zmartviona1
27.07.05, 01:37
Przyjeto mnie jako stala pracownice na pewna pozycje (a) . Asystentka
dyrektora woli zeby na tej pozycji byli tymczasowi pracownicy, bo wedlug niej
pracuja lepiej (zagrozenie zwonienia?) i ze po jakims czasie produktywnosc
spada. Przesuwala ludzi do innych dzialow po jakims czasie - nie mieli
wyboru. Teraz sie okazuje ze to bylo jej widzimisie, (personel ma inne
zdanie, sprzeczne z nia).
Mnie tez przesuniego. Moj maz w miedzyczasie zachorowal na raka, a wiec
stress - a tu trzeba sie uczyc nowej pracy. Poprosilam i przyjeli mnie
poprzedniej pozycji na 3 miesiace(az sprawa z mezem sie rozwiaze).
Po 3 miesiacach spytalam czy moge zostac na stale. Moj zwierzchnik (pod
asystentka dyrektora) powiedzial ze maja nieoficjalnie taki program zeby
ludzie z tego dzialu szli gdzie indziej, chyba ze ktos "z gory" kaze im
zrobic co innego. Przyznal ze jestem uwazana za b.dobra pracownice i bardzo
wydajna, ale niestety taki maja program i daja mi 9 miesiecy na pisanie
podania do innego dzialu w tej pracy. Powiedzial tez ze potwierdzi na pismie
to co mi powiedzial tego samego dnia. Uplynal tydzien a nic nie mam na
pismie.
Co o tym wszystkim myslec?
przepraszam z gory z zle wyrazanaie sie -wieszkosc zycia jestem w
anglojezycznym kraju.