emmalive
25.06.05, 21:20
Obserwowalam dzis moja siostre uwijajaca sie przy dwojce malych dzieci (2 i 1
rok) i stwierdzilam ze bardzo sie zmienila. Nie dba o siebie, jest smutna,
skoncentrowana na dzieciach (wiem,ze to normalne i tak to juz jest ze jest
sie niewolnikiem dzieci w tym wieku). Czekala na telefon od meza, ktory ja
zwyczajnie olal...Co chwile sprawdzala, czy jest sygnal w sluchwace...Sa
udanym malzenstwem i on bardzo jej pomaga, co nie zmienia faktu, ze ona jest
od niego uzalezniona.
Po cholere jej to wszystko bylo?
Kiedys byla pelna radosci, pomyslow na zycie. Studiowala, podrozowala,
czytala ksiazki, potrafilysmy przegadac cala noc...
A teraz?
Wiem, ze dzieci sa wartoscia najwieksza z mozliwych, to dla nich sie czlowiek
stara, dla nich zyje, dla nich zmienia i probuje stawac sie kims lepszym. Ale
watpliwosci sie nasuwaja.
Czy zeby sie zmienic trzeba poniesc az tak duze koszty.
Tez jestem mezatka i matka. Chyba zobaczylam w mojej siostrze siebie i to
mnie tak przerazilo.
Takie pytanie mi sie nasuwa: czy zeby sie zmienic trzeba najpierw cierpiec?