joana241
21.07.05, 12:19
2 miesiace temu poznalam fajnego faceta, zaczelo sie super ukladac, po raz
pierwszy w zyciu poczulam do faceta cos wiecej niz sympatie. nie myslcie ze
jestem oziebla albo cos, ale po prostu dotychczas nie trafilam na takiego, do
ktorgo serce zabiloby mi mocniej w tak krotkim czasie. myslalam ze teraz to
juz "to", ze wreszcie bede szczesliwa. juz na poczatku znajomosci Pawel mowil
mi ze planuje jakis wyjazd za granice do pracy ale nie bralam tego az tak na
powaznie bo jeszcze nie mial nic zalatwionego.
dopiero wczoraj mi powiedzial, ze juz wszystko zalatwione. mimo ze musialam
sie z tym liczyc, troche mnie tym zaskoczyl. ale najgorsze ze wyjazd jest za
2 miesiace, jedzie na pol roku do Anglii, a stamtad zaraz na 3 miesiace do
Hiszpani a w przyszle lato do Moskwy. tak ze bedziemy sie w ciagu
najblizszego roku widziec moze ze 3 weekendy...
w kazdym badz razie powiedzial mi ze on czuje ze ja czuje do niego cos wiecej
niz on moze mi dac ale wlasnie przez te jego plany jest niepewny i dlatego
nie umie sie przede mna otworzyc, bo on wie ze zaden zwiazek takiej sytuacji
nie strzyma i ze wczesniej czy pozniej sie rozstaniemy i on na dzis dzien nie
potrafi mnie pokochac i nie umie po prostu sie zakochac... powiedzial, ze nie
bede wiecznie na niego czekac, bo i znamy sie na to za krotko, i on wie ze
potrzebuje meskiego ramienia a jego nie bedzie przy mnie. A nie chce
doprowadzic do tego, ze po czasie ja z nim zerwe, ajemu swiat sie wtedy
zawali...
No a ja mam problem: rozstac sie teraz czy przeczekac, ze jakos to bedzie? a
nuz sie uda? moze nie wypala te jego wyjazdy, moze wroci wczesniej niz mysle?
moze sam stwierdzi ze jednak takie zycie na walizkach mu nie odpowiada?
albo zerwac dopiero za 2 miesiace, nacieszyc sie jeszcze chwilami z nim, choc
wiem, ze potem bedzie jeszcze trudniej sie rozstac...
wlasnie bylam na dobrej drodze by go pokochac...nie chce go stracic, nie w
ten spoosb...
ale z drugiej strony mysle, ze gdyby byl tym jedynym to by mnie nie
zostawial...
A moze spotkalismy sie po prostu za wczesnie?
moze za rok, dwa on by byl juz byl po wszystkim, bardziej dojrzaly, kariera
nie bylaby wazniejsza dla niego ode mnie?
a tak, tak dobrze zapowiadajaca sie znajomosc musi sie skonczyc, bo on jest
EGOISTA!
PO CO W OGOLE ze mna zaczynal jak wiedzial ze bedzie wyjezdzal? skoro nie ma
miejsca w jego zyciu dla mnie?
w sumie to dobrze ze jest taki szczery, mogl przeciez mi dalej robic nadzieje
i "wykorzystac mnie" a przynajmniej mowi mi teraz ze nic z tego nie bedzie i
ze on mnie nigdy nie pokocha...
ale i tak mysle ze jest po prostu tchorzem, bo nie ma odwagi mi wprost
powiedziec ze to koniec i chce zebym ja to zrobila
wtedy to on bedzie tym porzuconym a ja ta ktora niby nie chciala na niego
czekac...