blue18
31.07.05, 00:36
Jestem z moim obecnym partnerem od ponad siedmiu lat i mniej więcej od pięciu
podejrzewam go o flirt z koleżanką z pracy. Początkowo pytałam, robiłam mu
awantury, a on sie oczywiście wypierał. Później stwierdził, że boi się nawet do
niej w interesach zadzwonić, bo ja to odkryję i zrobię mu kolejna awanturę :)
Teraz ma ją wpisaną w telefonie pod imieniem jednego ze swoich kolegów (nie
pytajcie, skąd wiem), a z bilingów wynika, że wysyła do niej ciągiem po 10 sms'ów
głównie rano i między 20 a 24. Poza tym gada około 15 min. dziennie ( a ze mną z
1 min.) W sms'ach nic do tej pory nie znalazłam, co by mi dało 100% pewności, że
mnie zdradził, ale może kasuje te najbardziej pikantne.
Wiem, że najlepiej byłoby gdybym go zapytała wprost, ale nie chcę tego robić, bo:
1. wyda się, że jestem drugi detektyw Rutkowski i szperam mu w rachunkach i
telefonie,
2. znam go długo i wiem, ze się wyprze, bo jest patologicznym kłamcą.
Najgorsze jest to, ze wszystkie koleżanki uważają, ze jest on dla mnie dobry i
troszczy się o mnie. Nie mogę się nawet nikomu zwierzeć, bo jak próbowałam, to
każdy mówił: "No co ty - on!!!! Niemozliwe, przeciez on Cie kocha!!!"
Więc mam pytanie dp facetów:
Czy ten drań mnie zdradza, czy to jest normalne koleżankę budzić i usypiać
sms'ami :)
Proszę o szczere odpowiedzi - z mostu się nie rzucę :) Co najwyżej poślę gnoja do
diabła (albo niech wraca do mamy).
Kulawa nie jestem (wręcz przeciwnie), głupia też nie (wbrew pozorom), więc kogoś
sobie znajdę, albo przerzucę się na kobiety :)))