czegoś nie rozumiem...

25.04.05, 21:55
...jest cudownie,jest coraz lepeij..mieliśmy kryzys, zapomnielismy o sobie
wzajemnie...teraz odbudowujemy, uśmiechamy się,skaczemy,kochamy dwa razy
dziennie...tak jak chcemy,gdzie chcemy..rozumiemy sie...a jednak...wchodzi na
czaty "randka"..."towarzyskie"..szuka dziewczyn na randkowych stronach...nie
rozumiem tego..niczego nam nie brakuje...jesteśmy bardzo szczerzy wobec
siebie,a jednak..o tym mi nie mówi...źle robie..podskórnie czuje ze jest coś
nie tak..nie wiem...nie wiem co robić...co myśleć?...?...najgorsze jest to ze
ja go chyba kocham................
    • scylla :)))) 25.04.05, 21:58
      • m_mm Re: :)))) 25.04.05, 22:00
        ...najgorsze...nie wiem...
      • smolineczka Re: :)))) 29.04.05, 12:21
        Ja mam podobny problem. Mój mąż od kilku ostatnich miesięcy bardziej interesuje
        się życiem wirtualnym, niż realnym. Póki o tym nie wiedziałam wszystko byłó w
        porządku (jestem przyzwyczajona do tego, że dużo czasu spędza przy komputerze i
        nie sądziłam, że zaczął interesować się "poszukiwaniem bratnich dusz"). Ale w
        pewnym momencie mąż zachował się tak, jak nigdy przed tym: zrobił się nerwowy -
        tak to wyglądało, że zależało mu na tym, żebym się zainteresowała tym
        wszystkim, co się zaczęło dziać w jego wirtualnym życiu: rózne rozmowy na temat
        twórczości, konkursy, w których uczestniczy, jego sympatji i antypatji.
        Faktycznie, nie przywiązywałam do tego wagi, chociaż były momenty, które mnie
        trochę dziwiły, naprzykład bardzo emocjonalnie opowiadał naszemu znajomemu jak
        wirtualnie pokłucił się z pewnym facetem, bo, jak tłumaczył, "musiał bronić
        dziewczyny, którą wczyscy niesprawiedliwie krytykują". Nasz znajomy nawet
        stwierdził wówczas, że chyba mój mąż w niej się zakochał. Ja, osoba bardzo
        skłonna do zazdrości, wówczas zupełnie nie zareagowałam na to, pewnie dlatego,
        że mąż nigdy przedtem nie dawał mi powodu do zazdrośći (mogłam byc zazdrosna o
        czas, który poświęca nie mnie, - ale nigdy o kobietę). Ale mąż (świadomie czy
        nie)zrobił wszystko, żebym się zaczeła interesować jego wirtualnymi
        przyjaciółmi i przyjaciółkami. I kiedy dowiedziałam się, że wlaśnie do
        tej "skrzywdonej" pisuję długie listy na temat tego, że znajomość z nią i z jej
        twórczością dużo mu daje i napewno zmieni jego życie, że mają ze sobą dużo
        wspólnego (a równocześnie do mnie zaczął mówić teksty, z których praktycznie
        wynikało, że nie tak znów idealnie pasujemy do siebie) - zabolało.
        Najpaskudniej poczułam się, kiedy się okazało, że z wspólnie z tą dziewczyną
        napisali artykuł, z którego mój mąż był bardzo dumny (może własnie o to
        chodziło, że miałam go chwalić? ale w trakcie pisania tak jakoś nie wprost
        mówił mi o tym, że ja się nie zainteresowałam. Na moje pytanie dlaczego
        wcześnie mi nic nie mówił stwierdził, że się bał jak ja na to zareaguję.) Może
        niepotrzebnie zgodziłam się na drążenie tego tematu, ale nawet po nocach
        opowiadał mi o swoich wirtualnych przeżyciach i robiło mi się coraz ciężej na
        sercu, szczególnie kiedy na zadawał pytanie: "Ale mogę się z nią przyjaźnic?" i
        mówił o męskiej naturze i wirtualnej miłości... Zresztą za każdym razem nie
        zapominał dodawać, że chodzi wyłącznie o twórczość, bo ona w nim rozbudza
        twórczą energję, bo jest osobą interesującą i we wszystkim się zgadzają. Im
        dalej trwały te wyjaśnienia, tym bardziej pogrążałam się w bólu i zaczynałam
        czuć pustkę wewnetrzną. Zaczęłam dzielić się z koleżankami (oczywiście, nie
        wszystkimi szczegółami), ale dobre rady w niczym mi nie pomogły, nie potrafiłam
        zatrzymać procesu popadania w depresje. W ciągu kilku tygodni doprowadziłam się
        do całkowitego dołka psychicznego. Wiem, że jedynym lekiem w tej sytuacji jest
        zmiana kierunku myśli, ale nie mogę myślić o niczym innym...
    • hsirk Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 22:09
      przestan chrzanic

      tak samo jak nie mozna byc prawie w ciazy

      tak i nie ma czegos jak

      chyba kocham
      • m_mm Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 22:12
        to nie jest tematem ...
        • joars Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 22:29
          spytalas po co odwiedzate te fora?
          • m_mm Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 22:45
            tak kiedyś...może od nowa..on kiedyś swój czas przeznaczył tylko na
            prace..pracował,pracował,pracował..ja nie chcąc przeszkadzać czekałąm aż
            skończy...leżałam,zasypiałąm...w nocy gdy spałąm on po pracy rozmaiwał czasem z
            ludzmi...z czasem zaczeliśmy mysłeć tylko o sobie..nie wzajemnie,ale
            samolubnie..rozstanie..krótkie..długie..teraz odbudowujemy..jest naprawde
            super, jak za dawnych czasów..tak jak pisąłm..no ale...kiedys
            pytałam,powiedizął,ze z nudów,ze ja z nim nie rozmawiam..troche
            rozumiałąm,byłam zazdrosna jak cholera,ale rozumiałąm....teraz kurde nie
            rozmumiem...
            • joars Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 22:55
              a nie mozesz mu powiedziec, ze nie akceptujesz tego. Domyslam sie o co Ci
              chodzi, chyba... Boisz sie, ze Ty bedziesz myslala, ze jest cudownie, a tu na
              boku bedzie sie rozkrecal jakis romans. Moim zdaniem wystarczy spokojnie
              powiedziec. Ja przynajmniej tak robie, krotko informuje mojego meza o tym, co
              lezy mi na watrobie i po sprawie. Wiesz, do mezczyzny mowi sie krotkimi,
              zrozumialymi zdaniami. Mezczyzna, jak dziecko, nie przyswaja dlugich konstrukcji:-))
              • m_mm Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 23:00
                ja mówe o wyszystkim,taeraz o tym k nie lubie jak mi leży coś na wątrobie...tez
                tjuz wie..widział temat na forum...on wie,ze tego nie lubie..tylko on uważa,ze
                jestem zadrosna bez powodu,ze nie mam podstaw...
    • joars Re: czegoś nie rozumiem... 25.04.05, 23:20
      biorac pod uwage ilosc opisanych na tym forum zawartych "przyjazni" jest to
      calkowicie oczywiste, ze mozesz zakladac, ze moze sie to przydarzyc takze
      twojemu facetowi. zazdrosc moze zniszczyc nawet najlepszy zwiazek. wiec moze
      odpusc sobie i nie zadreczaj siebie. bo jezeli czegos mu brakuje w waszym
      zwiazku, to albo cie zdradzi, albo zostawi (bardzo upraszczajac). wiec moze
      lepiej ciesz sie z tego, ze jestescie razem i jest wam razem dobrze. a ty badz
      partnerem w zwiazku, a nie ofiara.
      • m_mm Re: czegoś nie rozumiem... 26.04.05, 01:40
        jestem psychiczna, nie rozumiem...kiedy pytam co jest...jemu się nudzi,bo nie
        ma z kim gadać o 3 w nocy..bo niestety ja śpie...własnie sprowokowałam
        rozmowe,wybuchlam,ku..wił mnie..posżłam oczywiście silnie..bo gdy ja zasnęłąm
        to on siedizął na czacie..
    • swierszczzakominem Re: czegoś nie rozumiem... 26.04.05, 02:26
      Jesli tam siedzi, to juz go tracisz.. cokolwiek on powie..
    • lizavieta1 Re: czegoś nie rozumiem... 26.04.05, 02:32
      mowisz niczego nam nie brakuje. widocznie jemu czegos brakuje. chyba sie nei
      wyszumial. wiem, to zabrazmi okrutnie, ale to poniza ciebie, typ sobie siedzi
      czegos szuka, a ty czekasz z nadzieja niczym penelopa. jakby poszedl do burdelu,
      tez bys czekala....?
      • m_mm Re: czegoś nie rozumiem... 27.04.05, 23:47
        nie ogląda pornosów i nie chodzi do burdelu..nie o to mi
        chodzilo...wyolbrzymiacie..chodzi mi o delikatne szukanie ,interesowanie sie..
        • junkoh Re: czegoś nie rozumiem... 28.04.05, 10:24
          czego nie rozumiesz, to proste jak drut; cicho w domu, usiadz sobie i
          odetchnij, spytaj siebie czy rzeczywiscie nie rozumiesz i nie boj sie odpowiedzi
Inne wątki na temat:
Pełna wersja