magdalena57
26.05.05, 18:49
hej! mam 22 lata, 2 nieudane zwiazki za soba i od 7 miesiecy bylam samotna.
Postanowilam, ze nie bede szukac faceta na sile, co ma byc to bedzie,ale
chcialam tez pobyc troche sama i poczekac az spotkam faceta, ktory naprawde
bedzie mi odpowiadal. I tak sobie fajnie zylam, dopoki nie pojechalam w
odwiedziny do rodziny mieszkajacej w Polsce na weekend- ja studiuje w
Niemczech - 3 tyg. temu i dawna kolezanka wyciagnela mnie na dyskoteke, na
ktora wcale nie chcialo mi sie isc. No i jak to zwykle bywa - trafilo mnie.
Facet stal sobie, patrzyl sie na mnie, boski, przystojny, cudo.Od razu mi sie
spodobal, widac bylo ze ja mu tez, od pierwszego wejrzenia. Ale zagadal do
mnie dopiero pare godzin pozniej. I tyle dobrze, bo od razu zaczelismy gadac
przy stoliku i mialam wrazenie, ze znam go juz wieki. Dawno tak mi sie z kims
nie rozmawialo dobrze i czas tak szybko zlecial. Niestety, pojutrze musialam
wracac na uczelnie, strasznie mi bylo przykro, powiedzialam mu, ze raczej sie
juz nie spotkamy, bo rzadko jestem w Polsce,ale on nie dawal za wygrana,
nalegal na nastepne spotkanie jeszcze przed moim wyjazdem, chocby na 5 minut.
Zgodzilam sie i nazajutrz poszlismy jeszcze na spacer. Moze nawet troche
liczylam, ze nie okaze sie taki wspanialy jak w klubie, zebym sie nie
zaangazowala, ale bylo wrecz odwrotnie - jeszcze bardziej mnie soba
zafascynowal. A wyjazd stamtad wydawal mi sie byc katastrofa - niestety,
musialam. On twierdzil, ze szuka czegos na stale, ze odleglosc mu nie
przeszkadza, ze bedzie dzwonil, pisal. I faktycznie i to robil. W zeszly
weekend wyluskalam ostatnie pieniedze i pojechalam jeszcze raz do niego na
weekend bo myslalam, ze umre z tesknoty. i bylo tak pieknie. Poznalam go
lepiej, swietnie sie razem czujemy, rozumiemy, bawimy - po prostu moj ideal.
Rowniez znow liczylam na jakis znak, ze jednak nie pasujemy do siebie,
cokolwiek, co by mnie przekonalo do tego, zebym dala sobie lepiej spokoj,
taka juz jestem ostozna i wole najpierw wybadac nim sie zaangazuje i znow
(niestety?) :) - jeszcze z zadnym facetem nie bylam tak pewna. I dotarlo do
mnie, ze chyba sie naprawde zakochalam... Tylko ze powrot byl znowuz tak
trudny. I zobaczymy sie raczej dopiero za 2, 5 miesiaca i to mnie przeraza.
Juz tydzien go nie widzialam, nie wiem czy to ja za bardzo sie na nim
zaczelam fiksowac czy to on sie zmienil, ale mam wrazenie, ze raczej nic z
tego nie bedzie. Ze duzo obiecywal, ale na dluzsza mete nie damy tak rady na
odleglosc. Co to za zwiazek, jak sie co 2 miesiace bedziemy widziec i to tak
krotko? Boje sie ze mnie wkreca, ze na tyle ile on jest przystojny, on moze
miec kazda, dlaczego mialby mi byc wierny i czekac na mnie skoro tak rzadko
bede go mogla uszczesliwic?Zastanawiam sie czy nie zakonczyc tego teraz, nim
on to moze pozniej zrobi, raniac mnie stokrotnie bardziej. Nie znam go na
tyle dobrze zeby mu ufac, nie mamy wspolnych znajomych, skad mam wiedziec czy
tam nie lata z innymi a potem je odstawia jak ja bede? Wiem ze on tez mi
powiedzial, ze sie boi, ze ja tu kogos moge miec ale ja wiem ze nie mam :) a
co on tam robi... poza tym czuje, ze to jak mowil w ostatni weekend, jak to
bardzojest zakochany, nie znajduje potwierdzenia w jego czynach : mowi ze
zadzwoni, a dzwoni dopiero dzien pozniej. mowi ze mi list napisal, a do dzis
go nie wyslal. komorke mu ukradli, niby szuka i chce sobie kupic nowa a dni
mijaja, a ja nie mam z nim zadnego kontaktu. podawal mi 10 numerow tel. od
swoich kolegow, ze do nich moge dzwonic jakbym go szukala, ale cwaniacko on
sam dalej pozostaje nieuchwytny. Wiem ze to sa drobiazgi,ale na to sklada sie
tez caly obraz jego zaangazowania i po prostu nie wiem co zrobic. Przeczekac,
co bedzie dalej? Ale jak tu czekac nie angazujac sie za bardzo? Albo dac
sobie spokoj od razu? A moze on naprawde jest spoko, tylko zeby sie o tym
przekonac potrzebuje wiecej czasu?jak bylismy razem to nie mialam powodow
zeby watpic w jego zamiary:pokazal mi swoje miasto, dom, rodzicow poznalam,
jego znajomych; nie robil nic, co by mnie moglo do niego zrazic, nie narzucal
sie itd. Traktowal mnie naprawde powaznie i mowil tez, ze chce ze mna na
powaznie byc, przyszlosc planowac, ze takiej jak ja zawsze szukal itp. Moze
on taki juz jest, ze uwaza ze jak zadzwoni co drugi dzien a tak caly czas o
mnie mysli, to jemu to wystarczy a mi nie? Tylko krew mnie zalewa, jak wiem,
ze przyjdzie weekend, i pojdzie gdzies na impreze i moze pozna inna, albo
zrobi cos, czego nie powinnien byl robic, bo wie ze ja sie i tak nie
dowiem... Trudna sprawa, POMOCY!!!
dodam, ze Damian ma 25 lat i twierdzi, ze sie juz wyszalal i szuka kogos na
stale. Powiedzial,ze jest za duzo latwych kobiet a on lubi zdobywac dlatego
niby go juz nie interesuja latwe zdobycze - a ze ja latwa nie jestem,
przekonal sie juz od pierwszego spotkania i jak mowi, to go tez tak we mnie
rajcuje.
A ja sie tak w ogole zastanawiam, czy przystojny facet moze byc wierny?
Jesli facet naprawde bosko wyglada, to moze trzeba od razu przypuszczac, ze
na pewno swoje "wdzieki" i charazme wykorzystuje. Tacy zawsze maja duzo
kobiet a kolo raz puszczone w ruch, zawsze sie bedzie toczyc... Skoro mial
wiele kobiet przede mna, raczej malo prawdopodobne ze mi akurat bedzie
wierny... A moze sie myle?