kartisa
04.07.05, 08:44
Jak żyje nie spotkałam kobiety która potrafiłaby przyjaźnić się z druga na
zasadach powszechnie określanych jako przyjażń - czyli: zaufanie, pomoc,
serdecznośc, itp. Wszystkie moje przyaźnie kończyły się z jednego powodu -
powodzi mi się zbyt dobrze, zeby moje 'przyjaciółki' potrafiły to znieść. Dla
odmiany - faceci-koledzy nie maja tego problemu. Jak myslicie, ile jest w
stanie wytrzymac wasza samotna, obarczona nieetyczna i cholernie ciężka pracą
przyjaciółka widząc was prawie na ślubnym kobiercu, w nowym domu, starająca
się ukryć sukcesy (albo przynajmniej bezpieczeństwo) zawodowe przyjacióka?
Parę miesięcy, jaśli jest wytrzymała. Wychodzi na to, ze żeby mieć
przyjaciółkę, trzeba ubrać worek pokutny i opróżnic lodówkę, a faceta z domu
wywalic i opowiadać, ze bił. Ach, zlecialyby sie pocieszycielki!
A tak serio: też jesetm kobietą i nie mam problemu z zazdrością. Ale uważam,
że to nasza największa wada, moje panie. Niec dziwnego,ze przegrywamy z
facetami. Wolimy z nimi przegrac niz pozwolić, zeby 'innej' bylo lepiej.