rozstanie z żoną

01.08.05, 01:46
Co robić? Skrzywdziłem swoją żonę... Zmuszałem do seksu... jestem owładnięty
obsesją seksu...
Byłem jej pierwszym mężczyzną, ona moją nie... Kiedy uzmysłowiła sobie że
jest nieszczęśliwa nie potrafiła mi o tym powiedzieć, ja okazałem się takim
prostakiem, że nie zauważyłem tego...
Zakochała się w kimś innym - on daje jej czułość i poczucie bezpieczeństwa.
Powiedziała mi o nim i że chce rozwodu. Byłem zaszokowany bo w swym
zaślepieniu i zadufaniu myślałem że jesteśmy wspaniałym małżeństwem. To co
przyniosły następne tygodnie to koszmar, dopiero nieudolne, wspólne
dwumiesięczne trudne rozmowy uzmysłowiły mi co jej zrobiłem.
Po tych dwóch miesiącach, zaproponowałem, kiedy widziałem każdego dnia że
jest gdzie indziej myślami, zdobyłem się na odwagę że jeżeli chce być pewna
swych uczuć, żeby się wyprowadziła.
Odeszła tego samego dnia do niego. Po dwóch tygodniach kiedy dałem jej
ultimatum on albo ja powiedziała że to koniec. Poczułem że świat zwalił mi
się na głowę, nie chciało mi się żyć. Byłem i jestem pewny ją kocham i że to
kobieta z którą chcę spędzić resztę życia...
Byliśmy w stałym kontakcie. Po miesiącu powiedziała mi że mnie kocha, ale nie
wróci dopóki nie poukłada sobie tego wszystkiego. Po dwóch miesiącach
wróciła. Byłem oszalały ze szczęścia, powiedziałem jej przed powrotem, że nie
spaliliśmy pomiędzy sobą żadnych mostów, że nie będę zadawał pytań, że
przyjmę ją z otwartymi ramionami. I kiedy będzie gotowa do rozmowy, to
będziemy rozmawiać... Czekałem aż będzie gotowa. Starałem się jej nieba
przychylić...
Ale ją zaczęły dręczyć wątpliwości i nie powiedziała mi o tym - tylko jemu...
W czasie jej nieobecności chodziłam do psychoanalityka, ale nie naciskałem ją
na wspólną terapię. To był błąd. Po miesiącu od jej powrotu znalazłem
przypadkiem prezent który dostała od niego na urodziny - powiedziała że nie
mogła odmówić przyjęcia prezentu od niego. Nie mogłem jej nakłonić do rozmowy
o nas, wreszcie po 2 tygodniach rozpocząłem rozmowę w której powiedziała że
czuje się zagubiona, że czuje się że będąc ze mną, zdradza go... Powiedziała,
że sama musi podjąć decyzję i ja jestem nie obiektywny i nie mogę jej pomóc w
podjęciu decyzji. Czekałem. Kolejny bład.
Po 2 tygodniach, wieczorem rozpocząłem rozmowę w której powiedziała że go
kocha... Trauma. Wypaliłem że się wyprowadzę. Tymczasem drugiego dnia ona
wróciła do niego…
Wieczorem kiedy wróciłem z pracy jej już nie było. Straszne. Przyszła
wieczorem - plotłem jakieś rzeczy o przysiędze małżeńskiej, mojej miłości do
niej - ona że próbowała ale nam nie wyszło, że nie daję jej poczucia
bezpieczeństwa. Powiedziała że boi się że znowu że będę ją zmuszać do seksu.
Odpowiedziałem jej że nie zrobiliśmy wszystkiego aby uratować nasze
małżeństwo, że jest ono warte poświęceń, że ją kocham, że może się nam udać,
że czekam na nią, że zrobię wszystko dla szczęścia naszej rodziny, że wiem że
ona nie przestała mnie kochać...
Tymczasem przed jej powrotem powiedziałem, że musimy na nowo nauczyć się ze
sobą rozmawiać - sprawy intymności, seksu odkładałem na następny etap...
Domorosły psycholog-baran ze mnie... Odeszła mówiąc do widzenia, ale nie
żegnaj.
To było kilka dni temu, Czy jest jakaś szansa na uratowanie naszej
rodziny/małżeństwa, czy może powinienem dać jej spokój i zniknąć z jej życia
dając jej szansę być szczęśliwą nawet z kimś innym? Trudno mi się pogodzić z
jej odejściem - kocham ją do szaleństwa, chcę by była matką naszych dzieci.
Wiem że oboje mamy problemy z samymi sobą. Wiem że możemy razem to przebrnąć
i być razem szczęśliwi. A może to myślenie „życzeniowe”
Człowiek jest mądrzejszy po szkodzie - Ja powinienem leczyć się ze swojej
obsesji seksem, ona potrzebuje terapii którą pomogłaby jej znowu znaleźć
radość z seksu. Myślę że z pomocą terapii udałoby się nam.
Byliśmy ze sobą 10 lat... Co robić???
    • dumnyzeswejorientacjigej Daj biedaczce spokój 01.08.05, 03:10
      Stary, nie chcę cię martwić, ale najlepsze, co możesz zrobić w tej chwili, to
      się wycofać. Wiem, ze to piekielnie trudne, ale nie sądzę, by istniało inne
      wyjście. Chyba ze chcesz zamienić życie swoje i kochanej przez siebie osoby w
      piekło...

      I jeszcze jedno: to, że powiedziała "do widzenia", a nie "żegnaj" oznacza raczej
      że nie chce zrywać z tobą kontaktu, niż że liczy na reaktywację waszego związku.

      Kiedy porzuca nas ktoś ukochany, świat się wali, na szczęście pewnego dnia znów
      wstaje słońce, po raz kolejny się zakochujemy, a potem znów żyjemy przez pewien
      czas długo i szczęśliwie. Mówi ci to psycholog...
      • hudy66 Re: Daj biedaczce spokój 01.08.05, 03:43
        A jeżeli jej nowy związek nie ma solidnych podwalin? Czy czyste były intencje
        kogoś kto jako przyjaciel wysłuchał zwierzeń nieszczęsliwej kobiety, a potem
        wyznał jej miłość po 2 miesiącach spotkań? Może powiedział jej to wszystko co
        chciała usłyszeć, bo chciał ją zdobyć?
        Czy ma sens jakakolwiek dyskusja o moralności, odpowiedzialności za własne
        przysięgi... Czy dowiadując się o uniszczęśliwieniu kochanej kobiety
        jednocześnie z informacją że znalazł się już inny pocieszyciel, mam prawo czuć
        się oszukany ,że nasze własne problemy rozwiązuje ten trzeci?
        A może ten związek to jakieś zauroczenie...
        Zadaje sobie te pytania i myślę czy walczyć jak mężczyzna o swoją rodzinę, czy
        tak jak pisałem poświęcić swoją miłość w imię jej szczęscia...
        Stoję pod ścianą i wiem że nie ma idealnego rozwiązania. Ale wiem, że żeby
        zacząć normalnie żyć z nim, będzie musiał mnie wyrzucić z głowy i vice versa.
        Stąd mój dylemat. Bo jak pisałem, gdyby wszystko pomiedzy nami umarło, sprawa
        dawno by się już skończyła.
      • hudy66 Re: Daj biedaczce spokój 01.08.05, 04:04
        Przemówił przeze mnie samiec...
        Ważniejsze chyba chyba to, że nie związkow/małżeństw bez problemów i krzywd.
        Może mozna wybaczyć swoje krzywdy nawzajem i spróbować je wspólnie naprawić -
        celowo przejaskrawiłem własne winy by pokazać że staram się być obiektywny.
        Ludzie borykają się z rożnymi wspólnymi problemami i często wychodzą zwycięsko
        w starciu z nimi. Mam wątpliwości czy za jakiś czas ona nie poczuje się znów
        nieszczęsliwa tym razem z nim...
        Może pozwolić jej spokojnie odejść i tylko zadeklarować, że będę na nią czekać.
        Czy to jest zbyt egoistyczne z mojej strony...
    • beata223 Re: rozstanie z żoną 01.08.05, 14:03
      jak wygladalo to zmuszanie do seksu?sprawilo ze nie ma miedzy wami juz zaufania.
      bezpieczenstwa,stalej przystani dla niej.On zaczal dawac jej zaufanie,przyjazn.
      mysle ze nie powinienes byc nachalny i egoistyczny,moze dlatego nie chciala sie
      z toba kochac,bo czula ze jest narzedziem w twoich rekach egoisty.mysle ze
      powinienes do niej dzwonic i pytac np.jak sie czujesz?czy w czyms ci pomoc?
      przez 2 tygodnie.potem umowic sie z nia na piwo.za miesiac kupic
      kwiaty .przeprosic.nie osaczac!!!!nie szantazowac!byc przyjacielem ,a nie
      natarczywym kochankiem czy mezem z obowiazku.
      • nnniet spróbuj! 01.08.05, 17:49
        wracała do Ciebie, a więc nie jesteś jej całkowicie obojętny.
        być może czuje do Ciebie obrzydzenie po tym, co jej zrobiłeś.
        spróbuj, ale nie nachalnie.
        daj jej znać, że na Nią czekasz i że dla Niej jesteś gotów się zmienić.
        czekaj.
        zapisz się na terapię.
        pamiętaj o urodzinach, rocznicach - przypominaj jej o swojej obecności, o tym,
        że czekasz, ale bez wymagania od niej radykalnych decyzji.
        trzymam kciuki!
    • natka369 Re: rozstanie z żoną 01.08.05, 17:47
      a ja mysle ze bedac wytrwalym w walce o nia masz duza szanse ze znow bedziecie
      razem - musisz byc cierpliwy i wyrozumialy, gdyby byla szczesliwa i pewna
      tego "drugiego" - nie wracalaby i nie probowala z toba rozmawiac.
      widac ze cie kocha a rownoczesnie nieszczesliwa i zagubiona - wroci jak okazesz
      sie kochajacym i madrym facetem.
      nie narzucaj sie ale dawaj do zrozumienia ze kochasz i myslisz o niej.
    • xy2 nie ma szans 01.08.05, 17:51
      twoje małzenstwo jest skonczone, ty chcesz wzbudzic litosc a ona ma wyrzuty
      sumienia

      kiedys sie ich pozbedzie i wniesie pozew o rozwód
      • nnniet moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:07
        • xy2 Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:10
          na obłude, szybkie starzenie sie i nichec, z tym sie zgodze
          • po_godzinach Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:14
            xy2 napisała:

            > na obłude, szybkie starzenie sie i nichec, z tym sie zgodze


            Hmmm ... byłas kiedykolwiek żoną?
            Jesli nie, nie masz pojęcia, czym jest małżeństwo, bo i skąd?
            Ludzi łączą różne, czasem bardzo skomplikowane relacje.

            • xy2 [...] 01.08.05, 18:14
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • po_godzinach Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:15
                To do mnie tak po chamsku?
                • xy2 Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:16
                  a gdzie tu chamstwo, Luty w Bermudy w kształcie trójkąta
                  • po_godzinach Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:17
                    Aha, czyli to chamstwo nie do mnie, tylko na Bermudy skierowane.
                    Cieszę się.
                    • xy2 Re: moim zdaniem szanse są! 01.08.05, 18:19
                      a Luty wraz z nim, pagib maksim i huj z nim:))))))))))))
                      ale mam głupawe
                      • solaris_38 Re: moim zdaniem szanse są! 02.08.05, 01:00
                        ej xy2 ale masz jazdy

                        to wciąga cię jak jakies seriale ... interaktywne
                        czasem powiesz coś konkretnie
                        czasem nurzasz siebie i innych w destrukcjach

                        czasem wydja mi sie że jesteś mężczyzną i że nadużywasz alkoholu
                        a czaem że tylk późno ci i samotnie
    • solaris_38 Re: rozstanie z żoną 02.08.05, 01:07
      ja nie ejstem w trej sprawie optymistką choć widze mozliwe pozytywne
      rozwiązania

      ale bardzo trudne

      niezgodność na tle seksualnym - nie za bardzo rokuje w terapii
      tego sie nie przeskoczy

      czy potrafisz
      1. zrezygnować z seksu
      2. bac się że ona spotka któregoś dnai faceta z któym seks (choćby tylko)
      będzie jej pasował ??

      naprawdę potrafisz?

      jesli to potrafisz to teraz tylko trzba dac jej luz
      poczekac aż zechce wrócić (sama) i iśc razem na terapię któa MOŻE ale nie musi
      zakończyć się wspólnym zyciem na tyle lepszym że OBOJE będziecie chcieli o
      nie walczyc

      :)

      to trudne

      na razie masz na jej tlr obsesję a także wydaje się że ją kochasz skoro myslisz
      także o jej szcześciu
      zastanawiające jest czmu kiedyś nie myslałeś
      bo albo ona nie ujawnia swoich prawdziwych uczuć ( w tym przypadku W OGÓLE
      NIE MOŻNA POWIEDZIEC ŻE JĄ KOCHASZ BO NIE WIESZ WCALE KIM ONA JEST !!!)
      albo ty nie szanujesz cudzych uczuć i to że teraz pod wpływem szoku
      rozumiesz coś - to wcale nie rokuje że w codziennym zyciu to zmienisz co masz
      w zwyczju

      czy tak czy tak

      dajcie sobie czas

      oboje
      niech ona nie wraca jak tylko zechce bo jesli wróci to musi być z przekonania
      a nie impulsu ani poczucia winy ani braku laku

      :)


      Ps
      naparwdę bardzo wazny

      myśle że poinienes szukać partnerki o podobnym temperamncie i nia mieć dzieci
      • slawek73 Re: rozstanie z żoną 02.08.05, 09:25
        Alez ty jesteś naiwny i ślepy.... Przestań się mazać chlopie. baba puszcza sie
        z jakims fagasem a ty twierdzisz, ze to ty ją unieszczęśliwiasz?! Co za
        bzdury... Myslisz ze ona z tamtym siedzi sobie grzecznie i rozmawiają o
        ptaszkach i motylkach?! Zmuszałeś ją do seksu? Gó.. prawda. Musiałbyś ją chyba
        gwałcić. Rżnie się z innym na całego a ty łykasz kit który ci wciska.... O
        tempora, o mores....Ochłoń trochę i pogoń puszczalską gdzie pieprz rośnie.
        znajdz sobie kobiete ktora uczciwie da ci dupy, a nie bedzie chrzanić o
        zmuszaniu do seksu. Bo ten jej gach zapewne nie musi jej zmuszać....

        Sorry za ostry ton, ale musisz troche oprzytomniec z tego pożal sie boże
        kochania. Masz kobitę egoistkę, wiec odpłać jej tym samym, bo wszelakie twoje
        do niej umizgi, płacze i prośby są jeno stratą czasu. Pamietaj, że "tego kwiatu
        jest pół swiatu"
        pozdrawiam
    • witch-witch Re: rozstanie z żoną 02.08.05, 14:33

      Jak by tam u was nie było to faktem pozostanie prawda taka,że facet, który
      zmusza swoją żonę do seksu albo jakąkolwiek inną kobietę to Z E R O! Wcale nie
      dziwię się że kobieta, przy najmniejszej okazji rzuciła cię i poszła do
      innego.Ale nie martw się są i takie, które lubią być zmuszane:))) Moze poszukaj
      kogoś kto będzie cię bardziej kompletował w tej zabawie w klocki lego. Napewno
      nie jest to ta kobieta. Choć cierpisz to jednak powinieneś zacząć na serio
      zabrać się za swoją obsesję seksualne u jakiego specjalisty, bo nie ma nic
      gorszego dla kobiety jak facet nadmiernie zainteresowany seksem.
      __________
Inne wątki na temat:
Pełna wersja