Nienawidzę własnej matki...

22.03.05, 00:32
Mam już dość. Od wielu lat próbuję coś zmienić. Sprawa nie jest prosta. Matka mnie nie biła, w rodzinie nie było alkoholizmu teoretycznie bajka. Jest chyba coś gorszego; terror psychiczny. Gdyby ktoś nas widział razem to poprostu idealna matka i córka. I tak to wygląda, gdy są u nas goście czy rodzina. Ale jest inaczej. Każda moja decyja jest z góry negowana, każdy argument odrzucany. Nie mogę powiedzieć nic nie narażając się na wyśmianie, jeśli próbuję powiedzieć jej jak nasze relacje wyglądaja, dostaję odpowiedź w postaci serii cytatów z książek pseudopsychologicznych za 9,99 z kiosku popartych jej "życiowym doświadczeniem" i usta mi się zamykają. Bo co ja jej mogę powiedzieć jeszcze? Fizycznie już nie potrafię. Jestem osobą dorosłą a każda decyzja, każda myśl jest na dzień dobry konfrontowana przeze mnie z "a co mama o tym pomyśli?". Nie potrafię się z tego wyrwać, jej zdolność manipulacji sięga perfekcji. Staram się tylko zasłużyć na jej jakąkolwiek aprobatę a nigdy jej jeszcze nie osiągnęłam, od dzieciństwa. Mam dwadzieściakilka lat a nadal beznadziejnie staram się dostać od niej to co należy się dziecku, troszkę miłości, bo tego nigdy nie miałam. Jej wiecznie nie ma w domu. Albo jest w pracy albo wyjeżdża do swojego konkubenta. Jak już jest to też źle, bo ja staram się w tych kilka chwil widzenia z nią spróbować porozmawiać, choćby na najdurniejszy temat na świecie. Jednak nieustannie słyszę, wyjdź, przeszkadzasz, czytam, maluję, oglądam serial, jem surówkę. Cokolwiek. Wszystko jest ważniejsze ode mnie. I tak było zawsze, tylko kiedyś myślałam, że tak to wygląda. Teraz zaczynam widzieć świat i ludzi, rodziny wokół mnie i widzę, że to nie tak wygląda... przed maturą usłyszałam "Eee... I tak nie zdasz", gdy zdałam na same piątki, szóstkę i zostałam finalistką olimpiady nie usłyszałam nic. Gdy zdawałam na studia słyszałam tylko, że ona czarno to widzi. Nigy nie słyszałam od niej "kocham cię", nigy mnie nie przytuliła, jeśli nie miała w tym celu, nigdy nie przyznała się do zadnego błędu, nigdy za nic nie przeprosiła. Wiem, że jest osobą nie potrafiącą zdobyć się na jakiekolwiek akty uczuciowości czy zrozumienia a jednak od niej tego wymagam. Moje starsze siostry mają teraz własne rodziny ale w rozmowach ze mną mówią tylko, że ona taka już jest. Tylko, że one są zupełnie inne ode mnie, jedna szybko wyszła za mąż i wyfrunęła z domu a drugiej nie ruszy nawet trzęsienie ziemi a "uczuciowość" odziedziczyła po matce. W ogóle one były w domu jak jescze Tata żył a to była inna bajka, ja już tego nie pamiętam.
Od prawie roku mam depresję i boję się z tym cokolwiek robić, nie wiem do kogo się zgłosić, boję się "standardowego" wyśmiania i zbagatelizowania mojego problemu. <BR>Jest wiele rzeczy i gestów, których ona nie robi ale jeszcze więcej złych słów i czynów, które robi. Czuję się nieustannie osaczona i zaszczuta. Myśląc dom, mam w myślach pustkę, nie mam wspomnień by się do nich odwoływać, bo poprostu nie mam do czego. <BR>Napisałam do niej list, w którym opisałam to jak się czuję i jak bardzo ona mnie rani. To było kilka miesięcy temu a listu jeszcze nie dałam. Boję się. Boję się wielu rzeczy na świecie; samotności, odrzucenia, wyśmiania, ale najbardziej na świecie boję się jej i z tego strachu znienawidziłam ją do głębi serca. <BR>Co zrobić?
    • uhu_an Re: Nienawidzę własnej matki... 22.03.05, 00:53
      jakbym czytala o sobie. no moze u mnie nie jest tak tragicznie jak u ciebie,
      ale podobnie. slowo 'kocham' uslyszalam wowczas gdy sie oto spytalam-czyli
      majac 19 lat. moj rodzic jest wobec mnie ambiwalentny co tez nie sluzy mojej
      psychice. raz jest zle, a za sekunde cacy. czuje sie przez 'rozdrgana', jestem
      niestabilna emocjonalnie, a od kilku lat 'bawie' sie z deprecha. w wieku 15
      lat, zaczelam leczyc sie sama. pomoglo mi to na pewien czas przywrocic spokoj.
      niestety ostatnio depresja wrocila. niemniej jednak, ja zawsze czuje sie
      krytykowana, negowana tj ty i nie wazne co zrobie, jest zle! tez slysze teksty
      typu: nie nadajesz sie, nie zdasz, nie poradzilabys sobie. walczylam owszem,
      ale sil mi braknie. walcze oto, aby zwykla prosba nie byla: laską, krzykiem,
      pretensja. nie, nie czuje sie kochana, szanowana, akceptowana. przyczynia sie
      to do wielu moich problemow, ktore narastaja i dzieje sie coraz gorzej..
      rowniez mam 20-kilka lat, a czuje sie jak na smyczy. czesto sie z tej smyczy
      urywam- tak na zlosc- ale to pofgorsza sytuacje. nie wiem, czy ja jestem tak
      silna psychicznie by powiedziec dosc, czy glupia. nie mam z nikad wsparcia- ani
      ze strony najblizszej rodziny- jestem tzw. czarna owca; bedac nastka czesto sie
      buntowalam, ale to byl bunt przeciwko czemus w rodzinie, ktore tkwilo od kilku
      ladnych lat.-
      ani ze strony znqajomych, bo takowych wlasciwie nie mam-> srogo sie zawiodlam
      na wielu ludziach. ale zawiodlam sie tez na sobie.
      nie wiem co ci poradzic, bo sama mam problem. ja qwiem jedno-> lece do
      psychologa. ja nawet nie wiem kim jestem, a chwiejne nastroje juz mi zyc nie
      pozwalaja. dla mnie zycie jest gra pozorow trwajacym juz ponad 8 lat. rozmowa z
      moim rodzicem przez kilka lat ograniczala sie tylko do JEDNEGO ZDANIA
      DZIENNIE: jak bylo w szole. nic innego sie nie liczylo. nie spytano sie mnie,
      jak sie czuje, czy mam problem, a gdy ja sie odwazylam na 1 krok, to zaraz bylo
      idz mi stad, albo lista jaka ja jestem zla i co powinnam zmienic. zamiast
      wysluchac mnie cos doradzic, to konczylo sie klotnia. nie bylam/jestem
      aniolkiem ale moje zachowanie tez nie wzielo sie z nikad. moje niskie poczucie
      wartosci mnie dobija. cos chce osiagnac wiecej, cos chce wiecznie udowodnic, ze
      jestem czegos warta. tylko komu?
      ja akurat juz wiem co zrobie. jak wczesniej wspomnialam lece do psychologa.
      chce zyc zyciem, a nie jak asceta.(poza tym problemem dochodzi jeszcze wiele,
      wiele innych, ktore wplynely na mnie, ale to inna historia).
      pozdrawiam. trzymaj sie.
      • a.nka ja tez ... 22.03.05, 12:53
        jestem na etapie szantazu emocjonalnego ze strony rodziny. Ze przyczynilam (i
        przyczyniam) sie do pogorszenia zdrowia mamy :( Ze jesli wyjade jeszcze dalej
        niz jestem (a jestem zagranica, ale w Europie), z mezczyzna ktorego nie
        akceptuja - to tego NIE PRZEZYJA. Ze nie pozwola mi tego glupstwa zrobic bo I
        TAK MI SIE NIE UDA, widzac ze moje malzenstwo juz mi sie nie udalo. Fakt,
        strasznie maja zszarpane nerwy - moja mama musi opiekowac sie dziadkami, ktorzy
        strasznie podupadli na zdrowiu, prawie juz na oczy nie widza, nie wychodza z
        domu, ... moj tata ledwo, ledwo z serduchem. Ciesza sie jedynie na mysl, ze
        spedze Wielkanoc z mezem, z ktorym i tak od dwoch lat jestem w separacji. Dla
        kogo to robie? Dla siebie? Dla nich?
        Pomyslicie, ze durna jestem ... ale ja naprawde sie boje, ze oni naprawde sie
        zalamia :( Probuje zerwac z tym mezczyzna z daleka. Eh, probuje ...
        • slowianka2 Re: ja tez ... 22.03.05, 13:35
          U mnie tak samo! NIE PRZEŻYJĄ WYPROWADZKI, NIE PRZEŻYJĄ TEGO FACETA, CO TY
          SOBIE WYOBRAŻASZ, NIE UDA CI SIĘ, FACECI SĄ ŻLI, ON CIĘ WYKORZYSTA I ZOSTAWI!
          Nie zauważyli że przy nim wypiękniałam, rozpromieniłam się, ba! zaczęłam mieć
          powodzenie (tyle,że jestem zajęta).

          To dlatego nie umiem z nimi rozmawiać i nie chcę - bo zanegują wszystko, co
          zrobiłam.
          • a.nka Re: ja tez ... 22.03.05, 14:09
            slowianko, ja tez juz po prostu nie wiem jak z nimi rozmawiac: na to, ze jest
            dla mnie dobry jak nikt wczesniej, ze troszczy ... uslyszalam, ze troszczyc to
            sie powinnam sama o siebie, a nie pod skrzydla do kogos :-(
            A on mnie po prostu kocha. I ja go tez.
            A maz przyjezdza - spytalam sie czego oczekuje ode mnie. Seksu :-(

            I jak sobie z tym dajesz rade?
            • slowianka2 Re: ja tez ... 22.03.05, 14:20
              No cóż... przestałam słuchać rodziny. Mam nową rodzinę: Ukochanego, jego tatę,
              który jest czarującym staruszkiem i bardzo nieznośnym...

              Ostatni raz rozmawiałam z nimi w czasie Swiąt. Doprowadzili do sytuacji, że
              moja własna rodzina stała sie przykrym obowiązkiem do odbębnienia w czasie
              Świąt. To boli, bo chciałabym miec normalny świat wokół siebie. Ale mam to, co
              mam.

              Mam mężczyznę, który mnie kocha i zrobi dla mnie wszystko. Ostatnio nawet
              zadeklarował,że zniesie mój ewentualny wyjazd na studia do innego miasta i że
              jakos to przetrwamy, choć wiem że będzie go bolało :(

              Czasem mam wrażenie że nie zasłużyłam na tyle dobra. A jednak dobro jest.
              • a.nka Re: ja tez ... 23.03.05, 00:02
                na pewno zasluzylas ... czy inaczej tak bardzo by cie kochal? ;)
                trzymaj sie i zycze wam obojgu duzo dobrych chwil
                • borghia Re: ja tez ... 23.03.05, 00:37
                  Dziękuję:)
    • ewka5 Re: Nienawidzę własnej matki... 22.03.05, 08:20
      Dziewczyny, matek nie zmienicie ani ich zmieniac nie macie.
      Zmiencie swoje do nich i do tego, co wyprawiaja, podejscie. Tyle jestescie
      wladne zrobic. To zreszta bardzo duzo, wcale nie jest to latwe, ale warto!
      W sobie odnajdzcie grunt, a nie w matkach, ojcach czy kimkolwiek innym.
      To jest mozliwe!
      Terapia, terapia i jeszcze raz terapia.
      I nie mysl, ze problem jest bagatelny czy smieszny, bo nie jest!
      • marys_ofo ja też... 22.03.05, 09:21
        nienawidziłam mojej matki, dom miałam taki sam - nie patologia - nie było
        alkoholu, awantur tylko chłód i wyszydzanie. Też dziwnym zbiegiem okoliczności
        byłam "czarną owcą". Odkąd pamiętam chciałam iść do domu dziecka - takie
        marzenie z dzieciństwa. Zawszelką cenę chciałam żeby matka mnie pokochała,
        zaakceptowała, robiłam różne dziwne rzeczy - otwierałam firmy no i jak miałam
        kasę to i młodszemu rodzeństu pozwalała do mnie przychodzić. Jak nie miałam to
        udawała że mnie nie zna. Przez tą schedę z dzieciństwa trudno mi było ułożyć
        sobie życie z jakimś facetem, bo moja matka nabijała nam głowy sprzecznymi
        komunikatami: że kobieta powinna być niezależna - a sama była zależna od mojego
        ojczyma (cudowny człowiek), że dzieci to zło konieczne (miała nas czworo)itp.
        ALE MOJE PANIE przyszedł taki dzień kiedy miałam dość tego ciągłego
        doskakiwania do jej wymagań. Z dnia na dzień wyprowadziłam się daleko i
        nabrałam dystansu do sprawy, zrobiłam rzecz której moja matka się nie
        spodziewała - WYPIEŁAM SIĘ NA NIĄ I JEJ OCZEKIWANIA.
        I sytuacja diametralnie się zmieniła, najpierw moja matka nie wiedziała co się
        dzieje, a potem sama zaczęła za mną "dreptać".
        Nie mówie że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, bo nie jesteśmy ale zaczęła
        mnie szanować, słuchać i traktować jak dorosłego człowieka. A jak na taki
        ciężki układ z toksycznej chałupy to uważam że i tak dobrze.
        pozdrawiam, bo można cos zmienić
        • marys_ofo Re: ja też... 22.03.05, 09:23
          aha, mam cudownego faceta i dobre normalne życie...
    • witch-witch Re: Nie ty jedna! Ty nie jesteś taka jak ona. 22.03.05, 10:57
      Matka i ty róznicie się, ty jesteś ciepła, uczuciowa i nteligentna, otwarta a w
      szczególności masz emocjonalnie silne uczucia. Twoja matka jest inna. Jest
      ograniczona, słaba uczuciowo i emocjonalnie i intelektualnie. Bo tak jest
      zbudowany i pracuje jej mózg. Tak została ukształtowana, zapewne pochodzi z
      prostego domu, gdzie babcia nigdy nie pracowala i dziedek traktowal ją jak
      zero, moze twoja matka ma problemy ze własną tożsamością dlatego tak ciebie
      dołuje. Ona zwyczajnie siebie nie kocha.

      Wiele nie jesteś w stanie zmienić z tego powodu, dla ktorego ona tego nie
      zrozumie. Mów ze ślepym o kolorach! Nic z tego nie rozumie i tak jest z twoją
      matką. Ty może przejełaś inne geny, inne środowisko cię uczyło i wychowywało.
      Dlatego nie możesz oczekiwać zmian ze strony matki. Bo ona rad od ciebie nie
      przyjmie do siebie. Natomiast jeżeli interesuje sie kioskową literaturą
      psychologiczną to może w poradni rodzinnej ktoś udzieliłby wam pomocy. Jakby
      tam nie było, powinnaś szukac pomocy u psychologa i w ogóle kogoś trzeciego do
      pomocy w tej sytuacji. To nie są bagatelne sprawy pomyśl tylko około 90 % ludzi
      szukających pomocy, to ludzie z konfliktami wyniesionymi z domu.
      To ogromna liczba! Nie myśl, że ona zycia uczuciowego nie ma. Ma ale wyglada
      ono zupełnie inaczej niż twoje. Problem jest tylko taki, że za jej problemy bo
      problemy to ona ma, ty PŁACISZ!!! Złym samopoczuciem i depresją.
      Inna sprawa powinnas walczyć o siebie i starać sie usamodzielnić. Może wyjedź i
      studiuj w innym mieście. Załatw sobie pracę. Trzymaj się z dala od niej. Po
      prostu wyprowadź sie z domu. I nie traktuj tego co ona mówi serio, po pierwsze
      nikt nie wie jak jutro będzie wygladać, po drugie ona jako słabsza jednostka
      emocjonalnie i każdym innym wzgledem, może tylko mówić sama za siebie. Tobie
      jest przeznaczony inny los. Napradę radze ci szukać pomocy u psychologa, nie
      masz nic do stracenia a wiele do wygrania.

      Trzymam za ciebie kciuki i życze ci wszystkiego najlepszego.
      • borghia Re: Nie ty jedna! Ty nie jesteś taka jak ona. 22.03.05, 17:25
        Nie wiem czy to takie oczywiste, czy to ty tak wykombinowałaś ale rzeczywiście; babcia była służącą we własnym domu a traktowana była jeszcze gorzej. Nie myśle, iz ona(matka) nie ma życia uczuciowego, bo wiem, że ma, tylko nie dla mnie... Jest bardzo szczęśliwa ze swoim facetem, ma wielu przyjaciół i dobre stosunki z rodziną. Oczywiście na zewnątrz, bo jak to jest za kulisami nikt nie wie bo ona dokładnie tego strzeże. Uprawia taką "kołtunerię" na wieeelką skalę.
        Nie wyjadę do innego miasta bo tu jest wszystko co mam, tutaj już studiuję . Znalazłam sobie prace, pracuję w fabryce w każdy weekend, albo na nocke albo na rano. Mam rentę po tacie, połowę oddaję jej. Do pracy też się przyczepiła, zarzucając mi że traktuję dom jak hotel. W tygodniu uczelnia, chłopak, w weekendy praca. Nie stać mnie poprostu na pełne usamodzielnienie, bo z roboty w fabryce i rentki się nie utrzymam. Wiem tylko, że jeśli zaistniałaby taka potrzeba, mogę pomieszkać trochę u mojego chłopaka z rodziną. Oni są przynajmniej normalnymi ludźmi z uczuciami i kojarzą znaczenia słowa "rodzina". Dziekuję za komentarz. Do psychologa mam zamiar się wybrać tylko tak trochę ciężko mi to idzie;)
        • rachela180 Re: Nie ty jedna! Ty nie jesteś taka jak ona. 22.03.05, 17:51
          Na zachodzie nikogo nie mam, więc nie pomogę :(

          Widać jednak, że walczysz. Szukasz pomocy - to dobry znak, więc będzie dobrze :)
    • slowianka2 Re: Nienawidzę własnej matki... 22.03.05, 13:30
      Gdy byłam mała widziałam zewsząd sztuczne uśmiechy i sztuczne pocałunki
      przy "ludziach", czułam chłód ocieplany plastikowymi zabawkami. I ból. Ból, gdy
      zrobiłam coś żle, gdy ośmieliłam się za głośno roześmiać... podnosiła się
      wielka ręka matki - do dziś kojarzy mi się z zimnem i bólem. A gdy byłam
      zaziębiona, czekałam na nia na przystanku przed przedszkolem na deszczu
      godzinę, dwie z gigantycznym glutem do ziemi. Nie pamiętała, że ma mnie odebrać.
      Czasem nadchodziła noc. Tego bałam się najbardziej, bo wtedy ręka przychodziła
      w swej najstraszniejszej formie.

      A potem? Ręka zniknęła, choć przychodziła i przychodzi w snach. Pojawiła sie za
      to codzienna histeria: to połóż, tego nie wolno, tego nie rób, z tą sie nie
      koleguj, pamiętaj mężczyżni są żli, nie wolno przynieść wstydu rodzinie, masz
      być lekarzem albo przawnikiem, co nas obchodzi że nie chcesz, masz mieć zawód,
      a w ogóle jak w szkole było? 5? OK. 2? Jesteś do niczego! niczego nie
      osiągniesz! Nie spotkasz się z ojcem - to głupi i ograniczony facet, tatuś jest
      zły, zostawił was, on sie toba nie interesuje i cię nie kocha! Nie, nie wolno
      ci założyc tej bluzki, jak chcesz sie pokazać ludziom? Pójdziesz w tym, nie
      pójdziesz na dyskotekę, nie wolno, grzeczne panienki nie chodzą potańczyć. A
      potem było jeszcze gorzej: gdzy zaczęłam się z kimś spotykać zaczęło się
      piekło. Wyprowadziłam się, żyję po swojemu, z Ukochanym przy boku. Jestem
      akceptowana, jestem kochana, JESTEM. Z rodziną nie rozmawiam do dziś, bo po co?
      Nie spełniłam niczyich oczekiwań.

      Ojciec, jak sie okazało, to newralgiczny punkt - chciał się spotykać, ale mu
      odmówiono ze mną kontaktów. Miało go nie być, i mnie miało nie być. Okazało się
      to dopiero niedawno, kilka tygodni temu się dowiedziałam że gdy dzwonił że
      przyjedzie - mówiono: jest zajęta i nie chce cię widzieć. A ja nic nie
      wiedziałam.

      Mam rodznę taką, jaka mam. Wyniosłam z niej smutek, strach i samotność. Tez się
      bałam, boję się do dzisiaj, ale ja miałam szczęscie - trafiłam na kogoś, kto
      mnie pokochał i kto pomógł mi w spotkaniu z ojcem.

      Co Ci radzić? Nie wiem. Terapia na pewno się przyda. Szukaj przyjaciól, zwierz
      się komuś, komu zaufasz. To może być mężzyzna, jak u mnie, ale nie musi. Musisz
      zobaczyć, że nie jesteś sama. Bo nie jesteś.

      Jeśli dasz radę - wyprowadż sie z domu i wtedy daj matce list. Jeśli Cie
      odtrąci - pokaże ostatecznie ze nie ma między Wami porozumienia i że nie
      rozumie Twojej potrzeby ciepła.

      Wierze że znajdziesz dobre rozwiązanie dla siebie, że ci się uda. Wesołych
      Świąt :)
      • cheesey Re: Nienawidzę własnej matki... 23.03.05, 11:13
        no dobra, matka, ojciec, a masz rodzenstwo? Moze ono dodaje Tobie otuchy
        • borghia Re: Nienawidzę własnej matki... 23.03.05, 11:51
          Mam rodzeństwo, starsze siostry ale rzadko się z nimi widuję, mieskaja daleko z własnymi rodzinami. Poza tym jedna siostra nie widzi problemu a druga nie chce nawet pamiętać jak to było w "domu" i uważa że do matki mam podchodzić z litością nie nienawiścią. Mogłabym tak zrobić gdyby jej działania nijak na mnie nie wpływały ale dotyczą one bezpośrednio mnie i nieustannie ingerują w moje życie.
    • rachela180 Re: Nienawidzę własnej matki... 22.03.05, 13:48
      Czy jesteś z Warszawy?
      • borghia Re: Nienawidzę własnej matki... 22.03.05, 17:28
        nie, zachód Polski.
        • 2001ak Re: Nienawidzę własnej matki... 23.03.05, 12:08
          jedyna rada: zajmij się swoim życiem matki ( ojca ) nie zmienisz i nigdy się
          nim nie przypodobasz próbujac za wszelka cene pozyskać ich akceptację.
          Wiem o czym mówie, naprawdę.
          Zaimij sie swoim życiem i kropka
          być może po latach zyskasz jej szacunek być może nie
          ale będzie ci już to wisieć.
          Pozdrawiam.
          • lilka_27 Re: Nienawidzę własnej matki... 23.03.05, 18:11
            Witajcie,
            mam ten sam problem. Mama wychowywała mnie samotnie. Na początku byłyśmy
            najlepszymi przyjaciółkami. Problem pojawił się wraz z pojawieniem się w moim
            życiu pierwszych mężczyzn i niezależnych od niej decyzji. Moi faceci nigdy nie
            spełniali jej oczekiwań, a moje decyzje byly zawsze nie takie: zła szkoła, złe
            studia. Poprzeczka była zbyt wysoko, choć zawsze się starałam. Oczywiście,
            przed ludźmi zawsze chwaliła się córką, kora doskonale się uczyła i zdobyła
            pozycję zawodową. Wreszcie poznałam mężczyznę mojego życia i wyszłam za niego
            wbrew woli mamy, która uczyniła z dnia mojego ślubu najgorszy dzień w moim
            życiu. Moj mąż widząc moje łzy i ból - znienawidził ją. A ja kolejny raz
            wyciągnęłam rękę i wybaczyłam mając nadzieję, że od tej chwili już zawsze
            będzie dobrze. Nie było, ona deptała kolejną nadzieję. Ale ja i tak wybaczałam
            dalej awantury i przykre słowa. Tłumaczyłam sobie, że to moja wina, że to ja
            jestem wyrodną córką, bo nie potrafie się jej oddwdzieczyć za to, że mnie
            dobrze wychowała i choć była sama miałam wszystko. Cały czas pomagałam mamie
            finansowo, bo zwolnili ją z pracy. Wszystko zmieniło się tydzień temu. Wyszłam
            od mamy znowu z płaczem i powiedziałam, że juz do niej nie zadzwonię. To ona
            musi wszystko przemyśleć i tym razem to ona musi wyciągnąć rękę. I nie tylko do
            mnie, również do mojego męza. Nie wiem, czy wytrwam, bo idą święta. Bardzo ją
            mimo wszystko kocham. Pomóżcie mi. Co mam zrobić.
Pełna wersja