daria112
09.06.05, 16:17
Jestem juz z nim od ponad 5 lat.na początku nie wyobrażałam sobie ze mogłabym
spotkać kogoś lepszego.Znajome zazdrościły mi go-bo był opiekuńczy
czuły,wrażliwy,robił dla mnie wszystko.Rozpoczął studia w innym miescie,daleko
od naszego miejsca zamieszkania.mimo iż zmusiałam zostawić wszystko co znam i
kocham, po kilku latach dołączyłam do niego i zamieszkaliśmy razem.Wydawało mi
sie ze bedzie zaborczy,bo na początku miał pretensję o to że nie poświęcam mu
każdej wolnej chwili.Ale teraz to ja musze zabiegać o to żeby on chciał chwilę
ze mną pobyć.Jestem na cięzkim kierunku studiów i chociaż nie poświęcam się
non-stop nauce to czasem nawet ze względu na to że wiem ze powinnnam zając
sie czymś "pożytecznym"nie mam ochoty na wyjścia.a on ma wieczne pretensje o
to ze nigdzie nie wychodzimy.czasem chociaz wie ze musze sie uczyc lekceważy
moje prośby i zaprasza znajomych.zdarzały sie juz miedzy nami klótnie i
wyzwiska.wczoraj wydarzyło sie jednak cos gorszego.był zadowolony bo odniósł
pewien sukces w pracy i mieliśmuy razem to opić.wyszłam na chwile z domu a po
powrocie on juz pił z kumplem.mialam pretensje więc obiecał ze wypijemy
póżniej.cały dzień prosiłam go o chwilę czasu dla mnie jednak jej nie
mial.wieczorem znow zamiast ze mna piwo z kumplem.mial jednak jeszcze zrobic
cos waznego wiec siadł do kompa.ja zdenerwowana zaczełam go poszturchiwac i
przeszkadzac mu bo miałam pretensję ze znów nie chce ze mną gadać chociaz
przed chwila spokojnie pił.na moje zaczepki reagował coraz gorzej(zaznaczamm
że nie robiłam ani nie mówiłam nic strasznego).w końcu wyzwał mnie od szmat
itp, przy czym to pierwsze słowo było chyba najłagodniejsze w których w stpos.
do mnie uzył.był brutalny,wykręcil mi ręce i oddał wymierzony za wyzwiska
policzeki mowil ze zrobi mi coś jeszcze gorszego.nie wyrazil najmniejsze
skruchy i nie odzywa sie do mnie.nie wiem co robić,czy zakończyc po prostu to
wszystko?