nie mam chyba dystansu

06.03.05, 10:43
witam serdecznie,

nie przegladam tych stron zbyt czesto, nie uczestnicze w rozmowach, nie znam
problemow, ktore tutaj poruszacie. moge sie tylko domyslec, ze na forum
psychologii wypowiadaja sie osoby, ktore potrzebuja pomocy.

nie wiem, czy ja takowej potrzebuje. jesli tak, to z moim refleksem nie
najlepiej, powinnam sie po nia zglosic kilka lat temu. problemy maja to do
siebie, ze powszednieja, staja sie czastka ciebie, zanim sie zorientujesz.
tak wlasnie jest i ze mna. ciesze sie wiec, ze mam jeszcze ochote pytac.
widze w tym nadzieje.

zamiast rozwodzic sie nad poczatkami, powiem jak wyglada sprawa i co
postanowilam na nia zaradzic. na poczatek moze tylko jedna ze spraw, jest ich
wiecej, sa nawet chyba wazniejsze niz ta, ale co tam, ta mi po prostu niezle
dopieka.

mam 25 lat, i jestem kobieta. jestem nia od 25 lat, ale wydaje mi sie, ze
nikt poza mna tego nie zauwazyl. nigdy nie spotykalam sie z facetem dluzej
niz jeden raz, poza takim jednym, ktory chcial cos zalatwic, a ja sie
zorietnowalam dopiero po jakims czasie. tych facetow, z ktorymi sie
spotykalam, poznawalam przez internet.

jestem dosc wysoka, nie moze najszczuplejszam ale tez nie gruba, chodze
ubrana normalnie, ale nie jakos fajnie. nigdy nie mialam kasy i pewnie
fantazji, by ostatecznie zmienic styl z lat licealnych - dzieci kwiaty.
chociaz nie, w ostatnim czasie, po tym jak przestalam sie spotykac z tym
kolesiem, o ktorym wspominalam, kupilam sobie kilka ciuchow. teraz mysle o
tym, zeby zaczac sie malowac. juz odlozylam kase na malowoidla.

z tego powodu, ze nigdy sie z nikim nie spotykalam czuje sie gorsza. i to o
wiele gorsza od wszystkich dziewczyn. nie umiem sobie naprawde z tym
poradzic. mysle, ze od kiedy skonczylam studia jest jeszcze gorzej.

wiem, podobno sa jeszcze jakies takie przypadki, baa, zaraz sie pewnie okaze,
ze polowa polski nigdy nie dostala zadnego kwiatka, nie miala nikogo naprawde
bliskiego do pocieszania w trudnych chwilach, do dzielenia sie chwilami
dobrymi, do przytulania, do calowania, do kochania sie. szczerze mowiac, nic
mnie to nie obchodzi. jestem zdania, ze tez maja niezly problem.

ostatnio juz wybitnie denerwuje mnie sytuacja, w ktorej kazdego nowo
poznanego kolesia traktuje jak potencjalnego faceta. jakie to jest
ponizajace, ze nawet jak mnie nie pociaga, nie interesuje, nie smieszy to i
tak bym sie z nim umowila, bo strasznie brakuje mi meskiego towarzystwa. moze
dlatego, ze wszystko w okolo sie tez wali. a moze dlatego, ze wszystkie moje
kolezanki albo wychodza za maz, albo juz wyszly i sa w ciazy, albo sie
wlasnie zareczyly, ale wszystko to na raz. nie wiem. moze przesadzam.

po tych wszytskich latach, przestalam nawet wierzyc w to, ze spotkam
prawdziwa milosc, ze ktos moglby mnie pokochac, taka jaka jestem. tak po
prostu. a naprawde, jeszcze jakis czas temu naprawde wierzylam, ze to po
prostu kwestia czasu. teraz jakos mi przeszlo. nie wiem, moze dlatego, ze
wkroczylam w dorosle zycie i widze jak ono wyglada. nie mam kiedy kogos
poznac. pracuje w malej firmie, wlasciwie cale dnie, wieczorami chodze do
kina, w weekendy jestem tak zmeczona, ze nie mam na nic sily, zreszta moi
znajomi spedzaja czas w bardzo hermetycznych grupach, nigdy nie ma w nich
nowych osob.

musze konczyc, zreszta to nawet wskazane, bo moglabym tak po prostu pisac i
pisac. nie mam pomyslu, jak zaczac myslec o sobie jako o wartosciowej osobie.
jak o kobiecie, jak zburzyc ten mur, ktory zbudowalam przez te wszystkie
lata.

pozdrawiam

    • lkael Re: nie mam chyba dystansu 06.03.05, 11:02
      Przeczytałem uwaznie Twój list i bardzo mi sie spodobał ze wzgledu na
      szczerość. Moja rada jest taka abyś przestała zwracać uwagę na facetów a wzięła
      sie za siebie, za swoj wygląd, znalazła sobie hobby, okazywała sympatię ludziom
      a wówczas sami do Ciebie przyjdą. Poza tym są osoby w związkach które uważają
      sie za nieszczęśliwe, związki się rozpadają i to też weź pod uwagę. Gdybym był
      młodszy, chętnie bym z Tobą podyskutował na te tematy, bo jesteś bardzo
      inteligentną dziewczyną. Głowa do góry, wszystko co dobre jest przed Tobą.
      Serdecznie pozdrawiam .
      • fijufiju Re: nie mam chyba dystansu 06.03.05, 13:35
        witam, milo bylo przeczytac twoja odpowiedz. ciekawa jestem, jak sobie
        wyobraziles mnie w moim zyciu.

        jak ja widze siebie, raczej nie jestem typem szarej myszki, moze ostatnio,
        wszystko mnie troche przerasta i najchetniej schowalabym sie do mysiej dziury,
        ale zawsze bylam dusza towarzystwa. ogolnie jestem lubiana. taki typ zgrywuski.
        zarty all the time. to jest ta maska, pod ktora znaja mnie wszyscy, jest
        wlasciwie chyba tylko jedna, moze dwie osoby, ktore wiedza, jak wyglada moje
        zycie tak naprawde. inne, moze wiedza, moze nie, nie mam sygnalow, ja raczej
        nie narzekam, zazwyczaj mysle sobie, ze nie jest w koncu tak zle. taka
        codzienna bezmyslnosc, poza tymi chwilami, kiedy nachodzi mnie refleksja, ze
        moze nie do konca.

        przy tym wszystkim jestem troche niesmiala, choc malo kto to podejrzewa, nie
        umiem nawiazywac kontaktow ot tak sobie.

        czasami mysle, ze mam syndrom 'kolezanki'. nie umiem sie zachowywac w stosunku
        do mezyczyzn jak do mezczyzn, a nie kumpli. a praktyki coraz mniej, bo i nowych
        znajomych coraz mniej. hmm, to chyba na tyle, pozdrawiam
    • seksuolog Rozwiazac brak kontaktow 06.03.05, 11:42
      fijufiju napisała:

      > mam 25 lat, i jestem kobieta. jestem nia od 25 lat, ale wydaje mi sie, ze
      > nikt poza mna tego nie zauwazyl. nigdy nie spotykalam sie z facetem dluzej
      > niz jeden raz, poza takim jednym, ktory chcial cos zalatwic, a ja sie
      > zorietnowalam dopiero po jakims czasie. tych facetow, z ktorymi sie
      > spotykalam, poznawalam przez internet.
      >...
      > tak bym sie z nim umowila, bo strasznie brakuje mi meskiego towarzystwa. moze
      > dlatego, ze wszystko w okolo sie tez wali. a moze dlatego, ze wszystkie moje
      > kolezanki albo wychodza za maz, albo juz wyszly i sa w ciazy, albo sie
      > wlasnie zareczyly, ale wszystko to na raz. nie wiem. moze przesadzam.
      >...
      > pisac. nie mam pomyslu, jak zaczac myslec o sobie jako o wartosciowej osobie.
      > jak o kobiecie, jak zburzyc ten mur, ktory zbudowalam przez te wszystkie
      > lata.

      Jest oczywiscie dosc zastanawiajace ze w wieku 25 lat twoja historia zycia jest
      tak uboga. Nalezaloby ustalic przyczyny tego stanu rzeczy i w zaleznosci od
      nich wybrac kierunek terapii.

      Jednak niezaleznie od przyczyn na pewno nie da sie nic zmienic bez rozszerzenia
      kontaktow z ludzmi. Musisz wiec dokladnie przemyslec, zaplanowac i zrealizowac
      nowe kontakty. Czyli jak i gdzie znalezc nowe towarzystwo, poznac nowych ludzi.
      W twoich warunkach nie ma sensu tracenie czasu na kontakty w dotychczasowych
      kregach, trzeba znalezcz cos nowego. Internet czy biura matrymonialne tez moga
      byc ale dobrze jest miec towarzystwo realne.

      Kiedys byla taka historia o osobie ktora nie przyciagala facetow walorami
      cielesnymi a nie miala najmniejszej ochoty na spedzanie zycia w samotnosci
      przez to ze jej nogi nie byly dlugie az po biust czy cienkie jak zapalki.
      Wiec wpadla na pomysl zapisania sie na kurs spadochronowy i zajecia sie ta
      dziedzina bo tam jest kupa facetow a w kombinezonie ciala zbytnio nie widac.
      Skoki ze spadochronem kosztowaly ja mase nerwow ale w koncu zlapala swojego
      faceta.
      • fijufiju Re: Rozwiazac brak kontaktow 06.03.05, 13:10
        dzieki, przyznam, ze pomysl z kursem spadochronowym wydaje sie byc iscie
        szatanskim, aczkolwiek calkiem niezlym..;-) wiem, ze powinnam wyjsc do ludzi,
        ale nie moge sie zmusic, jakbym sie obrazila na caly swiat, taka moja prywatna
        forma buntu, obracajaca sie przeciwko mnie samej. to mnie troche ostatnio
        przybija, bo naprawde staram sie organizowac sobie kazda wolna chwile, tyle ze
        flamenco, czy moja mania chodzenia do kina nie za bardzo sprzyjaja kontaktom.
        probowalam sie zapisac nawet do jakiegos uniwersyteckiego kolka filmowego, ale
        maja spotkania o takich godzinach, w ktorych pracuje. myslalam ostatnio o tym,
        zeby sie zapisac na tai chi, ale cos mi nie wychodzi, moze faktycznie warto
        wziac sie w garsc i wybrac na pierwsze zajecia. no nic, dzieki, pozdrawiam

        czasami zastanawia mnie jak to mozliwe, ze start mamy wszyscy taki sam, a potem
        losy naszego zycia tocza sie tak roznie. czy faktycznie mozliwe jest, zeby
        kilka zdarzen z dziecinstwa przesadzaly o naszym zyciu, determinowaly je i
        niejako nim kierowaly?



    • della69 Re: nie mam chyba dystansu 07.03.05, 13:57
      Dostrzegam pewna analogie pomiedzy Twoim a moim zyciem, wiec postanowilam
      odpisac. Szczegolnie znajomo zabrzmialy wlasnie te "hermetyczne grupy"
      oraz "maski"Wlasnie do 25. roku zycia mialam to samo. Zero facetow, dziewica,
      calowalam sie tylko raz w wieku 16 lat, a potem NIC przez 9 lat! Imprez nie
      lubie, alkoholu pic nie moge, pieknoscia nie jestem. Wszyscy faceci, w ktorych
      sie kochalam, traktowali mnie jak kolezanke. Chyba nawet nie zauwazali, ze tez
      jestem kobieta. Az tu nagle pojawil sie KTOS, o kogo musialam walczyc
      (rozwod), z kim jestem juz wiele lat i dzieki komu moje zycie nabralo sensu.
      Bardzo sie zmienilam. Wiele rzeczy zrozumialam. Wiem teraz, ze te wszystkie
      bzdury, ze "trzeba dbac o wlasny rozwoj, byc samemu dla siebie" sa bardzo
      prawdziwe. Ja mialam to szczescie, ze spotkalam GO, gdy sama jeszcze bylam
      zupelnie "nierozwinieta i nie bylam dla siebie". Ten proces przeszlam juz bedac
      z nim, ale zdaje sobie sprawe, ze nie wszyscy maja to szczescie w mlodym
      wieku. Niektorzy w ogole go nie maja.
      Zakochana kobieta ma to "cos". Milosc rozswietla ja od srodka i wszyscy to
      widza. Paradoksalnie wlasnie tacy rozswietleni uznawani sa za atrakcyjnych.
      Bedac juz w szczesliwym zwiazku czesto otrzymuje dowody meskiej sympatii,
      mialam po drodze wiele "szans" na zwiazki z innymi mezczyznami, czasem jestem
      nawet uznawana za wzor kobiecosci. Ja, ktora kiedys z trudem sama moglam
      uwierzyc, ze jeszcze jestem kobieta!
      Rozswietl sie sama, nie czekaj az ktos Cie wybierze. Po prostu ZYJ. Znajdz
      sobie vos, co Cie kreci. Sprawiaj sobie drobna przyjemnosc kazdego dnia. Naucz
      sie relaksowac. Telewizor czy nawet ksiazka to nie jest gleboki relaks. Na
      efekty (nie tylko w sferze uczuc) nie bedziesz miusiala dlugo czekac.
      Pozdrawiam
      Della
      PS. Argumentu o braku czasu i sily nie uwazam za powazny.
Pełna wersja