bardzo optymistycznie:)

26.06.05, 15:20
a nawet troche schudnąć, bo wiem, że tego także chcemy (choć żeby wyzdrowieć,
trzeba to olać). zasada: nie objadam się, choćby nie wiem co miało się stać.
tzn. żaden pretekst nie jest dobry. żadnych usprawiedliwień. nawet jeśli bez
kompulsów nie będziecie miały siły żyć (bzdura, dokładnie przeciwnie), coś
zawalicie - poradzicie później, jakoś będzie, naprawdę.
nie objadam się dopiero od paru tygodni, wszystko może wrócić, ale - TO ODE
MNIE ZALEŻY. jasne, jedzenie cały czas strasznie ważne, w dodatku ten lęk,
żeby nie wróciło. nastroje zmienne, jak zawsze. trzeba uważać. ale da się,
można :)
aha: druga zasada - głód moim wrogiem :) jemy, dziewczynki :)
    • kasiolda Re: bardzo optymistycznie:) 27.06.05, 10:04
      nie zabrzmialo to optymistycznie dla mnie,wyczuwam w tym ironie i chec walki z
      sama soba,narzucenie sobie jakiegos sztywnego rygoru,jak w wojsku,taki manifest
      przed pojsciem na wojne
      ale moze to jest sposob???
      pozdrawiam
      • trycka Re: bardzo optymistycznie:) 27.06.05, 12:55
        Nie polecam sobie mowienia:
        -nigdy wiecej objadania sie
        -nie jem po 18
        -nie jem cały dzien
        itd...
        Tak jak Kasiolda napisała to jest nasze zycie,nasza osobowosc,nasze ciało.To nie jest musztra.Dla kompulsywnych(jesli moge nas tak nazwac....)nie moze byc twardych regoł,nie obiecujmy sobie nie mozliwych,ze nie bede jadła słodyczy,ze od jutra cos tam...O nie,badzcie pewne ,ze zrobimy na odwrot,a potem co???Wyrzuty sumienia.
        Ja mowiłam sobie tak,sporobuje sie nie objadac,ale jak sie nie uda,to nic sie takiego nie stanie.Bede dalej probowac...Musiałam miec taki luz,ze ja nie musze,tylko sie postaram.Jak powiem sobie,ze zjem dzis lodycz,to ja zjem.Jesli bede sobie obiecywac,ze nie zjem nic,to bedzie mna tak trzasac,ze objem sie ich z zapasem...bynajmniej u mnie tak jest.
        W tej chwili staram sie byc dla siebie dobra i wyrozumiała.Jak sie najadałam,to oczywiscie nie byłam zadowolona,ale nie myslałam o sobie ,ze jestem beznadziejna i znowu zawaliłam.Myslalam -Aga jest ci ciezko,nie masz sprzyjajacej sytuacji na około,ale dasz sobie kiedys z tym rade...
        I w koncu stało sie tak,ze jest lepiej,ale nie narzucam sobie takich sztywnych regoł.Obiecywałam sobie z 1500 razy(dosłownie!!!),ze nie bede jesc słodyczy.I co?I nic...jem je dalej,ale nie objadam sie tylko zjadam np.nawet dwa batony,ale z pełna swiadomoscia!Mam nad tym kontrole...juz teraz mam.
        • famulan Re: bardzo optymistycznie:) 30.06.05, 13:57
          Trycka mam prosbe: pisz czesciej. zawsze jak cos napiszesz to mi ciut latwiej
          :)
    • ikka Re: bardzo optymistycznie:) naprawdę 28.06.05, 21:31
      gdzie tu musztra? nie o to mi chodziło. napisałam tylko, że ŻADEN PRETEKST NIE
      JEST DOBRY. COKOLWIEK BY SIĘ NIE DZIAŁO, NIE DAJE POWODU DO OBJADANIA SIĘ. nie
      mam racji? wskażcie, proszę, dobre powody, żeby to robić.

      nie pisałam o niejedzeniu po 18. fakt, staram się jeść o stałych porach, bo
      inaczej - nerwowo, jak zwykle - biegałabym co chwilę do kuchni cos przekąsić,
      usprawiedliwiając się, że jestem głodna. albo cały czas myślałabym o tym, czy
      to aby nie pora już coś zjeść. a tak, są pory na jedzenie i czas, kiedy po
      prostu o nim nie myślę. zdarza mi się jadać kolację po 20 i nie robię problemu.
      jedzenie przed spaniem po prostu nie jest zdrowe:)

      nie wiem jak wy, ale nie uważam się za zdrową, mam kompulsy od 8 lat i nie
      łudzę się, że przejdzie jak ręką odjął. potrzebna mi jest kontrola, ale nie
      kalorii, ale motywacji do jedzenia. mam jeść dlatego, że jestem głodna, a jeśli
      nie jestem - to z rozsądku, żeby wieczorem nie wyjeść bratu zapasów. pełna
      spontaniczność to zły ideał - czasem mam ochotę zjeść cały chleb, ale wiedząc,
      jak źle (fizycznie też, nie tylko psychicznie) będę się potem czuła, próbuję
      się powstrzymać. jak się nie chce przytyć, a ma tendencje do podjadania (bardzo
      delikatne określenie), to trzeba uważać, i nic w tym złego. pomogło Wam kiedyś
      jedzenie? mnie nie. przez parę minut jest przyjemnie, ale problem nie znika.

      ale to nie miała być rozprawa o metodzie. ja eksperymentuję, nie mam recepty.
      po prostu chciałam się podzielić radością z dłuższego okresu abstynencji
      (miesiąc:))) jeszcze niedawno miałam napady prawie codziennie i nie wierzyłam,
      że to się zmieni. powtarzam, nie mam złudzeń. jeszcze nieraz będzie źle, bo
      jestem słaba. pierwsza reakcja na problem to: idź coś zjeść, później pomyślisz.
      ale wszystko ode mnie zależy, a nie od podłego życia, które po prostu zmusza do
      tego, żeby jeść. nigdy nie zmusza. to ja wybieram. optymizm z tej właśnie
      świadomości pochodzi.

      pozdrowienia bardzo ciepłe:)

    • szczesliwawa Re: bardzo optymistycznie:) 29.06.05, 16:09
      Fajnie :)
      Ja jeszcze dodam, że do ludzi trzeba, dziewczynki, do ludzi :)
      I nie myśleć aż tyle o problemie, nie skupiać się na wyglądzie, na tyciu czy
      chudnięciu, na jedzeniu - trzeba znaleźć cos innego do myślenia, inne tematy...

      Już nie pamietam, kiedy ostatnio miałam napad. Chyba wyzdrowiałam normalnie,
      czego i Wam życzę :)

      Udanych wakacji :)
Pełna wersja