zoey7
27.06.05, 21:07
Wiem, że pewnie to już było, ale... Nie mam już zaufania do tego świata, do
życia, że coś miłego mnie spotka. Na początku roku zdecydowałam się na
rozwód, ale to była akurat jedynie słuszna decyzja (mąż alkoholik). Potem
nagle zachorował mój brat (nieleczona cukrzyca się odezwała plus
komplikacje). Dowiedziałam się, że nie przedłużą mi umowy o pracę, ale udało
mi się znaleźć inną. Teraz dużo pracuję, zarabiam mało i na co dzień stykam
się z ludźmi, dla których liczą się tylko pieniądze, których ja nie posiadam,
więc wspólnego języka z nimi znaleźć nie mogę. Przyjaciółka wyjechała za
chlebem do UK, inni znajomi i przyjaciele mają swoje życie, czasem się z nimi
widuję, ale nie tak często jak kiedyś. Boję się każdego dnia, że spotka mnie
coś niemiłego, jeszcze parę lat temu każdy dzień witałam z nadzieją i
ufnością, a teraz... Mma 30 lat i chyba to za wcześnie na takie podejście do
świata? Jak wyjść z tego marazmu?...