Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem czy...

IP: 62.29.137.* 12.07.02, 10:55
Koleżanka przysłała mi fajne opowiadanie, które zmusza do refleksji..
Czy cały ten pęd za pieniądzem i karierą ma sens...?? Jak myślicie?
-------
Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział na przybrzeżnej skałce w małej
meksykańskiej wiosce gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem.
W łódce leżało kilka wielkich tuńczyków. Amerykanin, podziwiając ryby, spytał
Meksykanina:
- Jak długo je łowiłeś?
- Tylko kilka chwil.
- Dlaczego nie łowiłeś dłużej – złapałbyś więcej ryb?
- Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny.

Amerykanin pytał dalej:
- Na co więc poświęcasz resztę czasu?
- Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi, spędzę sjestę z moją żoną,
wieczorem wyskoczę do wioski gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi
amigos – pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie.

Amerykanin zaśmiał się ironicznie i rzekł:
- Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc. Powinieneś spędzać więcej czasu
na łowieniu, wtedy będziesz mógł kupić większą łódź, dzięki niej będziesz łowił
więcej i będziesz mógł kupić kilka łodzi. W końcu dorobisz się całej flotylli.
Zamiast sprzedawać ryby za bezcen hurtownikowi, będziesz mógł je dostarczać
bezpośrednio do sklepów, potem założysz własną sieć sklepów. Będziesz
kontrolował połowy, przetwórstwo i dystrybucję. Będziesz mógł opuścić tę małą
wioskę i przeprowadzić się do Mexico City, później Los Angeles a nawet do
Nowego Jorku, skąd będziesz zarządzał swoim wciąż rosnącym biznesem.

Meksykański rybak przerwał:
- Jak długo to wszystko będzie trwało?
- 15 może 20 lat.
- I co wtedy?

Amerykanin uśmiechnął się i stwierdził:
- Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze. W odpowiednim momencie będziesz
mógł sprzedać swoją firmę na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz
wiele milionów.
- Milionów? I co dalej?
- Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę, przeprowadzić się do małej wioski na
meksykańskim wybrzeżu, spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi, spędzać
sjestę ze swoją żoną, wieczorem wyskoczyć do wioski gdzie będziesz siorbał wino
i grał na gitarze ze swoimi amigos.
    • starszapani Re: Wasze wartości w życiu? 12.07.02, 11:16
      Gość portalu: Yennefer28 napisał(a):
      > Czy cały ten pęd za pieniądzem i karierą ma sens...?? Jak myślicie?>


      Nigdy nie miał i mieć nie będzie.
      Nie zacytowałas zakończenia tegoż opowiadania, w którym Meksykanin
      śmieje sie z Amerykanina.





    • Gość: inka_s Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.07.02, 11:17
      Śliczności.
      Zaraz poślę dalej.

      Ale czy mimo wszytko rzucłabym swoje życie i "zamieszkała w małej meksykańskeij
      wiosce"?
      Pewnie nie.
      Z tym że ta opowiastka jest oczywistościa dla wzytkich prawdziwie szczęśliwych -
      oni przecież wiedzą, że prawdziwe szczęście to radość z tego co mamy.
      Ni edajmy się zwariowac i wmówić sobie że tylko ten czy tamten produkt, ten a nie
      inny wzorzec życia da nam szczęście.
      Bo jak napisał bodajże Prus "szczęście każdy nosi w sobie".
      Ja zazdroszczę temu rybakowi że on dobrze wybrał i w tym wytrwał.
      • Gość: Yennefer 28 Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c IP: 62.29.137.* 12.07.02, 11:37
        Gość portalu: inka_s napisał(a):

        > Śliczności.
        > Zaraz poślę dalej.
        >
        > Ale czy mimo wszytko rzucłabym swoje życie i "zamieszkała w małej meksykańskeij
        >
        > wiosce"?
        > Pewnie nie.
        > Z tym że ta opowiastka jest oczywistościa dla wzytkich prawdziwie szczęśliwych
        > -
        > oni przecież wiedzą, że prawdziwe szczęście to radość z tego co mamy.
        > Ni edajmy się zwariowac i wmówić sobie że tylko ten czy tamten produkt, ten a n
        > ie
        > inny wzorzec życia da nam szczęście.
        > Bo jak napisał bodajże Prus "szczęście każdy nosi w sobie".
        > Ja zazdroszczę temu rybakowi że on dobrze wybrał i w tym wytrwał.

        HEJ
        "szczęście każdy nosi w sobie" - piękne zdanie, aż się cieplej robi na sercu ;-)
        A ja chcę Wam jeszcze powiedzieć, że wiele szczęścia daje mi szczęście moich
        bliskich...

        trzymajcie się cieplutko ;-)
    • Gość: ela Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 12:03
      Drrr Drrrr.
      Dzwonek budzika wdzierał się w głowę mocno "wczorajszego" meksykanina. Po paru
      chwilach Paplo złapał kontakt ze swoim umysłem i przypomniawszy sobie swój sen
      uśmiechnął się błogo do swojej posiniaczonej żony i tulącej się do niej
      wystraszonej gromadki dzieciaków.

      "Cześć stara, dobrze, że nie polazłaś jeszcze do pracy bo opowiem Ci swój sen.
      Śnił mi się taki durny Amerykanin, któremu musiałem udzielić kilku rad jak ma żyć.
      Wiesz, że po 20 latach ciężkiej pracy ten dureń chce wylądować tam gdzie ja już
      jestem, a jak wiesz ani jednego dnia nie przepracowałem. Ci Amerykanie to
      naprawdę głupole. Aha, jak będziesz wracała z pracy to przynieś mi 2 piwa"

      Zakońywszy swoje dywagacje Paplo usunął się na posłanie i głęboko zasnął gdyż
      każdy wysiłek zwłaszcza "intelektualny" sporo go zawsze kosztował.
      • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 12:28
        Gość portalu: ela napisał(a):

        > Drrr Drrrr.
        > Dzwonek budzika wdzierał się w głowę mocno "wczorajszego" meksykanina. Po paru
        > chwilach Paplo złapał kontakt ze swoim umysłem i przypomniawszy sobie swój sen
        > uśmiechnął się błogo do swojej posiniaczonej żony i tulącej się do niej
        > wystraszonej gromadki dzieciaków.
        >
        > "Cześć stara, dobrze, że nie polazłaś jeszcze do pracy bo opowiem Ci swój sen.
        > Śnił mi się taki durny Amerykanin, któremu musiałem udzielić kilku rad jak ma ż
        > yć.
        > Wiesz, że po 20 latach ciężkiej pracy ten dureń chce wylądować tam gdzie ja już
        >
        > jestem, a jak wiesz ani jednego dnia nie przepracowałem. Ci Amerykanie to
        > naprawdę głupole. Aha, jak będziesz wracała z pracy to przynieś mi 2 piwa"
        >
        > Zakońywszy swoje dywagacje Paplo usunął się na posłanie i głęboko zasnął gdyż
        > każdy wysiłek zwłaszcza "intelektualny" sporo go zawsze kosztował.


        OJEJ!!! ;-)))
        to nie jest "trochę przerysowana" puenta - ale bardzo przerysowana ..:(
        Jeśli ten Pablo, naprawdę jest takim "intelektualistą" i minimalistą życia to
        bogactwo może mu jedynie zaszkodzić... a nie pomoże mu na pewno

        pa ;-))
        • Gość: ela Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 13:16

          Wiara w to, że bogactwo poprzez pracę nie przynosi radości i szczęścia to nie
          rozumienie, że niektórzy ludzie lubią być aktywni, lubią tworzyć, jedni dzieła
          inni fortuny - bo to daje im satysfakcję. Działanie, tworzenie a nie posiadanie
          pieniędzy, tzn. nie pieniądze są celem, ale środkiem do celu.

          Gdyby nie było takich entuzjastów działania (pracy) to dalej siedzielibyśmy w
          jaskiniach. A tak to siedzimy np. przy komputerach i mamy ze sobą kontakt
          w "czasie rzeczywistym" w każdym zakątku świata.

          Pozdrowienia
          • pastwa Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 13:30
            Ci wielcy myśliciele,naukowcy,malarze itd. rzadko kiedy zdążyli zasmakować
            wielkiego bogactwa płynącego z ich genialnych myśli, juz prędzej osiągali to
            uparci i sprytni(i wcale nie tacy utalentowani )"biznesmeni" dostrzegający szybko
            w owych odkryciach wielki pieniądz.
            • Gość: ela Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 13:42
              Myślisz chyba o twórcach z zamierzchłych czasów, w których to ewentualni chętni
              do kupienia sami nie mieli zbyt wiele pieniążków.
              Obecnie wszyscy przez Ciebie wymienieni niezłą kasę mogą zarobić nawet na
              tzw. "bublach". Jesteśmy bardziej bogaci (jako społeczeństwo) niż Ci się wydaje.
              Sam sprawdź ilu twórcom w jednym miesiącu dajesz zarobić. Nie mówiąc już o tym
              ile wydajesz na nich w przeciągu roku.
              • pastwa Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 14:02
                Mówimy o "twórcach" , czy "TWÓRCACH", bo jeśli o tych pierwszych, to przyznaje Ci
                rację wielu twórców np. disco polo żyje obecnie całkiem przyzwoicie, lepiej
                znacznie nawet, niż niejeden ceniony w kraju profesor.

                Ps. Ilu obecnych naukowców,malarzy,kompozytorów jest w pierwszej 100 ( a nawet
                1000)najbogatszych ludzi na świecie ?
                • kwieto Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 14:22
                  Oj, Pastwa, tu sie troche nie zgodze. Ja mam wielka frajde, gdy moge sobie nawet
                  w malym zakresie czyms pozarzadzac. Nie chodzi tu o "moc wladzy" ale o
                  satysfakcje, gdy moj sposob zarzadzania, tworzenia (sic) struktur, organizacji,
                  sprawdza sie i plynnie dziala.

                  Nie mozna generalizowac w zadna ze stron, jedni czuja satysfakcje siorbiac wino w
                  knajpce nad morzem, inni zarzadzajac wielka organizacja. problem zaczyna sie gdy
                  jeden drugiemu zacznie udowadniac, ze jest lepszy. Albo gdy (jak w opowiastce)
                  owo piecie sie na szczyty sukcesow prowadzi do tego, co bylo juz na samym
                  poczatku, a z czego dla owych sukcesow trzeba bylo zrezygnowac.

                  Kazdy sam sobie musi odpowiedziec, co dla niego jest wazne, i ustalic wlasna
                  hierarhie wartosci. Dla jednego bedzie to rodzina, dla drugiego zycie "czlowieka
                  pocciwego", dla trzeciego dyrektorowanie miedzynarodowym koncernem. Problem tylko
                  jak te wszystkie priorytety zbilansowac, by sie wzajemnie ze soba nie gryzly.
                  • kwieto Dopisek 12.07.02, 14:30
                    Tak na marginesie - nawet moj brat (architekt) jest w stanie docenic, ze sprawne
                    zarzadzanie, kierowanie, to jest sztuka. Moze nie tak spektakularna jak teatr,
                    muzyka czy inne z gatunku "Pieknych" ale w swoim zakresie wymaga nie mniejszej
                    wirtuozerii - na przyklad jak sprawic, by przedsiebiorstwo przynoszace straty
                    zaczelo przynosic zyski? Tu (poza oczywistymi przypadkami wczesniejszego zlego
                    zarzadzania) nie wystarczy siegnac do wiedzy z ksiazek, tu trzeba byc swego
                    rodzaju ARTYSTA by tego dokonac
                    • pastwa Re: Dopisek 12.07.02, 14:41
                      Owszem owszem tak tak tak.

                      Ja zwracam uwagę tylko na to, że bycie aktywnym, kreatywnym i sprawnie
                      zarządzającym swym intelektem, nie musi się koniecznie przekładać na jakieś
                      wielkie fortuny.

                      Ps. Zwyczajnie to słowo "BOGACTWO" wydajke mi się zbedne w zestawieniu z aktywnym
                      realizowaniem swych pasji i talentów.
                      • kwieto Re: Dopisek 12.07.02, 15:27
                        Ano nie musi. Choc w tym zawodzie sie dosc czesto przeklada :")
                • Gość: Dorota Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.polbox.pl / 212.244.207.* 12.07.02, 14:31
                  No coz, tworcy z zakresu popkultury zyja sobie zupelnie niezle. Najlepsi spiewacy
                  operowi tez, Penderecki na brak funduszy tez chyba nie narzeka, a ze nie pcha sie
                  do 500 Wprostu to inna sprawa...
                • Gość: ela Re: Informacja dla Pastwy IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 14:54
                  O naukowców w Polsce możesz być spokojny. Może nie należą do najbogatszych, ale
                  całkiem nieźle żyją sobie z nadgodzin, grantów, badań kierunkowych, badań
                  własnych, prac naukowo-badawczych, sybsydiów naukowych itp.

                  Myślę, że niewPolsce mają jeeeeeeszcze lepiej.
                  • pastwa Re: Informacja dla Eli 12.07.02, 14:59
                    Rzeczywiscie,dorabiaja do pensji jak mogą z niezłymi efektami finansowymi,
                    czasami nawet mają jeszcze czas na prowadzenie badań naukowych.
                    • Gość: Dorota Re: Informacja dla Eli IP: *.polbox.pl / 212.244.207.* 12.07.02, 15:09
                      Rzeczywiscie, swego czasu obserwowalam cala inzynierie finansowa konieczna do
                      sfinansowania opracowania zabytkow archeologicznych. A wydanie tego w formie
                      ksiazkowej wymagalo jescze wiekszej ekwilibrystyki. I nie bylo finansowane z
                      krajowych srodkow - grant byl z fundacji polsko-niemieckiej...
            • Gość: Dorota Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.polbox.pl / 212.244.207.* 12.07.02, 13:50
              Naukowcom tez zdarza sie zarobic na swoich odkryciach, moze niekoniecznie
              komercyjnie, ale taki Nobel to niemaly dochod stanowi. Roznica zaczyna sie przy
              sposobie spozytkowania tych pieniedzy - M. Sklodowska-Curie za swojego pierwszego
              Nobla kupia bodajze kilka gramow uranu, zeby miec nad czym pracowac, a Kowalski,
              ktory sie dorobil wykorzystujac luki w ustawie celnej, postawil sobie
              gargamelowaty palac w Sekocinie
          • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 13:38
            Gość portalu: ela napisał(a):

            >
            > Wiara w to, że bogactwo poprzez pracę nie przynosi radości i szczęścia to nie
            > rozumienie, że niektórzy ludzie lubią być aktywni, lubią tworzyć, jedni dzieła
            > inni fortuny - bo to daje im satysfakcję. Działanie, tworzenie a nie posiadanie
            >
            > pieniędzy, tzn. nie pieniądze są celem, ale środkiem do celu.
            >
            > Gdyby nie było takich entuzjastów działania (pracy) to dalej siedzielibyśmy w
            > jaskiniach. A tak to siedzimy np. przy komputerach i mamy ze sobą kontakt
            > w "czasie rzeczywistym" w każdym zakątku świata.
            >
            > Pozdrowienia

            Zgadzam się z Tobą, że aktywność zawodowa może dawać satysfakcje, radość i jest
            konieczna aby świat "szedł" na przód, ale w moim odczuciu w opowiadaniu tym nie
            chodziło o to, że szczęśliwsi są Ci którzy nic nie robią i leżą tzw. brzuchem do
            góry ;-) ale Ci, którzy zachowują równowagę pomiędzy pracą a rodziną,
            odpoczynkiem...

            przynajmniej ja tak to zrozumiałam...
            równowaga
            • starszapani Re: BINGO 12.07.02, 13:47
              Gość portalu: Yennefer 28 napisał(a):
              ale w moim odczuciu w opowiadaniu tym nie chodziło o to, że szczęśliwsi są Ci
              którzy nic nie robią ale Ci, którzy zachowują równowagę pomiędzy pracą a
              rodziną, odpoczynkiem... przynajmniej ja tak to zrozumiałam...>


              Dokładnie o to chodzi.
              Serdeczności

              • Gość: Yennefer 28 Re: BINGO IP: 62.29.137.* 12.07.02, 14:12
                starszapani napisał(a):

                > Gość portalu: Yennefer 28 napisał(a):
                > ale w moim odczuciu w opowiadaniu tym nie chodziło o to, że szczęśliwsi są Ci
                > którzy nic nie robią ale Ci, którzy zachowują równowagę pomiędzy pracą a
                > rodziną, odpoczynkiem... przynajmniej ja tak to zrozumiałam...>
                >
                >
                > Dokładnie o to chodzi.
                > Serdeczności
                >
                O!!! ;-)
                Słuchajcie starszych pań - one zawsze mają rację ;-)))

                A tak poważnie mówiąc, nikt nikomu nie będzie narzucał czym ma się w życiu
                kierować. Do tego trzeba dojść samemu.
                Ja cenię przede wszystkim szczęście w rodzinie, choć bardzo lubię swoją pracę i
                chce w niej coś osiągnąć ale nie za cenę np: wspólnych chwil z rodziną ...
                A z drugiej strony dobrze, że są na świecie ludzie, którzy dla nauki zrobią
                wszystko, nawet zrezygnują z osobistego szczęscia - to rozumiem...;-)
                Tyle, że ja nie mam żadnych talentów aby móc coś dać potomnym ..;-(

                Pozdrowionka ;-)
            • Gość: ela Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 14:33
              Można ten tekst zrozumieć tak jak Ty. Ale pomyśl głębiej bo w
              takich "filozoficznych" tekstach zawsze jest jakaś pułapka.

              W tym tekście np. moim zdaniem są takie:

              O Amerykaninie wiemy: gdzie pracuje, jakie ma wykształcenie, na czym polega jego
              praca, można sobie wyobrazić jego życie, które poświęca pracy (ma duże potrzeby).
              Reasumując jest aktywny i zachęca rybaka do aktywności.
              Sugeruje się jednak, że czegoś mu brakuje ponieważ przyjechał na teren biednego
              rybaka zamiast popłynąć np. w rejs swoim jachtem i tam sobie rybki połowić.

              O rybaku natomiast wiemy, że mieszka w małej wiosce, ma małą łódkę, łowi ryby i
              to tylko tyle żeby się najeść (małe potrzeby). Jednak sugeruje się, że jest on od
              bogatego-aktywnego Amerykanina mądrzejszy, ponieważ nie marzy np. o willi czy
              jachcie. W domyśle bierność, brak ambicji jest dla człowieka dobrym, czy lepszym
              rozwiązaniem niż aktywność.

              W tym tekście nie ma nic o równowadze, ale o wyborze między aktywnością a
              biernością, z akcentem na to drugie.

              • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 14:44
                Gość portalu: ela napisał(a):

                > Można ten tekst zrozumieć tak jak Ty. Ale pomyśl głębiej bo w
                > takich "filozoficznych" tekstach zawsze jest jakaś pułapka.
                >
                > W tym tekście np. moim zdaniem są takie:
                >
                > O Amerykaninie wiemy: gdzie pracuje, jakie ma wykształcenie, na czym polega jeg
                > o
                > praca, można sobie wyobrazić jego życie, które poświęca pracy (ma duże potrzeby
                > ).
                > Reasumując jest aktywny i zachęca rybaka do aktywności.
                > Sugeruje się jednak, że czegoś mu brakuje ponieważ przyjechał na teren biednego
                >
                > rybaka zamiast popłynąć np. w rejs swoim jachtem i tam sobie rybki połowić.
                >
                > O rybaku natomiast wiemy, że mieszka w małej wiosce, ma małą łódkę, łowi ryby i
                >
                > to tylko tyle żeby się najeść (małe potrzeby). Jednak sugeruje się, że jest on
                > od
                > bogatego-aktywnego Amerykanina mądrzejszy, ponieważ nie marzy np. o willi czy
                > jachcie. W domyśle bierność, brak ambicji jest dla człowieka dobrym, czy lepsz
                > ym
                > rozwiązaniem niż aktywność.
                >
                > W tym tekście nie ma nic o równowadze, ale o wyborze między aktywnością a
                > biernością, z akcentem na to drugie.
                >

                Być może masz rację, ja się nie upieram co jest lepsze...bo dla każdego to coś
                innego ;-)
                Ale zwróciłaś uwagę, dlaczego ten amerykanin prowadził tak aktywne życie?
                Ni po to by zostawić coś dla przyszłości ale by móc na starość osiąść w spokojnej
                wioseczce i robić to, co ten skromny rybak już robi...Kwieto poniżej napisał, ze
                ten amerykanin trochę "na okrągło" chciał osiągnąć coś co rybak już miał...

                Zgadzam się też z proo - który(a) napisał(a), że szczęście jest w nas.
                Żyjemy tak jak nam odpowiada
                ;-)
                • Gość: ela Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 12.07.02, 15:12
                  Ale czy Ty naprawdę wierzysz, że Amerykanin marzy by zamieszkać na emeryturze w
                  chatce bez wygód jeżeli stać go na komfortową posesję z pełną obsługą.

                  W każdym razie ten tekst mnie nie przekonuje i będę sobie dalej aktywnie
                  pracowała, po to żeby na starość myć się pod prysznicem w ciepłym mieszkanku a
                  nie w misce w nie dogrzanej chatce, gdzie do najbliższego sklepu jest ok. 10 km
                  polną drogą.

                  A tak na marginesie, z czego ten rybak będzie się utrzymywał jak będzie w wieku
                  emerytalnym i nie będzie miał sił wstać z łóżka a co dopiero łowić ryby.
                  • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 15:18
                    Gość portalu: ela napisał(a):

                    > Ale czy Ty naprawdę wierzysz, że Amerykanin marzy by zamieszkać na emeryturze w
                    >
                    > chatce bez wygód jeżeli stać go na komfortową posesję z pełną obsługą.
                    >
                    > W każdym razie ten tekst mnie nie przekonuje i będę sobie dalej aktywnie
                    > pracowała, po to żeby na starość myć się pod prysznicem w ciepłym mieszkanku a
                    > nie w misce w nie dogrzanej chatce, gdzie do najbliższego sklepu jest ok. 10 km
                    >
                    > polną drogą.
                    >
                    > A tak na marginesie, z czego ten rybak będzie się utrzymywał jak będzie w wieku
                    >
                    > emerytalnym i nie będzie miał sił wstać z łóżka a co dopiero łowić ryby.

                    ;-)
                    Tak jak już pisałam: nie można nikogo na siłę uszczęśliwiać...każdy żyje jak chce.
                    To opowiadanie było bardzo symboliczne.
                    Przecież nie przeprowadzimy się wszyscy na wieś i nie będziemy łowić rybek ;-)

                    Ja też będę aktywna zawodowo, żeby mieć "piękną" emeryturke, którą NA PEWNO OFE
                    mi zapewni...;-))))) i będę się pławić w ciepłych morzach...;-)
                    ale sie rozmarzyłam...Tylko jakoś marnie to widzę ;-(

                    Oby Tobie się udało (naprawdę Ci tego życzę ;-)
                    POZDROWIENIA
                  • proo Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 15:20
                    Oj! Czy Meksykanin musi być praktyczny?

                    "Coś" tam zje .. , "czymś" tam ogrzeje swoją chatkę ...
                    ale jaaaki będzie szczęśliwy! :-))))
                    A przecież o to chodzi w życiu! O TO chodzi!!!

                    proo
                  • kwieto Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 15:53
                    A skad wiesz z taka pewnoscia, jakie sa marzenia tego Amerykanina? Dlaczego nie
                    wierzysz w to co sam w tej opowiastce powiedzial? Zakladasz, ze klamie? Bo Ty
                    wiesz lepiej?
                    Wiesz, skonczylem wlasnie jedna z najlepszych uczelni ekonomicznych w kraju,
                    dotychczasowa kariera zawodowa tez moge sie pochwalic, i wcale nie jestem pewien,
                    czy nie chcialbym skonczyc zywota tak jak ow Meksykanin. Czyzbym byl nienormalny?

                    Przedstawie wiec moze mysl tej bajki bardziej lopatologicznie - nie ma sensu
                    odkladac cieszenia sie zyciem na pozniej, na czas emerytury. Nie ma sensu
                    odwlekac swoich pragnien i marzen (Meksykanin pragnal lowic ryby i siorbac wino)
                    az osiagniemy cos tam. Bo moze sie okazac, ze jutro wpadniemy pod samochod, albo
                    umrzemy na atak serca czy cos innego - nie zrobiwszy w zyciu niczego co by nam
                    sprawilo radosc, co by nas cieszylo - bo ciagle odkladamy to na pozniej.
                    Znam ludzi, ktorzy zawsze swoje potrzeby odkladali bo "musza pracowac, zarabiac,
                    zabezpieczyc przyszlosc" w efekcie, obecnie 40-50 letnie osoby nie potrafia
                    odpoczywac, nie potrafia cieszyc sie zyciem, nie potrafia sie smiac - musza sie
                    tego wszystkiego uczyc od poczatku.

                    Tak na marginesie - skoro Amerykanin byl taki aktywny i tak chcial dbac o swoja
                    przyszlosc - to po jakie licho siedzial i gapil sie w morze, tracac czas, zamiast
                    sie czyms zajac??

                    Swoja droga - czy kazdy MUSI byc aktywny? Co jest zlego w braku aktywnosci?
                    • Gość: ela Re: Do Kwieta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 15.07.02, 10:21
                      Czy dla Ciebie bierność=szczęście, a aktwyność=nieszczęście?

                      Nie wiem dlaczego nie przepełnia Cię szczęście z tego powodu, że skończyłeś
                      najlepszą uczelnię ekonomiczną w kraju i z tego że Twoja dotychczasowa kariera
                      zawodowa dobrze się rozwija. Ani nie wiem, czy będziesz szczęśliwy jeżeli z
                      tego zrezygnujesz i zaszyjesz się gdzieś w chatce obok Meksykanina.

                      A także nie uważam, żeby cieszenie się życiem, kochanie bliskich osoby aktywne
                      odkładały na później a osoby bierne cieszyły się życiem i bliskimi przez cały
                      czas.

                      Zaatakowałam sobie tą opowiastkę bo wydaje mi się płytka i powierzchowna. I
                      nic mądrego nie wnosi w indywidualne życie każdego z nas.

                      Jeżeli jednak spojrzeć na łódkę z punktu widzenia psychoanalizy Freuda jako na
                      symbol łona matki, zawsze dostępnej i zaspakajającej nasze potrzeby głodu i
                      bezpieczeństwa to jak najbardziej to rozumiem. Tylko.... któregoś pięknego dnia
                      trzeba sie umieć odciąć od pępowiny. Moim zdaniem Amerykanin przynajmniej
                      próbuje.

                      Pozdrowienia
                      • kwieto Re: Do Kwieta 15.07.02, 20:20
                        Eeeetam. Amerykanin miota sie bez sensu.
                        To Ty postawilas teze, ze Meksykanin jest po prostu nierobem, a Amerykanin jest
                        swietny, bo stara sie zapewnic sobie przyszloc, stawiajac jednoczesnie swego
                        rodzaju rownosc: aktywnosc=szczescie, biernosc=nieszczescie. Od poczatku mowie,
                        ze biernosc/aktywnosc to zupelnie inna historia, ktora w tej opowiastce w ogole
                        nie ma racji bytu i nie powinno sie jej tutaj platac.

                        Pozwol jednak, by kazdy byl szczesliwy na swoj sposob, i by sam sobie
                        organizowal zycie wedle wlasnego uznania (i za to placil).

                        Pasujesz bardzo do takiej kategorii wymyslonej w "Tao Kubusia Puchatka" -
                        Najety Brys. Scislej - Brys-buldozer lub Brys-bigot. Ksiazeczke warto
                        przeczytac, i moze troche sie odBrysic?
                        :")
                        • Gość: ela Re: Do Kwieta IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 16.07.02, 09:02
                          Dziękuję za pouczenie, ale myślę, że na forum można chyba stawiać różne tezy.
                          O ile wiem to nie ma tutaj cenzury.

                          Jeśli chodzi o Kubusia Puchatka to książeczka w ocenie psychologów dziecięcych
                          nie należy do tych, które pomagają w rozwoju osobowości. Także Twoja ocena
                          mojej "osobowości" poprzez ten rodzaj "literatury" nie jest zbyt "wysokich
                          lotów".

                          Jeśli o chodzi o zostawianie innym wyboru jak mają sobie zapewnić szczęście to
                          mogę Cię uspokoić, że cały czas tak robię. Powiem Co nawet w zaufaniu, że nikt
                          mnie o zgodę nie pyta i żyje sobie po swojemu.

                          • kwieto Re: Do Kwieta 16.07.02, 18:10
                            Uffff....
                            A co do stawiania tez - Ty postawilas swoja, ja postawilem swoja...
                          • cyntia1 w sprawie Puchatka 18.07.02, 00:18
                            Przecież Kwieto mówił o Tao Kubusia Puchatka, a nie o Kubusiu Puchatku. To
                            trochę kompletnie różne ksiażki.

                            Ale czy mogę prosić o pewne szczegóły. Gdzie mogę poczytać coś na temat
                            niewychowawczej roli Puchatka?

                            Mam dzieci, wychowałam się na Puchatku jak miliardy maluchów na tej planecie i
                            teraz pomagam swoim córeczkom zrozumieć świat uczuć, emocji i charakterów przez
                            naszych ulubieńców ze Stumilowego Lasu.

                            Nie przekona mnie żaden psycholog, że to niewychowawcze, ale chętnie sobie
                            poczytam jak ci kretyni to argumentują, więc proszę o nazwiska, tytuły
                            opracowań itp, bo ja się nigdzie z podobnymi stwierdzeniami nie spotkałam.



                            • Gość: ela Re: w sprawie Puchatka IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 18.07.02, 12:00

                              Wiem o tym, że jest zasadnicza różnica pomiędzy "Kubusiem Puchatkiem" Milnego a
                              literaturą pt. „Tao Kubusia Puchatka”, „Szkoła menedżerów Kubusia
                              Puchatka”, „Kubuś Puchatek i filozofowie”, „Kubuś Puchatek i nauki
                              tajemne”, „Ćwicz razem z Kubusiem Puchatkiem”, „Słownik Kubusia Puchatka” -
                              gdzie rozmaici specjaliści udawaniają, że każda teoria da się sprzedać, jeśli
                              jest firmowana przez Puchatka.

                              Moja uwaga na temat klasyfikowania czy oceniania osobowości czy charakteru
                              człowieka była kierowana do Kwieto, który "wierzy", że ten rodzaj literatury
                              pomaga poradzić sobie z tymi problemami.


                              Jeśli chodzi o psychologiczne treści, zawarte w literaturze dziecięcej to
                              polecam przeczytanie pięknej i mądrej książki Bruno Bettelheima "Cudowne i
                              pożyteczne O znaczeniach i wartościach baśni"

                              Dwie recenzje dla zachęty:

                              Książka o znaczeniach i wartościach baśni napisana przez jednego z największych
                              psychologów dwudziestego wieku. Autor ukazuje jak psychoanaliza może pomóc
                              współczesnemu człowiekowi w odkrywaniu podstawowych ludzkich wartości.

                              Dokonując psychologicznej interpretacji wielu baśni, Bettelheim dostarcza
                              rodzicom i wychowawcom doskonałego narzędzia, pomagającego dziecku przejść od
                              etapu emocjonalnej niedojrzałości ku dorosłości. Autor dzieli baśnie na te,
                              które zachowują cudowną moc oswajania dziecka ze światem dorosłych (baśnie
                              braci Grimm), i te, które są w rzeczywistości literaturą tej mocy pozbawioną.
                              Baśń, zdaniem Bettelheima, jest podstawowym i pierwszym narzędziem na drodze do
                              samopoznania.

                              Kiedy przeczytasz tą książkę będziesz wiedziała, gdzie umieścić "Kubusia
                              Puchatka", tzn, czy jest to tylko świetnie napisana zabawna książeczka dla
                              dzieci czy też potrafi dziecku pomóć w jego rozwoju duchowym/emocjonalnym.
                              W każdym razie na pewno książka pt. "Kubuś Puchatek" nie jest niewychowawcza.

                              Pozdr.



                              • kwieto Elu, Elu.... 18.07.02, 18:01
                                Tutaj musze Cie nieco przystopowac. Zdecydowanie "nadinterpretujesz" i wkladasz
                                mi w usta cos, czego nigdy nie powiedzialem. Odwolalem sie do ksiazeczki "Tao
                                Kubusia Puchatka" i zawartej w niej kategorii "Najetego Brysia", zaznaczajac
                                tylko ze ladnie sie w ta kategorie wpisujesz. Nigdzie nie ma ani slowa
                                komentarza na temat samej ksiazeczki jak i jej przydatnosci w radzeniu sobie z
                                jakimikolwiek problemami [a nie tylko "tymi" :")) ]. Na temat pozostalych
                                wymienionych przez Ciebie ksiazeczek nie moge sie nawet wypowiadac, gdyz nigdy
                                ich nie czytalem.

                                Prosze wiec, bys nieco sie powstrzymala z wkladaniem mi w usta mysli, ktorych
                                nigdy nie wypowiedzialem.
                                • Gość: ela Re: Kwieto, Kwieto.... IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 19.07.02, 09:13
                                  "Pasujesz bardzo do takiej kategorii wymyslonej w "Tao Kubusia Puchatka" -
                                  Najety Brys. Scislej - Brys-buldozer lub Brys-bigot. Ksiazeczke warto
                                  przeczytac, i moze troche sie odBrysic?"

                                  Chyba mogę po Twojej wypowiedzi sądzić, że "wierzysz" w "przesłania" zawarte w
                                  takiej literaturze, skoro ją polecasz?

                                  Pozdr.
                                  • kwieto Re: Kwieto, Kwieto.... 19.07.02, 17:53
                                    Owszem, podoba mi sie rozdzial dotyczacy "najetych Brysiow". Nie oznacza to
                                    jednak, ze jestem fanem owej ksiazeczki, ani ze traktuje ja jako "madrosc na
                                    wszystkie okazje" co bardzo mocno sugerujesz.
                                    (Swoja droga, czasem polecam rowniez przeczytanie ksiazek ktorych wrecz nie
                                    znosze, ale to inna historia)

                                    Skad zatem wylistowane przez Ciebie ksiazeczki, i proba wmowienia mi wiary w
                                    ich zbawcza moc jako taka - niezaleznie od okolicznosci i problemu?
                                    Zaznaczam, oprocz "Tao Kubusia Puchatka" nie czytalem ZADNEJ z opisywanych
                                    przez Ciebie pozycji.

                                    Mam wrazenie, ze brakuje Ci argumentow, i czepiasz sie dla samego czepiania
                              • cyntia1 Do Eli 20.07.02, 22:57
                                No, to się nazywa wyczerpująca odpowiedź.
                                Dzięki.
                                Nie wiem czy skożystam, bo ciągły niedoczas, a ja do baśni braci Grimm akurat
                                mam stosunek dość ambiwalentny, ale to temat na oddzielną dysputę.

                                Tak na marginesie, to ja nie jestem stwór poradnikowy. Parę przeczytałam, może
                                nawet zgadzałam się z niektórymi tezami, ale z wprowadzaniem w życie zawsze
                                było ciężko. Dla mnie poradnik to trochę jak buty, które mają pasować na
                                każdego (wiadomo przecież, że muszą "sprzedawać" prawdy ogólne, a takich moim
                                zdaniem nie ma). Oczywiście, to tylko moja, subiektywna opinia!

                                Ale Tao Kubusia Puchatka akurat bardzo lubię, wracam do niego raz na jakiś czas
                                i nic ta książka w moim życiu nie zmienia, tylko za kazdym razem tak mnie
                                jakoś "odświeża"

                                Pzdr:))

                                • Gość: ela Re: Do Cynti1 IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 22.07.02, 11:54
                                  Chciałabym tylko dodać, że Bruno Bettelheim był wybitnym psychologiem
                                  amerykańskim, specjalizującym się w leczeniu autyzmu dziecięcego. Zauważył
                                  podczas swojej praktyki lekarskiej, że dotknięte tą ciężką chorobą dzieci
                                  zaczynają nawiązywać kontakt ze światem zewnętrznym kiedy czyta im się rożnego
                                  rodzaju baśnie. Zaczął więc prowadzić w tym kierunku badania, stopniowo
                                  odkrywając i analizując ukryte treści psychologiczne zawarte w literaturze
                                  dziecięcej - zwłaszcza w baśniach. Sam ciężko doświadczony (był więźniem obozu
                                  koncentracyjnego) i będąc świadkiem powolnej degradacji ku psychicznej śmierci
                                  osób więzionych, zaczął dostrzegać podobieństwo pomiędzy stanem umysłu więźnia
                                  obozu koncentracyjnego a umysłem dziecka chorego na autyzm, dostrzegając, że
                                  obie te sytuacji wynikają z bezgranicznej utraty nadziei na wyjście z sytuacji
                                  w jakiej się oni znajdują.
                                  Książka na temat baśni jest przysłowiowym światełkiem w tunelu dla wszystkich
                                  tych, którzy chcą/potrzebują wsparcia w różnych sytuacjach życiowych a także
                                  piękną podróżą w głąb siebie po to by "zrozumieć" choć po części swoje emocje,
                                  potrzeby i ograniczenia. Naprawdę warto przeczytać, tym bardziej, że jest to
                                  ciepła, pełna miłości, piękna i mądra książka dla wszystkich.
                                  Pozdr.
                  • Gość: inka_s Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 12.07.02, 23:11
                    Gość portalu: ela napisał(a):
                    > Ale czy Ty naprawdę wierzysz, że Amerykanin marzy by zamieszkać na emeryturze w
                    > chatce bez wygód jeżeli stać go na komfortową posesję z pełną obsługą.
                    > W każdym razie ten tekst mnie nie przekonuje i będę sobie dalej aktywnie
                    > pracowała, po to żeby na starość myć się pod prysznicem w ciepłym mieszkanku a
                    > nie w misce w nie dogrzanej chatce, gdzie do najbliższego sklepu jest ok. 10 km
                    > polną drogą.
                    > A tak na marginesie, z czego ten rybak będzie się utrzymywał jak będzie w wieku
                    > emerytalnym i nie będzie miał sił wstać z łóżka a co dopiero łowić ryby.

                    Taaaak. Jak wiadomo Amerykanie i inni nieMeksykanie wszyscy marzą o starości w
                    luksusach rezydencji, ewentualnie w domu "Złotej Jesieni" typu amerykańskeigo...
                    Ciekawe więc czemu wielu Amerykanów i innych przedstawicieli kultury zachodniej
                    poszukuje w kulturze Wschodu - duchowości, czemu tyle osób poprzestaje na małym,
                    nie czuje potrzeby poddania się presji pracy i zarabiania na maksa.

                    Hmm, niedogrzana chata nad brzegiem oceanu w Meksyku???... Ponieważ rybki
                    sprzedaje hurtownikowi to myślę że i sklep w wiosce się znajdzie, nie ma obaw!

                    Na starosć Meksykanin będzie otoczony miłościa dzieci wnuków i swej ukochanej
                    żony, z która w zgodzie i szczęściu przeżyje wiele lat. Będzie otoczony
                    szacunkiem - wnuki będą się domagac by dziadek wziął na kolana, dzieci - byc może
                    wykształcone, czemu nie? tata złowił troche więcej na czesne ;) -zapewnia
                    rodzicom utrzymanie - i wcale nie będą uważać tego za niesprawiedliwe (do głowy
                    im nie przyjdzie że to jakaś forma wyzysku - przecież rodzice z miłościa dbali o
                    nich gdy dorastali, oczywiste teraz że role się odwóciły).

                    Nie wiem czemu ale aktywność Amerykanina i jego przedstawianie planów rozwinięcia
                    firmy Meksykanina nie budza we mnie dobrych uczuć. To troche takie kuszenie -
                    diabeł mami przyszłymi sukcesami. A przeciez niebo jest na wyciągnięcie ręki,
                    cały czas dostępne.
                    Ech ten Al Pacino w "Adwokacie diabła"! Jak on potrafił kusic !
                    Jeszcze mnie dreszcz przechodzi!
                    Ciekawe czemu mi sie z ta sytuacja skojarzył?...
              • kwieto Re: trochę przerysowana ewentualna puenta 12.07.02, 15:35
                Bzdura! W tej opowiastce po pierwsze to Amerykanin jest bierny (bo siedzi i sie
                gapi) a Meksykanin pracuje (lowi ryby). Ale tak na prawde nie doszukiwal bym sie
                w tej opowiastce drugiego i trzeciego dnia. Meksykanin rowniez jest aktywny, bo
                nie lezy do gory brzuchem, tylko lowi ryby - akurat tyle, by starczylo dla niego
                i rodziny (jest wiec troskliwy). Zna tez umiar, i potrafi siegac po szlachetne
                rozrywki bo mowi "siorbac wino"(wino jest moim zdaniem najszlachetniejszym z
                trunkow), a nie "zapijaczam sie do nieprzytomnosci". Kojarzy mi sie z Zorba.
                Wie czego chce i nie zada ani mniej, ani wiecej.
                To nie jest bajka o aktywnosci, ale o zbilansowaniu potrzeb
                • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 15:38
                  kwieto napisał:

                  > Bzdura! W tej opowiastce po pierwsze to Amerykanin jest bierny (bo siedzi i sie
                  >
                  > gapi) a Meksykanin pracuje (lowi ryby). Ale tak na prawde nie doszukiwal bym si
                  > e
                  > w tej opowiastce drugiego i trzeciego dnia. Meksykanin rowniez jest aktywny, bo
                  >
                  > nie lezy do gory brzuchem, tylko lowi ryby - akurat tyle, by starczylo dla nieg
                  > o
                  > i rodziny (jest wiec troskliwy). Zna tez umiar, i potrafi siegac po szlachetne
                  > rozrywki bo mowi "siorbac wino"(wino jest moim zdaniem najszlachetniejszym z
                  > trunkow), a nie "zapijaczam sie do nieprzytomnosci". Kojarzy mi sie z Zorba.
                  > Wie czego chce i nie zada ani mniej, ani wiecej.
                  > To nie jest bajka o aktywnosci, ale o zbilansowaniu potrzeb
                  >
                  >
                  >
          • Gość: Emka Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 217.153.27.* 12.07.02, 14:24
            Zgadzam się z przedmówcą:-))) Ludzie lubią się realizować. Może niekoniecznie
            pomnażając fortunę, albo inaczej, nie każdy w ten sam sposób.

            Realizowanie swoich pasji, czy ciekawa praca daje zadowolenie z całą pewnością.
      • Gość: Yennefer 28 Re: trochę przerysowana ewentualna puenta IP: 62.29.137.* 12.07.02, 12:37
        Gość portalu: ela napisał(a):

        > Drrr Drrrr.
        > Dzwonek budzika wdzierał się w głowę mocno "wczorajszego" meksykanina. Po paru
        > chwilach Paplo złapał kontakt ze swoim umysłem i przypomniawszy sobie swój sen
        > uśmiechnął się błogo do swojej posiniaczonej żony i tulącej się do niej
        > wystraszonej gromadki dzieciaków.
        >
        > "Cześć stara, dobrze, że nie polazłaś jeszcze do pracy bo opowiem Ci swój sen.
        > Śnił mi się taki durny Amerykanin, któremu musiałem udzielić kilku rad jak ma ż
        > yć.
        > Wiesz, że po 20 latach ciężkiej pracy ten dureń chce wylądować tam gdzie ja już
        >
        > jestem, a jak wiesz ani jednego dnia nie przepracowałem. Ci Amerykanie to
        > naprawdę głupole. Aha, jak będziesz wracała z pracy to przynieś mi 2 piwa"
        >
        > Zakońywszy swoje dywagacje Paplo usunął się na posłanie i głęboko zasnął gdyż
        > każdy wysiłek zwłaszcza "intelektualny" sporo go zawsze kosztował.


        OJEJ!!! ;-)))
        to nie jest "trochę przerysowana" puenta - ale bardzo przerysowana ..:(
        Jeśli ten Pablo, naprawdę jest takim "intelektualistą" i minimalistą życia to
        bogactwo może mu jedynie zaszkodzić... a nie pomoże mu na pewno

        pa ;-))
        • proo To opowiastka o szczęściu ;-)) 12.07.02, 14:08
          Według mnie to historyjka o szczęściu.
          Jest śliczna i życiowa. Popatrzmy wokół siebie.
          Dla jednych szczęściem jest ciepły kąt a dla innych
          luksusowy jacht a dla jeszcze innych - to że są tak zwyczajnie zdrowi.
          Szczęście zależy od naszych oczekiwań , tylko i wyłącznie!
          Każdy z nas nosi jego obraz w sobie i jeśli jest on ponad miarę naszych
          możliwości , ponad miarę tego co nas spotyka - jesteśmy nieszczęśliwi.
          Dla Meksykanina szczęściem były cztery tuńczyki , zadowolona żona i dzieci
          i kilka dźwięków ukochanej gitary a dla Amerykanina to było wieeeelkie
          NIESZCZĘSCIE , bo jego szczęście to dochodowy biznes i wszelkie przyległości ..
          No i dobrze! Pozwólmy każdemu na jego własne wyobrażenie o szczęściu.
          Przecież obaj byli szczęśliwi .. to o co chodzi??? :-)))))))))

          proo
          • Gość: Yennefer 28 Re: To opowiastka o szczęściu ;-)) IP: 62.29.137.* 12.07.02, 14:17
            proo napisała:

            > Według mnie to historyjka o szczęściu.
            Pozwólmy każdemu na jego własne wyobrażenie o szczęściu.
            > Przecież obaj byli szczęśliwi .. to o co chodzi??? :-)))))))))
            >
            > proo

            Proo masz świętą racje !!!
            Nie można uszczęśliwiać ludzi na siłę ;-)
            Ale tak fajnie jest dzielic włos na czworo i zastanawiać się co autor miał na
            myśli...;-))))

            Pozdrowienia dla tych zapracowanych i dla "leserków" ;-)))
            Y.
          • kwieto Re: To opowiastka o szczęściu ;-)) 12.07.02, 14:25
            No amerykanin chyba jednak nie byl szczesliwy, bo jako szczescie rowniez wymienil
            te cztery tunczyki i siorbanie wina (na emeryturze), tylko droge do tego wybral
            strasznie na okraglo :((

            No ale rowniez - co kto lubi.
            • Gość: Yennefer 28 Re: To opowiastka o szczęściu ;-)) IP: 62.29.137.* 12.07.02, 14:29
              kwieto napisał:

              > No amerykanin chyba jednak nie byl szczesliwy, bo jako szczescie rowniez wymien
              > il
              > te cztery tunczyki i siorbanie wina (na emeryturze), tylko droge do tego wybral
              >
              > strasznie na okraglo :((
              >
              > No ale rowniez - co kto lubi.
              >
              >
              >
            • proo Re: To opowiastka o szczęściu ;-)) 12.07.02, 14:35
              Myślę , Kwieto , że Amerykanin był szczęśliwy!
              Swoją emeryturę i starość wiązał z N.Y. , starając się jednak
              zachęcić Meksykanina do osiągnięcia szczęścia amerykańskiego ,
              pokazał mu końcowy już etap kariery biznesowej czyli
              "świetlaną przyszłość" emerytury meksykańskiej ( dla Amerykanina
              nie do przyjęcia - wierz mi!).

              proo :-)
              • kwieto Eeeeeeetam... 12.07.02, 15:30
                :"))))
    • obserwator7 ELA, Ty nic z tej opowiastki nie pojęłaś 12.07.02, 17:17

      takie smutne, ale może poczytaj co inni napisali i przeanalizuj.
    • kamfora Marzenia... 12.07.02, 20:23

      Wydaje sie , ze ow Meksykanin, dziecieciem
      bedac, w wypracowaniu na temat "Kim chcialbym zostac, jak dorosne"?
      napisal, ze EMERYTEM.;-)

      I owo marzenie realizowal...

      (chyba, ze w momencie rozmowy z Amerykaninem byl juz w wieku emerytalnym...
      nic nie wiemy, ile mial lat?)

      Pozdrawiam

      Kamfora_szukajaca_dziury_w_calym ;-)

      • Gość: Renka Re:wybor IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 12.07.02, 23:49
        Ten absolwent Harvardu nie umie zyc prosto, jak szczesliwy rybak.Mial wszak
        kiedys wybor, ktorego dokonal i myslal, ze to bylo najlepsze.Tak samo myslal
        rybak, ktory takze dokonal wyboru na swoja miare najlepszego.Nie mozna komus
        radzic, nie znajac jego potrzeb. Nie zawsze to, co dla mnie wydaje sie dobre,
        bedzie dobre dla innej osoby.
        Chociaz czasem ..
        • pastwa Re:wybor 12.07.02, 23:52
          Ślę Ci Reniu piękny uśmiech ;")))))))))))))
    • cyntia1 Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c 13.07.02, 00:45
      A wiecie co ja się podpisuję pod słowami Monroe "pieniądze szczęścia nie dają -
      dopiero zakupy.

      I jak mnie ktoś pyta czy wolę mieć czy być, to odpowiadam, że nie chcę wybierać.

      Ja chcę być mając.

      Nie mając tyle żebym nie wiedziała co z tym zrobić, ale tyle żeby mi i rodzinie
      wystarczyło na życie i drobne przyjemności (i tyle akurat mam).

      Ale za nic nie chciałabym mieć mniej.

      Bo jeśli zapomnimy o tym rybaku, to okaże się, że w tym naszym wyścigu szczurów
      tylko ten może próbować BYĆ kto ma przynajmniej na godne życie.

      Inaczej rzeczywistość skrzeczy, i trzeba się codziennie biedzić co do gara włożyć
      i z czego opłacić czynsz.

      Moim zdaniem więc ubóstwo raczej utrudnia niż ułatwia bycie.

      Chyba, że mówimy o kloszardach, którym wystarczy to co mają, a raczej to czego
      nie mają, oczywiście i wśród nich są szczęśliwi ludzie, ale niewiele osób się na
      taką drogę decyduje.

      Dlatego generalnie nie zachwycają mnie takie opowiastki, niestety, tchną mi
      jakimś fałszem.

      Pzdr:)

      • Gość: Renka Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 13.07.02, 01:15
        Wyscig szczurow..ja mysle, ze to okrutny wyscig.Wielu odpada.Czy nie lepiej
        zastanowic sie nad tym, co dla nas (dla mnie) jest najwazniejsze? I czy to tez
        jest najwazniejsze dla mojego (mojej) partnera(ki)? Moze czas spedzony razem
        podda nowe pomysly na zycie, moze zmieni nas na lepsze? Moze otworzy nam oczy na
        sprawy i bedziemy wiedzieli jak dzialac, zeby BYC ? I wcale nie musimy biec jak
        szaleni,wystarczy tylko znac kierunek. Kto powiedzial, ze w tlumie razniej?
        Czesciej duszno.
        • cyntia1 Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c 13.07.02, 01:25
          W tłumie zawsze duszno, zawsze wolałam być z boku, ale wyścig szczurów właśnie na
          tym polega, że się szczurkom żarcie dopiero na końcu labiryntu ustawia i kto nie
          biegnie nie zje a w efekcie zginie.

          Na tym polega wredność tego wyścigu, że rezygnacja z niego oznacza
          samounicestwienie.

          A tak na marginesie, to we własnym małym zakresie w jeden z tych wyścigów się nie
          wpisałam, nie wróciłam po urodzeniu dzieci do pracy w wielkiej wspaniałej
          korporacji tylko założyłam swój mały biznesik. No nie mam teraz wpływu na losy
          świata i mniej chodzę na bankiety, ale jest mi teraz lepiej. A ściga się w tej
          gonitwie za mnie mąż.

          Ale tak zupełnie uciec od tego wyścigu po prostu się, moim zdaniem, nie da i już.
          Czy nam się to podoba czy nie, taki los żeśmy sobie zafundowali i lecimy co tchu
          w łapkach, trudno.

          Pzdr:)
          • Gość: renka Re: Wasze wartości w życiu? Pogoń za pieniądzem c IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 13.07.02, 01:44
            Ja to sobie tak mysle, ze szczury sa rozne.Jedne bardziej sprytne od innych, tzn
            wiedza, jak sie do tego zarcia dostac, niekoniecznie lamiac lapki w cierpliwym
            biegu.
            • Gość: Sar szkoda, ze tak pozno IP: *.prem.tmns.net.au 13.07.02, 04:06
              ..zauwazylam ten watek. Znam podobna przypowiesc o wyspiarzu i amerykanskim
              turyscie, ktory przepytujac pierwszego nt. jego lezenia bykiem na plazy i
              leniwego lowienia ryb ( z wiadoma i oczywista dezaprobata) odpowiada owemu
              wyspiarzowi ( ktory zapytuje grzecznosciowo Amerykanina ) o codzienne aktywnosci:

              Ja drogi czlowieku , pracuje 16 godzin dziennie, mam dwie firmy i jestem
              czlonkiem zarzady kilku innych. I tak od lat prawie 20-stu.

              wyspiarz zdziwiony zapytuje: a co cie , sir, sklania do tej niewolniczej pracy??
              amerykanski tyrysta na to: ano, dobry czlowieku, za lat kilka KUPIE sobie wyspe
              na Pacyfiku, i bede sobie lezal na plazy lowiac ryby calymi dniami i nie robiac
              nic.

              No coz z obu tych opowiesci wynika (niejako) ze nic nierobienie jest wartoscia
              sama w sobie - tu: wartoscia nadrzedna (sic!)




              A tak naprawde:
              Z zycia wziete: bedac na Wyspach Salomona" pare lat temu mialam okazje odwiedzic
              jeden z atoli ( przecudna wioska) w towarzystwie tubylca, ktory mieszka teraz w
              stolicy Honiarze. Nie bede sie nawet rozpisywac na temat goscinnosci, i
              niezwyklosci ludzi, ktorych tam spotkalam. Powiem tylko, ze zdecydowanie mialam
              wiecej wspolnego z nimi ("poldzikimi" wyspiarzami) niz z cywilizowanymi
              Australijczykami. Brat owego miejscowego architekta ( ktory zabral mie do owej
              wioski), pracowal w Honiarze (stolica) w Swiatowej Organizacji Zdrowia (ONZ) jego
              zona z rodzina zostala w wiosce. Czlowiek ten mial lat 55 a wygladal na 30, jego
              ojciec, 70 lat, wciaz wspinal sie na drzewa kokosowe po orzechy ( a tak w ogole
              to przemily "staruszek").


              Przepraszam za te dygresje, Otoz ten czlowiek pracujacy dla ONZ stwierdzil razu
              pewnego: o co w tym wszystkim chodzi?? Co mi po tych pieniadzach, jesli nie moge
              cieszyc sie nimi z moja rodzina na codzien. Przeciez worek ryzu i barylka
              benzyny ( niestety uzywaja tam zmotoryzowanych kanoe) wystarcza mi na pare
              miesiacy.


              Tak ich przeciez nazywaja "Happy Isles" - i ja tam bylam miod i wino...


              Balance

              No coz kwieto - rownowaga, czyz to nie jest najwazniejsze..???
              • kwieto Re: szkoda, ze tak pozno 14.07.02, 15:39
                Gość portalu: Sar napisał(a):


                > No coz kwieto - rownowaga, czyz to nie jest najwazniejsze..???

                Tak tak, "znaj proporcjum mocium Panie"


                Ale kusi mnie by odpowiedziec Cyntii na jej stwierdzenie, ze kazdy sie i tak
                biegnie w wyscigu.
                Owszem, zgodze sie, ze mozna "miec i byc" - ale w tej sentencji chyba akurat
                nie chodzi o to by wyzbyc sie majatku, czy wyrzec pomnazania go, a raczej o
                ogolne nastawienie do zycia. Jesli okreslasz sie przez rzeczy ktore posiadasz,
                to nawet bedac nedzarzeem "masz". Jesli okreslasz sie przez to co robisz, kim
                jestes - to wtedy mozesz "byc", bedac multimilionerem, plawiacym sie w
                luksusie. Tu bardziej liczy sie co dla Ciebie jest wartoscia jako taka.

                No dobra, dosc dygresji.
                Wyobraz sobie, ze sa szczury, ktore rezygnuja ze smakowitego kaska zostawionego
                na koncu labiryntu, i szukaja sobie zupelnie innego pozywienia. Chodza sobie
                tam i sam, leniwie szukajac czegos, co dla nich jest smakolykiem, choc szczury
                biegajace w wyscigu tym czyms z reguly gardza. Ale to nie szkodzi, tym lepiej,
                bo tym wiecej dobra zostaje dla szczurow "odszczepiencow".

                Co takim smakolykiem moze byc? Ot wlasnie owa chatka, kilka zlowionych ryb, i
                wyszydzana przez Ele zimna woda w miednicy do mycia.

                Na marginesie - jeszcze niedawno sadzilem, ze o ile moglbym sie wyniesc "na
                wies" gdzies do gluszy, to z checia, ale z calym zapleczem technicznym, minimum
                samochodem. Teraz jakos coraz mniej mi tych wszystkich rzeczy potrzeba... I
                wode zimna ze strumienia polubie, i rabanie drwa do pieca, i owa "skrzecaca
                rzeczywistosc" jestem w stanie bardziej lubic. Ale pssst! nie wyprowadzajcie
                sie tam za mna! :"))))
                • cyntia1 Do kwieto jeszcze... 14.07.02, 23:13
                  Oj szczerze Ci życem coby Ci się Twoja chatka ziściła, ja tam za Tobą nie
                  polecem, bom z miasta od stóp do głów (co z tego, że ostatno z małego miasta,
                  ale wciąż 10 minut samochodem od naszej stolnicy straszno-cudownej czy na
                  odwrót), jeno kompa weż ze sobom coby mi było z kiem pogadać.

                  A jak mowa o "na marginesach", to ja se myślem, że każdziutki człowiek jest
                  święcie przekonany, że on wybrał zawsze i od początku do końca BYĆ niezależnie
                  od tego jak jego wybór postrzegają postronni.

                  Pzdr:))
                  • kwieto Re: Do kwieto jeszcze... 14.07.02, 23:21
                    cyntia1 napisała:


                    > A jak mowa o "na marginesach", to ja se myślem, że każdziutki człowiek jest
                    > święcie przekonany, że on wybrał zawsze i od początku do końca BYĆ
                    niezależnie
                    > od tego jak jego wybór postrzegają postronni.
                    >
                    Byc moze, choc bardziej mysle, ze podobnie jak Ela (wybacz jesli Cie zle
                    ocenilem Elu) maskuja swoj ped do posiadania pod przykrywka zabezpieczenia na
                    starosc, dazenia do czegos w zyciu, zapewniania "godziwych warunkow bytowania"
                    itd. Oni nie moga "byc", bo musza zapewnic sobie pewne minimum (o ktoryms ktos
                    wspominal), przy czym to minimum moze oznaczac rownie dobrze cos, co jest
                    zdecydowanym maksimum dla kogos innego.

                    --
                    kwieto
                    • cyntia1 Re: Do kwieto jeszcze... 15.07.02, 00:45
                      Ja jednak mam co do siebie nadzieję, że oprócz mieć choć trochę staram się być
                      i nauczyć być moje dzieci i stąd wniosek, że pewnie inni mają o sobie podobną
                      nadzieję.
                      • Gość: Renka Re: tak ogolnie.. IP: 5.3R* / *.home.cgocable.net 20.07.02, 10:03
                        Prostota jest najtrudniejsza do zauwazenia i stworzenia.Zawsze wszystko
                        komplikujemy, a to jest takie proste: milosc i cieplo, w calym tego slowa
                        znaczeniu.Czego wiecej czlowiekowi potrzeba?
                        Ja wiem, to CIEPLO ma bardzo wiele znaczen :)Bo o milosci to prawie wszyscy
                        wszystko wiedza, tylko tak niewielu jej doswiadcza..i jak tu jeszcze z tym
                        cieplem..
Pełna wersja