje czule
slowa dawniej tego az tak duzo nie bylo i moze to byl jeden powodow
Przejde teraz do meritum mojego postu otuz obawiam sie ze jednak juz ten zar
wygasl i juz niezaplonie. Nigdy w zyciu nie mialem jakis wiekszych problemow
a z tym nie moge sobie przez miesiac schudlem ponad 5 kg nie mam wogule
apetytu nie mam ochoty na nic odrazu gdy sie budze jestem strasznie przybity.
Powodem jest chyba to ze zdaje sobie sprawe ze nie bedziemy razem wiem ze ona
mnie potrzebuje (przynajmniej mi sie tak wydaje) ze moge jej dac to czego
inni nie moga. Zycie bez niej wydaje mi sie bezsensowne. Zawsze sam jakos
potrafilem sie pocieszyc a teraz niepotraafie sobie z tym poradzic.
Dopiero teraz jestem wstanie zrozumiec co czuja po utacie kogos biliskiego.
Boje sie (to po jakism czasie sie pewnie zmieni mam nadzieje) ze juz do
zadnej kobiety nie bede sie chcial zbilizyc. Jestem przystojnym 20 latkiem
(tak przynjamniej uwazaja dziewczyny) i nie mial bym raczej problemu ze
znalezieniem nowej partnerki tylko ja niechce i tu jest problem.
Dobra koncze ten post bo pewnie zanudzam i jak ktos doczytal caly to
gratuluje ;] ale naprawde jest mi ciezko i chcial bym zeby to jakos sie znowu
ulozylo a zebym ja mogl normalnie zyc.... najlepiej z nia