Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko)

06.06.02, 21:35
Drodzy forumowicze,

Wielokrotnie w różnych wypowiedziach pada słowo "współczucie", zazwyczaj w kontekście potrzeby tegoż (np. w wątku o terapeutach). Ale co to tak naprawdę jest współczucie? Do "czego służy"? Czy rzeczywiście jest cnotą? Co chcemy osiągnąć poprzez współczucie?
Osobiście uważam, że współczucie, to próba "dostrajania" się do drugiego człowieka, która w powszechnym mniemaniu ma ułatwić zrozumienie jego problemów. Innym wytłumaczeniem jest chęć dania wsparcia, przeważnie poprzez wspólne narzekanie i marudzenie. Zauważam też, że istnieje pewiem mechanizm, związany z lękiem przed doświadczeniem problemu osoby, której współczujemy (jak będę współczuł, to w jakiś sposób zasłużę sobie, żeby takie zło mnie ominęło).
Żaden z tych powodów, w moim przekonaniu, nie uprawnia do pozytywnego podejścia do tak rozumianego współczucia.
Jest jeszcze jedna kwestia: współczucie jest głęboko uzasadnione przekonaniem o tym, że "dopusty" jakie nas spotykają są od nas niezależne (taki los...).
A jeśli tak nie jest? Wtedy całe współczucie można wyrzucić na śmietnik.
A jakie jest wasze zdanie?

Pozdrawiam serdecznie.
    • pastwa Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 06.06.02, 22:20
      Współczując "wchodzimy" w skórę osoby pokrzywdzonej, celem lepszego zrozumienia
      jej problemu/sytuacji, co pozwala nam sformułowac myśli/rady bliższe
      emocjonalnie cierpiącemu, a tym samym lepiej utrafić w jego nastrój.

      Współczucie jest elementem zrozumienia, które sprawia, że potrzebujący go nie
      czuje sie już osamotniony w swych przeżyciach, co też może dodać mu otuchy i
      szybciej wyprowadzić z przykrego stanu, bądź chociaż lepiej go znieść.

      Wspułczucie moze wiec przynieść pozytywne korzyści, o ile nie jest bierne, tzn.
      nie ogranicza sie tylko do samego wypowiadania się, ze komuś strasznie
      współczujemy, ale potrafimy słuzyć również trafnymi radami, czy nawet czynną
      pomocą, itp.

      Dopełniający cyklu, Pastwa
      • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 08:48
        pastwa napisał(a):

        > Współczując "wchodzimy" w skórę osoby pokrzywdzonej, celem lepszego zrozumienia
        > jej problemu/sytuacji, co pozwala nam sformułowac myśli/rady bliższe
        > emocjonalnie cierpiącemu, a tym samym lepiej utrafić w jego nastrój.
        >
        > Współczucie jest elementem zrozumienia, które sprawia, że potrzebujący go nie
        > czuje sie już osamotniony w swych przeżyciach, co też może dodać mu otuchy i
        > szybciej wyprowadzić z przykrego stanu, bądź chociaż lepiej go znieść.
        >
        > Wspułczucie moze wiec przynieść pozytywne korzyści, o ile nie jest bierne, tzn.
        > nie ogranicza sie tylko do samego wypowiadania się, ze komuś strasznie
        > współczujemy, ale potrafimy słuzyć również trafnymi radami, czy nawet czynną
        > pomocą, itp.
        >
        > Dopełniający cyklu, Pastwa

        Rozumiem, że współczucie ma być środkiem, używanym do pomocy.
        Ale czy wczuwanie się w sytuację cierpiącej osoby jest optymalną metodą pomocy? Współczucie - to koncentracja na problemie, a nie na jego rozwiązaniu. Zaś do rozpoznania problemu wcale nie jest potrzebne współodczuwanie, a raczej jego opis.
        A tak na marginesie: czy warto utożsamiać się z cierpiącym? Akceptować człowieka - tak, także gdy cierpi. Ale po co akceptować cierpienie?

        Pozdrawiam serdecznie
        • pastwa Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 12:27
          olek13 napisał:

          > Rozumiem, że współczucie ma być środkiem, używanym do pomocy.
          > Ale czy wczuwanie się w sytuację cierpiącej osoby jest optymalną metodą pomocy?

          Nie wczucie sie w sytuacje osoby cierpiącej już na starcie nie jest dobrą metodą,
          bo ciężko poczuć "dym" mając zatkany nos.

          > Współczucie - to koncentracja na problemie, a nie na jego rozwiązaniu. Zaś do
          > rozpoznania problemu wcale nie jest potrzebne współodczuwanie, a raczej jego op
          > is.

          A jak chcesz rozwiązać problem nie koncentrując się na nim, co ?

          Naturalnie, ze do rozwiązania problemu nie jest potrzebne współodczuwanie, a
          wystarczy sam opis tyle, ze drogi olku13 najprędzej taka sytuacja zdarza sie na
          budowie i dotyczy inżyniera konstrukcji budynku, a nie psychoterapeuty.

          > A tak na marginesie: czy warto utożsamiać się z cierpiącym? Akceptować człowiek
          > a - tak, także gdy cierpi. Ale po co akceptować cierpienie?

          Nie akceptując cierpienia mój drogi, problem "pacjenta" dla nas nie istnieje,
          więc jak chcesz mu pomóc ?


          Pozdrawia Pastwa




    • Gość: Melba Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.06.02, 22:22
      Myślę, że nalezy odróżniać litość od współczucia - czyli współ-odczuwania,
      empatycznego podejścia. Współczucie profesjonaliście (terapeucie) nie
      przesłania obiektywizmu i wyważonego podejścia do potrzeb klienta.
      • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 08:53
        Pacjent (klient) na ogół nie widzi rozwiązania swojego problemu - zresztą po to przychodzi do terapeuty. Jeśli terapeuta wczuje się w jego sytuację, to czy przypadkiem nie zmniejszy szans na znalezienie dobrego rozwiązania?

        Pozdrawiam serdecznie
        • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 09:18
          Ale tak czy siak, problemu nie rozwiazuje terapeuta, tylko pacjent. Terapeuta
          wchodzi w role czegos w rodzaju przyjaciela - tylko ze ma pewna wiedze ktorej
          sie nauczyl i moze pewne rzeczy dostrzez z innego punktu widzenia. A
          wspolczucie jest tu o tyle wazne, zeby nie pomagac chamsko, ordynarnie - ale na
          przyklad umiec powstrzymac sie z jakims komentarzem (czy jego sformulowaniem)
          na ktory jest dla pacjenta za wczesnie. I tak mniej wiecej widze role
          terapeuty. To zreszta wyjasnia, dlaczego terapeuci sami nie radza sobie czesto
          ze swoimi problemami - oni tez potrzebuja kogos, kto potrafi na pewne sprawy
          spojrzec z zupelnie innego punktu widzenia.
          • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 10:31
            kwieto napisał(a):

            > wspolczucie jest tu o tyle wazne, zeby nie pomagac chamsko, ordynarnie - ale na
            > przyklad umiec powstrzymac sie z jakims komentarzem (czy jego sformulowaniem)
            > na ktory jest dla pacjenta za wczesnie.

            To nie współczucie, tylko delikatność.

    • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 09:28
      Odwróćmy sytuację:

      Gdyby ktoś opowiedział Ci swoje tragiczne przeżycia w realistyczny, beznamiętny
      sposób, opisując swoje reakcje jako ciąg logicznie następujących po sobie
      odczuć. To co byś o nim pomyślał.

      Można sobie wyobrazić spotkanie 2 androidów terapeuty/przyjaciela i
      klienta/przyjaciela. Tylko po co by się mieli spotykać. Równie dobrze można
      sobie wybrazić np. terapeutyczny/przyjacielski program komputerowy, który
      będzie zastępował "żywego" terapeutę/przyjaciela.

      Myslę, żę jeżeli spotyka się dwoje ludzie terapeuta i klient to oczekuje się,
      że będą współuczestniczyć, a więc współodczuwać siebie nawzajem. Przy czym
      terapeuta pełni rolę udzielającego pomocy klientowi, który się zagubił.
      W przyjaźni wiadomo raz się pomaga a raz samemu oczekuje się pomocy -
      najczęściej emocjonalnej.
      • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 10:25
        Gość portalu: ela napisał(a):

        > Odwróćmy sytuację:
        >
        > Gdyby ktoś opowiedział Ci swoje tragiczne przeżycia w realistyczny, beznamiętny
        > sposób, opisując swoje reakcje jako ciąg logicznie następujących po sobie
        > odczuć. To co byś o nim pomyślał.

        Pomyślałbym, że ma zdrowy dystans do nich.

        > Można sobie wyobrazić spotkanie 2 androidów terapeuty/przyjaciela i
        > klienta/przyjaciela. Tylko po co by się mieli spotykać. Równie dobrze można
        > sobie wybrazić np. terapeutyczny/przyjacielski program komputerowy, który
        > będzie zastępował "żywego" terapeutę/przyjaciela.

        Androidy nie mają życia emocjonalnego, więc nie mają czego uzdrawiać. Wytłumacz mi, proszę, o co Ci chodziło w tym przykładzie. Bo pomysł z programem - dla części klientów mogłby być niezły.

        > Myslę, żę jeżeli spotyka się dwoje ludzie terapeuta i klient to oczekuje się,
        > że będą współuczestniczyć, a więc współodczuwać siebie nawzajem. Przy czym
        > terapeuta pełni rolę udzielającego pomocy klientowi, który się zagubił.
        > W przyjaźni wiadomo raz się pomaga a raz samemu oczekuje się pomocy -
        > najczęściej emocjonalnej.

        Kto tego oczekuje? Klient chce rozwiązania problemu, w sposób możliwie łatwy i bezbolesny, ale czy na pewno współuczestnictwa? Stawiasz taką tezę - uzasadnij ją, proszę.

        Pozdrawiam serdecznie
        • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 10:41
          Ty chcesz beznamietnej recepty na zycie. (Watpie ze ja dostaniesz, ale to inna
          historia). Ale spora czesc ludzi chce aby terapeuta ich przede wszsytkim
          zrozumial, pokrzepil, dal nadzieje na zycie, tchnal odrobine sensu. Przeciez do
          terapeuty nie zglaszaja sie ludzie ktorzy mysla sobie "mam problem ze soba,
          moze by go rozwiazac - tak jak naprawia sie samochod u mechanika". To sa ludzie
          czesto po zalamaniach, traumach, naprawde ciezkich przezyciach.

          Swoja droga - ja tez mam takie podejscie, ze oczekuje rady a nie pocieszania w
          takich sytuacjach. Ale gdyby ta rada byla wyrazona glosem beznamietnym, bez
          cienia empatii i wspolczucia wlasnie - to uznalbym, ze osoba ktora to mowi, nic
          nie wie o moim problemie, ze jest po prostu kawalkiem lodu, ktory traktuje mnie
          jak "kolejny typowy przypadek". Myslisz, ze to pomaga w terapii?
          • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 11:06
            Chyba troszkę trudno się nam porozumieć.

            kwieto napisał(a):

            > Ty chcesz beznamietnej recepty na zycie. (Watpie ze ja dostaniesz, ale to inna
            > historia). Ale spora czesc ludzi chce aby terapeuta ich przede wszsytkim
            > zrozumial, pokrzepil, dal nadzieje na zycie, tchnal odrobine sensu. Przeciez do
            > terapeuty nie zglaszaja sie ludzie ktorzy mysla sobie "mam problem ze soba,
            > moze by go rozwiazac - tak jak naprawia sie samochod u mechanika". To sa ludzie
            > czesto po zalamaniach, traumach, naprawde ciezkich przezyciach.

            Pewnie, że do terapeuty ludzie się zgłaszają z różnymi intencjami. Jedni po to, aby coś zmienić. I oczywiście terapeuta ma to zrozumieć, pokrzepić, dać nadzieję itd. I zasadniczo sprawa się sprowadza do "naprawienia samochodu" właśnie.
            Zaś jeśli ktoś ma intencję tylko pomarudzić i poużalać się.. to cóż?

            > Swoja droga - ja tez mam takie podejscie, ze oczekuje rady a nie pocieszania w
            > takich sytuacjach. Ale gdyby ta rada byla wyrazona glosem beznamietnym, bez
            > cienia empatii i wspolczucia wlasnie - to uznalbym, ze osoba ktora to mowi, nic
            > nie wie o moim problemie, ze jest po prostu kawalkiem lodu, ktory traktuje mnie
            > jak "kolejny typowy przypadek". Myslisz, ze to pomaga w terapii?

            Oczywiście, zgadzam się, że terapeuta nie może podchodzić do klienta beznamiętnie, obcesowo. Intencją główną terapeuty winno być działanie dla dobra klienta w taki sposób, aby te działania odniosły skutek. Ma dać poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, działając delikatnie i fachowo.
            Ale mnie chodzi o jedno: współczucie. Czepiam się tego, bowiem na ogół uważa się, że współczucie jest potrzebne, a ja uważam, że stanowi przeważnie przeszkodę. Chciałbym sprowadzić rzecz do tego pojęcia właśnie. A może warto najpierw je na nasze potrzeby jednoznacznie zdefiniować?

            Pozdrawiam serdecznie
            • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 11:23
              No dobrze ale gdzie widzisz przeszkode? Wspolczucie (dla mnie) to owszem, chec
              wczucia sie w emocje i uczucia danej osoby, sluzaca ZROZUMIENIU. A bez
              zrozumienia nie jest mozliwa pomoc, bo jak pomagac komus, o ktorego problemie
              nie masz pojecia? Jesli nie jestes w stanie wczuc sie w druga osobe" czy
              bedziesz w stanie postawic wlasciwa diagnoze? Reagowac na zachowania pacjenta
              we wlasciwy sposob?
              • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 12:31
                Nie wydaje mi się, aby do zrozumienia potrzebne było współczucie - już raczej znajomość mechanizmów, które działają w psychice i intuicja (oczywiście poza zwyczajną rozmową). Bo czyż terapeuta musi doświadczyć całego bólu klienta, aby mu pomóc?

                Pozdrawiam serdecznie
                • Gość: inka_s bezosobowość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 12:42
                  olek13 napisał(a):
                  > Nie wydaje mi się, aby do zrozumienia potrzebne było współczucie - już raczej z
                  > najomość mechanizmów, które działają w psychice i intuicja (oczywiście poza zwy
                  > czajną rozmową). Bo czyż terapeuta musi doświadczyć całego bólu klienta, aby mu
                  > pomóc?

                  Nie nie musi, nie musi zabijac własnej matki by zrozumieć kogoś kto swoja
                  stracił, nie musi z żony robić alkoholiczki by pojąć odczucia żony alkoholika...
                  Ale chyba o takich "zimnych" terapeutach pacjenci wypowiadaja się - nic mi nie
                  dał kontakt z nim, nie pomógł mi. Ja po wsparcie nie udam się do osoby patrzącej
                  na mnie z obojetnością. Nie musi mnie polepywać i ocierać łez.
                  Program komputerowy w charakterze terapeuty - pisałeś gdzieś niżej o tym- nie
                  wierze! Tak jak w to że matke zastąpi inkubator, wirtualny seks zastapi
                  zespolenie dwojga ludzi, rozmowy w sieci - kontakt z ludxmi... Ludziom potrzebni
                  sa inni ludzie.
                  Choć ty chyba tak nie uważasz? :-) Takie przekonanie powstało we mnie po twoich
                  wypowiedziach w któryms dawnym wątku...

                  • olek13 Re: bezosobowość 07.06.02, 13:14
                    Czemu brak współczucia utożsamiasz z obojętnością? Czy czuła matka musi odczuwać ból i rozpacz na widok swojego dziecka, które skaleczyło się w palec? Czy może wystarczy pełne miłości i akceptacji przytulenie?
                    Czy przypadkiem nie jest tak, że właśnie stereotyp współczucia jako czegoś pozytywnego, jest tak głęboko zakorzeniony w przekonaniach wszystkich gości tego wątku, że bardzo się ze mną nie zgadzają, nie starając się (chyba) zbytnio zrozumieć tego, o co mi chodzi (vide: tekst inicjujący wątek).
                    Pozdrawiam z czułością
                    • kwieto Re: bezosobowość 07.06.02, 13:28
                      Ale czy to pelne milosci i akceptacji przytulenie nie jest wlasnie
                      wspolczuciem? Mysle, ze za bardzo do serca sobie bierzesz taka lopatologiczna
                      definicje: wspol-odczuwanie = odczuwanie tego samego. A przeciez nikt nie jest
                      w stanie czuc tego samego co ktos inny - moze probowac rozumiec, akceptowac,
                      otaczac miloscia - i to jest wlasnie wspolczucie. A nie jakies cierpienie razem
                      z kims innym
                      • Gość: inka Re: bezosobowość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 13:32
                        no właśnie równocześnie z kwieto to samo odczułam!
                        hurra!
                        niech żyje współ-odczuwanie!
                      • olek13 Re: bezosobowość 07.06.02, 13:36
                        No i zeszło na semantykę. No dobra, nie będę się upierał. Ale nie do końca mi to pasuje... (hihi)

                        Pozdrawiam
                    • Gość: inka_s Re: bezosobowość IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 13:29
                      olek13 napisał(a):
                      > Czy czuła matka musi odczuwać ból i rozpacz na widok swojego dziecka, które
                      skaleczyło się w palec? Czy może wystarczy pełne miłości i akceptacji przytulenie?

                      Rozpacz nad skaleczonym palcem - nie przesadzasz? Ale to przytulenie to właśnie
                      efekt tego współczucia o którym mówimy. A nie czysto wyuczona reakcja typu:
                      skaleczenie dziecka - wymagana reakcja- przytulić. Matka ma uczucia a nie program
                      komputerowy!

                      > Czy przypadkiem nie jest tak, że właśnie stereotyp współczucia jako czegoś pozy
                      > tywnego, jest tak głęboko zakorzeniony w przekonaniach wszystkich gości tego wą
                      > tku, że bardzo się ze mną nie zgadzają, nie starając się (chyba) zbytnio zrozum
                      > ieć tego, o co mi chodzi (vide: tekst inicjujący wątek).

                      Nie tak łatwo się porozumieć jak widać. Ale staram sie wczuc w to co myślisz.
                      Tylko to mi ciągle umyka...

                      > Pozdrawiam z czułością

                      Czule oddaję pozdrowienia!
                      Chyba mam atak głupawki.
                      Niech zyje radość życia!
                      Może ktoś ja współodczuje?
                      • olek13 Re: bezosobowość 07.06.02, 13:47
                        Gość portalu: inka_s napisał(a):

                        > Rozpacz nad skaleczonym palcem - nie przesadzasz? Ale to przytulenie to właśnie
                        > efekt tego współczucia o którym mówimy. A nie czysto wyuczona reakcja typu:
                        > skaleczenie dziecka - wymagana reakcja- przytulić. Matka ma uczucia a nie program
                        > komputerowy!

                        A to różnie bywa. Reakcja emocjonalna - to zmartwienie (czyli według mnie - współczucie). Reakcja uczuciowa, dyktowana miłością - daj dziecku to, co mu potrzebe, czyli ukojenie. Zazwyczaj jest trochę tego i tego (przy czym im mniej współczucia, a więcej miłości, tym lepiej).
                        Zaś reakcje emocjonalne - do właśnie dokładnie program komputerowy (tyle, że z olbrzymią bazą doświadczeń, ale algorytm bardzo prosty).

                        > Nie tak łatwo się porozumieć jak widać. Ale staram sie wczuc w to co myślisz.
                        > Tylko to mi ciągle umyka...

                        Na szczęście nie mamy obowiązku się porozumieć.

                        Wiwat porozumienie!!!
                • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 13:11
                  Ale czy wspolczucie to pelne przezywanie tego co czuje druga osoba? Nawet jesli
                  wczujesz sie w nia z cala moca i przekonaniem, idealnie nie dotrzesz do
                  wszystkich zakamarkow jej duszy.

                  Natomiast nie wyobrazam sobie jak mozna dotrzec do jakiegokolwiek czlowieka bez
                  minimum empatii a co za tym idzie wspolczucia. Bez wspol-odczuwania nie ma mowy
                  o ZADNYM kontakcie, chyba ze jest to relacja typu klient-sprzedawca. A czy
                  wtedy mozemy mowic o terapii?
            • Gość: inka_s Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.06.02, 11:24
              olek13 napisał(a):
              > Pewnie, że do terapeuty ludzie się zgłaszają z różnymi intencjami. Jedni po to,
              > aby coś zmienić. I oczywiście terapeuta ma to zrozumieć, pokrzepić, dać nadzie
              > ję itd. I zasadniczo sprawa się sprowadza do "naprawienia samochodu" właśnie.
              > Zaś jeśli ktoś ma intencję tylko pomarudzić i poużalać się.. to cóż?

              Oj, Olku! Czasem opinie przez ciebie wygłaszane sa właśnie bezduszne!
              Ta zlekceważona przez ciebie potrzeba "użalenia się" jest w niektórych
              przypadkach koniecznym etapem, który trzeba przejść by móc pomysleć co dalej?,
              jak sobie poradzić?
              No bo jak chcesz rozwiązać problem osoby która starciła kogos bliskiego? Dasz jej
              rade: węź się w garść? Ja tu tez od niektórych się nasłuchałam. A prawda jest
              taka że najpierw trzeba przeżyć swój żal i ból do końca. I czasem taka osoba nie
              ma z kim tego przezyć(przeżyć- przytulić się, wygadać - a nie wysłuchiwać dobrych
              rad) - a potrzebuje! Nie słów pocieszenia! Potrzebuje wykrzyczeć swój ból, gniew,
              żal! Ja zrobiłam to na forum w krytycznej sytuacji. Bałam się obciążyć tym moich
              bliskich, którzy i tak mój ból przeżywali bez tych dodatkowych atrakcji w postaci
              mojego "wykrzyczenia na cały świat".
              Ja mogłam wyrzucić to z siebie. Pozwolono mi tu na to.
              I jest lepiej.
              Pisałam kiedyś że nie jestem w stanie patrzec w przyszłość.
              Teraz juz tak. Mało tego - czuje się do tego zmuszona.
              Ale ten zlekceważony przez ciebie etap musiałam przejść - by dojść do tej fazy.
              Kto wie ilu samobójców nie miało oakzji po prostu dać wyraz swoim frustracjom?

              > Swoja droga - ja tez mam takie podejscie, ze oczekuje rady a nie pocieszania w
              takich sytuacjach.

              Ponoc to reakcja typowa dla płci męskiej.

              > Ale mnie chodzi o jedno: współczucie. Czepiam się tego, bowiem na ogół uważa
              się, że współczucie jest potrzebne, a ja uważam, że stanowi przeważnie przeszkodę
              > . Chciałbym sprowadzić rzecz do tego pojęcia właśnie. A może warto najpierw je
              > na nasze potrzeby jednoznacznie zdefiniować?

              Chyba warto zdefiniować bo widze że różnie widzimy co to jest.
              I różnie jego wartosc.
              Olek - jak to wiec jest wg ciebie z tym współczuciem?
              • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 12:47
                Jasne, że najpierw trzeba wyartykułować emocje (lub dokonać w inny sposób ekspresji). Ograniczona ekspresja po części jest uwolnieniem. Ale nie można pozwolić sobie na zapamiętałe "babranie się" w emocjach, bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Warto w sytuacji kryzysowej mieć "pod ręką" kogoś, kto pokaże swoją akceptację (ale osoby, niekoniecznie wszystkich emocji). Ale następnym etapem musi być zmiana, bo to przecież o zmianę chodzi. W innym razie będzie to tylko jałowe użalanie się - i o to mi chodziło.
                Za współczucie uważam postawę przejmowania od innych emocji i odczuć, celem wspólnego ich odczuwania. W takim pojęciu nie widzę większego sensu odczuwania tego samego, co inny człowiek (bo po co?) z jednym wyjątkiem - miłości (w najszerszym jej rozumieniu).
                A na koniec: akceptuję fakt, że posiadam emocje. Ale czy to znaczy, że mam im ulegać? Czy to ma być miarą człowieczeństwa (to w kwestii bezduszności)?
                Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 11:22
          Tak się złozyło, że Kwieto Ci za mnie odpowiedział.

          Jesli chodzi o terapeutyczne programy komputerowe to całkiem możliwe że
          powstaną. Mogę je sobie wyobrazić jako coś na kształt istniejących na rynku i
          wykorzystywanych w zarządzaniu przedsiębiorstem ZSI (Zintegrowanych Systemów
          Informatycznych) w grupie Systemów Informujących Kierownictwo. A więc jakąś
          bazę danych w postaci: problemów psychologicznych(pytań) i porad/rozwiązań
          psychologicznych(odpowiedzi), które mozna na własne potrzeby wyciagnąć z
          pamięci komputera i przenanalizować.
          Myślę, że możesz być ich (tych programów) potencjalnym klientem.
          Pozdr.
          • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 11:31
            Gość portalu: ela napisał(a):

            > Myślę, że możesz być ich (tych programów) potencjalnym klientem.

            Być może...
            Nie wiem, czy dobrze odebrałem to Twojej wypowiedzi, ale zauważam tu nutę przestrogi.
            Zasadniczo nie obawiam się takiej wizji. Raczej nastawiam się na jak najpełniejsze korzystenie z tego, co jest dostępne. I chyba o to chodzi, nieprawdaż?

            Pozdrawiam serdecznie
            • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 11:45
              Tak, ale taki program bedzie dzialal na zasadzie psychozabaw serwowanych przez
              rozne serwisy czy gazety. Ja uwielbiam takie zabawy, bo zwykle po ich zrobieniu
              wychodzi mi cos tak absurdalnego.... Np. moi znajomi twierdza, ze mam silna
              osobowosc, a kiedys z takiego testu dotyczacego "uleganiu wplywom" wyszlo mi,
              ze da sie mnie urabiac jak plasteline, ze mozna mi wmowic niemal wszystko -
              pozostawalo sie tylko rozesmiac... Podobnie bedzie z tymi programami. Bo
              program zareaguje tylko na to co dana osoba MYSLI o sobie - nie bedzie w stanie
              ocenic zachowan danej osoby, tego czy sa one spojne z tym co dana osoba mysli
              na swoj temat - slowem, diagnoza bedzie podejmowana wylacznie na wyobrazeniach
              pacjenta na wlasny temat. Przynajmniej tak to widze przy uzyciu obecnej
              technologii. Chcesz byc tak diagnozowany? Nie boisz sie pomylki?
              • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 12:57
                No może nie do końca. Przykładem jest technika tzw. testu skojarzeń, która wyraźnie wyciąga prawdziwe przekonania, a nie własne wyobrażenia.
                Poza tym uważam, że wszystko jest sprawą intencji. Gdy ktoś jest otwarty na uzdrowienie, to niekiedy pomoże mu komputer, ba, nawet psychozabawa z gazetu. Zaś komuś, kto chce sobie "trzymać" swoje żale nawet najwspanialszy terapeuta nie pomoże. I takie było znaczenie słów o korzystaniu z tego, co jest dostępne.
                Troszkę się wątek rozczłonkował i chyba zaczynam mieszać odpowiedzi. Wybaczcie mi, proszę.
                • kwieto Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 13:20
                  Tak, tylko zastanawiam sie jak duzo zalezy tu od interpretacji. Czy taki
                  program generujacy odpowiedzi moze wesprzec? Udzielic odpowiedzi na
                  niestandardowe pytanie? zapewnic cieplo szczerej rozmowy? pozowolic na
                  "wyzalenie sie" - ktore czesto jest bardzo potrzebne? Nie widzi mi sie.

                  A swoja droga swego czasu byla moda w zarzadzaniu zasobami ludzkimi na takie
                  testy osobowosciowe, okreslanie parametrow osoby za pomoca druczku z
                  kilkudziesiecioma pytaniami - szybko okazalo sie, ze taki system jest tak samo
                  a moze nawet bardziej omylny niz zwykla rozmowa z osoba rekrutujaca - i ze
                  takie testowanie moze WSPOMAGAC, ale nigdy nie zastapi tradycyjnej rekrutacji.
                  Mysle, ze z "psychologiem z komputera" bedzie podobnie.
                • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 13:41
                  To może spróbujemy takiej porady psychologicznej komputerowej:

                  Twoje pytanie/problem:

                  Np. Umarła mi żona po ciężkiej chorobie. Dzieci płaczą całymi dniami nie potrafię
                  ich uspokoić. W pracy zagrożono mi wypowiedzeniem, ponieważ ostatnio często
                  przebywałem na zwolnieniu, związanym z opieką nad żoną. W najbliższym czasie będę
                  miał spore wydatki finansowe. Nasze oszczędności poszły na leczenie żony, a tu
                  mieszkanie trzeba wyremontować, kupić nową lodówkę itd,itp . Jest mi bardzo
                  ciężko. Odczuwam różne dolegliwości, boli mnie serce, żoładek, często robi mi się
                  słabo. Nie mam siły żyć. Co mi Pan poradzi Panie Doktorze/Komputerze!

                  Twoja propozycja odpowiedzi/porady (bez współczucia):
                  • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 13:59
                    Droga Elu, aleś się uparła. Komputer bardzo się przydaje w np. diagnostyce, licząc krwinki przy analizie. I klawiatura nie musi mieć wyściełanych miękko klawiszy (w celu milszego przytulania). Poza tym jak zaprogramować komputerowi ból żołądka (w celu dokładniejszego współodczuwania).
                    Naprawdę problem wieli ludzi tkwi w uzależnieniach emocjonalnych, które ich ograniczają. I chodzi mi o to, że chyba nie warto do swoich problemów dokładać sobie cudzych poprzez współczucie. Pomyśl o tym, zanim zechcesz dalej ze mną wojować.

                    Pozdrawiam serdecznie
                    • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 14:32
                      Chyba nie myślisz, że Ci współczuję??? Walka to walka. Mam zamiar wygrać.
                      Czekam na propozycję niewspółczującej rady psychologicznej zadanej wyżej.
                      Nie wiem czy zauważyłeś, ale cały czas komputer nie przeszkadza wyrażać naszych
                      emocji co widać w naszych postach.
                      • olek13 Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) 07.06.02, 14:35
                        Dobra, dam Ci walkowera.
                        A teraz wyrażę swoje uczucia:
                        KOCHAM CIĘ!
                      • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 14:46
                        Dzięki, jeteś dzisiaj 7. Tak, że sam rozumiesz jest kolejka.
                        Pozdr.
            • Gość: ela Re: Wpółczucie (u terapeutów i nie tylko) IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 07.06.02, 11:49
              Jest przestroga, ale inna. Kiedy będziesz kupował taki program musisz pamiętać,
              że pisał go człowiek, więc porady mogą brzmieć współczująco lub beznamiętnie.
              I tylko tyle.
    • pastwa Program "olek 6miliardów" 07.06.02, 14:03
      Olku drogi odrzucając zrozumienie emocji pacjenta skazujesz sie na stworzenie
      takiego wyśrubowanego programu i jestem ciekaw, jaki masz na niego pomysł.

      Mamy 6 miliardów ludzi na Ziemi, musisz zatem o każdym z nich z osobna(
      zakładam, że każdy człowiek jest wyjątkowy)mieć informacje/charakterystyka
      odnośnie osoby, co więcej, potrzebny Ci dokładny opis ich wszystkich problemów,
      jakie im sie w życiu zdarzą. Rozumiem bowiem, ze program ma mieć w banku danych
      odpowiedź na każdą sytuacje, jaka się może przytrafić tym wszystkim ludziom.
      Ciekaw zatem jestem, kto te informacje i kiedy wprowadzi masz jakiś pomysł ?
      To samo się tyczy psychoterapeuty „czysto rozumowego” = program komputerowy.

      A najśmieszniej będzie, kiedy taki biedak na skraju załamania nerwowego siedząc
      przed komputerem zobaczy komunikat "drogi użytkowniku 45637829 nastąpił błąd
      wyjątkowy E397689236 proszę zrestartowac komputer, a jak to nie pomoże
      skontaktować sie z producentem oprogramowania... .”
      A jeszcze lepiej , kiedy komputer szczeknie, że nie ma opisywanego problemu w
      bazie danych i czy nie mógłby szanowny zrozpaczony klient podać jakiegoś
      innego, który jest na stanie.....

      Pastwa
      • olek13 Re: Program 07.06.02, 14:33
        pastwa napisał(a):

        > Olku drogi odrzucając zrozumienie emocji pacjenta skazujesz sie na stworzenie
        > takiego wyśrubowanego programu i jestem ciekaw, jaki masz na niego pomysł.

        Popadam w coraz większą zadumę (z powodu czytanych wypowiedzi).
        Po co ktoś ma rozumieć moje emocje? Emocje to emocje i nic więcej. Ważne są przyczyny, które je wywołują. Żeby poznać przyczyny, terapeuta wcale nie musi odczuć tych emocji!

        > Mamy 6 miliardów ludzi na Ziemi, musisz zatem o każdym z nich z osobna(
        > zakładam, że każdy człowiek jest wyjątkowy)mieć informacje/charakterystyka
        > odnośnie osoby, co więcej, potrzebny Ci dokładny opis ich wszystkich problemów,
        > jakie im sie w życiu zdarzą. Rozumiem bowiem, ze program ma mieć w banku danych
        > odpowiedź na każdą sytuacje, jaka się może przytrafić tym wszystkim ludziom.
        > Ciekaw zatem jestem, kto te informacje i kiedy wprowadzi masz jakiś pomysł ?
        > To samo się tyczy psychoterapeuty ?czysto rozumowego? = program ko
        > mputerowy.
        >
        > A najśmieszniej będzie, kiedy taki biedak na skraju załamania nerwowego siedząc
        >
        > przed komputerem zobaczy komunikat "drogi użytkowniku 45637829 nastąpił błąd
        > wyjątkowy E397689236 proszę zrestartowac komputer, a jak to nie pomoże
        > skontaktować sie z producentem oprogramowania... .?
        > A jeszcze lepiej , kiedy komputer szczeknie, że nie ma opisywanego problemu w
        > bazie danych i czy nie mógłby szanowny zrozpaczony klient podać jakiegoś
        > innego, który jest na stanie.....

        Bardzo zabawne, ale jak to się ma do moich wypowiedzi?

        Pozdrawiam wyrozumiale
        • kwieto Re: Program 07.06.02, 14:47
          no dobrze ale jak wyobrazasz sobie zdiagnozowanie przyczyn, bez zbadania
          objawow? A wczucie sie w sytuacje pacjenta jest niczym innym jak badaniem
          objawow wlasnie

          QED
        • pastwa Re: Program 07.06.02, 14:49
          olek13:
          Popadam w coraz większą zadumę (z powodu czytanych wypowiedzi).
          Po co ktoś ma rozumieć moje emocje? Emocje to emocje i nic więcej. Ważne są
          przyczyny, które je wywołują. Żeby poznać przyczyny,
          terapeuta wcale nie musi odczuć tych emocji!

          Tak nie musi, tyle że drogi olku13 aby opisac cos z pominięciem zrozumienia
          emocji doprowadzasz do stanu w którym potrzebujesz milionów informacji, które
          można ogarnąć uczuciowo "momentalnie".Nie chcąc "poczuć" problemu, lecz sucho
          go ogarnąć stwarzasz niekonczące się gromadzenie danych, które wciąż nie
          opisuja w pełni problemu/emocji pacjenta.Tym samym nigdy nikomu nie zdążysz
          pomóc, bo pacjent zwariuje do tego czasu.
          Nie wiem, czy wiesz,ale gdyby nie miał człowiek emocji, nie miałby również
          wrażenia że ma problem i mówię tu o problemach psychiki, a nie fizyki kwantowej.

          Pomijasz jeszcze fakt, że te same przyczyny moga rodzic tysiące różnych
          emocji/problemów, ale dla Ciebie będzie to wszystko jedno, skoro pominiesz
          emnocje,więc wydasz jedną analiże danego stanu kilkuset osobom czujacym
          zupełnie co innego.
          Czujesz różnicę, czy rozumujesz, ale pewnie to ostatnie, stad tak długo musimy
          sobie to wyjasniać, podobnie będzie z pacjentem , ale jeszcze bardziej
          skomplikowanie .

          Pastwa "czujący" Twój dylemat pozdrawia olka13 "nierozumiejacego" jeszcze
          podejścia Pastwy
          :-)


          • olek13 Re: Program 07.06.02, 15:08
            pastwa napisał(a):

            > Tak nie musi, tyle że drogi olku13 aby opisac cos z pominięciem zrozumienia
            > emocji doprowadzasz do stanu w którym potrzebujesz milionów informacji, które
            > można ogarnąć uczuciowo "momentalnie".Nie chcąc "poczuć" problemu, lecz sucho
            > go ogarnąć stwarzasz niekonczące się gromadzenie danych, które wciąż nie
            > opisuja w pełni problemu/emocji pacjenta.Tym samym nigdy nikomu nie zdążysz
            > pomóc, bo pacjent zwariuje do tego czasu.

            Wyjaśnij mi, proszę, co według Ciebie oznacza "czucie problemu" i co to ma wspólnego ze współczuciem.

            > Nie wiem, czy wiesz,ale gdyby nie miał człowiek emocji, nie miałby również
            > wrażenia że ma problem i mówię tu o problemach psychiki, a nie fizyki kwantowej.

            Wiem. Czy gdzieś napisałem, że nie wiem?


            > Pomijasz jeszcze fakt, że te same przyczyny moga rodzic tysiące różnych
            > emocji/problemów, ale dla Ciebie będzie to wszystko jedno, skoro pominiesz
            > emnocje,więc wydasz jedną analiże danego stanu kilkuset osobom czujacym
            > zupełnie co innego.

            I słusznie, jeśli przyczyna jest taka sama!

            > Czujesz różnicę, czy rozumujesz, ale pewnie to ostatnie, stad tak długo musimy
            > sobie to wyjasniać, podobnie będzie z pacjentem , ale jeszcze bardziej
            > skomplikowanie.

            Czy to znaczy, że pacjentowi należy wyjaśniać jego emocje? Bo myślałem, że mechanizmy, które je rodzą?

            > Pastwa "czujący" Twój dylemat pozdrawia olka13 "nierozumiejacego" jeszcze
            > podejścia Pastwy
            > :-)

            Plizzzzz, wyjaśnij mi!

            • pastwa Re: Program 07.06.02, 15:35


              >Wyjaśnij mi, proszę, co według Ciebie oznacza "czucie problemu" i co to ma
              >wspólnego ze współczuciem.

              Ano to, że jak masz w dupie czyjes emocje, to mu raczej nie pomożesz.Czucie
              problemu , to nie to samo co rozumienie problemu, a z tego powodu, ze
              zwyczajnie niektórych stanów nie da sie pojąć przy wyłączonych emocjach,
              natomiast problemy czysto rozumowe nie dotyczą psychiki ludzkiej, stąd nie
              wymagają współczucia.
              Czym innym bowiem jest problem człowieka, który stracił rodzine, a czym innym
              problem odzyskania utraconych plików zawierajacych opis instalacji sanitarnej
              biurowca.

              >> Nie wiem, czy wiesz,ale gdyby nie miał człowiek emocji, nie miałby również
              >> wrażenia że ma problem i mówię tu o problemach psychiki, a nie fizyki
              kwantowej.

              >Wiem. Czy gdzieś napisałem, że nie wiem?

              Piszesz o znaczeniu emocji z taka olewczością, jakbys nie wiedział, to wszystko.

              >> Pomijasz jeszcze fakt, że te same przyczyny moga rodzic tysiące różnych
              >> emocji/problemów, ale dla Ciebie będzie to wszystko jedno, skoro pominiesz
              >> emnocje,więc wydasz jedną analiże danego stanu kilkuset osobom czujacym
              >> zupełnie co innego.

              >I słusznie, jeśli przyczyna jest taka sama!

              Zlituj sie olek !
              Dla Ciebie przy podieciu diagnozy wazniejsza jest przyczyna od konsekwencji.
              To przecież splajtowałbyś przy takim podejściu bardzo szybko bez dobrej reklamy
              ( żartowałem).
              Z tego co piszesz dawałbys bowiem, wszystkim pacjentom "witamine C i
              polopirynę", bez względu czy wyniku wypadku samochodowego( przyczyna)złamali
              noge, czy doznali obrazeń wewnetrznych, czy też przeziebli sie itd. itp.

              >Czy to znaczy, że pacjentowi należy wyjaśniać jego emocje? Bo myślałem, że
              >mechanizmy, które je rodzą?

              Wybacz olku, za sformuowanie, ale nie rżnij głupa prosze :-)


              Pastwa









              • olek13 Re: Program 07.06.02, 16:36
                pastwa napisał(a):

                > Ano to, że jak masz w dupie czyjes emocje, to mu raczej nie pomożesz.Czucie
                > problemu , to nie to samo co rozumienie problemu, a z tego powodu, ze
                > zwyczajnie niektórych stanów nie da sie pojąć przy wyłączonych emocjach,
                > natomiast problemy czysto rozumowe nie dotyczą psychiki ludzkiej, stąd nie
                > wymagają współczucia.

                Chyba jestem tępy, bo dalej nie rozumiem. Co ma czucie problemu do czucia czyichś emocji. Aby uświadomić sobie problem klienta nie potrzeba odczuwać jego emocji. Stany psychiczne, w których główną rolę grają emocje, to transy i nie są to stany, w których świadomość działa skutecznie. To tak, jakby aby rozwiązać problem pijanego należałoby się upić jak on.
                Problem jest mechanizmem. Jest to mechanizm nieświadomych (podświadomych) reakcji na jakieś zdarzenia lub inne emocje. Rozwiązanie problemu - to odkrycie tego mechanizmu i usunięcie go oraz zastąpienie mechanizmem korzystnym. Przy tym klientowi należy uświadomić wadliwy mechanizm z całą jego absurdalnością. Tak rozumiem terapię. Do jej skutecznego przeprowadzenia wystarczy świadomość funkcjonowania mechanizmu, otwartość i wola. Ale po co się wczuwać w emocj (które są skutkiem złego mechanizmu) to dalibóg nie pojmuję.
                Jasne, "czucie" też jest ważne, ale jest to intuicyjne wyczuwanie całego problemu, jego mechanizmu i źródeł. Czyż terapeuta musi płakać razem z klientem, "wczuwając się" w jego emocje?

                > Czym innym bowiem jest problem człowieka, który stracił rodzine, a czym innym
                > problem odzyskania utraconych plików zawierajacych opis instalacji sanitarnej
                > biurowca.

                Nie pojmuję, do czego w mojej wypowiedzi ta uwaga się odnosi.

                > Dla Ciebie przy podieciu diagnozy wazniejsza jest przyczyna od konsekwencji.

                Tak, bo ujawnienie i likwidacja przyczyny jest celem terapii (czy może nie?). Jeśli się nie zlikwiduje przyczyny, to terapię można prowadzić przez wieczność (no chyba że celem jest zasobność portfela terapeuty).

                > To przecież splajtowałbyś przy takim podejściu bardzo szybko bez dobrej reklamy
                > ( żartowałem).

                Nie jestem terapeutą.

                > Z tego co piszesz dawałbys bowiem, wszystkim pacjentom "witamine C i
                > polopirynę", bez względu czy wyniku wypadku samochodowego( przyczyna)złamali
                > noge, czy doznali obrazeń wewnetrznych, czy też przeziebli sie itd. itp.

                Jeśli witamina C leczy złamania i przeziębienia, to tak. To chyba logiczne.


                > >Czy to znaczy, że pacjentowi należy wyjaśniać jego emocje? Bo myślałem, że
                > >mechanizmy, które je rodzą?
                >
                > Wybacz olku, za sformuowanie, ale nie rżnij głupa prosze :-)

                W kontekście całej Twojej wypowiedzi dalej nie rozumiem. Czy usuwać skutki, czy przyczyny? Stan psychiczny klienta jest skutkiem. Gdzie jest błąd w tym rozumowaniu, wskaż mi go.
                • pastwa Re: Program 07.06.02, 16:52
                  Sęk w tym, że starasz sie za wszelka cene wykazac, iz kontakt emocjonalny z
                  pacjentem musi oznaczac w 100% wejście w stan emocjonalny tegoż( gdyby tak było
                  miałbyś dwóch pacjentów), wiesz ze nie o to chodzi, a uczepiłeś sie jak rzep
                  psiego ogona tejże skrajności.
                  Banałem jest pytanie czy usuwac przyczynę, czy skutki, bowiem tu nawet nie
                  trzeba byc kumatym, by stwierdzic, że aby znaleźć odpowiedni sposób na
                  usunięcie przyczyny nalezy wpierw wiedzieć jakie są jej skutki, bo głównie te
                  wyróżniają ostatecznie pacjenta.

                  Inaczej nastąpi taka oto sytuacja, ciekawy jestem jak ja rozwiążesz drogi Olku:

                  Przychodzi do Ciebie pacjent i mówi, że miał ciężki wypadek, znasz zatem już
                  przyczynę, natomiast skutków tej przyczyny juz CI pacjent nie wyjawia, bo
                  słyszał, ze Ty tego nie potrzebujesz dla usunięcia przyczyny.
                  Co bys zatem mu doradził ?

                  A czesto jest tez tak, że przyczyna juz dawno zadziałała( nie masz juz na nia
                  wpływu, bo nie istnieje) natomiast pozostały tylko jej skutki, to jak chcesz ja
                  usunąć ?

                  Pozdrawiam serdecznie
                  • olek13 Re: Program 07.06.02, 17:17
                    pastwa napisał(a):

                    > Sęk w tym, że starasz sie za wszelka cene wykazac, iz kontakt emocjonalny z
                    > pacjentem musi oznaczac w 100% wejście w stan emocjonalny tegoż( gdyby tak było
                    > miałbyś dwóch pacjentów), wiesz ze nie o to chodzi, a uczepiłeś sie jak rzep
                    > psiego ogona tejże skrajności.

                    Zaczęło się od mojego pytania, na temat sensowności współczucia (niekoniecznie w kontekście terapii, raczej w ogóle) i jakoś tak zeszło na to, co mamy teraz. I jak już zeszło, to stawiam tezę, że współczucie, czyli wczuwanie się w stan klienta jest psu na budę potrzebne.

                    > Banałem jest pytanie czy usuwac przyczynę, czy skutki, bowiem tu nawet nie
                    > trzeba byc kumatym, by stwierdzic, że aby znaleźć odpowiedni sposób na
                    > usunięcie przyczyny nalezy wpierw wiedzieć jakie są jej skutki, bo głównie te
                    > wyróżniają ostatecznie pacjenta.

                    Jasne, i te widać, klient od progu już je pokazuje.

                    > Inaczej nastąpi taka oto sytuacja, ciekawy jestem jak ja rozwiążesz drogi Olku:
                    >
                    > Przychodzi do Ciebie pacjent i mówi, że miał ciężki wypadek, znasz zatem już
                    > przyczynę, natomiast skutków tej przyczyny juz CI pacjent nie wyjawia, bo
                    > słyszał, ze Ty tego nie potrzebujesz dla usunięcia przyczyny.
                    > Co bys zatem mu doradził ?

                    Myślę, że dobry terapeuta by sobie z tym poradził (hihi). A teraz kolejny kij w mrowisko: uważam, że wypadek, to też skutek (ale cicho, bo znowu się zacznie).

                    > A czesto jest tez tak, że przyczyna juz dawno zadziałała( nie masz juz na nia
                    > wpływu, bo nie istnieje) natomiast pozostały tylko jej skutki, to jak chcesz ja
                    > usunąć ?

                    Przepraszam stanowczo - tu się mylisz. Przyczyna istnieje - w umyśle - i właśnie o to chodzi w terapiach, aby ją pokazać w całej okazałości (z jej bezsensem).
                    >
                    > Pozdrawiam serdecznie
                    I ja też
                    • pastwa Re: Program 07.06.02, 17:26
                      Tak tylko na koniec drogi Olku, a co powiesz, jeśli przyczyną czyjś problemów (
                      skutki) jest pojawienie sie na tym świecie, wówczas zapewne usuniecie przyczyny
                      byłoby ukatrupieniem klienta, tylko jaki psychoterapeuta podejmie sie
                      takiego "leczenia”?

                      Ps. Chętnie zagrałbym z Tobą w psychoterapeutę(TY) i leczonego(mnie),
                      wyciągałbyś ode mnie przyczynę( jak to porządny program komputerowy czyni, bądź
                      super psychoterapeuta)i usunął ją. Ciekawym strasznie jak, by Ci szło( skutków
                      bym nie wyjawił za pierona, bo by mnie one specjalnie jako pacjenta nie
                      interesowały, bardziej przyczyną bym się przejmował).

                      Pastwa
                      :-)
                      • olek13 Re: Program 07.06.02, 17:49
                        pastwa napisał(a):

                        > Tak tylko na koniec drogi Olku, a co powiesz, jeśli przyczyną czyjś problemów (
                        > skutki) jest pojawienie sie na tym świecie, wówczas zapewne usuniecie przyczyny
                        > byłoby ukatrupieniem klienta, tylko jaki psychoterapeuta podejmie sie
                        > takiego "leczenia??

                        Szczerze? Trzeba klientowi odreagować pożądanie wcielania się (inkarnowania) - czyli spowodować, żeby się oświecił. Ale na tym musi klientowi zależeć (jak zawsze, eh!).

                        > Ps. Chętnie zagrałbym z Tobą w psychoterapeutę(TY) i leczonego(mnie),
                        > wyciągałbyś ode mnie przyczynę( jak to porządny program komputerowy czyni, bądź
                        > super psychoterapeuta)i usunął ją. Ciekawym strasznie jak, by Ci szło( skutków
                        > bym nie wyjawił za pierona, bo by mnie one specjalnie jako pacjenta nie
                        > interesowały, bardziej przyczyną bym się przejmował).

                        Do usług, ale pod pewnymi warunkami.

                        Pozdrawiam terapeutycznie
    • kwieto A ta rozmowa i tak jest bez sensu 07.06.02, 16:06
      Dlaczego? Bo czego dotycza problemy z ktorymi przychodzi sie do terapeuty?

      - uczuc
      - emocji

      I szczerze powiedziawszy, nie wyobrazam sobie, jak mozna "zrozumiec" uczucie,
      czy emocje. Czy mozna rozumowo zanalizowac gniew? Zazdrosc?, Lek?

      Przychdzi pacjent, mowi "nie moge sobie poradzic z zazdroscia" a terapeuta ma
      zrobic mu test psychologiczny, po ktorym orzeknie wynik - "to dwa razy w
      tygodniu niech pan sobie powtorzy >>nie jestem zazdrosny<<, a poza tym piec
      przysiadow dziennie i przejdzie" ????

      Niech ktos mi powie jak mozna za pomoca samego tylko rozumu "zanalizowac
      uczucie/emocje"?
      • olek13 Re: A ta rozmowa i tak jest bez sensu 07.06.02, 16:58
        Właśnie, może tak będzie łatwiej.

        kwieto napisał(a):

        > Dlaczego? Bo czego dotycza problemy z ktorymi przychodzi sie do terapeuty?
        >
        > - uczuc
        > - emocji
        >
        > I szczerze powiedziawszy, nie wyobrazam sobie, jak mozna "zrozumiec" uczucie,
        > czy emocje. Czy mozna rozumowo zanalizowac gniew? Zazdrosc?, Lek?

        Oczywiście, bo nie o to chodzi! Jeśli cokolwiek rozumiem z terapii to tyle, że stany emocjonalne, które są uciążliwe dla klienta wywołują potrzebę terapii. Jeśli ktoś żyje w pogodzie ducha i zadowoleniu, to nie potrzebuje terapii!!!

        > Przychdzi pacjent, mowi "nie moge sobie poradzic z zazdroscia" a terapeuta ma
        > zrobic mu test psychologiczny, po ktorym orzeknie wynik - "to dwa razy w
        > tygodniu niech pan sobie powtorzy >>nie jestem zazdrosny<<, a poza
        > tym piec
        > przysiadow dziennie i przejdzie" ????

        I jeśli zaordynowana terapia daje właściwe efekty, to terapeuta zrobi majątek i dostanie order!!!

        > Niech ktos mi powie jak mozna za pomoca samego tylko rozumu "zanalizowac
        > uczucie/emocje"?

        Kompletnie nie ma takiej potrzeby, bo i co przyjdzie komu z wiedzy, że jego np. złość na skali wk...nia osiąga 12,5 stopnia?
        Cele terapii ma być likwidacja stanu uciążliwego dla klienta i doprowadzenia go do pewnego komfortu psychicznego. A jeśli nie, to zabieram swoje zabawki... i naprawdę nie ma o czym...

        Pozdrawiam niespokojnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja