iza42
02.04.05, 08:25
Witajcie ,
Jestem namietna czytelniczka tego forum bo jest tu wiele ciekawych watkow i
dyskutuja tutaj inteligentni ludzie.
Od dlugiego czasu - wlasciwie przez wiekszosc czesc mojego zycia zmagam sie z
nastepujacym problemem - daje sie wykorzystywc innym . Do napisania tego postu
sklonila mnie sytuacja w pracy ale problem ten zaznacza sie rowniez w innych
sferach mego zycia.
Pracowalam juz w zyciu w wielu miejscach i wszedzie jest podobnie - pracuje
sumiennie, wywiazuje sie z powierzonych obowiazkow , w miare jak pracuje tych
obowiazkow mi przybywa bo moi koledzy i szefowie orientuja sie ,ze sobie
dobrze radze co ich cieszy bo moga na mnie zwalic czesc swoich zadan , ja
sie tych zadan podejmuje bo - no wlasnie dlaczego ? Moze nie chce im sprawic
zawodu? Nie wiem .Do pewnego momentu pracuje jak w zegarku i jestem
zapracowana ale szczesliwa ,ze potrafie tyle zrobic w pojedynke - ale tylko
do czasu, bo potem ogrania mnie zmeczenia i frustracja. Potem albo zmieniam
prace , gdzie cykl powtarza sie od poczatku , albo komunikuje mojemu
pracpdawcy ,ze jestem na skraju kryzysu nerwowego i on /ona troche mi tych
ciezarow ujmuja robiac wspoczujace miny. Moje interwencje nie sa skuteczne bo
ciezarow i obowiazkow szybko przybywa do nastepnego kryzysu. I tak dalej...
Zdaje sobie sprawe ,ze problem tkwi we mnie bo po prostu daje sobie wejsc na
glowe . Moje zycie towrzyskie przed laty rowniez podporzadkowane bylo podobnym
zasadom - czyli mialam duzo tzw przyjaciol , ktorzy mnie znali wtedy jak cos
ode mnie potrzebowali, niektorzy potrafili mnie tak bardzo absorbowac swoimi
sprawami,ze raz autentycznie rozchorowalam sie za zmeczenia i wyczerpania.
Po wyjsciu za maz takich problemow z takimi przyjaciolmi nie mam , bo
skutecznie odstraszyl ich ode mnie moj maz - od ma inne podejscie do pracy i
przyjazni niz ja.
Niestety w pracy nie moze mi pomoc.
Od szeregu lat mieszkam za granica , pracuje w zawodzie i mam ciekawa prace i
lepsze zarobki- wydawac by sie moglo ,ze zaliczam sie doszczesciazy. Na
dodatek o prace w moim zawodzie jest nietrudno i nie grozi mi bezrobocie.
Moglabym pozwolic sobie na wieksza asertywnosc nie ryzykujac wiele , jednak
tego nie na co dzien nie robie - nie potrafie, zapominam?
W chwili obecnej sytuacja w pracy dopiekla mi tak bardzo ,ze mysle o zmianie.
Chyba nikt tego nie podejrzewa , jestem raczej lubiana i nie mam specjalnie
problemow interpersonalnych. Nie okazuje specjalnej zlosci , gdy koledzy
zwalaja na mnie robote , ktora do mnie nie nalezy. Jednakze wewnecznie czuje
sie wypalona. Na dodatek zle sie czuje mam chyba oslabiona odpornosci bo od
tygodni wleka sie za mna jakies infeckcje wirusowe , gorzej sypiam , jestem
poirytowana...
Wiem ,ze to znak ,ze dalej tak dlugo nie pociagne i ,ze cos musze zmienic -
albo postawic ultimatum dyrekcji albo odejsc . Wiem rowniez ,ze to nie
rozwiaze mojego problemu
Jak zmienic siebie ? Poradzcie
iza