jsolt
10.06.05, 13:40
czy ktoś z Was kiedykolwiek odważył się na przewrócenie wszystkiego do góry
nogami, żebe wreszcie zacząć robić to co chce, żeby się realizować, żeby po
prostu być szczęśliwym???
u mnie aktualnie jest tak: niby wszystko gra, mam wspaniałą rodzinę,
cudownego dzieciaka, wspaniałego faceta, kochających rodziców, nieźle płatną
robotę, z rzeczy materialnych - mieszkanko (co prawda w kredycie, ale wolę
mówić że moje własne:), autko stare ale jeżdzące + kilka innych sprzętów w
życiu przydatnych; studiuję (lepiej późno niż wcale), pracuję, większych
problemów nie mamy, więc dlaczego coraz rzadziej się uśmiecham??
Może dlatego, że naprawdę jestem zmęczona (żeby nie powiedzieć przemęczona),
kompletnie nie mam czasu dla siebie, na relaks, ale nie widzę chwilowo
rozwiązania... do pracy chodzić muszę, na uczelnię też, wieczorne chałturki
są ściśle związane z tym, co chciałabym robić w przyszłości, więc z nich nie
zrezygnuję... i kółko się zamyka. Wiem, czego chcę, ale nie wiem jak to
zrobić, bo chyba trochę się boję.
Chodzę przybita, poddenerwowana, coraz częściej podnoszę głos, jak widzę
poduszkę to oczy mi się zamykają, nie cieszą mnie już zwykłe, proste rzeczy w
życiu, no i pogoda mnie wqrvia...
Opowiedzcie, jak sobie radziliście z takimi etapami w życiu (bo chyba każdego
kiedyś nachodzi)?