Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny

17.04.05, 16:00
Witam,

Chciałabym się podzielić moim problemem - mój mąż nie akceptuje mojej
rodziny. Jestesmy już po slubie ponad cztery lata. Ja pochodzę z małego
miasteczka na Podlasiu, mąz jest rodowitym warszawiakiem, poznalismy się w
Warszawie. Na poczatku widziałam z jego strony chłodny dystans, który powoli
przerodził się w nieukrywaną niechęć. Każdy wyjazd do mojej rodziny czy też
jej wizyta u nas to pewna kłótnia. Przy okazji każdych świąt ma miejsce
licytacja na ile dni jedziemy i widzę jak tylko odlicza czas do powrotu do W-
wy. On ma rodzinę na miejscu, a ja nie. Widzę, że w jej towarzystwie źle się
czuje, jest biernym obserwatorem, nieobecnym duchem. Zawsze używa
zwrotów "moja rodzina, twoja rodzina" chocaz jest przecież jej członkiem. Mąż
jest człowiekiem wykształconym, ma dobrą pracę w której jest lubiany i
szanowany, ale jest typem domatora i introwertyka. Nasz dom traktuje wedle
angielskiej zasady: "my home is my castle" podczas gdy ja jestem otwarta na
wizyty i odwiedziny. Niestety staje się to coraz częściej powodem konfliktów
i awantur. Twierdzi, że mamy inną mentalność, sposób bycia ( nie cierpi wręcz
długich spotkań rodzinnych przy stole, wzajemych odwiedzin całych rodzin co
jest normalne w moich stronach). Czasami wręcz wychodzi z domu na długie
godziny gdy przyjeżdza moja rodzina. Co o tym myśleć? Czy brak akceptacji
mojej rodziny nie jest wyrazem braku akceptacji dla mnie? Wygląda na to,ze
nie dobraliśmy się zbyt dobrze pod tym względem.

Proszę o pomoc.
Dzięki,
llynxxx
    • hsirk Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 17.04.05, 16:04
      coz rysiu,

      moze nie trzeba bylo sie na gabrysie zmieniac... :)
    • golden_lady Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 17.04.05, 16:12
      Ilynxx,
      W takim układzie jaki opisałaś warto by pomysleć o wspólnym dochodzeniu do
      porozumienia.
      Jedna wizyta Twojej rodziny u Was w mieszkaniu mniej i jeden raz więcej
      zostanie w domu Twojego męża przy okazji odwiedzin.
      Chyba tylko spokojna rozmowa jest tu w stanie coś zdziałać.
      • ela1001 Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 18.04.05, 08:57
        U mnie jest sytuacja odwrotna.
        Ja , niestety nie akceptuję części rodziny męża - nie odpowiada mi ich sposób
        bycia, mentalność i poglądy na życie. Wręcz mnie drażnią. Przy tym są
        chałaśliwi i męczący - każda ich wizyta w naszym domu to dla mnie prawdziwa
        męka i ból głowy.
        Nie znoszę ich wywodów na tematy które mnie wogóle nie interesują - są z innej
        planety.
        Staram się być dla nich miła - ale jak długo można ?
        Mój mąż również krytycznie odnosi się do ich poglądów i zachowania, ale gdy ja
        próbuję coś powiedzieć na ich temat - staje murem w ich obronie. Jego zdaniem
        sam fakt , że są Rodziną powoduje konieczność utrzymywania z nimi bliższych
        kontaktów.
        Odnoszę wrażenie , że jego poczucie tzw. rodzinnej solidarności jest
        silniejsze od zdrowego rozsądku.
        Czasem dochodzę do wniosku, że gdybym lepiej poznała jego "Rodzinkę" przed
        ślubem , to chyba bym za niego w ogóle nie wyszła.
        Czy naprawdę wychodząc za mąż jestem z góry skazana na towarzystwo osób które
        są w mojej ocenie beznadziejne i prymitywne?
        Najlepsze w tym wszystkim jest to , ż mój mąż widzi w ich zachowaniu pewne
        patologie, ale zmusza mnie do przyjmowania ich w naszym domu tylko z tego
        powodu , że łączą go więzy krwi.
        Czy Waszym zdaniem jest to wystarczający powód , żeby oczekiwać od partnera ( w
        tym przypadku od żony), zaciśnięcia zębów i udawania radości na ich widok?
        Co to znaczy "być rodzinnym"? Od męża usłyszałam , że nie jestem.
        Czy mąż, żona mają prawo w tej kwestii być asertwnymi, jeżeli nie trawią
        rodziny drugiej strony?
        Czy naprawdę jest to taka " świętość" , że nie ma się prawa do
        własnego "świętego" spokoju ?
        • kreska-40 Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 18.04.05, 15:54
          Jestem w takim wieku,ze w kazdej chwili mogę zostac tesciową i z przerażeniem
          czytam niektóre wypowiedzi.
          Rodziny się nie wybiera,tak jak przyjaciół,a męża otrzymuje wraz z
          "przyległościami" tzn.rodzicami,rodzeństwem i dalszą rodziną.W ten sposób
          rodzina powiększa się dla każdej ze stron i tylko od kultury,empatii i dobrej
          woli zależy jak ułożą się stosunki z tą nową rodziną.
          To nie musi być miłość od pierwszego wejrzenia,ale serdeczność,otwartość,chęć
          niesienia wzajemnej pomocy powinna być natychmiast.
          Czasem trzeba zaakceptować fakt,ze oni mają inne poglądy,gusty,sposób bycia.
          Nazywanie rodziny męża prymitywami jest niedopuszczalne.
          Sama jestem synową już wiele lat.Czasem układanie dobrych stosunków z rodziną
          męża wymagało odemnie wiele cierpliwosci i wyrozumiałości.
          Tak bardzo się różniliśmy...
          Z perspektywy lat wiem,że opłaciło się.Nie macie jeszcz pojęcia,jak bardzo
          napięte stosunki z rodziną potrafią zaszkodzić małzeństwu.
          No i cały czas pamiętałam,że to teściowa wychowała dla mnie ukochanego.
          Chyba dobrze,skoro go wybrałam i jest dla mnie najblizszym człowiekiem juz tyle lat.
          • ela1001 Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 19.04.05, 08:06



            kreska-40 napisała:

            > Jestem w takim wieku,ze w kazdej chwili mogę zostac tesciową i z przerażeniem
            > czytam niektóre wypowiedzi.
            > Rodziny się nie wybiera,tak jak przyjaciół,a męża otrzymuje wraz z
            > "przyległościami" tzn.rodzicami,rodzeństwem i dalszą rodziną.W ten sposób
            > rodzina powiększa się dla każdej ze stron i tylko od kultury,empatii i dobrej
            > woli zależy jak ułożą się stosunki z tą nową rodziną.
            > To nie musi być miłość od pierwszego wejrzenia,ale serdeczność,otwartość,chęć
            > niesienia wzajemnej pomocy powinna być natychmiast.
            > Czasem trzeba zaakceptować fakt,ze oni mają inne poglądy,gusty,sposób bycia.
            > Nazywanie rodziny męża prymitywami jest niedopuszczalne.

            Niestety czasami pewnych zachowań i postaw życiowych nie jest się w stanie
            zaakceptować. Nie napisałam że cała rodzina mojego męża to prymitywy ale
            niestety kilka osób wykazuje wyraźne patologie. Gdyby byli dla mnie obcymi
            ludźmi ( czytaj spoza rodzinnego "klanu" )- nie mieliby wstępu do mojego domu.
            Ja muszę ich przyjmować i to z uśmiechem na ustach.
            W imię jakich wartości ?
            Pewne cechy mnie po prostu odrzucają!
            Nie chcę się wdawać w szczegóły, ale jeżeli ktoś postępuje wbrew wszelkim
            regułom moralnym, etycznym , chrześcijańskim itd.. to nie mam dla niego
            szacunku.
            Z jakiej racji mam akceptować coś czego nie jestem w stanie przyjąć do
            swiadomości? Czasem naprawdę trudno jest wymagać aż takiej tolerancji.

            > Sama jestem synową już wiele lat.Czasem układanie dobrych stosunków z rodziną
            > męża wymagało odemnie wiele cierpliwosci i wyrozumiałości.
            > Tak bardzo się różniliśmy...
            > Z perspektywy lat wiem,że opłaciło się.Nie macie jeszcz pojęcia,jak bardzo
            > napięte stosunki z rodziną potrafią zaszkodzić małzeństwu.

            Zgadzam się , napięta atmosfera na tle rodzinnych kontaktów bardzo szkodzi
            małżeństwu.
            Dlatego decyzja o ślubie powinna być poprzedzona "rozpoznaniem terenu" na który
            się wchodzi. Niestety zarówno ja, jak zresztą wiele osób zaślepionych miłością
            w ogóle się nad tym nie zasatanawia na zasadzie, że kultura i empatia będzie
            gwarancją dobrych stosunków w rodzinie.
            Niestety dobra wola to za mało. Jeżeli rodziny zasadniczo się od siebie róznią
            to spięcia są nieuniknione.

            > No i cały czas pamiętałam,że to teściowa wychowała dla mnie ukochanego.
            > Chyba dobrze,skoro go wybrałam i jest dla mnie najblizszym człowiekiem juz
            tyle
            > lat.
            Moja teściowa mojego ukochanego rozpuściła - z całym szacunkiem. Niech jej
            ziemia lekką będzie...
            To ja go wychowałam na mężczyznę dzięki swojej miłości i konsekwencji.
            Jesteśmy ze sobą ponad 20 lat i nadal się kochamy.
            Mąż ma 2 siostry - obydwie się rozstały z mężami, którym bardzo współczuję.
            W obydwu przypadkach zawiniło wychowanie teściowej, dla której wszyscy faceci
            to trutnie ( za wyjątkiem syna) i z którymi nie należy się liczyć. Rodzina w
            jej rozumieniu to była Ona i Jej Dzieci. Reszta się nie liczy. Taka egoistyczna
            postawa przenosi się na młodsze pokolenie. Skutki są niestety opłakane.

    • rachela180 Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 18.04.05, 13:23
      A ja mam inaczej - moja rodzina nie zaakceptowała chłopa. Co miał zrobić? Tez
      jej nie polubił :)
    • marengo Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 18.04.05, 14:42
      a moj nie potrzebuje ani swojej ani tym bardziej mojej rodziny
      od poltora roku naszego malzenstwa jeszcze nikt nas nie odwiedzil
      kiedy o tym wspominam ze "dobrze by bylo" lub ze "powinnismy kogos od czasu do
      czasu zaprosic" to slysze "jak chcesz to zapraszaj, ja nie mam nic przeciwko"
    • triss_merigold6 Re: Mój mąż nie akceptuje mojej rodziny 18.04.05, 15:23
      Twój mąż ma zdrowe podejście.
      • renkaforever Re: nie narazaj czlowieka na stres 18.04.05, 16:20
        Mysle, ze zawsze jest czas na wzajemne poznanie sie, tyle, ze nie powinno ono
        byc zbyt gwaltowne emocjonalnie. Wiesz jaka jest twoja rodzina i nie oczekuj
        natychmiastowej akceptacji. To wymaga taktu.Stopniowo, powoli i
        ostroznie.Wizyty powinny byc krotkie i przyjemne.Powinno w nich byc cos co
        bedzie interesowalo twojego meza. Jasne, ze wodka, zastawiony stol i belgoty
        rodzinne oplotkowujace innych przygnebiaja czlowieka przyzwyczajonego do innej
        kultury i aktywnego spedzania czasu.
        Moze przy okazji wizyty w twoim miejscu rodzinnym wybierzecie sie na rowery po
        okolicy albo odwiedzicie miejscowe atrakcje. Mysle, ze w atrakcyjnosci pobytu
        jest pies pogrzebany.Dla ciebie to emocje, bo tam wszystko znasz i kochasz, tam
        sie wychowalas. Dla niego to tylko miejsce jedno z wielu w Polsce. Rodzina jest
        jaka jest i wymaga szacunku przynajmniej elementarnego, ale nie mozna kogos
        zmusic zeby siedzial wiele godzin przy zastawionym stole i bral udzial w
        rozmowach, ktore go w ogole nie obchodza.
        Pomysl jak uatrakcyjnic te wizyte w twoim miejscu.Tak, zeby nie urazic twojej
        rodziny, a jednoczesnie, zeby to nie byl zwykly spacer po obzarstwie..
Pełna wersja