ma_ri_ka
14.03.05, 10:06
Raz się zdarzyło, że mój chłopak wulgarnie zareagował
na to co powiedziałam. Uważam, że nie miał powodu, żeby się tak odezwać
ale to zachowanie tak mnie "zagięło" że się wogóle nie odezwałam.
Dodam, że było to w towarzystwie nowo poznanej osoby.
Kiedy byliśmy na osobności zrobiłam mu o to awanturę i
nie rozmawialiśmy ze sobą bardzo długo.
To było kilka lat temu. Od tej pory więcej się nie powtórzyło, aż do wczoraj.
Niemal że identyczna sytuacja...
... zastanawia mnie jak należy zareagować, żeby
on zrozumiał że źle postępuje, i żeby to do niego dotarło w tej chwili.
A chodzi o to chodzi, że powód jest błachy.
Np. ja powiedziałam, że to jest drogie, a on nagle zaczął
mnie baaaardzo ostro krytykować, że jestem "taka" a "siaka", że
moje pomysły są "takie" czy "owakie" i wogóle nie idzie
do niego w tym momencie dotrzeć. Tak jakby zatrzasnęły się klapki
na jego mózgu i oczach. Nic do niego nie dociera, a po chwili
obraża się "śmiertelnie".
Osobiście z tak niedojrzałym i dziecinnym zachowaniem
jeszcze się nie spotkałam.
Nie mam zamiaru "rzucać" go z tego powodu.
Uważam to za problem, a ja nie uciekam przed nim
tylko próbuję go rozwiązać. Rzecz w tym, że w tej konkretnej
chwili chciałabym wyjść (jak to się mówi) - z twarzą, a nie jak
biedna mała, posłuszna dziewczynka, która nie ma nic do powiedzenia.
Poczekać aż się uspokoi i wtedy z nim rozmawawiać?
Ale w danej chwili czuję się upokorzona przez niego i tak
jak wspomniałam mam ochotę rypnąć mu prosto w zęby...