o sobie samym, prosze o rade

23.07.05, 01:25
czuje sie zle - mam wrazenie ze moje zycie jest bardzo nie wiele warte i nie
tak jak innych wypelnone radoscia i zainteresowaniem.
Przezywam swoje gdzies na uboczu, nie interesuje sie tym czym inni - ze
czyjsc kot ma pchly, albo brat przyjechal z Florydy i jest teraz wielka
impreza. Moj swiat wydaje sie byc nie pasujacy do zewnetrznego - mam w sobie
za duzo emocji - potrafie przy sprzyjajacym wietrze przeniesc gory zeby zaraz
potem drobna sprawa zbila mnie z tropu /jak na przyklad moj szef ktory
zapomina o umowie dla mnie juz czwarty miesiac, co jest absolutnym brakiem
szacunku i nalezy mu sie kop podczas gdy inni maja cierpliwosc czekac bez
odzywania sie/.
Potrafie przejsc przez dwa dni dumajac o tym i o tamtym podczas kiedy
terazniejszosc nie zdaje sie miec znaczenia.
Budze sie rano i 20 minut rozmyslam o sobie, mojej dziewczynie, rodzicach
ktorzy zostali w Polsce, dawnych milosciach i tym kim teraz jestem dla innych
i czy przypadkiem nie zrobilem jakiejs duzej gafy ktora narobi mnie samemu
krzywdy - bo wydaje mi sie ze zawsze tak jest ze mna i moimi relacjami z
innymi - najpierw ciu ciu, a potem cos sie chlodzi, cos zamarza i dystansuje.
Czesto czuje sie bez celu, wole kiedy inni go wyznaczaja dla mnie. A kiedy
przychodzi dzien wolny od pracy mam wrazenie zagubienia i czasu
przeciekajacego bezuzutecznie przez palce.
Wyjechalem z domu 8 lat temu, zyje od tamtad na wlasny rachunek. Mam wrazenie
ze moj dom jest bardzo depresyjny - moja matka nie potrafi odnalezc celu a to
co robi jest zawsze zwiazanie z cierpieniem - nawet gotowanie dla rodziny
ktore podobno lubi ale w koncowym rozrachunku "stoi przy garach caly dzien".
Ojciec ma duzy kompleks nizszosci przez co jako maly obserwowalem duze napady
furii - dla mnie a dla tamtego dziecka zupelnie bez sensu. Kiedy rodzice
wrzeszcza na siebie w kuchni a ja zasypiam to mam wrazenie ze swiat sie
konczy i ktos zapomnial mi do jasnej cholery powiedziec ze wcale nie, ze to
normalne ze ludzie sie kloca.
Moj ojciec zwykl mawiac "mama zrobila z Ciebie pucke /cieniasa/". A mama
mowila idz do siebie po ojciec idzie.

Bylem z kobieta przez 7 lat, ktora pochodzila z podobnej do mojej rodziny -
matka ciagnie dom, a ojciec albo go nie ma, a jak juz jest to matka uwaza go
za pasozyta co wymaga. Tutaj chyba zaczal sie konflikt we mnie samym, bo ta
zla kobieta zwykla mawiac zebym trzymal sie od mojej rodziny z dala a ona
lepiej wie co dobre. Nawiasem mowiac z jej matka w komitywie ktora kiedy juz
kupilismy mieszkanie powiedziala corce ze to ona jest wlasicielem i to
wszyscu jej maja sluchac, nie wylaczajac jej i mojego ojca ktorzy przyjechali
z pomoca.

I teraz zaczynam sie ja:
27 lat i czuje ze nie wiem kim jestem. Gdzies po drodze zaginela moja
swiadomosc siebie. Nie wiem do konca czego chce, nie mam wizji na spedzanie
wolnego czasu, nie mam wizji na moja dziewczyne. Zdazaja mi sie dni bardzo
dobre, ide do przodu, zaden klopot nie jest problemem, smieje sie sam z
siebie. Jednak dochodzi moj drugi glos ktory albo krytykuje to co robie, albo
kaze mi myslec ze to co robie to jakas dziesiecina i nigdy nie zostanie
doceniona.
I tak balansuje.
A w moim zyciu na zewnatrz: najbardziej ciesze sie ze ktos mnie awansowal,
zostalem managerem duzego sklepu z paroma osobami w postaci zalogi. Ide z
dnia na dzien ale czuje ze nie wykazuje zbyt duzej inicjatywy, nie potrafie
przec do przodu bo to co wymysle uwazam po 5 minutach za niezbyt sensowne.

Prosze Was o zewnetrzna opinie i rade. Pojscie do psychologa nie bardzo
wchodzi w gre, bo mieszkam w Irlandii i mimo ze mowie plynnie to obcy jezyk
nie dociera do mnie tak jak ojczysty.
Jak to zrobic zeby sie cieszyc. Jak do jasnej cholery. Przestudiowalem juz
pare ksiazek od Pokochaj Siebie do przemilych ksiazej Garczynskiego. Kazda z
nich daje nowa wiedzie i pare kluczy, ale po czasie i one sie zuzywaja i
potrzebuje nowych. Jestem w ogole osoba ktora potrzebuje silnych i czestych
bodzcy aby funkcjonowac tak jak chce - z radoscia i motywacja. Trudno mi ja
znalezc czasem w samym sobie. Mecze sie sam z soba. Mysle ze nie mam nikogo w
otoczeniu kto moglby mi pomoc: rodzina okrotnie pesymistyczna i jakas taka
przyziemna, a moja dziewczyna ktora jest 7 lat mlodsza bardziej potrzebuje
wsparcia niz jej dania.
Chcialbym wyjsc na prosta, mam dosyc wegetacji, ciaglego ukladania sie pod
czyjac opinie zeby nie doprowadzic do ostrej konfrontacji bo to zawsze mnie
boli po czasie. Zawsze czuje ze powiedzialem za duzo i mam sobie do
zarzucenia ze bylem taki a taki.
Cholera by to wziela.

Pomozcie prosze.

Tak na prawde moje pytanie to: jak wziac siebie za przyslowiowy ryj i
zaprowadzic tam gdzie szczescie i czeresnie.
    • mskaiq Re: o sobie samym, prosze o rade 23.07.05, 02:27
      Mysle ze brakuje Ci w zyciu milosci, ona jest tym przewodnikiem, motywacja.
      Milosc to szersze pojecie, oznacza wiecej niz milosc do drugiej osoby. Ona jest
      wszedzie w dzialaniu, w rozwiazywaniu problemow w codziennym zyciu. Tam gdzie
      ona jest kazde dzialanie ma sens, przynosi radosc i spelnienie.
      My czesto potrafimy zyc strachem, wtedy odnajdujesz wszedzie po drodze bezsens,
      zagubienie.
      Jesli chcesz to zmienic zacznij przywiazywac wage do tego co robisz, niech
      bedzie to wazne, kazda najdrobniejsza rzecz.
      Kiedy dbasz o kazda rzecz wtedy pojawiaja sie satysfakcja, wszystko zaczyna byc
      wazne, znika bezsens.
    • cossa Re: o sobie samym, prosze o rade 23.07.05, 02:40
      rady nie dam

      ale moze pociesze Cie:

      nie jestes sam :)

      pozdr.cossa
    • luty10 Re: o sobie samym, prosze o rade 23.07.05, 03:43
      z tego co piszesz najwazniejsza sprawa jest to, ze do konca nie wiesz kim
      jestes...znaczy to, ze jestes na dobrej drodze...
      ludzie, ktorzy w Twoim wieku dobrze wiedza kim sa i czego chca,
      na ogol nie dochodza do niczego...nie mam tu na mysli kariery, kasy czy
      rodziny...mam na mysli pewien rodzaj wiedzy o sobie...
      tej wiedzy nie zdobedziesz 'w swiecie'...to jest wiedza, ktora przychodzi
      z wewnatrz...
      gdybys mogl i umial poswiecic kazdego dnia czas, na badanie swoich uczuc,
      moglbys po jakims czasie zorientowac sie w swojej sytuacji...
      chodzi tu o swiadome pytanie sie siebie - 'co ja teraz czuje?'...
      w kazdej chwili zadawaj sobie to pytanie, gdy jestes w pracy, gdy rozmawiasz
      z kims, gdy jestes z dziewczyna...staraj sie zadawc sobie to pytanie tak
      czesto, jak tylko to mozliwe i staraj sie sprecyzowac te uczucia, musi to byc
      odpowiedz szczera...nie boj sie tej szczerosci, tylko Ty bedziesz znal te
      uczucia...
      kiedy zorientujesz sie w swoich uczuciach, zacznij postepowac wg nich...
      starj sie nie zaprzeczac uczuciom, ani w mysleniu, ani w mowie, ani w
      postwpowaniu...nawet jak bedzie Ci sie zdawalo, ze cos tracisz, nic nie
      tracisz...zobaczysz, ze po pewnym czasie zakotwiczysz sie w sobie, nabierzesz
      pewnosci siebie i jasnosci co do swoich motywacji i intencji...
      nie jest to latwa droga, ale latwiejszej nie znam...

    • zlotoslanos Re: o sobie samym, prosze o rade 24.07.05, 21:49
      Witam.No widzisz? :-) Co prawda narazie kilka ale jakze tresciwych
      odpowiedzi.Sama esencja - nie jestes sam, lakniesz milosci,mozesz znalesc
      wszedzie odpowiedz" Co czuje?" i staraj sie szukac zadowolenia w kazdej
      czynnosci wykonywanej co dnia.Mozna okruchy ze stolu zmiesc niedbale
      reka,szerokim lukiem.Lecz rowniez mozna wziasc scierke odsunac
      szklanke ,talerzyk,zmiesc je na otwarta dlon- by nie uronic kruszynki.Po co
      stwarzac dodatkowy problem w postaci chrzestu pod stopami.Wtedy poczujesz
      zadowolenie z dobrze wykonanej tak prostej czynnosci.I tak co dnia w kazdej
      czynnosci.Jestem dokladny,staranny,jestem facet,mam jaja,jestem kims.
    • kai.sa Re: o sobie samym, prosze o rade 24.07.05, 22:06
      hej,
      sporo z tego, co napisales, rozumiem naprawde doskonale. sama siedze teraz na
      necie, bo jestem wystarczajaco daleko od domu, zeby zorganizowac sobie jakas
      niezla prace, ale i oddalic sie od tego wszystkiego, co zostalo na miejscu.
      czasami czuje, ze wszyscy ludzie dookola mnie pedza, bo w jakis tam, wazniejszy
      czy mniej wazny sposob uczestnicza w wydarzeniach, w faktach, w zyciu, a ja
      jestem jakos tam ograniczona do swoich wrazen i emocji. nie zawsze mnie na to
      stac, ale mysle, ze sposob jest jeden - bardziej zajac sie dzialaniem, a mniej
      skupiac sie na sobie i tym co mam wewnatrz. znam to juz dosc dobrze, bo
      przegladalam wszystkie swoje "pliki" z 1000 razy. jezeli mam cos zrozumiec
      siebie i innych to tylko przypadkiem, przez nagle olsnienie, w trakcie czegos
      tam, a nie przez przezuwanie w kolko tych samych swoich problemow. wkrec sie w
      terazniejszosc, zobaczysz, ze to pozwala odpoczac od starych mysli, a taki
      urlop od nich naprawde pomaga, pozdrawiam
    • pasior76 Re: o sobie samym, prosze o rade 25.07.05, 00:06
      Cześć stary, mogę Ci tylko napisać tyle: to co teraz przeżywasz to pewien
      określony stan ciała, ducha, który, jak wszystko na tym świecie,ZMIENI się.po
      prostu ze spkojem , jakby z boku , jak w teatrze patrz na to co się z Tobą i w
      Tobie dzieje.Nie oskarżaj dzieciństwa, raczej emigrację.Już wkrótce poznasz
      nowe problemuy i inaczej na siebie spojrzysz. Leczy nas miłośc prawdziwa
      czyli ofiarna, dziewczyna Cie kocha czy Cie tylko potrzebuje?
    • panorama12 Re: o sobie samym, prosze o rade 25.07.05, 11:36
      No cóż, przede wszystkim nie jesteś sam... Wiem, że to kiepskie pocieszenie,
      ale myślę, że nieco lepsze od tego, że wszystko się jeszcze zmieni i będzie OK.
      Bo jakoś ciężko w to uwieżyć, kiedy brak sił do działania, życia....
      Mam 25 lat, niezłą pracę- właśnie awansowałam- wszyscy mi mówią, ze świetnie
      daję sobie radę, a ja mam poczucie, że nic mi się nie udaje. Czasami to nie
      wiem, czy się śmiać, czy płakać... W pracy kieruję zespołem ludzi, a nie
      potrafię zapanować nad swoim życiem.
      Kiedyś miałam mnustwo znajmych, ciągłe wyjścia, imprezy, teraz zmuszam się żeby
      się z nimi spotkać... Czasami też jestem celowo pomijana, no bo jak mają mnie
      zaprosić na imprezę na której będą same pary i ja - ciągle singiel.
      Kiedyś moją pasją był sport- teraz wyjście na rower, to dla mnie cała wyprawa.
      Oczywiście mam lepesze chwile, np. teraz- ale to tylko dlatego, że nie mam siły
      już o tym wszystkim myśleć, żyję chwilą. Ale pewnie niedługo kolejny dół, bo
      niby dlaczego miałby być inaczej...
      • niuni4 Re: o sobie samym, prosze o rade 25.07.05, 12:21
        cześć,
        ja też się dołączam do grona zdołowanych
        Mojemu życiu sens i napęd daje miłość, a tej nie jestem teraz pewna..

        Czasami mam chwile, kiedy chciałabym po prostu zniknąć - nie czuć nic, nie czuc
        tego strachu, nie myślec o żadnych "sprawach do załatwienia", nie zmuszać się
        do życia - NIE BYĆ

        Jak to pokonuję - no cóż czekam aż samo minie
        Może Tobie też minie, ale myślę, że powinieneś porozmawiać o tym z bliskimi
        (dziewczyną??) - zacznijcie robić coś, co nada Twojemu życiu barw, coś co
        zawsze chciałeś robić. Poza tym myślę, że powinieneś mieć dziewczynę, która
        będzie Cię wspierać i podnosić Twoją samoocenę, sprawiać, żebyś uwierzył w
        siebie - jeśli taka nie jest, to może będzie - powiedz jej, że potrzebujesz
        tego.. Jeśli Cię kocha to napewno zrozumie:)

        Powodzonka, trzymam kciuki
        Uwierz, uda się

        Pozdrawiam:)
Pełna wersja