"Mit o wyzszosci wysokiej samomceny"

17.05.05, 08:09



Wysoka samoocena sprzyja osiąganiu sukcesu - głosi powszechne przekonanie.
Tymczasem często bywa na odwrót: trzeba osiągnąć sukces, żeby zbudować wysoką
samoocenę.

-zgadzacie sie z tym?


Goethe Johann Wolfgang
Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki są niebezpieczne.
    • procesor Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 17.05.05, 10:34
      wy-imagino-wany napisał:
      > Wysoka samoocena sprzyja osiąganiu sukcesu - głosi powszechne przekonanie.
      > Tymczasem często bywa na odwrót: trzeba osiągnąć sukces, żeby zbudować wysoką
      > samoocenę.

      albo trzeba naprawdę wierzyć sie jest w stanie go osiągnąc - też działa
      • psychopata.z.borderline Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 17.05.05, 10:37
        Pod warunkiem, że nie mieszka się w Krakowie
    • wy-imagino-wany Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 17.05.05, 12:29
      wy-imagino-wany napisał:

      >
      >
      >
      > Wysoka samoocena sprzyja osiąganiu sukcesu - głosi powszechne przekonanie.
      > Tymczasem często bywa na odwrót: trzeba osiągnąć sukces, żeby zbudować wysoką
      > samoocenę.
      >

      > Przemożne stało się przekonanie, że wystarczy podnieść samoocenę ludzi, by
      doprowadzić do różnego rodzaju osiągnięć. W USA (ruch ten objął także inne
      kraje, m.in. skandynawskie, choć generalnie w Europie Zachodniej nie zaznaczył
      się zbyt drastycznie) zaczęły pojawiać się liczne książki oraz zaproszenia na
      treningi, których autorzy prześcigali się w doradzaniu sposobów postępowania
      mających podnieść przekonanie o własnej doskonałości. W niektórych miastach
      powstawały specjalne fundacje sponsorujące kursy wysokiej samooceny dla
      bezdomnych, po których mieli rzekomo znacznie łatwiej znaleźć pracę. I często
      ją znajdowali, ale sukces ten był raczej efektem tricków samoprezentacji,
      jakich na tych kursach uczono, niż tygodniowej "nauki podnoszenia samooceny".

      Moda na wysoką samoocenę doprowadziła w USA w latach 70. do powstania tzw.
      Ruchu na Rzecz Samooceny, który szczególnie energicznie poczynał sobie w
      szkołach. Jego credo (jeszcze nie wymarł, choć jest coraz ostrzej krytykowany)
      było następujące: trzeba wzmacniać pozytywne przekonanie dziecka o samym sobie,
      niezależnie od tego, jakie są jego realne osiągnięcia szkolne. W wielu szkołach
      przestano zatem stawiać oceny niedostateczne. Za udział w zawodach sportowych
      wszystkim dzieciom przyznawano takie same trofea, bez względu na to, które
      miejsca zajmowały. Po co więc Jasio miał się starać, skoro był nagradzany za
      nic!? Jednocześnie sytuacja taka demotywowała Krysię, która trenowała,
      wygrywała zawody i była najlepszą uczennicą w klasie, a otrzymywała takie same
      nagrody jak Jasio. Również rodzice byli przekonywani, że nie powinni okazywać
      frustracji i gniewu, jeśli np. syn, choć jest w piątej klasie, nie umie czytać,
      ponieważ ich negatywny emocjonalny stosunek może obniżyć samoocenę dziecka i
      pogorszyć jego i tak złą psychologiczną sytuację.

      W niektórych szkołach podstawowych dzieci miały codziennie dwugodzinne
      warsztaty, na których uczyły się, jak wyrażać zadowolenie z samych siebie i
      własnej unikalności. Wypisywały na tabliczkach zdania typu: "Mam nieograniczony
      potencjał", lub odgrywały scenki samoprezentacji, podczas których chwaliły
      własną urodę i akceptowały swoje osiągnięcia, niezależnie od tego, jak były
      mizerne, np. "Nie rozwiązałem tego zadania, ale i tak jestem
      wspaniały!". "Mantra" w stylu "I feel good! I feel great! I feel wonderful!"
      brzmiała nie tylko w poczekalniach gabinetów psychiatrycznych, lecz także w
      szkolnych klasach. Konsultanci Ruchu na Rzecz Samooceny instruowali
      nauczycieli, by ci np. zachęcali uczniów do posyłania szkolnym kolegom
      wzmocnień typu: "Rozjaśniłeś mój dzień", albo też dawali dzieciom nalepki z
      uśmiechniętymi buziami. One zaś miały rozdawać je codziennie swoim kolegom w
      podziękowaniu za jakikolwiek gest, ruch, a nawet... za źle rozwiązane zadanie.
      Oczywiście dzieci doskonale wyczuwały fałsz takich komplementów.

      Przeciwnicy tej ideologii kształcenia ostrzegali, że obdarzanie pochwałami i
      komplementami bez względu na osiągnięcia, grozi ich dewaluacją i kiedy dziecko
      naprawdę zasłuży na pochwałę, to potraktuje ją jako jedną z wielu. Z kolei
      Anthony Stevenson uważa, że pozytywna samoocena jest zwykle rezultatem, a nie
      źródłem osiągnięć. Jego zdaniem dziecko musi najpierw zdobyć wiedzę i
      umiejętności, które pozwolą mu uczynić postępy w szkole, sporcie czy relacjach
      społecznych, a dopiero konsekwencją sukcesów będzie realistyczny wzrost
      samooceny. Sekwencja przyczynowa jest więc, według Stevensona, dokładnie
      odwrotna od zakładanej przez twórców i realizatorów Ruchu na Rzecz Samooceny.

      milego czytania;)))
      >
      > Goethe Johann Wolfgang
      > Głupi i mądrzy ludzie są nieszkodliwi, tylko półgłówki są niebezpieczne.
    • greypc Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 17.05.05, 21:08
      za niska samoocene z pewnoscią nie sprzyja sukcesowi. ale mysle, ze z samooceną
      na śrendnim stopniu mozna cos osiagnac. wtedy tez podniesie się samoocena ;]
    • minka5 wysoka samoocena a wychowanie 17.05.05, 21:59
      Jak w zasadzie wyksztaltowac zdrowa (wysoka?) samoocene w dziecku, ktora nie
      prowadzilaby do zarozumialstwa? Chyba nawet nie kazdy dorosly potrafi
      rozroznic swoje faktyczne atuty od wlasnego krzywego zwierciadla, a co dopiero
      dziecko!
      W klasie mojego synka (7 lat) jest chlopczyk. Uczy sie dobrze (tak samo jak i
      moj). Jednak jest zasadnicza roznica. To dziecie (nie moje)bardzo czesto
      wyraznie komunikuje np. "Jestem bardzo madry", albo "doskonale znam sie na....".
      Potrafi tez inne dziecko nazwac "glupim, bo nie wie, ze"... Przez to tez nie
      jest specjalnie lubiany przez inne dzieci. Na pewno macie obraz.Rozwoj
      emocjonalny i ruchowy pozostaje w tyle w sredniej wiekowej.
      Moje chlopie nie ma tendencji samowychwalania sie; to my chwalimy jego
      osiagniecia kazdego typu.
      Jak wiec to widzicie? Powinnismy uczyc dziecko wypowiadania zdan jak ten inny
      chlopczyk, bo zaowocuje to w wysokiej samoocenie czy tez nie?
    • sweetnighter Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 18.05.05, 08:51
      jest jeszcze inny wymiar tej sprawy. nieuzasadniony powszechny optymizm ma też
      negatywne strony, np. takie, że nie zauważa się niesprawiedliwości, albo
      tłumaczy ją winą zainteresowanych. np. w usa, gdzie wbrew propagandzie
      mobilnośc społeczna jest niższa niż w Europie, urzędowy optymizm oznacza, że
      ludzie nie buntują się przeciwko nierównościom, bo są przekonani, że ambicją i
      ciężką pracą itd itd. wręcz dochodzi do takich idiotyzmów, że wg. niedawnego
      sondażu, 18 proc. amerykańskiej populacji uważa, że znajduje się w grupie 1
      proc. najbogatszych (!), a w sumie 45 proc., że w tym lub innym momencie
      swojego życia do tego górnego 1 proc. doszlusuje! Taki optymizm może pomóc w
      pewnej liczbie indywidualnych przypadków (dodaje nadziei i sił do "walki"), ale
      w szerszej skali jest nie tylko kompletnie nieuzasadniony, ale szkodliwy, bo są
      bariery, których mimo najlepszych chęci przeskoczyć nie można bez lepszego
      ułożenia systemu społecznego, ale tak zindoktrynowane społeczeństwo nigdy na to
      nie wpadnie.
      new york times drukuje w tym tygodniu ciekawy cykl artykułów na temat podziałów
      klasowych w dzisiejszej ameryce, polecam.
    • kamkam111 Re: "Mit o wyzszosci wysokiej samomceny" 18.05.05, 10:11
      Myslę, ze to jest tak, ze lepiej miec w zyciu trochę zawyzona samoocenę w
      stosunku do swoich mozliwości, niż zbyt niską. czasami zbyt niska samooocena
      ogranicza i przeszkadza w zyciu
Pełna wersja