mój(?) niedojrzały facet....

28.02.05, 01:03
...zakończył nasz 2 letni związek. W trakcie rocznicowej kolacji, w wieczór
który miał wyglądac kompletnie inaczej...
Te dwa lata były trudne, pełne wyrzeczeń, wątpliwosci. Ja, z deficytem
emocjonalnym, seksualną traumą z przeszłości i długoletnia depresją. On, misio
przytulanka, facet pełen ciepła ale i wymagajacy takiegoz ładunku z drugiej
strony, ładunku który trudno było mi wykrzesać...ale starałam sie,a on starał
sie cierpliwie czekac na wyniki...i był przy mnie...Mówił ze kocha, ze chce
sie ze mną zestarzec, ożenic, zamieszkac itd- usłyszałam wszystkie standartowe
deklaracje...I o co poszło? O seks...Wydawało nam sie ze to ciepło którym mnie
obdarzał wystarczy by roztopic lody i zagoić rany. Niestety nie wystarczyło,
jasne było ze bez pomocy specjalisty nie damy rady, poszłam do jednego, pudło,
do drugiego, razem z nim dla podtrzymania na duchu i bingo- postanowiłam ze z
tym panem damy radę...Mimo tego mój mezczyzna, pełen seksualnej frustracji
zaczął oddalac sie ode mnie, nie czuł sie facetem, miał pretensje o brak
seksualnej dwuznacznosci miedzy nami, wystarczyło ze nie tak jakby sobie
zyczył zareagowałam na jakies niewinne świntuszenia a mój facet łapał doły i
schizy, nastrój zmieniał się z dnia na dzień, miał pretensje nawet o zbytnie
zainteresowanie...zwierzetami, które bardzo kocham, strach przy nim pogłaskac
kota czy psa, bo usłysze ze więcej uczuc okazuję czworonogom niz
jemu...opowiadał mi historie jak go adoruja inne kobiety, że jakas tam
dziundzia z pracy klepie go po posladkach...a przeciez gdzie nie jestesmy
razem okazujemy sobie tyle czułości ze niektórzy czuja sie niezrecznie...
Czułam sie bezsilna, tak chciałam sie starać, tłumaczyłam, prosiłam,
wytrzymaj, przeciez zaczęlismy cos z tym robic... No i okazało się ze musze
nas wspierac oboje...kazdego ranka budziłam sie z lekiem jak mu tam dzisiaj,
jak sie czuje...a czuł sie róznie, jednego dnia kochał drugiego miał
dosyc...Tego dnia mielismy isc na kolacje, do pana doktora i do kina, miało
byc miło, zamiast tego dał mi do zrozumienia ze nie da rady, bo to potrwa, bo
nie wytrzyma a ja nie zasługuje na takie traktowanie, bo jestem tak dobra dla
niego a on tak sie zachowuje i nie panuje nad tym i ze nie chce zebysmy
zaczeli na siebie warczec, ze powinnysmy sie rozstac póki mozemy ze soba
rozmawiac...Ostatnie dni były dla mnie straszne, czuję sie jak przekłuty
balonik, wszystko co dawało mi naped do walki szlag trafił...a On...po raz
kolejny zmienił front, zadzwonił, kaja sie, załuje, mówił ze
kocha...spotkalismy sie dzis, prosi o szansę jednoczesnie mówiac że zakochanie
mu przeszło ale ze te 2 lata do czegos zobowiazuje, ze bedzie chodził ze mna
na terapie...Boze, to co ty do mnie czujesz człowieku? Słysze ze skoro mysli i
martwi sie to pewnie kocha...To jego rozchwianie mnie dobija, zastanawiam sie
czy on przypadkiem nie powinien takze pomyslec o terapii bo na takim kulawym
wózku razem daleko nie zajedziemy...Nie nadaje sie na mamunię, bede wspierac,
mogę wspierać ale nie moge miec wrazenia ze mam syna a nie faceta...na dzis
temat pozostawiłam otwarty, na dzis nie tesknie, dzis duzo mysle i nie wiem co
bedzie dalej, nie pale mostu ale nie wiem jak nam pomóc, musze nabrac
dystansu...nie wiem co robic...
    • forumromanum witaj w klubie.... 28.02.05, 11:38
      u mnie było podobnie...
      "zwiazek" trwał ponad 6 lat...
      też były terapie, bo kazde z nas miało jakies tam traumy...
      mnie się wydawało,że ja robię postępy....ale ...TYLKO JA
      "a w tym cały jest ambaras...."
      nie wim co mam powiedzieć...
      są dwie mozliwości:
      albo powiedzieć sobie "do widzenia" po raz OSTATNI i każde idzie w swoją
      stronę...budować kolejne , chore zwiazki..
      albo bierzecie się OSTRO DO ROBOTY i pracujecie nad sobą...u specjalistów...
      pozdrawiam
      • czabanin Re: witaj w klubie.... 28.02.05, 11:45
        forumromanum napisał:

        > u mnie było podobnie...

        Forumromanum, czy myslałeś poważnie o minecie?
        • katja Re: witaj w klubie.... 28.02.05, 18:17
          micca 73! to jakbys pisala o moim ex...moze to ten sam? Roztalismy sie dwa lata
          temu? Jak ma na imie? Jesli nie chcesz na forumie to podaj na poczte. Pozdrawiam.
      • andy_b Re: witaj w klubie.... 07.03.05, 16:22
        > albo powiedzieć sobie "do widzenia" po raz OSTATNI i każde idzie w swoją
        > stronę...budować kolejne , chore zwiazki..

        Dlaczego zakładasz, że chore?
        Jeśli popracują nad sobą OSOBNO to mają szanse każde na swój dobry i trwalszy
        związek.
    • czarny.baca uczta grafomana vol2 28.02.05, 18:21
    • trzydziestoletnia Re: mój(?) niedojrzały facet.... 01.03.05, 13:25
      micca73 napisała:

      Ech.. kobiety z dlugotrwala depresja.. i ich niespelnieni, wspierajacy
      mezczyzni.. To smutne ze czesto konczy sie cierpliwosc - a moze przeciwnie..
      dobrze, ze w kocnu on chce zyc, a nie wegetowac grajac role misia-przytulanki.
      To w koncu MEZCZYZNA! Wpychajac go w role misia pozbawiasz go meskosci, robisz
      z niego rozciapaną babe nie chlopa z jajami. Pokazal, ze jest mezczyzna, to
      chyba dobrze. A ze Tobie "to nie po drodze".. no coz..

      Dodam, ze moj zwiazek byl podobany - wyszlismy na prostą, ale duzo nas to
      kosztowalo. Da sie, ale nie bezp omocy fachowca - skoor piszesz o depresji to
      mam nadzieje, ze korzystasz z psychoterapii, a nie koncentrujesz sie na
      zaburzeniach seksualnych meidzy Wami - bo to czubek gory lodowej. Do jakiego
      specjalisty chodzicie? Seksuologa? Psychoterapeuty Wam - Tobie! - trzeba.
      • micca73 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 01.03.05, 14:28
        Oj, nie, nie, źle to odebrałaś. Sęk w tym ze nie ja go wpychałam w role misia
        przytulanki, on jest tak po prostu skonstruowany, nie wymagałam od niego az tyle
        ciepła, on mnie nim po prostu obdarzył. To nie jest tak ze obnosiłam sie ze
        swoim stanem i wymagałam ciagłej uwagi i wsparcia. Naprawde starałam się nie dac
        temu wleźć między nas i odkad wzięłam sie z tym za bary było coraz lepiej i to
        nie ja koncentrowałam sie na problemach z seksem. Boli to ze zawiódł mnie wtedy
        kiedy zwrócilismy sie o pomoc do specjalisty, na samym starcie- czy to jest
        pokazanie swojej meskości? Gdzie jest meskosc kogos kogo ciagle trzeba wspierac
        i układać mu w głowie? Niestety w tym zwiazku to ja nosiłam spodnie i prosze nie
        mów ze wtłoczyłam go w role misia przytulanki bo to kompletna bzdura...to ja z
        tej roli chciałam go wyrwac, ale wszedzie tam gdzie mógł sie męskościa wykazac
        zawodził i nie chodzi tu o seks bynajmniej....A dzis...on chce wrócic i naprawic
        swój błąd...
        • trzydziestoletnia Re: mój(?) niedojrzały facet.... 02.03.05, 11:59
          micca73 napisała:

          > (..)nie ja go wpychałam w role misia
          > przytulanki, on jest tak po prostu skonstruowany

          Takiego go sobie wybralas, a wiec do czegos taka jego rola przy Tobie byla Ci
          potrzebna.

          > (..) Boli to ze zawiódł mnie wtedy
          > kiedy zwrócilismy sie o pomoc do specjalisty, na samym starcie

          Hmm.. czasem paradoksalnie to co nam przeszkadza do czegos jednak sie
          przydaje.. i niby chcemy cos zmienic, ale rownoczesnie boimy sie zmieniac -
          moze on sie przestraszyl zmian? A moze zajecie sie tym problemem po prostu
          mocniej go uwidocznyli - zostalk jakby dopowiedziany, mocniej zarysowany - i to
          wszystko sprawilo, ze naprawde zobaczyl w czym tkwi?
          Moze, moze...

          > (..) wszedzie tam gdzie mógł sie męskościa wykazac
          > zawodził i nie chodzi tu o seks bynajmniej....

          Ale jedno z drugim ma wiele wspolnego.. Tzn poczucie spelniania sie w meskich
          rolach z byciem dobrym kochankiem. A takze poczucie, ze partner zawodzi w
          rolach meskich z czuciem pozadania do niego i checi na seks.. Piszesz o jego
          niesprawdzaniu sie w rolach meskich, zawodzie, misiowatosci.. czy on Ci czyms
          jeszcze imponuje, czy w ogole jest dla Ciebie Mezczyzna? Czy czujesz pozadanie?

          > A dzis...on chce wrócic i naprawic swój błąd...

          Jaki blad?...

          A czego Ty chcesz?
        • senna7 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 03.03.05, 15:58
          boszzz...
          przeciez go kochasz i cierpisz bez niego... :(((
          Dajcie sobie szanse, nie mozna tak poprostu przepascic tego co was laczy...
          Tyle czasu dawaliscie sobie rade, moze nastapilo chwilowe zalamanie...:(
          Nie wiem co moglo nim kierowac, ale mysle ze chwile slabosci w obliczu
          prawdziwych uczuc sa nie warte rozpamietywania :))

          Jesli chce wrocic z uczuciami, zastanow sie nad druga szansa :))
          Jesli tylko z poczucia winy, uciekaj gdzie pieprz rosnie :)))
          Buziak
          • micca73 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 03.03.05, 17:06
            Rozmawialismy o tym kiedy chciał to odkręcić. Sęk w tym, ze mnie sie wydaje ze
            wszystko u niego jest chwilowe. Chwilowe słabosci i chwilowe nawroty uczucia, i
            tak w kółko. Na dzień następny dowiedziałam sie ze oswoił sie z sytuacją. Na
            czym ja stoje? Uwielbiam go i nie wiem kto mógłby mi go zastapic, nie widze
            oczami wyobraźni nikogo takiego. Z drugiej strony nie wiem czemu mam dac szansę.
            Jego miłosci której nie jest pewien i która jak łaska pańska na pstrym koniu
            jeździ? Jak dac szanse komus kto wyje w słuchawkę że zrobił głupstwo, deklaruje
            uczucia a na dzień nastepny twierdzi ze zakochanie tak w zasadzie mu przeszło
            ale 2 lata do czegos zobowiązują? Na pytanie to co to w zasadzie jest,
            stwierdził ze skoro myśli o mnie i sie martwi to chyba miłość? Kiedy dałam mu do
            zrozumienia ze zostawiam otwarta furtke póki nie wyciagne tej zadry, że
            potrzebuje czasu a on zadeklarował ze bedzie sie starał, na dzień nastepny
            usłyszałam o tym cholernym pogodzeniu się z sytuacją. Jesteśmy w kontakcie,
            rozmawiamy jak normalni ludzie...ale z tej mąki chleba juz nie będzie....:(
            • senna7 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 07.03.05, 10:15
              Hi... :)))
              Cos sie zmienilo??

              Moze jest juz lepiej???
              Mam nadzieje ze sprawa sie rozwiazala, moze wrociliscie do siebie, a moze
              rozstaliscie sie na dobre, ale czujesz ze jestes szczesliwa???

            • ania722 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 07.03.05, 16:49
              Dziewczyno , daj sobie spokój. Kto wytrzyma taką emocjonalną huśtawkę? A jak
              sobie to wyobrażasz za 10 lat? Gdy będą dzieci? Wylecz się z niego i to jak
              najprędziej. Jeśli facet teraz nie jest pewnien swoich uczuć, to za kilka lat
              wszystko się tylko spotęguje i narośnie, a wtedy bedziesz z takim bagażem dalej
              walczyć i zabiegać o jego uwagę. Radzę Ci, daj sobie spokój. Odpoczniesz...
              • micca73 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 07.03.05, 22:11
                Ech, no własnie sobie nie wyobrazam...Dzieci? Skoro jest zazdrosny o mojego psa
                czy kota? On uważa ze dziecko to intruz zabierajacy mężczyźnie kobietę...pasozyt
                kradnacy uczucia zarezerwowane dla tego jedynego...chore...Nie chce spedzic
                zycia z kims komu non stop trzeba poswięcac swój czas, uczucia, uwagę, odpędzac
                demony, schizy, paranoje...juz nie chce...bo na moje nie bedzie juz
                miejsca...uświadomiłam sobie ze ostatnie miesiace zyłam jego głową, analizowałam
                kazde swoje zachowanie, słowo, gest pod kątem tego czy on to strawi bezbolesnie
                czy tez cos mu sie nie "włączy" A jak sie włączy to racjonalne myślenie idzie w
                diabły...taka cholerną ulgę dziś czuje...az sama sie dziwię....
    • viptocat Re: mój(?) niedojrzały facet.... 03.03.05, 12:07
      Nie wiem jak to wytłumaczyć ale czuję ,Twój partner to ktoś bardzo podobny do
      mnie. JAK SIĘ Z TEGO WYLECZYĆ ???

      Pozdrawiam
      Viptocat
    • della69 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 07.03.05, 14:55
      Dalas sie wmanewrowac w role osoby z problemami. A on-misiaczek-przytulanka Ci
      tylko pomaga z tego wyjsc. A mnie sie wydaje, ze to bardziej jemu potrzebna
      jest terapia. To jemu bardziej potrzebne bylo odgrywanie roli wybawiciela,
      spychanie winy na Ciebie. Mam racje?
      • micca73 Re: mój(?) niedojrzały facet.... 07.03.05, 22:27
        Nie wiem...moze...on liczył na to że tylko swoja miłością uleczy moja duszę...że
        to ciepło którego ma tak wiele i sie nim szczyci zmaże wszystkie urazy które
        wychodziły w praniu...pamietam kiedy przyznałam sie ze byłam u psychiatry i
        rozpoczęłam terapię...to był szok, usłyszałam: a ja ci nie wystarczam? Taaak,
        tylko uczuciem chciał to załatwić i kiedy okazało się że nie może byc rycerzem
        na białym koniu...moze cos w tym jest...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja