e883
30.03.05, 01:59
Parę dni temu stało się coś co całkowicie zmieniło mój sposób patrzenia na
niektóre sprawy i niektóre osoby.
W niedzielę siedziałam wieczorem ze znajomymi z pracy przy piwku. Byłam tam z
moją koleżanką, którą znam już wiele lat a która od paru m-cy pracuje ze mną.
Było fajnie. Wypiłam parę piwek, po 3 w nocy M. wpadł po mnie. Pożegnałam się
i pojechaliśmy do domku.
A moja koleżanka, nazwijmy ją A. została. Następnego dnia podczas rozmowy
telefonicznej dowiedziałam się ze szczegółami co się działo dalej.
A. była sama w domu, rodzice pojechali do rodziny na święta. Po 5-tej nad
ranem odprowadziło ją do domu 3 kolegów. Tam siedzieli ... dwóch się zmyło
koło 8 rano a jeden został u niej...
"...całowaliśmy się, spaliśmy razem, przytuleni i wiesz... tylko okres
powstrzymywał mnie żeby tego nie zrobić..." ---> jej słowa.
Wyszedł od niej o 18 następnego dnia.
I wiecie... dziś w pracy nie umiałam z nią normalnie rozmawiać, ba, nawet
patrzyłam się na nią z lekkim obrzydzeniem.
Tak tylko teraz się zastanawiam czy może to ja jestem jakaś nie na topie czy
rzeczywiście nastały takie puszczalskie czasy, gdzie dziewczyny nie mają do
siebie szacunku...
A co Wy o tym myślicie?