rekos
12.06.05, 09:28
"Milosc jest,
gdy cierpienia drugiego przygnebiaja ciebie.
Gdy glod milionow
czujesz na wlasnym ciele.
Gdy samotnosc i lek,
nedza i rozpacz
ludzi malych i slabych,
rozrywa twoje wlasne serce.
Milosc nie jest slaba.
Milosc nie jest slepa.
Milosc to nie postawa negatywna:
""Nie czynie przeciez nic zlego"".
Milosc nie jest biernym znoszeniem.
Nie ma tez nic wspolnego z miloscia
"przeswietlanie" drugiego,
czy aby wart jest milosci.
Milosc znaczy kochac konkretnych ludzi,
takimi jakimi sa.
Kazdego dnia.
Takze wtedy, gdy codzienne obcowanie
z nimi jest nielatwe, a wrecz bardzo trudne
i wymaga wyjatkowego opanowania
oraz hartu ducha.
Kochac ludzi jedynie dlatego,
ze sa tak "mili" i "kochani godni",
konczy sie fiaskiem.
Ludzie nie zawsze sa tak "mili" , by ich kochac.
Wrogom przebaczac i przeciwnikow kochac,
zlo dobrem wynagradzac
jest ponad mozliwosc czlowieka,
gdy nie ma ku temu wyzszego powodu
ani zadnej glebszej, duchowej motywacji. "