odwiedzac dziecko , czy nie?

24.04.05, 21:33
Co myslicie, czy ojciec powinien odwiedzac dziecko? kiedy bardziej krzywdzi
sie dziecko ( które juz jest skrzywdzone, bo nie wychowuje sie w pełnej
rodzinie) wtedy, gdy widzi, ze tata jest taki fajny ( podczas okazjonalnych
spotkan 3/4 razy w roku mozna byc wspaniałym) czy może lepiej by nie widziało
go , skoro nie moze miec go na stałe? zaznaczam, ze on nigdy nie mieszkał z
dzieckiem
    • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 24.04.05, 21:45
      Ja znam bardzo podobna sytuację. Znam też tę kobietę,która dopuściła do tego aby
      byc matką. Mężczyzna nie chciał mieć dziecka. Żal ogromnie tej malutkiej
      dziewczynki. Każde dziecko potrzebuje zarówno ojca jak i matki. A poza tym ten
      pan ma już rodzinę, jest żonaty z inną kobietą, ma dzieci. Trudno ci cokolwiek
      mądrego w takiej podobnej sytuacji radzić. Ale ja bym myślała co jest najlepsze
      dla tego dziecka. Tylko i wyłącznie to dziecko. Ta kobieta oczywiście chce
      poprzez to dziecko utrzymac prywatny kontakt z ojcem dziecka, bo ciągle łudzi
      się że on zostawi swoją rodzine i przeniesie się do niej. Ale czy takie myślenie
      nie jest egoistyczne?
      Myśl o dziecku i nie krzywdź je, nawet jeżeli twój wybór będzie oznaczał
      drastyczne cięcia.
    • ziemiomorze Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 24.04.05, 21:45


      Dlaczego pytasz sie kupy obcych ludzi, a nie porozmawiasz z dzieckiem?
      • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 15:03
        dziecko ma 3 lata
    • witch-witch Re: Do kete. 24.04.05, 22:33
      Czy mógłabym napisać na twój priv/nick? Mam pewne osobiste pytanie, czy to
      będzie okej dla ciebie?
    • ya_bolek Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 24.04.05, 23:17
      Przede wszystkim, nie demonizuj roli rozwodu w krzywdzeniu dziecka. Owszem, jest
      to sytuacja traumatyczna ale nie bardziej niz codzienne zycie w pozornie pelnej
      ale dysfunkcjonalnej rodzinie, a takich jest w Polsce przytlaczajaca wiekszosc.
      Mnostwo ojcow zyje z dzieckiem pod jednym dachem i nie ma z nim zadnego kontaktu.
      Jesli Twoje dziecko ma dobrego tate, ktory chce sie podtrzymac kontakt z
      dzieckiem, ktory chce sie z nim widywac - taki ojciec jest cenniejszy dla niego
      niz np. ojciec niedzielny.
      Wspolpracuj z nim w wychowaniu dziecka, nie utrudniaj mu wizyt, ulatwiaj je,
      zachecaj, zeby do niego dzwonil, pisal listy, e-maile, informuj go o jego
      problemach. Dbaj, zeby Twoje dziecko wiedzialo, kto jest jego ojcem, powtarzaj
      mu, ze jest kochane, zarowno przez Ciebie jak i przez ojca. Skorzystacie na tym
      wszyscy a zwlaszcza dziecko.


      kete napisała:

      > Co myslicie, czy ojciec powinien odwiedzac dziecko? kiedy bardziej krzywdzi
      > sie dziecko ( które juz jest skrzywdzone, bo nie wychowuje sie w pełnej
      > rodzinie) wtedy, gdy widzi, ze tata jest taki fajny ( podczas okazjonalnych
      > spotkan 3/4 razy w roku mozna byc wspaniałym) czy może lepiej by nie widziało
      > go , skoro nie moze miec go na stałe? zaznaczam, ze on nigdy nie mieszkał z
      > dzieckiem
      • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 15:01
        napisalam tak, ze nie mozna zorientowac sie po której stronie ja jestem. jestem
        zdradzona niegdys żoną. nie moge wiec porozmawiac z dzieckiem - nie widziałam
        jej. mała skrzywdzona kruszynka... tak jak napisał ktos: on nie chcial dziecka,
        ona myslała, ze tak go zdobedzie, zatrzyma. pozostało dziecko i mój ból. i jego.

        i mój bunt. i pytanie, czy to ma sens? strach... i mój egoizm. moje nie, dla
        matki dziecka i moje tak do odwiedzin dziecka. ale jaki ma sens odwiedzanie 3/4
        razy w roku? wiec moze nie?

        jesli chcesz witch-witch pisz do mnie, chyba, że uznałes/łas, że nie tego się
        spodziewałaś/łeś.

        potrzebuje rozmowy
        • wichrowe_wzgorza Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 15:17
          Pozwolić, ale ustalić jasne zasady spotkań, granice, których pilnować musisz
          Ty.Pomyśl, Ona ma prawo znać ojca. Nie obawiaj się, że on odbierze Ci ją w
          sensie emocjonalnym. Piszę tak, bo znam to z doświadczenia.
          Pozdrawiam
          • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 15:25
            pozwoliłam na odwiedziny. ale za kazdym razem czuje wielki bunt. wiem, ze to
            egoizm. nie umiem sobie z tym dac rady. chciałabym, by były one jak najrzadsze.
            • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 15:51
              kete, napisałam na twoją pocztę, krótki email. Odbierz o ile masz czas, mozesz
              odpisać na forum jeżeli ci to odpowiada.
              Wiesz, z tego co czytam to ty jesteś osobą, którą najbardziej skrzywdzono. Masz
              prawo czuć się tak jak się czujesz, bo chyba każda kobieta w podobnej sytacji
              czułaby to samo.I jeszcze jedno, uważam,że to wysoce niemoralne zmuszać ciebie
              do akceptacji odwiedzin tego dziecka. To nie jest egoizm, to jest gwałt na
              twojej duszy! Tego typu sytuacje są wręcz chore. Tamta kobieta ktora dopuściła
              się romansu i zajsćia w ciąze z żonatym facetem, wiedziała co robi. A za swoje
              uczynki powinna ponieść odpowiedzialność. A poza tym to zadne ojcostwo
              spotykanie dziecka 3 razy do roku. Zadne, po co się w to bawić. Masz ciężką
              sytuację mam nadzieję, ze podejmiesz najlepszą decyzję dla ciebie i myśl o sobie
              bo masz do tego prawo po tym co ci zrobiono. Nie jesteś żadną egoistką...w
              porownaiu z tą kobietą, ktora zaszła w ciążę z twoim mężem.
              • burza4 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:38
                witch-witch napisała:

                I jeszcze jedno, uważam,że to wysoce niemoralne zmuszać ciebie
                > do akceptacji odwiedzin tego dziecka. To nie jest egoizm, to jest gwałt na
                > twojej duszy! Tego typu sytuacje są wręcz chore.

                Fajne to z całą pewnością nie jest, ale... Kete podjęła decyzję że zostaje z
                facetem, a to niestety wiąże się z określonymi konsekwencjami. Tą konsekwencją
                jest obecność dziecka w życiu ojca. I niestety tę obecność trzeba zaakceptować.
                Albo odejść.

                A poza tym to zadne ojcostwo
                > spotykanie dziecka 3 razy do roku. Zadne, po co się w to bawić.

                To KIEPSKIE ojcostwo. Ale jakieś jest. Z punktu widzenia dziacka lepiej widywać
                ojca nawet sporadycznie niż zadawać sobie pytanie "co jest ze mną nie tak, że
                rodzony ojciec nawet mnie nie chce na oczy ogladać?"

                Masz ciężką
                > sytuację mam nadzieję, ze podejmiesz najlepszą decyzję dla ciebie i myśl o
                sobie bo masz do tego prawo po tym co ci zrobiono.

                Ludzie, nie umartwiajcie się! czy to tak fajnie utwierdzać się w poczuciu bycia
                ofiarą? rozpamiętywać to i drążyć latami? po co? komu ma to służyć? jako
                usprawiedliwienie dla własnej podłości, małostkowości? kazdy zraniony ma prawo
                się odgrywać na innych? to jest chore. Każdy ma jakiś balast złych rzeczy,
                które mu się przytrafiły. Takie jest życie.

                Nie, nie zgodzę się - nie masz takiego prawa oczekiwać, że ojciec zerwie
                kontakt z dzieckiem, bo tobie jest przykro. Jesteś dorosła - jesli nie jesteś w
                stanie się z tym pogodzić - odejdź i zacznij zycie na nowo z kims innym, bez
                bagażu. Z pewnością nie masz prawa "pozwalać" bądź nie pozwalać na spotkania z
                dzieckiem - niezależnie od własnych zranionych uczuć musisz przyjąć do
                wiadomości, że zostając z tym facetem zaakceptowalaś konsekwencje jego zdrady.
                To nie jest ani proste ani łatwe. Bardzo ci współczuję - bo jechałam na bardzo
                podobnym wózku i wiem, że boli, wkurza itd. Ale czy fakt, że zostałaś zraniona
                usprawiedliwia ranienie dziecka?

                P.S. Był kiedyś post dziewczyny która przeszła identyczną historię, zdrada,
                dziecko z drugiego zwiazku, z tym że po kilku latach matka dziecka zmarła i
                dziecko trafiło do nich na wychowanie. Kete - czy brałaś pod uwagę fakt, że
                takiej sytuacji ty też nie możesz wykluczyć?
                • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:56
                  P.S. Był kiedyś post dziewczyny która przeszła identyczną historię, zdrada,
                  dziecko z drugiego zwiazku, z tym że po kilku latach matka dziecka zmarła i
                  dziecko trafiło do nich na wychowanie. Kete - czy brałaś pod uwagę fakt, że
                  takiej sytuacji ty też nie możesz wykluczyć?
                  ...................
                  I co zostało to dziecko z miłością wychowane?
                  I nie rozumiem dlaczego wszyscy odpowiedzialnoscią obciązają własnie kete i co
                  ona jest komu winna? Czy ona musi godzić sie na wizty dziecka, ktorego sam widok
                  przypomina zdradę męża? Bo się nie rozwiodła to musi ponieśc konsekwencję!
                  Chwileczkę, a gdzie sam mężczyzna, jakie jest jego zaangażowanie w tę sprawę i
                  jak on sam siebie usprawiedliwia?
                  Co taki nacisk na kete,albo inne:"Ludzie, nie umartwiajcie się! czy to tak
                  fajnie utwierdzać się w poczuciu bycia
                  >
                  > ofiarą? rozpamiętywać to i drążyć latami? po co? komu ma to służyć?"
                  Ty nawet ze swoją długodystansową filozofią nie pozwalasz jej przerobić smutku i
                  cierpienia, radzisz zapomnieć,bo tak jest łatwiej? Tobie jest łatwiej niestey
                  każdy człowiek jest inny i inaczej reaguje.
                  UWAZAM NADAL,ZE KETE NIE MA ZADNEGO MORALNEGO OBOWIĄZKU W PONOSZENIU
                  ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA NIESLUBNE DZIECKO MEŻA. I zmuszanie jej w jakikolwiek
                  sposób do tego jest po prostu nie ludzkie.
                • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:58
                  zacznę od końca; 3 lata temu, gdu ono sie pojawiło tez pisałam na forum. wtedy
                  napisałam, że nachetniej pozbyłabym sie w jakiś sposób mamusi i wolałabym, bysmy
                  to my wychowywali małą. ( w każdym razie sens był taki). wiec to nie dziecko mi
                  przeszkadza. drażni mi ciagłe przypominanie o tym co było. a za każda jego
                  wizyta staja mi w pamięci ..ech szkoda gadać.

                  burza4: zaakceptowałam jego odwiedziny, ale przekonaj mnie, że musiałam, skoro
                  zostałam z nim. mogłam postawic ultimatum; widujesz tamto dziecko lub moje-
                  wybieraj.

                  przekonaj mnie, że tak rzadkie odwiedziny maja sens. dziecko dobrze sie bawi.
                  czy po takiej wizycie nie bedzie bardziej przezywało fakt, że on odchodzi? może
                  więc lepiej nie rozbudzac takich myśli? a moze przerwac je: widziałas, ze masz
                  ojca i to ci ma wystarczyc

                  szukam potwierdzenia, ze dobrze robie
                  • ziemiomorze Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 17:06
                    Znam rodzine, w ktorej dziecko urodzilo sie grubo po nieslubnej 'wpadce' juz od
                    dawna slubnego tatusia. Obie dziewczynki sie znaja i kochaja, bo czesto
                    spedzaja razem czas (sa przeciez siostrami). Slubna matka zacheca ojca, zeby
                    odwiedzal swoja nieslubna pierworodna.
                    Pewnie - to nie bylo latwe - ani dla niego, ani dla niej, ale jest mozliwe.
                    Jesli kochasz, dajesz wolnosc; odbierajac ja, oslabiasz zwiazek,
                    • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 17:11
                      ładna bajka... widzisz, bardzo chciałam zobaczyć to dziecko, zaproponowałam, że
                      matka może nawet przy tym byc, może mnie przedstawic w dowolny sposób.
                      ona sie na to nie zgodziła.
                      chciałam unormalnic tą sytuacje, ale wyszło na to, ze skoro sie upieram, wbrew
                      jej zdaniu to ja jestem egoistką, bo ona ( matka) może w ogóle mu zabronic wizyt.

                      myśle, że jest tu jednak inna sytuacja. tamto dziecko nie jest owocem zdrady.
            • ziemiomorze Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:30
              Jesli zabronisz odwiedzin, zabronisz ich przede wszystkim dziecku.
              Ono dorosnie na tyle, ze zacznie rozumiec i bedzie miala - sluszna - pretensje,
              ze pozbawilas je ojca. Ma do niego prawo, tak samo jak Ty masz prawo czuc
              trudne uczucia,
              • pleaseliz Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:37
                ziemiomorze napisała:

                > Jesli zabronisz odwiedzin, zabronisz ich przede wszystkim dziecku.
                > Ono dorosnie na tyle, ze zacznie rozumiec i bedzie miala - sluszna - pretensje,
                >
                > ze pozbawilas je ojca. Ma do niego prawo, tak samo jak Ty masz prawo czuc
                > trudne uczucia,
                _____________
                Ciekawy sposob widzenia sprawy. Dlaczego to niby to dziecko mialoby miec
                pretensje do "kete" za to że nie mialo odwiedzin ojca? A nie do swojej matki,
                ktora wyrachowany sposob zgotowala mu ten los?
                Co ty chcesz obarczac wina kobiete, ktora i tak skrzywdzono.
                • agash4 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:41
                  przecwiczylam juz opcje - zakaz wizyt; czeste wizyty; Dziecko zawsze chcialo
                  spotkan z ojcem i je teraz ma ile ojciec moze i chce; ja wyzbylam sie zalu po
                  paru miesiacach tych wizyt i nie wizyt; nie jest rozowo - ale czuje ze robie
                  dobrze-niczego nie ograniczam.
                  • kete Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 17:01
                    agash4: ile lat ma twoje dziecko? jestes matka dziecka, ktore z jakiegos powodu
                    nie wychowuje sie z ojcem?
                    • agash4 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 17:58
                      dziecko ma 3 lata i pare miesiecy; zlozona sprawa: ostatecznie nie mogl sie
                      zdecydowac ja czy kochanka i to bardzo dlugo - ja siadalam psychicznie i
                      zdecydowlam o rozstaniu
              • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 16:58
                ziemiomorze napisała:

                > Jesli zabronisz odwiedzin, zabronisz ich przede wszystkim dziecku.
                > Ono dorosnie na tyle, ze zacznie rozumiec i bedzie miala - sluszna - pretensje,
                >
                > ze pozbawilas je ojca. Ma do niego prawo, tak samo jak Ty masz prawo czuc
                > trudne uczucia,
                _______________________________-
                Jak to dobrze,że tacy ludzie jak ty władzy nie mają.
                • czarnycharakter BRAWO ZIEMIOMORZE !!! 25.04.05, 19:46
                  Kazde dziecko ma prawo do kontaktu i uczuc obojga rodzicow.
                  czch
                  • witch-witch Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 25.04.05, 20:31
                    jestes niedoru.chany.
                    • czarnycharakter ja jestem taki, jaki jestem - 25.04.05, 21:24
                      - miedzy innymi a moze przede wszystkim po to, abys Ty widziala, jaka nie bylas,
                      nie jestes i nigdy nie bedziesz. Twoje zas wypowiedzi w tym watku swiadcza o
                      dosyc plaskim EEG...
                      czch
                      • witch-witch Re: ja jestem taki, jaki jestem - 25.04.05, 23:05
                        ..i rzeczywiscie jestes nikim.
                    • kinkygirl Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 26.04.05, 12:00
                      a ty prymitywna
                      • magdaleenka Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 26.04.05, 22:49
                        kinkygirl napisała:

                        > a ty prymitywna
                        ________________
                        A jaka ty jestes kinkygirl? Pokazalas cos szczegolnego? Moim zdaniem jestes
                        bardziej prymitywna niz ktokolwiek inny na tym forum, a przy tym straszliwie
                        ograniczona umyslowo.
                        • zom.bi Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 26.04.05, 22:53
                          magdaleenka napisała:
                          > A jaka ty jestes kinkygirl? Pokazalas cos szczegolnego? Moim zdaniem jestes
                          > bardziej prymitywna niz ktokolwiek inny na tym foru

                          mylisz się, magdaleenko, i to bardzo, bo choćby ja jestem bardziej prymitywny od kinkygirl (o ograniczenich umysłowych nie wspomniawszy)
                          • kinkygirl Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 27.04.05, 01:10
                            ejno, zom.bi, nie odbieraj mi tej korony stworzenia forumowego, to Ja jestem
                            najprymitywniejsza, reszta pierwotniaków może mi conajwyżej lizac moje
                            pierwotniacze buty ;DDDd
                            • kinkygirl a własciwie... 27.04.05, 01:13
                              powoli rozwazam zmiane nicka na priongirl, aby bardziej oddawał mój forumowy
                              splendor ;)
                            • witch-witch Re: czch, tobie to chyba rozum amputowano albo 29.04.05, 11:46
                              kinkygirl napisała:

                              > ejno, zom.bi, nie odbieraj mi tej korony stworzenia forumowego, to Ja jestem
                              > najprymitywniejsza, reszta pierwotniaków może mi conajwyżej lizac moje
                              > pierwotniacze buty ;DDDd
                              --------------
                              I jak tu serio potraktowac wypowiedzi i rady, kogos kto ma tak niskie zdanie o
                              sobie?!
                  • kete Re: BRAWO ZIEMIOMORZE !!! 25.04.05, 22:00
                    to tak ładnie brzmi...sorry, ale co mnie obchodzi szczęście dziecka innej
                    kobiety? jasne, że ono nie jest niczemu winne, ale dlaczego ja mam cierpiec? bo
                    jestem wieksza? jest małe, wiec kontakt z dzieckiem to kontakt z jego matka.
                    jasne? to jest ten punkt, którego nie moge zaakceptowac.
                    • czarnycharakter nie mozna, droga kete, 25.04.05, 23:48
                      cierpiec rozumiejac, kochajac i wybaczajac. faktem zas jest, ze do tego trzeba
                      dojrzec. niektorzy nie dojrzewaja nigdy - vide "wisia-wisia".
                      Tobie zas zycze, abys dojrzala !
                      czch
                      • witch-witch Re: nie mozna, droga kete, 26.04.05, 00:10
                        czarnycharakter napisał:

                        > cierpiec rozumiejac, kochajac i wybaczajac. faktem zas jest, ze do tego trzeba
                        > dojrzec. niektorzy nie dojrzewaja nigdy - vide "wisia-wisia".
                        > Tobie zas zycze, abys dojrzala !
                        > czch
                        ................
                        Przyjmij do swojej wiadomosci ty pajacu, ze ja nigdy w takiej sytuacji nie
                        bylam jak ta , ktora zostal tu opisana.
                        Ale w przeciwienstwie do takiego kretyna jak ty, jestem w stanie zrozumiec
                        uczucia tej kobiety .
                        A poza tym od kiedy to odmienia sie witch na wisia? Jakie paskudne zdrobnienia
                        chlopa z zabitej deskami wsi.
                        • zom.bi Re: nie mozna, droga kete, 26.04.05, 17:49
                          witch-witch napisała:
                          > Przyjmij do swojej wiadomosci ty pajacu, ze ja nigdy w takiej sytuacji nie
                          > bylam jak ta , ktora zostal tu opisana.
                          > Ale w przeciwienstwie do takiego kretyna jak ty, jestem w stanie zrozumiec
                          > uczucia tej kobiety .
                          > A poza tym od kiedy to odmienia sie witch na wisia? Jakie paskudne zdrobnienia
                          > chlopa z zabitej deskami wsi.


                          a warto się tak gorączkować i pienić? rzucisz jednym pajacem za dużo i będą potem latać cudze bękarty po forach z okrzykiem WISIA-WISIA...
                        • child_in_time Re: nie mozna, droga kete, 28.04.05, 23:17
                          a tak na marginesie.. zapewne nick inspirowany pisemkiem dla
                          12latek....wyjatkowo nieudany, ale po twoich postach widać, że jakaś małolata
                          niewyżyta, nie ma sensu cie obrażać, bo do twojego poziomu chamstwa nie zdołam
                          doskoczyc.....
                          a na obrazliwe posty pod moim adresem nie odpowiadam....szkoda czasu :)
                    • kinkygirl Re: BRAWO ZIEMIOMORZE !!! 26.04.05, 17:15
                      jak możesz porównywać swoje "cierpienie", które sama wybrałaś zresztą przyjmując
                      męża po tym jak cię zdradził, i cierpienie dziecka pozbawionego ojca, stygmat na
                      całe życie?

                      ćwiczenie na wyobraźnię i empatię: a gdyby twój mąż w końcu zdecydował się byc z
                      tamtą i to ona nie pozwalała mu widywać waszego dziecka, to co bys o niej myślała?
                    • rachela180 Kete do cholery 26.04.05, 18:24
                      Tak, jesteś wieksza, jestes dorosła, masz męża, który poszedł w tango z inną
                      (swoją drogą dlaczego obwinia sie kochankę, ona tez ma uczucia! a on mógł z nie
                      iść w tango). A DZIECKO JEST. I przyjmij do wiadomości, ze ma do niego prawo.
                      BO JEST. wiem że po Kartezjuszu nikt tak nie mysli, ale wróc do arystotelesa i
                      pomyśl. Ono MA PRAWO DO OJCA. I Ty jestes jak duza kobieta za to
                      współodpowiedzialna.
    • qw5 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 20:06
      A dlaczego nic nie piszesz o ojcu dziecka. Jaki jest jego stosunek do całej
      sprawy ? Bo rozumiem, że nie jest osobą ubezwłasnowolnioną ?
    • czarny.baca Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 22:11
      oczywiście, że powinien. niezaleznie od tego czy rodzice są razem, czy nie,
      dziecko nie powinno tracić kontaktu z żadnym z nich. i żadne z rodziców nie
      powinno dążyć do utraty kontaktu
    • joars Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 22:56
    • ogonato Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 22:57
      zabrzmi troche drastycznie, ale gdyby mnie cos takiego spotkalo tzn maz by mi
      sie puscil z jakas dziwka i z tego wyszedl dzieciak, a on zostal przy mnie to
      bym postawila jasno sprawe - albo ja , nasza wspolna rodzina albo dziecko
      tamto. Nie ma zadnych powodow dla ktorych mialabys cierpiec, bo twoj maz nie
      umial wacka w ryzach utrzymac. Odciecie kontaktow z dzieckiem bylo by dobra
      kara dla niego za zdrade ( wyrzuty sumienia ze dziecko nie ma ojca ) , dla tej
      wywloki ( ze puscila sie z zonatym, i ze przez jej rozwiazlosc jej dziecko
      teraz cierpi ). Mozna sie zapytac, co dziecko winne??? Ale czy dzieci w domach
      dziecka sa czemus winne ze sa tam?? takie jest poprostu zycie, jezeli dwoje
      doroslych bezmyslnie postepuje to cierpia najbadziej bezbronni. Pozatym, jak
      slusznie zauwazylas nie twoja sprawa co czuje cudze dziecko.... i chyba masz
      wlasne, pomysl o nim, chyba powinno miec matke szczesliwa?? a nie
      rozpamietujaca zdrade meza??
      Pozdrawiam :)
      • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 23:09
        Ogonato, bardzo rzeczowa odpowiedz wzieta z realiow zycia.
    • joars Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 25.04.05, 23:05
      no nie wiem, co jest lepsze dla dziecka, krotkie, kilka razy w roku wizyty, czy
      ich zupelny brak. znam dwoje dzieci, dokladnie w tym samym wieku, gdzie jedno
      ojciec odwiedz bardzo rzadko, drugie natomiast, ma kontakt z ojcem prawie
      codziennie. Pierwsze cierpi okropnie z powodu braku ojca, drugie nie odczuwa w
      ogole nienormalnosci sytuacji.

      rozumiem, ze tobie nie chodzi o dziecko, a o tamta kobiete i o to, co im sie
      przydarzylo. to moze na ten temat powinnas porozmawiac...?
    • fotografka1 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 00:18
      Zgadzam się z Ogonato.

      Dlaczego masz poświecać swoje życie dla jakieś ... Przecież ta kobieta w żadnym
      stopniu nie pomyślała o Tobie fundując sobie dziecko z żonatym mężczyzną.
      Raczej w takiej sytuacji powinna mieć świadomość że nie wybiera świetlanej
      przeszłości dla swojego dziecka. jasne, że dziecko nie jest winne całej
      sytuacji. Ale poniekąd niestety dziecko ponosi konsekwencje wyborów rodziców.
      Twoja wina jest żadna. Myśl o swoim życiu.
      • walewska Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 00:28
        Popieram wszystkich, ktorzy uwazaja,e nie powinnas brac na siebie
        odpowiedzialnosci i cierpiec przez te kobiete i jej dziecko! Zrobila to dziecko
        niech poniesie odpowiedzialnosc za nie sama. Przeciez odwiedziny tego dziecka
        poglebia jedynie wasze problemy poprzez fakt,ze nigdy nie zapomnisz tej zdrady
        meza. Same takie dziecko jest juz przypomnieniem ich spraw lozkowych. Ochydna
        sytuacja!!!!
        Jak ty sie umiesz w niej znalezc?
        • bez_grzechu Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 01:38
          Nie zgadzam sie z nikim, piszacym, ze to dziecko powinno poniesc kare.. albo
          moze, ze powinno sie ukarac i ojca i matke wyrzutami sumienia, ze przez ich
          czyny dziecko cierpi (lub cos w tym stylu). To jest przeciez chore, a dziecko
          naprawde jest niczemu nie winne. Nie wiem, co za osoba musialaby by w taki
          sposob skrzywdzic troje ludzi (jak w scenariuszu ogato), zeby uzyskac
          satysfakcje i spokoj duszy.

          Rozumiem, ze widywanie matki musi bardzo bolec, ale nie dodawaj do tego bolu
          jeszcze bolu dziecka. Dziecko powinno wiedziec ze jest wazne dla obu rodzicow i
          ze obu rodzicow je kocha. Ono sie samo w koncu nie prosilo na ten swiat, ale
          skoro tu jest, wszyscy zaangazowani powinni starac sie uczynic jego zycie
          szczesliwym.

          Pozdrawiam,
          a
    • jmx Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 01:58

      Uważam, że powinien. Problem jest jak nie chce, bo też powinien ale nikogo zmuszać nie można; do alimentów to i owszem ale do miłości i troski już nie.

      Druga sprawa - sporadyczność. W takiej sytuacji uważam, że lepiej "coś" niż nic. Dla samoakceptacji dziecka i dla jego przyszłego rozwoju potrzebna jest wiedza, ze ktoś taki jak ojciec istnieje w jego życiu, że się interesuje a nie odwraca i nic go nie interesuje. Jakby ono w ogóle nie istniało. Taki kłopopt, pomyłka którą należy wymazać z życiorysu...

      Dziecko zazwyczaj ma tendencje do oskarżania siebie o rozpad związku rodziców czy kłopoty pomiędzy nimi. I trzeba dużej pracy, żeby pokazać, że mamusia-tatuś a tatuś-dziecko i mamusia-dziecko to dwie różne historie.
      • m.malone Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 02:02
        Trzeba. Nie 3-4 razy w roku, a częściej.

        (OT: Dżemsiu, co robisz, ze Ci wychodzą takie ładne długie wiersze?:)))) Powiedz
        lamerowi
    • nezja Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 09:04
      Problem nie w dziecku , a raczej w doroslych , Ty sie obawiasz , ze on nadal
      widujac sie z ta kobieta moze wywinac Tobie ten sam numer. Proponuje poradnie
      rodzinna , wylozycie sobie wszystkie zale , a i przede wszystkim , Rozmowa,
      rozmowa i jeszcze raz rozmowa .Wiele problemow bysmy sobie zaoszczedzili
      gdybysmy nauczyli sie sztuki dialogu , pamietejmy , ze facet , ktory rozmawia
      z wlasna zona o swoich problemach nie topi zalow w ramionach innej , a z obiec
      konczy sie za zwyczaj w lozku.Mysle , ze kiedy zaczniecie rozmawiac , a nie
      tylko "mowic" zalatwiecie wiele swoich spraw , a i moze wtedy nie bedziesz sie
      juz obawiala tak tego , ze dziecko spotyka sie z wlasnym ojcem. Bo jak ojciec
      bedzie mial problem to przyjdzie do ciebie , a ty pamietaj by zawsze znalesc
      czas by Go wysluchac .Facxet popelnil blad, Facet , a nie ta kobieta , to on
      powinien wiedziec co robi swojej zonie i waszemu dziecku, kobiet takich jak
      mama tego dziecka nie brak , kazdy odpowiada za siebie .Nie wieszalabym winy na
      tej kobiecie , oberwac powinien tylko i wylacznie Twoj maz , ale pamietajac to
      marnujesz tylko czas , ktory powinien byc inaczej spozytkowany.Pokaz mu ze
      jestes madra kobieta , a nigdy wiecej nie wywinie tego numeru.Wiele przed
      wami , moze warto poznac sie od nowa ?Nie marnuj lat na rozpamietywaniu tej
      zdrady ,zblizcie sie poprzez rozmowy do siebie , a i wtedy okaze sie moze ze
      dzieciatko i tamta kobieta juz nie stanowia problemu , a i moze sama sie milo
      zaskoczysz i pokochasz to dzieciatko . Musisz sama ze soba dojsc do
      porozumienia , bys mogla "zyc" W dobie pogoni za mamona zapominamy o tych co
      zyja obok nas , myslimy ze to ze sie widujemy wychodzac do pracy czy wracaja z
      niej to gwarancja , ze zawsze ktos bedzie na nas czekal , a tu sie okazuje ze
      znajdzie sie nie jedna chetna by porozmawiac i tym samym pokazac facetowi , ze
      jego problemy sa wazne i ze ja obchodza , kiedy zona nawet nie zapyta bo nie
      ma kiedy -jak w pracy ?, co sie dzis wydarzylo?,czy chociazby jak sie czujesz ,
      czy jakie masz marzenia.Zlapalas sie na tym ?, bo ja tak.A teraz dzien po dniu
      uczymy sie sztuki dialogu by juz nigdy nie wpasc w sidla "samotnych"
      ps: przepraszam za chaotycznosc wypowiedzi , ale zbyt cofnelam sie wstecz w
      rozmyslaniu nad tym jak kiedys bylo .I prosze uporaj sie ze soba i wtedy moze
      dzieciatko nie bedzie juz problemem , ani ta kobieta.Trzymam kciuki.Nezja:-)
    • joars Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 10:14
      az sie wlos jezy od porad, aby patrzec tylko na koniec wlasnego nosa, a
      dzieckiem sie nie przejmowac. znieczulica totalna. nezja ladnie napisala o
      faktycznym problemie. zycze wszystkim egoistom, aby nikt was nie potraktowal
      rownie niemilosiernie.
    • hellaa Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 10:24
      A mnie się wydaje - moze źle to wyczuwam? - że problem celowo stwarza matka
      dziecka twojego męża. I że to ona tak robi, nawet kosztem stabilności
      psychicznej własnej córeczki!!! - żeby sytuacja była podminowana, niepewna i
      żeby nie było wam /tobie, mężowi, dziecku/ za dobrze.
      Zorientowałam się, że ty jesteś gotowa znieść od czasu do czasu spotkania męża
      z dzieckiem - i to świadczy o tobie bardzo dobrze, bo ja osobiście nie
      podzielam przekonania niektórych, ze nagle wszyscy się pokochają i będzie raj.
      Wielkim twoim gestem jest sama akceptacja. Niezdrowe byłoby, gdybyś angażowała
      się w miłość do dziecka innej kobiety albo karała poprzez odcięcie kontaktu z
      dzieckiem wyskok męża. Wystarczy akceptacja i dobra wola - i ty to masz,
      chciałaś ustalić konkrety między dorosłymi, w cywilizowany sposób.
      Mąż też tego chciał. Była szansa na kompromis i stworzenie układu, w którym
      dziecko czułoby się bezpiecznie wiedząc, że ma ojca i wsparcie w nim, a ty - że
      masz męża, dla którego jesteś najważniejsza kobietą. Czyli pewnie by z tego
      wyszły nie za częste spotkania ale częstsze niz 3 razy w roku, bez udziału
      matki dziecka - ale spotkania.
      Ta kobieta nie pozwoliła jednak nic ustalić. Taką postawą próbuje wpływać na
      wasze życie, psuć wam humor i psuć relacje między wami. W tym celu "rozgrywa"
      dzieckiem. I tu, a nie w dziecku, widzę główny problem.
      • magdaleenka Re: Brawo hellaa! 26.04.05, 10:36
        Ja mam inne wyczucie tej sprawy. Uwazam,nie od razu stajemy sie
        ludzmi"ciwilizowanymi." Osobiscie w takiej sytuacji nie umialabym spotkac tego
        dziecka. I bardzo malo by mnie ono obchodzilo, z pewnoscia nigdy bym sie tez
        nie zdobyla na uczucie lubienia. I w ogole, wzielabym rozwod z takim mezczyzna.

        Uwazam ze ty odpowiedz na ten problem znajdziesz sama w swoim sercu. Rob tak
        jak ty to czujesz i nie oszukuj siebie samej.

        Ps. spotykac okazjonalnie 3 razy do roku? To lepiej wcale nie spotykac.
      • fotografka1 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 10:45
        Mam wrażenie, że większość mówiaca o egoiźmie ma tak daleko do takich problemów
        jak do bieguna. Jasne - bardzo prosto jest mówić, bądź uczciwy,
        wspaniałomyślny, płac podatki, kochaj rodzinę, chociażby toleruj dziecko które
        twój mąż fundnie sobie z inną (...). Ale gdy każdemu z nas przyjdzie zmierzyć
        się faktycznie z problemem, okazuje sie że rzadko kto z nas jest matką Teresą.
        Skąd właśnie wspomniane już dzieci w domach dziecka. Bo nie mają żadnej
        rodziny? Śmiem powątpiewać. Każde z nich pewnie ma bliższą lub dalszą rodzinę -
        tylko nikt nie ma ochoty brak takiego obowiązku na siebie. Tym bardziej TY, dla
        której dziecko jest naocznym dowodem zdrady męża. Kiedyś moze było wszystko
        prostsze. Samo prawo inaczej traktowało nieślubne dzieci, które nie miały de
        facto żadnych praw (nadal podobnoż tak jest w Rosji). Może to bardziej
        skutecznie odstraszało kobiety od wdawania się w takie sytuacje zyciowe. A
        teraz - zdradzona faktycznie żona, która wspaniałomyślnie wybaczyła mężowi - ma
        poświęcić swoje życie i swoich dzieci i tworzyć (udawać) wspaniałą rodzinę z
        dziekiem męża z kochanką. Nie sądzę, zeby to było możliwe. Nnie wiem na ile to
        wynika z egoizmu. PO prostu każdy ma jedno życie. I chce je spędzić jak
        najlepiej.

      • burza4 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 10:59
        Hellaa, to nie jest tak, że wszyscy staną się kochającą rodziną i bedzie raj.
        Nie będzie. I nigdy nie będzie to komfortowa sytuacja dla żadnego z uczestników
        tego układu. Ale dorosły człowiek powinien wiedzieć co jest dobre a co złe.
        Mieszają się tu dwie kwestie - i nie rozumiem, dlaczego na pierwszy plan
        wysuwają się zadawnione urazy między dorosłymi. Była zdrada - jest dziecko - w
        stosunku do tego dziecka facet ma obowiązki i jego zasraną powinnością jest je
        wypełniać. Tak postępuje przyzwoity czlowiek. Nikt nie mówi, że uczciwe życie
        jest łatwe i proste. Bycie gnidą nie wymaga wiele wysiłku, bycie porządnym -
        już tak.

        po co mieszać dwie sprawy, łącząc dziecko z matką? relacje z matką to
        przeszłość, relacje z dzieckiem - teraźniejszość. Zdrada należy do przeszłości.
        Chyba pora tę przeszłość zostawić za sobą?

        Abstrahując od tych dywagacji, Kete chyba do tej pory nie pogodziła się z
        kwestią zdrady, i to nie do końca jest tak, że TYLKO przez to dziecko. Wątpię,
        czy gdyby dziecka nie było tak po prostu zapomniałaby o sprawie, nie byłoby
        tylko pretekstu pt. "gdyby nie dziecko, wszystko byłoby ok"
        • fotografka1 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 11:11
          No dobra - ale pisząca wątek była ok. Nic nie zrobiła. Moralnie wątpliwe jest
          postępowanie kobiety która decyduje sie na dziecko z żonatym facetem. Nie
          bajajmy tutaj na temat "wpadek". Czy to taka kobieta nie wybrałą samotnego
          rodzicielstwa. "Bycie gnidą nie wymaga wiele wysiłku, bycie porządnym - już
          tak" - to zdanie chyba też należy odnoeść do takeij kobiety. Chyba nie powinno
          sie odczekiwać od otoczenia, że wobec kogoś kto (używając terminoliogii
          przedmówczyni) "jest gnidą" - otoczenie było łaskawe. Jasne, że niewinne
          dziecko poniesie konsekwencje wyborów matki. Ale to był jej wybór.
        • hellaa Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 11:30
          No właśnie, burza, zauważ, że Kete, mimo - co zrozumiałe - skomplikowanych
          uczuć, chciała znaleźć kompromis. Albo coś mi się źle wyczytało, albo ta baba -
          matka dziewczynki, nie zgodziła się, żeby dziecko spotykało się z ojcem bez
          niej. Nie rozumiem, o co jej chodzi. Ojciec dziecka nie jest przeciez pedofilem
          ani osobą niezrównoważoną psychicznie, żeby nie móc mu powierzyć na kilka
          godzin własnej córki. Czemu ta baba na siłę eksponuje swoja osobę i dodaje
          siebie "w pakiecie" do dziecka? A przeciez to ona jest w tym układzie
          największą "persona non grata". I patrz, do czego dochodzi - ona dyktuje
          warunki! Warunki nie do przyjęcia, bo o ile dla Kete mysl o mężu spotykajacym
          się z dzieckiem z innego zwiazku jest przykra ale jakoś jeszcze do wytrzymania,
          o tyle - kto, do czorta, zaakceptowałby spotkania swojego męża z jego była
          kochanką?... Matka dziecka tak to ustawiła, że jest sytuacja patowa...
        • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 11:52
          Była zdrada - jest dziecko - w
          stosunku do tego dziecka facet ma obowiązki i jego zasraną powinnością jest je
          wypełniać. Tak postępuje przyzwoity czlowiek.
          ___________________________
          Przyzwoity człowiek przedewszystkim nie zdradza swojej żony, jest lojalny wobec
          swojej rodziny. TU nie ma żadnego tłumaczenia i nie istnieje źadne przepraszam,
          ktore rekompensuje postępowanie matki tego dziecka jak i tego żonatego faceta.
          W sumie nie rozumiem kogo w tym wypadku powinno sie nazwać "gnidą" i wprost
          przeraza mnie ta obłudna tolerancja. Wszystko dla ratowania jakiegoś dziecka
          kochanki, bo zginie bo straci ojca?! I tak go nie ma, bo oto zadbała jego
          wspaniałomyślna matka.

          > Chyba pora tę przeszłość zostawić za sobą?

          To do niej, do kochanki, kieruj te słowa.
          A inna sprawa, to ile dzieci wychowuje się bez ojców i wyrastają na porządnych
          szczesliwych ludzi. Wszystko zależy jaką kobietą jest matka. Bez ojca też to
          dobrze idzie kobietom, bez histerii, burza. A czasem nawet lepiej chowac dzieci
          bez ojca niz z pomocą debilnego tatusia.

          Załużmy,że w końcu, stajemy się tacy jak ty to określiłaś: "porządni" i
          "ucywilizowani" i jako te niegnidy i co? I w jaki system wartości moralnych
          wtedy wpadamy? Taki jak w krajach arabskich? Grono żon w ciązy i wszystkie
          dzieci wspólnie chowane? A meżczyzna jak ten domorosły, dzielny kogut, krąży
          dookoła swoich samic i co roku ma kilka nowych jaj?!
          Albo w epokę kamienia łupanego? Tam też w jaskini wspólne dzieci chowane, nawet
          nie wiadomo było kto z kim i kiedy je zrobił? Za to sprawiedliwie koścmi mamuta
          obdzielano członków swojej wspaniałej i licznej rodziny.
          Oto ci chodzi? To tacy porządni mamy być?
          Nic na siłę nikomu na dobre nie wychodzi, są kobiety ktore olewają swoich mężów
          i takim moze łatwiej przychodzi spotkanie z dzidziusiem kochanki. I są takie,
          ktore swojego męża kochają i takie jego postępowanie pzostawia ranę ciężką do
          zagojenia na całe życie.

          O przyzwoitości mozna mówić wtedy, kiedy zachowanie kobiet będzie bardziej
          odpowiedzialne i solidarne. Ale wetdy nie ma pałętających sie w cudzym
          małzeństwie i robionych pokątnie i z wyrachowania dzieci, kochanek.





          • madeleine7 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:02
            witch-witch napisała:

            >
            > O przyzwoitości mozna mówić wtedy, kiedy zachowanie kobiet będzie bardziej
            > odpowiedzialne i solidarne. Ale wetdy nie ma pałętających sie w cudzym
            > małzeństwie i robionych pokątnie i z wyrachowania dzieci, kochanek.
            >

            Czasem kochanka dowiaduje się, że jest kochanką gdy zawiadamia kochasia o
            ciąży. Trudno byc wtedy solidarną...



          • fotografka1 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:03
            Dokładnie Witch. Nadmierna tolerancja do czego doprowadziła. De facto do
            zatarcia tego co moralne a co nie. Kiedyś nie było wątpliwości z czym sie wiąże
            dziecko z żonatym facetem lub bez ślubu. Otoczenie potępiało taki zwiazek i
            już. Teraz zaczyna się przekąłdać dobro dziecka ponad wszystko inne. Do czego
            to prowadzi. Właśnie do takich sytuacji. Do zrodzenia manipulantek, które
            oczekuja jeszcze poklasku dla swoich absurdalnych działąń życiowych 'bo
            przecież dziecku się należy i już". Paranoja. I tak założycielka wątku poniesie
            duze konsekwencje romansu swojego męża - alimenty, spadki, kontakty. Jak daleko
            ma swoje życie podporządkować niemoralnym decyzjom innych osób. Wszystkie
            dzieci są nasze? Chyba to tylko hasło, które łątwo wygłąszać osobom nie mającym
            takich problemów.
            • witch-witch Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:18
              Nadmiar toleracji łączy się z jej kompletną dewaluacją. Tolerancja jest jak
              pieniądz, wtedy ma swoją wartość kiedy jest na niego pokrycie.A tym pokryciem są
              morale i etyka.
          • kinkygirl Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:07
            widzisz, gdyby autorka wątku tak myślała, to zostawiłaby swojego męża.
            ty sobie dywagujesz na tematy ogólne (nie wiem skąd te teorie na temat
            społeczeństwa czasów kamienia łupanego. gratuluję wyobraźni podsycanej chyba
            kreskówkami), a tu chodzi o konkretne dziecko, które właśnie dzięki obłudzie
            kete i wszelkim klakierom takim jak ty ma szanse stracic tatę.



            dobrze, a gdzie w tej całej historii jest ojciec dziecka?
            co on mysli? czego on chce?
            • fotografka1 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:13
              Gdyby autorka wątku zrezygnowała z męża, cóż by zyskała. Czy nie samotność i
              być może samotne rodzicielstwo? Czy kochanka nie osiągnęłaby tego czego
              chciała? To dopiero byłoby niesprawiedliwe. A mimo okropności całej sytuacji i
              tak sie łamie czy pozwoilić na spotkania i jak to wszystko ma ułożyć. Może
              wszystko będzie inaczej, jak dzieko będzie już wieksze i nie będzie już w "w
              pakiecie z kochanką".

              życzę powodzenia i duzo siły. A nadto mądrych wyborow. Bo dobrych wyborów w
              takiej sytuacji chyba nie ma. Ktoś na pewno będzie skrzywdzony.
        • organika Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 27.04.05, 08:42
          Kete napisała " Co mnie obchodzi dziecko innej kobiety".
          Oj, już widzę jakie gromy by padły na kochankę która by takie coś napisała.
          Ale - żonie wolno, prawda ?;-)

    • kinkygirl NIE, nie jest lepiej nie miec ojca :P 26.04.05, 11:57
      założyłas ten temat, bo rozpaczliwie szukasz "racjonalnego" powodu, który mógłby
      uzasadnić zabronienie twojemu mężowi widywania się z jego dzieckiem. pomysł,
      żeby dla własnego dobra lepiej nie widywało ojca, bo jest ZA FAJNY, to już
      naprawdę szczyt czepiania się najabsurdalniejszych pomysłów.
      przestań udawać, że chodzi o troskę o dziecko, a nie twój egoizm.
      • witch-witch Re: NIE, nie jest lepiej nie miec ojca :P 26.04.05, 12:25
        A czy ty słyszałas coś o dumie? Czy wiesz co to jest urażona duma. To nie to
        samo co egoizm. A poza tym dzieci bez ojców chowają sie doskonale, wszystko
        zaklezy od matki. I tak większośc tatusiów w rodzinie spełnia rolę portfometki,
        bo sami do tego swoim wygodnictwem doprowadzili.
        A o egoizm zapytaj wszystkie latające za żonatymi facetami kochanki, to są istne
        mistrzynie w egoizmie.
        • kinkygirl Re: NIE, nie jest lepiej nie miec ojca :P 26.04.05, 17:50
          latające za żonatymi kochanki? tzn. ich kochanki? trzeba było sobie kochanki nie
          brać, to by potem nie latała ;p

          "urażona duma" to oczywiście co innego niż egoizm,
          to egoizm i egocentryzm do kwadratu.

          bogu dzieki, ze dzieci sie dobrze chowaja bez ojca, bo to dziecko i tak już się
          chowa bez ojca. ale kete chce mu jeszcze zabrac poczucie, ze w ogóle ma ojca. i
          to z jakich powodów! i jeszcze ta obłuda - pisze, jakby jej na dobru dziecka
          zależało (bo może to lepiej, zeby w ogóle ojca nie widywało !!!), i oczekuje, że
          jej będą przytakiwać, że taka troskliwa.

          współczuje temu dziecku takich rodziców, mężowi kete takiej żony i na odwrót,
          oraz wszystkim osobom, które w zyciu mają takiego pecha, że natykają się na
          myślących tak jak klakierzy kete.
          • zom.bi Re: NIE, nie jest lepiej nie miec ojca :P 26.04.05, 17:53
            kinkygirl napisała:
            > współczuje temu dziecku takich rodziców, mężowi kete takiej żony i na odwrót,
            > oraz wszystkim osobom, które w zyciu mają takiego pecha, że natykają się na
            > myślących tak jak klakierzy kete.


            dąłączam swoje wyrazy współczucia dla ww osób oraz wszystkich czytających i piszących w tym wątku
    • dobrydzien Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 12:57
      według mnie dziecko jest tylko przykrywką dla nierozwiązanych problemów tego
      trójkąta.
      kate nie ufa swojemu mężowi a i on nie stara się by zapewnić jej wewnętrzny
      spokój
      Myslę ze facet nie kocha juz swojej żony, jest zwykłym tchórzem schował ogonek
      i wrócił grzecznie do zony, z takim doświadczeniem już raczej nie będzie
      próbował sie uwolnić od zonki po raz drugi.

      Wyrozumiałość Kate dla 3-4 spotkań z jego dzieckim w ciągu roku i jeszcze żale
      o to zwyczajnie mnie załamała, myslę że sa siebie warci
      • magdaleenka Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 13:12
        dobrydzien napisała:

        > według mnie dziecko jest tylko przykrywką dla nierozwiązanych problemów tego
        > trójkąta.
        > kate nie ufa swojemu mężowi a i on nie stara się by zapewnić jej wewnętrzny
        > spokój
        > Myslę ze facet nie kocha juz swojej żony, jest zwykłym tchórzem schował ogonek
        > i wrócił grzecznie do zony, z takim doświadczeniem już raczej nie będzie
        > próbował sie uwolnić od zonki po raz drugi.
        >
        > Wyrozumiałość Kate dla 3-4 spotkań z jego dzieckim w ciągu roku i jeszcze żale
        > o to zwyczajnie mnie załamała, myslę że sa siebie warci
        ____________________

        Oj ale ty myslisz! To po co wracal do zony, gdyby nie mial do niej uczuc.
        Trafiloby to na mnie to by nie bylo zadnego spotkania z bekartem.
        • mxp4 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 30.04.05, 06:04
          magdaleenka napisała:

          > dobrydzien napisała:
          >
          > > według mnie dziecko jest tylko przykrywką dla nierozwiązanych problemów t
          > ego
          > > trójkąta.
          > > kate nie ufa swojemu mężowi a i on nie stara się by zapewnić jej wewnętrz
          > ny
          > > spokój
          > > Myslę ze facet nie kocha juz swojej żony, jest zwykłym tchórzem schował o
          > gonek
          > > i wrócił grzecznie do zony, z takim doświadczeniem już raczej nie będzie
          >
          > > próbował sie uwolnić od zonki po raz drugi.
          > >
          > > Wyrozumiałość Kate dla 3-4 spotkań z jego dzieckim w ciągu roku i jeszcze
          > żale
          > > o to zwyczajnie mnie załamała, myslę że sa siebie warci
          > ____________________
          >
          > Oj ale ty myslisz! To po co wracal do zony, gdyby nie mial do niej uczuc.
          > Trafiloby to na mnie to by nie bylo zadnego spotkania z bekartem.



          O zesz ty ku.. a za co ty to biedne, nic niewinne malenkie dziecko tak lzysz.
          Jestes wyzuta z uczuc bladzia.
    • rachela180 Kete 26.04.05, 17:58
      Jestem dzieckiem, które nigdy nie widziało ojca - aż do 16tego roku zycia. Po
      prostu wsiadłam w pociag i pojechalam go zobaczyc.

      Krzywda dla dziecka bedzie, jeśli ono go nie będzie widywało. Ja bym była nawet
      za tym, by ojciec odwiedzał je częściej.

      Ja rozumiem Twój ból, ale pamiętaj - to dziecko jest niewinne. Nie wolno mu
      zabrac ojca, który będzie, dalekim bo dalekim - ale jednak - ojcem.
      • olina2 Re: Kete 26.04.05, 18:56
        I po co? Musiała na tyle dojrzeć aby sama pojechać i go zobaczyć.
        Mój mąż ma nieślubne dziecko i namawiam go aby utrzymywał z nim kontakty.
        Rozumiem go, że się boi (jego rodzina była przeciw naszemu zejściu, nie będę się
        rozwodzić na ten temat). Mały sam się na świat nie prosił. Wystarczy dobrej
        woli, przebaczenia... Jestem za kontaktami.
        Pozdrowienia
        • czarnycharakter BRAWO OLINA !!! 26.04.05, 19:07
          Jestes madra kobieta :-):-)
          czch
        • rachela180 I to wazne 26.04.05, 19:09
          że na koniec sie okazało, ze najbliższe mi osoby wiele zrobiły, zebym nie
          zobaczyła sie nigdy z ojcem. Mam ogromny żal do rodziny, zerwałam kontakty - za
          duzo bólu.

          Dziecku nie można wyrwac ojca.
    • kinkygirl A JA ZNALAZŁAM 26.04.05, 19:41
      zobaczcie,
      zdaje się, ze koleżanka kete regularnie co 1,5 roku zapytuje świat o to samo w
      nadziei, ze normy ludzkiej przyzwoitośc w międzyczasie już się zmieniły lub
      naukowcy poczynili rewolucyjne odkrycia na temat szkodliwości widywania ojca.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=7446032&v=2&s=0
      • kinkygirl Re: A JA ZNALAZŁAM 26.04.05, 19:51
        tylko w 2003 roku wydawała się o wiele sympatyczniejsza.
    • kinkygirl Do Kete 26.04.05, 20:04
      ej, w gruncie rzeczy porządna jesteś. w koncu wiesz, ze cos jest nie tak w
      pozbawianiu dziecka ojca, skoro cię to dręczy. strasznie się miotasz, ale
      pomyśl, będzie lepiej, dzieciak podrośnie i będzie można go do was
      przyprowadzać, tamta sobie kogoś znajdzie i juz nie bedzie taka grozna

      i spójrz na sprawę z optymistycznej strony, mogłaś nie dziecko za górami za
      lasami, a HIVa miec na wieczną pamiątkę zdrady męża. z tego co pamiętam
      "bezpłodność" kochanki nie chroni przed chorobami wenerycznymi...
      • kete Re: Do Kete 26.04.05, 21:46
        nie było mnie w domu, a dyskusja sie rozwinęła..
        kilka słów:

        do nezja: nie boje sie, że widując sie z nia wywinie mi drugi raz numer. na
        pewno tez nie rozpamiętuję jego zdrady. nie robie mu wymówek. uważam, ze do
        zdrady trzeba dwojga, a dokładniej trojga. zapomniałam o tym, przypominam sobie
        , gdy jest z nimi., ale to mój problem.
        hellaa: jestes najbliżssza tego, o co mi chodzi
        kinkygirl: jestes bardzo surowa. każdy może popełnic bład, nie można go skazywac
        na ciągłe potępienie
        rachela180: czy pomyślałas jadąc do ojca, ze on może ma rodzinę , która nic nie
        wie o Tobie? może szok przeżyły inne dzieci twojego ojca? gdy tak zrobi ta
        dziewczyna , kiedys- wkurzę się!!

        byłam sympatyczniejsza? chyba przeczytam, co pisałam.
        pytano, co na to mój mąż: nie ma między nami teraz niedopowiedzen ( tak myslę),
        nie ma nic przeciwko temu, bym zobaczyła jego córkę, czy spędziła wspolnie,
        razem czas. chce spotykac swoje dziecko, ale nie może nic zrobic na opór jego matki.
        • kete Re: 26.04.05, 21:55
          czemu 3/4 razy? ona mieszka daleko od nas, to cała wyprawa.

          cały czas interesuja mnie sądy tych, którzy maja już jakies doświadczenia w tym
          temacie. proszę minąc sprawy mąż- zdradzana żona.

          zgadzam sie na wizyty, ok. ale wydaje mi sie, ze gdybym to ja była tym
          dzieckiem, spotykając ojca sporadycznie czułabym żal, że nie jest ze mna zawsze.
          sama byłam oczkiem w głowie ojca. i nie wyobrażam sobie czegoś takiego, ze jest
          ze mna, bawi sie, wymyśla jakies atrakcje, ja jestem nim zafascynowana, po czym
          konczy sie dzien i on sobie idzie, po czym pojawia sie za kwartał. ja, tak mi
          sie wydaje, wolałabym go w ogóle nie znac. ale sądząc po wypowiedzi racheli180
          myle sie. lepszy ojciec rzadko niż żaden
          • zom.bi na izolacji tracą wszyscy 26.04.05, 23:06
            kete napisała:
            > cały czas interesuja mnie sądy tych, którzy maja już jakies doświadczenia

            mam 14-letnią córkę, z jej matką rozstaliśmy się 10 lat temu, potem oboje weszliśmy w nowe związki. z córką widywałem się kilkanaście razy w roku, ostatnio częsciej. mimo że od 10 lat nie mieszkamy razem, to mamy bardzo dobry kontakt (to akurat nieczęste u jej rówieśniczek), co jest jedną z mych największych radości. zawsze współczułem ojcom, matkom i dzieciom, których od siebie izolowano - myślę i czuję, że na takiej izolacja (pominąwszy patologie typu przemoc) ZAWSZE TRACĄ WSZYSCY - i dziecko i matka i ojciec
            • magdaleenka Re: na izolacji tracą wszyscy 26.04.05, 23:15
              zom.bi napisał:

              > kete napisała:
              > > cały czas interesuja mnie sądy tych, którzy maja już jakies doświadczenia
              >
              > mam 14-letnią córkę, z jej matką rozstaliśmy się 10 lat temu, potem oboje
              weszl
              > iśmy w nowe związki. z córką widywałem się kilkanaście razy w roku, ostatnio
              cz
              > ęsciej. mimo że od 10 lat nie mieszkamy razem, to mamy bardzo dobry kontakt
              (to
              > akurat nieczęste u jej rówieśniczek), co jest jedną z mych największych
              radośc
              > i. zawsze współczułem ojcom, matkom i dzieciom, których od siebie izolowano -
              m
              > yślę i czuję, że na takiej izolacja (pominąwszy patologie typu przemoc)
              ZAWSZE
              > TRACĄ WSZYSCY - i dziecko i matka i ojciec
              _______________
              Piszesz tak madrze, ale czy rownie chetnie spotykalbys dziecko twojej zony,
              ktore nie jest twoim dzieckiem, a dzieckiem kochanka czyli innego mezczyzny?
              czy byloby to dla ciebie bez znaczenia?
              • zom.bi Re: na izolacji tracą wszyscy 26.04.05, 23:28
                magdaleenka napisała:
                > Piszesz tak madrze, ale czy rownie chetnie spotykalbys dziecko twojej zony,
                > ktore nie jest twoim dzieckiem, a dzieckiem kochanka czyli innego mezczyzny?
                > czy byloby to dla ciebie bez znaczenia?


                jasne, że tak, przecież skoro mogę spotkać dziecko sąsiada, to spotkanie dziecka obecnej lub byłej żony przychodzi mi jeszcze łatwiej, bo jest mi jeszcze bliższe niż dziecko sąsiada.

                widziałem kiedyś w tv jak w stadzie szympansów jeden z dominujących samców od razu zabijał nowonarodzone szympansiątka spłodzone przez innego, torujac tym samym drogę własnym genom...

                ja nie wiem o co Wam chodzi, i dziś się już nie dowiem, ale powtórzę: gdy matka stawia szlaban między ojcem i dzieckiem, to krywdzi nie tylko ich, ale i siebie, koniec, pozdrawiam, pa.
    • vous Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 22:54
      Bardzo współczuję! I podziwiam Twoją determinację! Przez wiele lat byłaś
      oszukiwana, zdradzana i poniżana przez mężczyznę, którego nazywasz Swoim Mężem.
      Niewątpliwie, związek, którego owocem jest owa dziewczynka, kwitł przez wiele
      lat przy akceptacji grona znajomych, a być może i rodziny – prawdy, wierz mi,
      nikt Ci nie powie. Ty nie byłaś zdradzaną żoną lecz porzuconą, a Twoje
      małżeństwo fikcją.
      Z drugiej zaś strony, człowiek ten podobnie, jak Ciebie, potraktował tamtą
      kobietę. I dziecko, którego jest autorem (a dziecko, jak wiadomo, jest wliczone
      w ryzyko każdego związku pomiędzy kobietą a mężczyzną). Wybacz, ale w moich
      oczach Twój Mąż, jako mężczyzna, nie zasługuje na szacunek, jakim go darzysz,
      jest osobą słabą i pozbawioną charakteru. Nie potrafi podejmować decyzji. I nie
      nadaje się ani na ojca.
      Ponieważ, podobno, matkę ma się jedną, a ojcem jest ten, który wychowuje, mam
      nadzieję, że matka owej dziewczynki spotka mężczyznę, który zastąpi naturalnego
      ojca jej córki. Na szczęście, ona nie musi...
      • magdaleenka Re: vous jak ty to pieknie napisalas! 26.04.05, 23:04
        vous napisała:

        > Bardzo współczuję! I podziwiam Twoją determinację! Przez wiele lat byłaś
        > oszukiwana, zdradzana i poniżana przez mężczyznę, którego nazywasz Swoim
        Mężem.
        >
        > Niewątpliwie, związek, którego owocem jest owa dziewczynka, kwitł przez
        wiele
        > lat przy akceptacji grona znajomych, a być może i rodziny – prawdy, wierz
        > mi,
        > nikt Ci nie powie. Ty nie byłaś zdradzaną żoną lecz porzuconą, a Twoje
        > małżeństwo fikcją.
        > Z drugiej zaś strony, człowiek ten podobnie, jak Ciebie, potraktował tamtą
        > kobietę. I dziecko, którego jest autorem (a dziecko, jak wiadomo, jest
        wliczone
        >
        > w ryzyko każdego związku pomiędzy kobietą a mężczyzną). Wybacz, ale w moich
        > oczach Twój Mąż, jako mężczyzna, nie zasługuje na szacunek, jakim go darzysz,
        > jest osobą słabą i pozbawioną charakteru. Nie potrafi podejmować decyzji. I
        nie
        >
        > nadaje się ani na ojca.
        > Ponieważ, podobno, matkę ma się jedną, a ojcem jest ten, który wychowuje, mam
        > nadzieję, że matka owej dziewczynki spotka mężczyznę, który zastąpi
        naturalnego
        >
        > ojca jej córki. Na szczęście, ona nie musi...
        ______________

        Oczywiscie, ze tak to wyglada. A my tu na forum goraczkowo przetrawiamy te
        relacje. =)))) Bezskutecznie szukajac rozwiazania. Nadzieja w tym,ze kobieta da
        sobie rade i znajdzie innego mezczyzne, ktory zastapi dziecku ojca. Trzymajmy
        za to kciuki=)))) Wiele kobiet uklada sobie zycie w podobny sposob.
    • komandos57 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 26.04.05, 23:43
      kete,pusta,durna klaczo.zapylil cie i poszedl?
    • axy23 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 27.04.05, 22:59
      jeśli zabronisz kontaktów to dziecko w przyszlosci bedzie mialo pretensje do
      ciebie, a nie do swoich niemądrych rodziców
      utrzymujac kontakt z nim, zapobiegniesz sytuacji o ktorej pisala rachela

    • triss_merigold6 Jak fajnie być szlachetnym na cudze konto.P 27.04.05, 23:24
      Kete nie ma żadnych zobowiązań wobec pozamałżeńskiego potomka męża.
      Została z mężem, przyjęła do wiadomości fakt istnienia dziecka ale akceptować
      nie musi. Zgadza się na odwiedziny - to i tak dużo.

      Rzadkie odwiedziny i nienormalną sytuację niech tłumaczą dziecku ci, ktorzy je
      spłodzili czyli tatuś dziwkarz i romansująca z żonatym kretynka. Jeszcze romans
      bym zrozumiała ale ciążę? Strzał w stopę IMO.

      Czy Wy naprawdę macie wizje jak z amerykańskich filmów kiedy przyrodnie
      (ślubne, nieślubne, bękarty) rodzeństwo wraz z rodzicami (wszystkimi jak leci)
      spotyka się na wspólnych piknikach, świętach i radośnie przyjaźni?

      Nikt nie ma prawa wymagać od kobiety, żeby z uśmiechem znosiła świadomość
      istnienia żywego dowodu zdrady męża. (to samo dotyczy zdradzonych mężów).
      • czarnycharakter malo masz w srodku, 27.04.05, 23:41
        pewnie dlatego nick taki nadmuchany ?
        czch
        • psychopata.z.borderlinem Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:42
          tez lubie takie posty
          • witch-witch Re: Jak psychopata to nie borderline 28.04.05, 17:54
            Jedno i drugie nie wytsępuje razem. Poczytaj sobie na ten temat, na drugi raz!
        • triss_merigold6 Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:45
          A bardziej konstruktywna krytyka?
          • psychopata.z.borderlinem Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:45
            po co?
            • triss_merigold6 Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:47
              Rozumiem. Z całego posta zauważyłeś nicka.P
              Pewnie zdań było za dużo i długie.
              • psychopata.z.borderlinem Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:51
                a nick jak conajmniej z filmu latynoamerykanskiego "brzydula":)
                • triss_merigold6 Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:56
                  Cieszę się, że są forumowicze skłonni zadowolić się nickiem skromnym i
                  niepretensjonalnym vide "psychopata z borderline".
                  • psychopata.z.borderlinem Re: malo masz w srodku, 27.04.05, 23:59
                    sromny, jak widzisz
                    • psychopata.z.borderlinem Re: malo masz w srodku, 28.04.05, 00:10
                      zjadam literki, pisze niestylistycznie, ale prosze o wybaczenie
                      nick mówi sam za siebie:)
        • witch-witch Re: malo masz w srodku, 28.04.05, 17:50
          czarnycharakter napisał:

          > pewnie dlatego nick taki nadmuchany ?
          > czch
          ....................
          Ty za to "siódmy cudzie swiata", zanim zaczniesz ktytykować cudze nicki, zajmij
          się kilkoma synonimami do twojego własnego, jednym z nich jest- sku..s.n i ty
          nim po właśnie jesteś!
          • czarnycharakter powis sie wisia-wisia, przyjemniej bedzie... :-) 28.04.05, 22:51
            czch
            • witch-witch Re: A kto by chcial sie wieszac przez takiego osla 29.04.05, 11:42
              jak ty?
      • burza4 Re: Jak fajnie być szlachetnym na cudze konto.P 28.04.05, 17:07
        triss_merigold6 napisała:

        > Kete nie ma żadnych zobowiązań wobec pozamałżeńskiego potomka męża.
        > Została z mężem, przyjęła do wiadomości fakt istnienia dziecka ale akceptować
        > nie musi. Zgadza się na odwiedziny - to i tak dużo.

        Kete już zaakceptowała - nie dziecko jako takie ale fakt jego istnienia. Ona
        zobowiązań nie ma, ale jej mąż ma. Przy czym nie da się realizować zobowiązań
        ojca bez dodatkowego dyskomfortu u Kete. Ten dyskomfort jest calkowicie
        zrozumiały. Pytanie zasadnicze brzmiało co jest lepsze - gdyby się widywał z
        dzieckiem rzadko czy wcale?

        Według mnie lepiej rzadko niż wcale, i nikt nie mówi, że Kete ma to przyjmować
        z pieśnią na ustach, bez przesady, chyba nikt by do tego nie podchodził ze
        stoickim spokojem. Natomiast potem dopiero padło gdzieś stwierdzenie
        pt "zabronić mu widywania się z dzieckiem" - a to już inna para kaloszy.

        > Nikt nie ma prawa wymagać od kobiety, żeby z uśmiechem znosiła świadomość
        > istnienia żywego dowodu zdrady męża. (to samo dotyczy zdradzonych mężów).

        Nikt nie wymaga uśmiechu, niech znosi z zaciśniętymi zębami, ale to prosta
        konsekwencja decyzji, że zostaje z wiarołomcą. Nie da się tego dziecka zetrzeć
        gumką myszką
      • kinkygirl Re: Jak fajnie być szlachetnym na cudze konto.P 03.05.05, 00:13
        triss, zgadzam sie, że łatwo na cudze konto.
        ale też gdy ktoś cię pyta, co jest własciwe moralnie, nie odpowiadasz mu: to co
        łatwiejsze dla ciebie.

        a to, że kete tkwi w chorym układzie, to inna sprawa.
        • ziemiomorze Kinky, 03.05.05, 01:50
          Rzadko pisze (chyba nigdy nie pisalam) postow pt. 'tak! tak! masz racje!',
          ale teraz napisze. Jedna z nielicznych (pieciu chyba?) wypowiadajacych sie
          tutaj, ktora wyczuwa, w czym rzecz. Ulga.
          Pytane o 'co bys zrobila, gdyby', automatycznie stawiamy sie w miejscu
          pytajacej i sadzimy podlug siebie, a to u niektorych prowadzi do
          samopoblazania. Prawda jest taka, ze dziecku lepiej sie bedzie zylo ze
          swiadomoscia, ze pan, ktory byl laskaw je splodzic, kocha je; ma tez prawo
          widywac ojca tak czesto, jak to tylko mozliwe, nawet jesli jest to mozliwe
          rzadko. Facet jest glupi, ale rowniez ma prawo (i obowiazek) je odwiedzac.
          Istniejacy gdzies, ale z tajemniczych przyczyn nieobecny w zyciu ojciec boli,
          jest wielka pusta dziura w sercu, ktorej nie zastapi nawet najczulszy nowy
          wujek.
          Argumenty 'dzieci w domach dziecka tez niczemu nie sa winne, a cierpia', sa
          pozorne, bo nijak maja sie do sytuacji (rownie dobrze moznaby sie odwolac do
          istnienia jakiegokolwiek cierpienia na swiecie - co to ma do rzeczy?).
          Swoja droga, zaskoczyla mnie w tym watku ilosc gdaczacych ksobnie kur, dla
          ktorych trudne oznacza niemozliwe, a egoizm wydaje sie byc jedynie sluszna
          religia
    • stina212 Re: odwiedzac dziecko , czy nie? 28.04.05, 12:42
      temat mi nie jest obcy, wypowiem się pewnie bardziej dla siebie... Mnie ojciec
      zostawił jak miałam 7 lat i do tej pory, mam 27, nie odezwał sie ani słowem,
      mieszka w tym samym mieście..hmm. Teraz juz nie, ale jak byłam mała, bardzo
      chciałam żeby mnie odwiedzał, żeby zabierał mnie nawet pare razy do roku na
      lody...bo tyle potrafil zrobić swego czasu, nie wiem co by bylo gdyby mnie tak
      odwiedzał parę razy do roku.. czy było by gorzej czy lepiej niż teraz. Ale wiem
      że tego chciałam!!!! Ale on nie chciał...i wsyzstko jasne. Może kiedyś
      przestanę go za to nienawidzieć.. :) to taki uśmiech żeby to słowo nie było aż
      takie mocne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja