Dziecko zamiast królika...

15.07.05, 17:30

aftonbladet.se/vss/foraldrar/story/0,2789,672970,00.html
__________

Kiedy królik nie jest już motorem napedzającym radość, można przerzucić się
na dzieci.
Rozpieszczone gwiazdy filmowe z "bajkowego" Hollywood wprost prześcigają się w
adopcji bezdomnych dzieci, z ubogich zakątków świata. Różnie to tłumacząc np.
że ratują dziecko od złych warunków materialnych....lecz pozostaje małe "ale"
taki mały słodki króliczek wyrasta w przeciągu roku, w duzego króla z długimi
uszakami, gryząc i puszczając królicze "bobki" dookoła....Z dziecka też kiedyś
wyrośnie człowiek ciekawe tylko j a k i ?
    • hieroglif1 Re: Dziecko zamiast królika... 15.07.05, 17:33
      Według mnie dziecku przede wszystkim potrzebna jest edukacja oraz rozplanowanie
      zajęć. Reszta zależeć może już tylko od dziecka.
      • witch-witch Re: Dziecko zamiast królika... 15.07.05, 17:40

        Wiesz, zmienię temat. Coś sprawia,że posród dzieci adoptowanych wystepuje
        najwieksza liczba samobójstw.
        __________
        • hieroglif1 Re: Dziecko zamiast królika... 15.07.05, 17:56
          Rozumiem, też kiedyś zastanawiałam się nad tym problemem. I stwierdziłam, że
          zbytnia otwartość przynosi tym dzieciom rozczarowanie. Dlatego powinny zamiast
          otwartości mieć otwarte oczy,a zamiast przygotowywać sie na kolejne
          rozczarowanie same rozczarowywać. I wiesz, myślę, że to odpowiedź na Twoje
          pytanie. Zbyt wygórowane wymaganie w stozunku do dzieci adoptowanych bez opieki
          rodziców i bez kompensacji emocjonalnej poniesionych trudów z ich strony
          powoduje u nich chęć,myśle że mozna to nazwać chęcią samobósjtwa. Ale takie
          dzieci najczęściej stają się ofiarami czego innego niż samobójstwa, a czego
          skutki podobne do rzucenia się pod pojazd są podobne, tylko nieco opóźnione w
          czasie- sięgają po narkotyki, papierosy, alkohol.
          • witch-witch Re: Dziecko zamiast królika... 15.07.05, 18:17
            hieroglif1 napisała:

            > Rozumiem, też kiedyś zastanawiałam się nad tym problemem. I stwierdziłam, że
            > zbytnia otwartość przynosi tym dzieciom rozczarowanie. Dlatego powinny zamiast
            > otwartości mieć otwarte oczy,a zamiast przygotowywać sie na kolejne
            > rozczarowanie same rozczarowywać. I wiesz, myślę, że to odpowiedź na Twoje
            > pytanie. Zbyt wygórowane wymaganie w stozunku do dzieci adoptowanych bez opieki
            >
            > rodziców i bez kompensacji emocjonalnej poniesionych trudów z ich strony
            > powoduje u nich chęć,myśle że mozna to nazwać chęcią samobósjtwa. Ale takie
            > dzieci najczęściej stają się ofiarami czego innego niż samobójstwa, a czego
            > skutki podobne do rzucenia się pod pojazd są podobne, tylko nieco opóźnione w
            > czasie- sięgają po narkotyki, papierosy, alkohol.
Pełna wersja