olek13
06.06.02, 21:35
Drodzy forumowicze,
Wielokrotnie w różnych wypowiedziach pada słowo "współczucie", zazwyczaj w kontekście potrzeby tegoż (np. w wątku o terapeutach). Ale co to tak naprawdę jest współczucie? Do "czego służy"? Czy rzeczywiście jest cnotą? Co chcemy osiągnąć poprzez współczucie?
Osobiście uważam, że współczucie, to próba "dostrajania" się do drugiego człowieka, która w powszechnym mniemaniu ma ułatwić zrozumienie jego problemów. Innym wytłumaczeniem jest chęć dania wsparcia, przeważnie poprzez wspólne narzekanie i marudzenie. Zauważam też, że istnieje pewiem mechanizm, związany z lękiem przed doświadczeniem problemu osoby, której współczujemy (jak będę współczuł, to w jakiś sposób zasłużę sobie, żeby takie zło mnie ominęło).
Żaden z tych powodów, w moim przekonaniu, nie uprawnia do pozytywnego podejścia do tak rozumianego współczucia.
Jest jeszcze jedna kwestia: współczucie jest głęboko uzasadnione przekonaniem o tym, że "dopusty" jakie nas spotykają są od nas niezależne (taki los...).
A jeśli tak nie jest? Wtedy całe współczucie można wyrzucić na śmietnik.
A jakie jest wasze zdanie?
Pozdrawiam serdecznie.