kobietka_kokietka
17.04.05, 13:18
czasami zdarza się tak, że czuję się tak słaba, zmaltretowana i bezbronna, że
zamiast jak zwykle radzić sobie z problemami sama, proszę o radę.
i tym razem tak jest.
nie jestem dzieckiem, nastolatkiem, ani babką z założoną od dawna własną
rodziną. jestem młoda. od kilku dobrych lat na własnym utrzymaniu, a zaczełam
wcześniej niż moi rówieśnicy. nie mam męża ani narzeczonego, nie mam dzieci.
jeszcze. mieszkam na swoim. a raczej mieszkałam.
wszystko układało się cudownie dopóki miałam pracę. pewnego dnia, dnia kiedy
kończyła mi się umowa, przyjechał jeden z kierowników zawiadomić mnie, że oto
właśnie jestem ostatni dzień w pracy. nie podano mi powodu, pożeganano i
aliwederci niezależności.
stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie tymczasowy powrót na łono
rodziny. przyjechałam do miasta rodzinnego mojego, do domu, gdzie ucieszona
czekała na mnie matka i brat. ojca nie mam, bo okazał się tchórzem i zwiał.
jestem tu już 2,5 tyogodnia z przerwami. problem z moją matka polega na tym,
że jest to kobieta, która uwielbia sobie podporządkowywać ludzi, szczególnie
swoje dzieci. despotka.
mój brat ma 20 lat, pisze w tym roku maturę i doczekać się już nie może, żeby
przeprowadzić się do mnie i zostawić za sobą te ciągłe akcje jakie funduje mu
matka. ja dzięki niej, 2 lata temu przechodziłam depresję. jestem silną osobą,
w życiu aję sobie radę sama, nie mam na kogo liczyć, wiem, że tylko ode mnie
zależy moje życie, nauczyłam się niezależności i ukochałam ją sobie. a ona
próbuje mną dyrygować, kierować w sposób nie znoszący sprzeciwu.
wczoraj była scena. brat wyszedł odprowadzić znajomych, długo go nie było, ona
spała, kiedy się obudziła zaczęła się drzeć, gdzie jest i rzucać
przekleństwami. tak jakby była jakimś menelem na głodzie. pokłóciliśmy się.
broniłam brata, jak zwykle. bo co do cholery ją obchodzi, gdzie on jest?
wystarczy że ja wiem! i po co ta cała scena? po co przezwiska? po co!!!!!!???
przecież to dorosły człowiek! stara się jak może, żeby nie wszczynać kłótni,
ale ona potrafi się wszystkiego przyczepić. a jak się ją sprowadza do poziomu
to pada "bo ja was kocham". w dupę niech sobie wsadzi tą swoją fantastyczną
miłość!! przez nią, żadne z nas nie wierzy w miłość. bo jeśli się kocha tak
jak ona, to lepiej nie kochać w ogóle. każde z nas marzy i modli sie o to,
żeby nie być takim rodzicem jak ona.
ja czuję sięniekochana, niepotrzebna, niechciana. fakt, że nie mam partnera,
nie mam pracy i jestem ....
jest mi źle. nie wiem jak z nią rozmawiać, nie wiem jak olewać jej
pierdzielenie. tyle agresji rodzi we mnie jej postawa. tyle złości,
nienawiści. nie mogę sobie z tym poradzić.
tylko uciekać...