monia933
22.05.05, 02:03
Moj mąż jakiś czas temu właził na chaty "randkowe" i gadał z panienkami. Od niektórych wział nr telefonu, z jedna się spotkał (dwa razy). Twierdzi ze do zdrady fizycznej nie doszło (nadzieja matką głupich....ale jednak ją mam...).Wydało się to przypadkiem...
Rozmawiamy o tym i o niczym innym od ponad tygodnia... Mąż twierdzi że był to jego wielki blad i że to juz nigdy sie nie powtórzy i że załuje że to zrobił.(twierdzi że zrobił to z ciekawości i zazdrości o mnie)
Czy moge mu uwierzyć i z nim nadal być?
Czy dalszy związek ma sens?
Czy moge miec nadzieję, że było tak jak on mówi? Czy kiedyś mu zaufam? (Na razie to nie może byc mowy o zaufaniu, jestem bardzo zraniona, wsciekła, rozżalona...cały ten tydzien miałam doła, nie spałam i nie jadłam... dopiero od wczoraj zaczynam się podnosić z tego doła)
Czy rozmawiać ciągle na ten temat, czy dac już spokój?
Czy iśc do psychologa? Czy terapia rodzinna ma sens, czy to raczej wymysł i lepiej odbudowywać samemu to co legło w gruzach? Czy ciągłe rozpamiętywanie ma sens(a w czasie takiej terapii na pewno tak jest? a może sie mylę? )
Jakie sa szanse że to sie już nigdy nie powtórzy?
Proszę o odpowiedzi....na ten trudny temat..