axa4
30.05.05, 23:42
Nie wiem jak to opisać... nie jestem nastoletnią "pindzią", masochistką,
emocjonalną bezradną istotką... a jednak wciąż od kilku lat towarzyszy mi
tęsknota za kimś niewartym tego uczucia. Facetem z którym byłam 8 lat, był mi
przyjacielem i kochankiem, ale okazał się ... Zostałam sama z dzieckiem i nic
nie tłumaczy tego co zrobił/robi. Można wybaczyć wiele, jednak nie można
braku zainteresowania swoim dzieckiem, zdrady przyjaźni, krętactwa. Wiem,
doskonale wiem, że nie tęsknię za nim, a za uczuciem.... jednak jak mam sobie
ułożyć życie skoro wciąż to we mnie tkwi? Jestem z kimś od dłuższego czasu,
wiem, że widziałby nas jako pełna rodzinę. Chciałabym go kochać, szanować,
docenić jego dobroć, opiekuńczość.... jednak głęboko w sercu noszę tęsknotę.
Tęsknota to najlepsze określenie tego (od)uczucia. Gdy spotyka mnie cos
dobrego, gdy się czegoś boję, gdy układa się wyjątkowo pomyślnie w pracy, gdy
przeczytam coś ciekawego chciałabym opowiedzieć, podzielić się z tym którego
nie ma, z kimś kogo może nigdy nie było...