laura.palmer30
11.06.05, 15:55
Przy okazji nagłośnienia tematu kusi mnie by zadać następujące pytanie:
jak to jest, że Ci którzy powołują się na hasła tolerancji dla inności
jednocześnie reprezentują przejaw daleko idącej niechęci do inności?
Czymże bowiem innym jest homoseksualizm jak odrzuceniem płci odmiennej?
Homoseksualna osoba powiada: kochać mogę tylko kogoś kto jest tej samej
co ja płci, nie odpowiada mi, że ktoś ma coś innego tam, gdzie ja mam swoje
intymności.
Chętnie podzielę się swym światem i będę wspólnie hodować kwiatki, kanarki czy
koty, ale z kimś, kogo sposób myślenia i mentalność zbliżona jest do mojej,
nie mam ochoty przedzierać się przez zasieki, które czyni owa "mała różnica".
Czyż nie ma większej pogardy dla inności, tej najprostszej, najbardziej
pierwotnej i nieusuwalnej, w ogromnym procencie genetycznie uwarunkowanej
niż homoseksualizm???