alicja-ciekawska
19.05.05, 21:39
Kłócimy się. I dobrze - dobra kłótnia to objaw zdrowia. Chodzi o to, by robić to umiejętnie
Tomasz Kwaśniewski: Mama i tata czują, że zanosi się na kłótnię. Emocje wzbierają. Ona otwiera usta, już, już ma wybuchnąć, gdy nagle do pokoju wchodzi dziecko. Kłócić się przy nim czy nie?
dr Anna Pohorecka, psycholog, od lat prowadzi terapię rodzinną i małżeńską: To zależy od wieku dziecka, tematu kłótni i jakości małżeństwa.
Jakości małżeństwa?
- Jeżeli jest to tak zwane dobre małżeństwo - zaprzyjaźnieni ze sobą ludzie, z dobrą komunikacją, otwarci, którzy nie są uwikłani w przewlekły konflikt i tylko czasem się na siebie złoszczą, to kłótnia wygląda inaczej niż w małżeństwie konfliktowym. Kłótnie w dobrym małżeństwie to po prostu chwilowa złość, rozdrażnienie, zniecierpliwienie, które - co najważniejsze - może mieć dobry koniec.
Załóżmy, że małżeństwo jest dobre i zaczyna się kłócić. Wchodzi dziecko i co?
- Jeżeli to jest małe dziecko, powiedzmy takie do 6-7 lat, to należy się przy nim powstrzymać od okazywania jakichkolwiek form agresji. Mam na myśli przede wszystkim podniesiony głos i krzyk. Dzieci zawsze odbierają to jako zagrożenie. Już niemowlęta na to reagują. Krzyk wywołuje poczucie braku bezpieczeństwa, niepokój. Dla tak małego dziecka rodzice są opoką i całością i jeżeli nagle wybucha złość, to poczucie bezpieczeństwa ulega zachwianiu. Pojawia się lęk, który towarzyszy każdej kłótni i awanturze, bo przecież tak małe dziecko nie potrafi jeszcze analizować ani nazwać tego, co się dzieje. W czasie kłótni odbiera emocje rodziców i reaguje na nie. Może być przerażone na przykład tym, że "tata nie lubi mamy", a mama płacze.
A w konsekwencji?
- Jeżeli to się powtarza często, to dziecko zupełnie traci poczucie bezpieczeństwa, które zwykle dają rodzice. Boi się coraz częściej, może mieć lęki nocne, może bać się zostawać samo w pokoju albo chce mieć cały czas rodziców przy sobie. I to oboje.
Czyli jeśli zaczynamy się kłócić przy małym dziecku, to...?
- Należy się powstrzymać i zmienić miejsce. Może warto pójść na spacer, może warto poczekać, aż dziecko pójdzie spać i dopiero wtedy załatwić sprawę.
A jeśli już się zdarzyło, bo przecież czasem trudno się powstrzymać?
- Wszystko zależy od nas. Pamiętajmy, że kłótnia może być różna. Raz jest to sprzeczka, bo nie można czegoś uzgodnić, ktoś kogoś denerwuje, pojawia się zniecierpliwienie lub drobna złość. Innym razem może to być niszcząca kłótnia pełna agresji, z deprecjonowaniem i poniżaniem. Jeśli małżeństwo jest dobre i potrafi się z konfliktem uporać, dojść do porozumienia i dobrego zakończenia (bo coś się uzgodni albo ktoś ustąpi, albo też wspólnie stwierdzą, że to nic ważnego) i nie ma potem cichych dni i dużej agresji, to łatwo jest to, co się stało, wytłumaczyć dziecku. Można powiedzieć, że zdarza się tak, że ludzie, którzy się kochają, gniewają się czasem na siebie, ale potem się godzą. "Widzisz pokłóciliśmy się z tatą, ale już się na siebie nie gniewamy, już się pogodziliśmy" - warto dodać. Dziecko uczy się wtedy, że można się złościć i że po tej złości może być dobre zakończenie. W dobrych małżeństwach ludzie potrafią to zrobić, ale jeśli chodzi o przewlekły konflikt, to wtedy wygląda to dużo, dużo gorzej.
Rozumiem, że do siódmego roku życia dziecka w ogóle nie należy się przy nim kłócić, a później jeśli już się zdarzy, warto by kłótni towarzyszył happy end?
- Kłócąc się przy dziecku, bierzemy na siebie wielką odpowiedzialność. Przecież bywa tak, że w kłótni ludzie potrafią powiedzieć sobie rzeczy straszne, takie, które na zawsze zapadają w pamięć, wywołują poczucie poniżenia albo chęć odwetu. Dziecko, słuchając tego, nie tylko czuje panikę, jego świat się wali (po takich kłótniach sześcio- i siedmiolatki przed snem fantazjują na temat rozwodu rodziców). Dziecko także uczy się rozwiązywania konfliktów między bliskimi osobami, bo przecież dzieci uczą się przez naśladowanie. Uczy się agresji, a potem samo w ten sposób może rozwiązywać sytuacje konfliktowe z rodzicami, rodzeństwem i kolegami w szkole i na podwórku. Albo uczy się unikania agresji i wyrasta na osobę wycofaną, przytłumioną i lękliwą.
Co trzeba zrobić, gdy kłótnia wydarzyła się przy dziecku?
- Trzeba natychmiast z dzieckiem porozmawiać, bo ono reaguje natychmiast. Niektóre dzieci płaczą i chowają się w kącie, inne krzyczą: nie kłóćcie się, bądźcie cicho. Wtedy warto powiedzieć: masz rację, nie powinniśmy się kłócić, ale czasem jest tak, że ludzie się na siebie złoszczą. My z tatą właśnie się kłócimy, ale zaraz się dogadamy i pogodzimy, bo się kochamy. Nie bójmy się do dziecka mówić. Róbmy to w sposób dostosowany do jego możliwości rozumienia, jego językiem. Jeśli natychmiast z nim porozmawiamy, wtedy kłótnia, której dziecko było świadkiem, nie pozostawi trwałego śladu. Poza tym ważne jest również, by nie ukrywać przed dzieckiem tego, że rodzice czasem się kłócą. Człowiek ma prawo do wyrażania złości, tylko w taki sposób, by nie ranić. Jeżeli więc dziecko było świadkiem kłótni, to powinno być także świadkiem pogodzenia się rodziców.
Wróćmy do tych tak zwanych niedobrych małżeństw. Tych, w których konflikt jest długotrwały. Jakie są konsekwencje?
- Jest taka teoria na temat tworzenia trójkątów, przejęta przez psychologów rodziny z antropologii i socjologii. Otóż jeśli między dwiema osobami jest wyraźny, przewlekły konflikt, któremu towarzyszy duże napięcie, to napięcie zmniejsza się, jeśli w konflikt włączy się osobę trzecią. W rodzinie przewlekły konflikt między małżonkami automatycznie wciąga dziecko, które jest "używane" do zmniejszania napięcia. Używane nieświadomie. Tworzą się tak zwane patologiczne trójkąty. Tu już nie chodzi o kłótnię, bo dziecko zawsze jest włączone w konflikt i reaguje na to dramatycznie.
Czy rodzice rozumieją, co się dzieje?
- Najczęściej nie, bo i część konfliktów oraz powstawanie trójkątów w rodzinie przebiega w sposób nieświadomy. Ale kłopoty zaczyna sprawiać dziecko; choruje albo jest "niegrzeczne", więc trzeba się nim zająć, co tym bardziej uniemożliwia rozpoznanie konfliktu.