list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza

09.08.02, 21:57
Przejmujący list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza
> Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia...
> (INF. WŁ.) Gabriel Garcia Marquez, 74-letni wybitny pisarz kolumbijski,
> autor m.in. słynnej powieści "Sto lat samotności", laureat Nagrody Nobla z
> 1982 roku - jest chory na raka limfatycznego. Pisarz wycofał się z życia
> publicznego i do swoich przyjaciół rozesłał pożegnalny list,
> rozpowszechniany w Internecie.
>
>
> - Dostałem ten list od przyjaciół z Chile. Wynika z niego jasno, że autor
> chce, aby list został rozpowszechniony. Dlatego przetłumaczyłem go szybko
i
> rozesłałem do redakcji i osób zajmujących się Ameryką Łacińską -
powiedział
> nam prof. Zdzisław Jan Ryn z Katedry Psychiatrii Collegium Medicum UJ,
> ambasador RP w Chile i Boliwii w latach 1991-96. (AMS)
>
>
> Oto list Gabriela Garcii Marqueza:
> Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi
> odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
>
>
> Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno
> przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
> Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
> Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi
> oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują,
> budziłbym się, kiedy inni śpią.
>
>
> Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się
> ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
>
>
> Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się
> zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego,

> unikają miłości!
>
>
> Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się
> latać samodzielnie.
> Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze
> starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
> Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą
> żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w
> samym sposobie wspinania się na górę.
>
>
> Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką
dłonią,
> po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
>
>
> Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko
> wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
> Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości
> na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę
> już żył.
>
>
> Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
> Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym
> cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem
> stróżem.
>
>
> Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym
> "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
>
>
> Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego
> uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje,
> chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
>
>
> Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może,
> że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie
> zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra,
> będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na
> jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
>
>
> Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich
> potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im
> powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", dziękuję" i
wszystkie
> inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
>
>
> Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o
siłę
> i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak
> bardzo są ci potrzebni.
>
>
> Prześlij te słowa komu zechcesz.
> Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.
> I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.
> Teraz jest czas.
> Pozdrawiam i życzę szczęścia!!!
> Przekład z hiszpańskiego:
> ZDZISŁAW JAN RYN

    • mariposa Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza 09.08.02, 22:22
      dzieki
      • Gość: doloresdelrio Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza IP: 217.153.24.* 09.08.02, 22:24
        ja też dziękuję
    • Gość: M.R. Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza IP: *.dialup.csiro.au 11.08.02, 08:49
      dziekuje
    • Gość: agnostyk Re: zaraz sie wzusze... IP: *.dip.t-dialin.net 11.08.02, 09:48
      och chyba zaraz sie wzrusze.. serce mi peka przepelnione lzami..
      Chyba tylko ze starosci zapomnial Marquez (uwielbiany nota bene przeze mnie
      jako pisarz..) o tym ze odmowil wstawienia sie u swojego przyjaciela F.Castro
      za politycznymi przeciwnikami kubanskiego rezimu wiezionych w kubanskich
      obozach koncentracyjnych, co wiecej - zdecydowanie to pochwalal..
      Uwiad starczy ? Czyzby mu starczylo litosci i wspolczucia tylko dla siebie?
      Ja wiem, pisac to on umial zawsze dobrze.. taki to juz zawod..
      Och do diabla, ze tak malo osob potrafi odejsc z godnoscia..
      pozdrawiam
      • Gość: wierzacy Re: zaraz sie wzusze... IP: *.dip.t-dialin.net 11.08.02, 12:28
        polityka zabija dusze
      • Gość: Marta Re: zaraz sie wzusze... i poinformuję IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 11.08.02, 12:42
        Gość portalu: agnostyk napisał(a):

        > /.../ Czyzby mu starczylo litosci i wspolczucia tylko dla siebie?
        > Ja wiem, pisac to on umial zawsze dobrze.. taki to juz zawod..
        Nooo, właśnie! Od kiedy to artysta ma świadczyć swoim życiem? On ma świadczyć
        swoim dziełem. Nie mylmy pojęć.

        > Och do diabla, ze tak malo osob potrafi odejsc z godnoscia..
        A tego to doprawdy nie wiemy do ostatniej chwili... Rozumiem, że ubolewasz, a
        nie potępiasz?

        A tak przy okazji: może przestańmy dziękować bez słowa komentarza, bo miejsca
        zabraknie ;-)
        To jest, otwierając nową wypowiedź spodziewam się czegoś ciekawego, a nie
        informacji co, kogo, na ile, na jak długo... Chyba że chodzi o wyciągnięcie
        bezpośrednich wniosków, np:
        "Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne."
        Podawajcie wobec tego prawdziwe dane osobowe, dajcie sobie szanse.
        Marta

        PS. Dziękuję za fascynujacy materiał do przemysleń. O ile straszniejsza śmierć
        dla niewierzących...
        • kamfora Wzruszenia i takie tam...:-) 11.08.02, 13:10
          Gość portalu: Marta napisał(a):


          > Nooo, właśnie! Od kiedy to artysta ma świadczyć swoim życiem? On ma świadczyć
          > swoim dziełem. Nie mylmy pojęć.

          Ale ten list jest przykładem na to, że jednak chce świadczyć swoim życiem!
          Dlatego można mu wytknąć pewne sprawy z jego życia właśnie.

          /ciach/

          > PS. Dziękuję za fascynujacy materiał do przemysleń. O ile straszniejsza
          śmierć
          > dla niewierzących...

          A...jest taki fragment w Ewangelii, który może świadczyć, że niekoniecznie
          trzeba być "wierzącym", żeby zostać zbawionym...
          To są słowa Chrystusa: "cokolwiek uczyniliscie jednemu z tych
          najmniejszych - mnie uczyniliscie" :-))))

          Ja wiem, że to dla Ciebie niewiele znaczy, ale...nie mogłam się powstrzymać,
          żeby nie napisać ;-)
          • kwieto Re: Wzruszenia i takie tam...:-) 11.08.02, 15:46
            Ten list swiadczy, ze artysta plecie komunaly. List przepelniony jest banalnymi
            truizmami, co chwila sie pojawia takie cos a to sygnowane przez Dalajlame, a to
            przez jakiegos guru, a to...
            Jesli rzeczywiscie splodzil go Marqez, to... Coz, widac nikt nie jest wolny od
            grafomanii.

            Pytanie dodatkowe - skoro "Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem
            marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak
            potrafię"

            Ano wychodzi na to, ze dobry Bog podarowal mu owa odrobine zycia (wszak nie
            pisal tego ani po smierci, ani na pare sekund przed smiercia), wiec - jaki
            problem wykorzystywac ten czas? Dlaczego tego nie robi?
            • trzcina Re: Wzruszenia i takie tam...:-) 11.08.02, 16:14
              kwieto napisał:

              > Ten list swiadczy, ze artysta plecie komunaly. List przepelniony jest
              banalnymi truizmami, co chwila sie pojawia takie cos a to sygnowane przez
              Dalajlame, a to przez jakiegos guru, a to...


              Ano, wszystkiego tu po trochu. "Dezyderata" w miniaturze. Banałem trąci? Może
              i trąci.
              Ja tam lubię sobie raz na czas powtórzyć prawdy oczywiste, a że Marqueza
              lubię...

              :))t.
          • Gość: Marta Re: Wzruszenia i takie tam...:-) IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 11.08.02, 21:30
            Kamfora napisała:
            >
            > Ale ten list jest przykładem na to, że jednak chce świadczyć swoim życiem!
            > Dlatego można mu wytknąć pewne sprawy z jego życia właśnie.

            Traktuje swoje życie i umieranie jak dzieło sztuki. Takie przypadki się
            zdarzały już w przeszłości. Jacques Brel, Freddy Mercury, np. A o innych może
            nie wiemy, ale i tak większość twórców siebie przyjmuje za temat podstawowy.

            Tutaj Kwieto ma sporo racji - mocno banalne te Marqueza prawdy objawione, ale
            cóż - umieranie też jest banalne, dla postronnych oczywiście.
            >
            > A...jest taki fragment w Ewangelii, który może świadczyć, że niekoniecznie
            > trzeba być "wierzącym", żeby zostać zbawionym...

            Dziękuję za pocieszenie, ale chyba nie rozumiesz słowa "niewierzący"...

            > To są słowa Chrystusa: "cokolwiek uczyniliscie jednemu z tych
            > najmniejszych - mnie uczyniliscie" :-))))
            >
            > Ja wiem, że to dla Ciebie niewiele znaczy, ale...nie mogłam się powstrzymać,
            > żeby nie napisać ;-)

            Natomiast słowa Chrystusa traktuję z powagą. Te które cytujesz nie bardzo mi
            się kojarzą z obietnicą życia po życiu, ale zapewniam, że nie lekceważę żadnych
            ważnych przekazów. Ich interpretacja jest poważnym zagadnieniem.

            Pozdrawiam Cię
            :-)
            Marta
            • kamfora Re: Wzruszenia i takie tam...:-) 11.08.02, 21:43
              Gość portalu: Marta napisał(a):

              > Traktuje swoje życie i umieranie jak dzieło sztuki. Takie przypadki się
              > zdarzały już w przeszłości. Jacques Brel, Freddy Mercury, np. A o innych może
              > nie wiemy, ale i tak większość twórców siebie przyjmuje za temat podstawowy.

              Wobec tego tym bardziej można (i trzeba) "wytykać" ;-)

              > Dziękuję za pocieszenie, ale chyba nie rozumiesz słowa "niewierzący"...

              Hmmm...zawsze mi się wydawało, że rozumiem...ale oczywiście, nie
              muszę mieć racji.

              :-))))
              Ba.
              • Gość: Marta Re: Wzruszenia i takie tam...:-) IP: *.acn.pl / 10.135.130.* 12.08.02, 16:41
                kamfora napisała:
                To ja napisałam:
                > o innych może
                > > nie wiemy, ale i tak większość twórców siebie przyjmuje za temat
                > > podstawowy.
                To Ty:
                > Wobec tego tym bardziej można (i trzeba) "wytykać" ;-)
                To dodam, że:
                ten osobisty surowiec podlega na ogół przeróbkom, które nie znają granic. Wobec
                tego nie można (i nie trzeba) "wytykać"... :-)))
                W końcu na końcu (podobno) spotka nas osąd...
                ;-)
                Ślę ucałowania
                M.
                • Gość: kamfora Re: Wzruszenia i takie tam...:-) IP: 62.29.248.* 12.08.02, 17:16
                  Gość portalu: Marta napisał(a):

                  > To dodam, że:
                  > ten osobisty surowiec podlega na ogół przeróbkom, które nie znają granic.
                  Wobec tego nie można (i nie trzeba) "wytykać"... :-)))
                  > W końcu na końcu (podobno) spotka nas osąd...

                  No, niby taaaak ;-)
                  Ale "wytykaniem" nazywam zdrową krytykę :-)
                  Przecież chyba nie jest dobre, żeby od razu przyjmować
                  pozycję klęczącą...
                  (chyba, że się jest "wnukiem, który pojmuje pieśni" ;-),
                  ale to wtedy, jak napisałaś, na grobie...)
    • Gość: kasia28 Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza IP: *.atol.com.pl 12.08.02, 17:52
      Banalne? Tak. Ma rację Kwieto, ze to banalne i oczywiste prawdy, tak bardzo,
      ze właściwie po co o nich pisać? Ludzie mają to do siebie, ze wszystko co
      ocyzwiste, banalne wg nich niewarte jest chwili zastanowienia, przypomnienia,
      zrozumienia. Całe życie pędzimy za czymś ważnym, wartościowym, czymś
      niebanalnym i często nie znajdujemy nic poza samotnością i rozczarowaniem.
      Dopiero w niebanalnych (a moze jednak?) chwilach: choroby, swojej czy
      bliskich, wypadku, katastrofy zaczynamy zastanawiać się nad tymi banalnymi
      prawdami. Szkoda, ze dopiero w obliczu śmierci, mając wyrok w ręku człowiek
      zaczyna dostrzegać jak wiele przeoczył, zmarnował, nie zrozumiał.
      Ja też dopiero teraz wiem ile straciłam, ile zmarnowałam, i dopiero teraz
      szanuję każdą chwilę, która została mi jeszcze dana. I cieszę się teraz moim
      banalnym życiem, głupstwami, małymi rzeczami, mam w nosie zdobywanie wielkich
      szczytów, ważnych spraw itd.

      Życzę tego innym, a zwłaszcza tego, by dostrzegali te banały wcześniej a nie
      dopiero przed śmiercią
      Kasia
      • martyna14 Re: do Kasi o krok przed wyrokiem 14.08.02, 17:57
        Gość portalu: kasia28 napisał(a):

        > Banalne? Tak. Ma rację Kwieto, ze to banalne i oczywiste prawdy, tak bardzo,
        > ze właściwie po co o nich pisać? Ludzie mają to do siebie, ze wszystko co
        > ocyzwiste, banalne wg nich niewarte jest chwili zastanowienia, przypomnienia,
        > zrozumienia. Całe życie pędzimy za czymś ważnym, wartościowym, czymś
        > niebanalnym i często nie znajdujemy nic poza samotnością i rozczarowaniem.
        > Dopiero w niebanalnych (a moze jednak?) chwilach: choroby, swojej czy
        > bliskich, wypadku, katastrofy zaczynamy zastanawiać się nad tymi banalnymi
        > prawdami. Szkoda, ze dopiero w obliczu śmierci, mając wyrok w ręku człowiek
        > zaczyna dostrzegać jak wiele przeoczył, zmarnował, nie zrozumiał.
        > Ja też dopiero teraz wiem ile straciłam, ile zmarnowałam, i dopiero teraz
        > szanuję każdą chwilę, która została mi jeszcze dana. I cieszę się teraz moim
        > banalnym życiem, głupstwami, małymi rzeczami, mam w nosie zdobywanie wielkich
        > szczytów, ważnych spraw itd.
        >
        > Życzę tego innym, a zwłaszcza tego, by dostrzegali te banały wcześniej a nie
        > dopiero przed śmiercią
        > Kasia


        Sprawa smierci i podejscia do niej to sprawa bardzo indywidualna . Ja jestem
        o krok przed wyrokiem bo wlasnie dzisiaj zrobiono mi biopsje, i prawdopodobne
        jest , ze czeka mnie walka z ciezka choroba czesto nieuleczalna choroba.
        I ja wlasnie czuje , wage wielkich rzeczy , ktore chcialabym zrobic , ktore
        zaczelam , ktore sa moze jeszcze tylko pomyslami w mojej glowie. A le tak na
        marginesie wiem . ze Ty dzielnie radzisz sobie z choroba wiec jesli moglabys
        podac mi swoj adres na priv lub tez Ty napisz na moj - bede bardzo wdzieczna .
        Chcialabym porozmawiac z Toba o walce, o nadziei i o zyciu z choroba , ktore
        prawdopodobnie bedzie wkrotce moim udzialem.

        Pozdrawiam

        • kasia28 Re: do Martyny 14 16.08.02, 15:46
          Witam Martyno!
          Nie wiem czy aż tak dzielnie sobie radze z chorobą, staram się, ale nie raz
          się załamuję i myślę, ze lepiej już by się to wszystko skończyło. Tylko, ze w
          takich sytuacjach nie mówię o tym nikomu, ani nie piszę o tym na forum. Nie
          wiem, czy będę mogła w jakiś sposób Ci pomóc, bo wiem na własnym przykładzie,
          ze pomóc możesz sobie tylko sama, bo nikt nie jest w stanie tego zrobić ani
          zrozumieć to, co ty czujesz. Niemniej wysłuchanie i próba zrozumienia dużo
          daje, więc napisz do mnie.

          Pozdrawiam
          Kasia
    • Gość: Dorota Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza IP: *.csk.pl 12.08.02, 18:01
      Piękny list. Wiedział ten człowiek co napisać co w życiu jest najważniejsze
      szkoda tracić zycia na bzdury. Dlatego musze stad uciec , aby do konca nie
      zgorzkniec.
      Żebyscie wiedzieli ile bylo we mnie kiedys życia. A teraz czuje jak umieram
      nie fizycznie a psychicznie, ale ta śmierć jest równie bolesna.
      • kamfora Re: list chorego na raka Gabriela Garcii Marqueza 12.08.02, 18:58
        Gość portalu: Dorota napisał(a):

        > Piękny list. Wiedział ten człowiek co napisać co w życiu jest najważniejsze
        > szkoda tracić zycia na bzdury.

        Niewątpliwie to, co napisał - to prawda. Ale przecież nie on odkrył
        tę prawdę!
        I banałem jest nie owa prawda, i nie to, że zwyczjnie żal mu umierać
        ale to, że on sugeruje, jakoby teraz, gdyby tylko Stwórca podarował mu
        nowe(drugie) życie - on żyłby inaczej, lepiej, według tych zasad, które opisuje
        w swoim liście.
        To taki "chwyt" ;-)
        Ale oczywiście to moje zdanie, nikt nie musi się z tym zgadzać :-)
    • kamfora Poem was hoax ? 13.08.02, 22:07

      www.cnn.com/2000/books/news/12/11/colombia.garcia.marque.ap
Pełna wersja