pink.freud
06.06.05, 10:56
naturalnej.
Jak to możliwe, że reklama bez najmniejszych problemów wygrywa z tak silnym instynktem, jak instynkt macierzyński? Wydawałoby się, że posiadanie dzieci to podstawowa potrzeba kobiety, tymczasem odpowiednia polityka mediów skłania je do realizacji innych potrzeb, z bliska nieokreślonych, nazywanych najczęściej samorealizacją czy inwestowaniem w siebie. Kobieta bez żadnego przymusu rezygnuje z macierzyństwa, najpierw kształcąc się a później konsumując dobra reklamowane przez media. Około 30-tki znudzona trochę inwestowaniem w siebie, korzystaniem z życia itp. postanawia spróbować czegoś nowego np. dziecka i tu pojawia się problem ze znalezieniem partnera na odpowiednim poziomie i inne problemy, czas szybko leci i wieku 35 lat wypada z rynku matrymonialnego.
O dziwo najbardziej podatne na reklamę są kobiety z wyższym wykształceniem i to one, dziś już w znaczącej ilości, a w niedalekiej przyszłości w 50% nie będą się rozmnażać.
Czy jest to specyfika gatunku ludzkiego, czy np. z psami dałoby się zrobić coś podobnego reklamując coraz doskonalsze obróżki, kości, żarcie, szkołę tresury czy wielopokojowe budy?