Pierwsza lekcja w drugiej klasie

09.08.05, 16:16
Pierwsza lekcja religii, na którą zaprowadziła mnie babcia. Salka
katechetycza przy kościele św.Jana w [...]. Zajecia prowadziła katechetka,
która rozdawała obrazki i mówiła o rzeczach zupełnie niezrozumiałych. Minął
rok i pierwsza klasa podstawówki. Wakacje nad morzem bałtyckim.
Początek drugiej klasy, przygotowania do I komunii. Zajecia w tej samej salce
katechetycznej zaczał prowadzic ksiądz. Rudy w okularach z bladą gębą.
Dotykał koleżanki z klasy, głaskał, mnie sie to nie podobało. Dystans..
Wakacje
3 klasa podstawówki, rocznica I komunii, ten sam ksiądz.. ja bardzo arogancko
reagowałam na jego czułe gesty. 3 oceny były na świadectwie religii, ja
miałam same 3, inne dzieci same 5. na pamiec umiały to samo, co ja.
Ja dostawałam zjeby od babci za sprawowanie na lekcjach religii, w szkole od
1-3 nigdy nie było problemów.. tylko na religii. a dziecko w tym wieku nie
przyjmuje wiedzy tak selektywnie, zeby az takie róznice były w ocenach..
klasa 4-5- pojawiałam sie na religii sporadycznie (brak świadectw)
6 klasa - rezygnacja

czy moja niechęć do kościoła i religii jest uzasadniona, czy przesadzam?
    • smutna_asia post scriptum 09.08.05, 16:36
      wyrzucili rudego z parafii, jak skończyłam 3 klase. cos musiało wisiec w
      powietrzu. kto zajał miejsce tego rudrgo sukinsyna zaczesanego na grubera z alo
      alo nie pamietam i nie mam ochoty sobie przypominać

      rudy przeszedł do innej parafii... taka była wersja
    • xy2 czemu nikt nie pisze, zeby to sprawdzic, co? 09.08.05, 16:58
    • qw5 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 09.08.05, 20:44
      Czemu ma służyć ten wątek. Czego po nim oczekujesz?
      • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 00:25
        niczego po nim nie oczekuje. poza tym, dlaczego pytasz czemu ma służyć, kazdy
        moze napisac co mu sie podoba, zawsze admin moze wyciąć.
        czemu innych nie pytasz, czemu maja służyc ich wątki?

        pedofilia ma różne postacie
        • qw5 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 11:22
          To prawda pedofilia ma różne postacie. Może przybrać postać księdza, ale może
          też psychologa, ginekologa dziecięcego, przystojnego młodego mężczyzny. Tak na
          marginesie - badania wskazują, iż kobiety w zasadzie nie mają skłonności do
          pedofilii.
          Pytasz, czy można się zrazić. Można. Może sie to skończyć długotrwałą potrzebą
          terapii psychologicznej. Jeśli chodzi jednak tylko o "zwykłe" zrażenie, a nie o
          uraz psychiczny, jeśli jest się osobą dorosłą
          to, myślę sobie, że warto w życiu odróżniać pewne sprawy. To że np miałam
          paskudne doświadczenia z lekarzem pewnej specjalności parę lat temu, nie
          znaczy, że nie będę dbała o zdrowie. Będę. Ponieważ jest ono dla mnie
          wartością. Na świecie , w miejscu, gdzie żyję są setki lekarzy, z czego tylko
          jakiś procent niewielki stanowią ludzie, ktorzy w ten czy inny sposób
          wyrządzają krzywdę zamiast pomagać, reszta jest mniej lub bardziej w porządku,
          a jak bardzo poszukam, to i znajdę takiego, ktoremu w pełni zaufam.

          Myślę, że podobnie jest z wiarą, religią, z wyznaniem. Jeśli stanowią one dla
          kogoś wartość, to nie odwróci sie od niech z powodu jednego księdza.
          • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 11:35
            I tu pojawia sie dylemat- motywacja do wykonywania takiego, czy innego zawodu...
            Księża nie kojarzą mi sie pozytywnie nie z uwagi na to, co napisałam. Poza tym
            instytucje KK uważam za krwiożerczą, zakłamana do tego z nastawieniem
            roszczeniowym- należy sie, bo .......
            Poza tym uważam, że lekarzem duszy powinien być psychiatra, nie ksiądz.
            Wspomniałaś o wartości wiary i religii- dla dziecka 8 letniego problem wiary
            jest niezrozumiały, dziecku wciska sie ciemnote typu niebo-piekło- jakby nie
            patrzeć manipulacja. I powiem Ci, ze taki ksiądz może zrazić.

            Poza tym, żeby uczciwie żyć nie jest konieczna wiara w boga, religia, jak są
            tacy, którzy jej potrzebują OK, tylko niech ona nie będzie maską
            • qw5 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 12:48
              Myślę, że jednak takie maski znajdziesz wszędzie. Teraz masz np.problem w piłce
              nożnej.

              Oczywiście, że do godnego, uczciwego, nie wiem szlachetnego i wartościowego
              życia, nie jest niezbędna wiara, a co dopiero religia czy wyznanie.
              I na ogół nikt nikogo dorosłego do tego nie zmusza. Każdy ma wolny wybór, który
              należy uszanować.

              Ale skoro mówimy o szacunku. To myślę, że tak samo nalezy się jednak szacunek
              dla tych wszystkich ludzi, którzy wierzą, uczestniczą w życiu KK, dają na to
              pieniądze, bo tak chcą, bo czują taką potrzebę, obowiązek. Nawet jeśli wiedzą,
              że znajdzie się i taki biskup, który sobie za to kupi furę i pojedzie w tango.
              To już w tym momencie jest jego problem. Problem jego sumienia.

              I powiem Ci coś jeszcze - bardzo nie lubię ludzi, którzy depczą po wartościach
              innych ludzi - jakakolwiek by to nie była wartość (uznawana powszechnie za
              moralnie pozytywną)
              Nie będę tu wyliczać moich, bo zabrzmi patetycznie. Ale one są. Niekiedy mocno
              ktoś próbuje je dewaluować. Np kiedy widzę, jak jakiś buc reprezentuje moją
              ojczyznę gdzies, albo plecie farmazony z trybuny sejmowej. Kiedy jakiś turysta -
              cham wydaje głupie komentarze w języku polskim, sądząc, że tylko on i jego
              towarzysz to rozumieją.

              Wracając do religii - jakikolwiek w tej chwili mam do niej stosunek (uważam, w
              przeciwieństwie do społeczeństwa amerykańskiego, że jest to prywatna sprawa
              każdego), to sam fakt, że cała nasza kultura, nasze korzenie w niej tkwią-
              wyznanie rzymsko-katolickie, że nasi przodkowie, przez tyle pokoleń nam ją
              przekazywali jako istotną wartość, gdzieś tam przelewali za nią krew, porzez
              niekwestionowaną mądrość wszystkich zasadniczych praw tej religii (one się
              zresztą powtórzą w innych kulturach i religiach) należy się tej religii i temu
              kościołowi SZACUNEK. Przynajmniej to. To jest moje osobiste zdanie.

              Nie znaczy to, że nie mamy prawa do konstruktywnej krytyki. Mamy. Bez niej
              jeden czy drugi artysta będzie sobie hulał bezkarnie narażając całą instytucję
              na różne nieprzyjemne konsekwencje. WIęc niejako w imię jej dobra mamy.
              Zwłaszcza jeśli jesteśmy członkami tej instytucji, łozymy na jej utrzymanie.
              Zwłaszcza wtedy mamy prawo.
              Mamy też prawo wątpić w pewne ustanowione przez kościół reguły, wiele z nich
              nie jest niezmiennych. Zwłaszcza wtedy kiedy kłócą się one z naszymi
              wewnętrznymi przekonaniami, a nie dotyczą wcale ogólnych praw, są tylko
              interpretacją ludzką interpretacją - czasami pewno anachroniczną pewnych praw
              boskich. Myślę, że mamy prawo.

              Ale czym innym jest Asiu to prawo, a czym innym bezmyślne deptanie,
              poniewieranie konkretnej instytucji, która dla wielu jednak ludzi nadal jest
              nośnikiem ważnych i potrzebnych rzeczy.


              Wracjąc do dzieci. Przykro mi, że masz takie doświadczenia z dzieciństwa dot
              religii. U mnie jednak większośc to bardzo pozytywne. Zdarzyło mi się trafić na
              wspaniałe siostry zakonne, na księży bardzo mądrych, takich z autentycznym
              powołaniem, lubiących swoją robotę i lubiących młodzież, ludzi. Pewno był tez
              pewnien proboszcz, który stosował wysublimowane formy przemocy-jako metody
              wychowawcze. Był, ale to był pojedynczy przypadek.
              Co do małych dzieci, osobiście nie mam nic przeciwko jeśli ktoś mojemu dziecku
              opowie, stosownie do jego wieku, że sa takie wartości jak dobro, szacunek i
              miłość do rodziców i do innych ludzi, jak Bóg w niebie, który bardzo go kocha,
              który zawsze mu przebaczy, zrozumie, z którym może sobie pogadac, poskarżyć
              się, poprosić o coś. Że jest zły duch, który będzie próbował je przeciągnąc na
              swą stronę, namawiał do złego, ze będzie musiał z nim nieraz powalczyć, ale w
              końcu dobro zwycięży, bo już nie raz zwyciężyło. Że za wyrzadzone zło spotyka
              ludzi kara. Mówię tutaj o racjonalnym przekazie, nie o straszeniu dzieci itp
              jakichś pegagogicznych patologiach.
              Co w tym złego ? Czy zdajesz sobie sprawę, jak z psychologicznego punktu
              widzenia jest to ważne dla rozwoju dziecka? Nie każde ma cudownych rodziców,
              przyjaciół. Dzieci ośmioletnie wbrew pozorom również mają pytania
              egzystencjalne. np kiedy umiera im bliska osoba, chcą wiedzieć, co się z nią
              stało. Zobacz jak bardzo religia może pomóc, pomóc zrozumieć, złagodzić ból.
              Odpowiedziec na następne pytanie pt A czy Ty mamo umrzesz, czy ja umrę.
              Jasne że i rodzic agnostyk też jakoś z tego wybrnie, ja osobiście wolę w
              przypadku małego dziecka wersję opartą na wierze.

              To tyle. Uff.
              Przy odrobinie inteligencji i pod warunkiem, że nie tylko masz na imię smutna
              asia zrozumiesz do czego a raczej kogo piję w tym wątku.
              • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 13:08
                Rozumiem i wiem, do kogo jest skierowany Twój post. Jednak, jak ktoś jest
                agnostykiem nie oznacza, ze ma być z tego powodu szykanowany, tylko dlatego, ze
                religia nie jest mu potrzebna. Ja, jako egoistka-anostyk (za co niektórzy byli
                mieszani z błotem, wiadomo kto i wiadomo, że za nic)uważam, że można dziecko
                wychować bez religii nie okaleczając go. Istnieje jednak obawa, że takie
                dziecko będzie miało poważne problemy w szkole, jak np. trafi na ortodoksyjnych
                nauczycieli, będą problemy z dziećmi wychowanymi po katolicku- każda inność
                jest przez dzieci piętnowana. Agnostycy mają naprawde ciężkie zadanie chcąc
                wychować dziecko. Muszą poświecać mu wiele czasu i uwagi racjonalnie tłumacząc
                mu pewne aspekty życia. Czy nie lepiej tłumaczyć dziecku, że zadawanie bólu
                innym jest krzywdzące i propozycja staniecia po drugiej stronie lustra, niż
                wygodne tłumaczenie, że bozia będzie karać. Ja jak kiedyś będę miała dziecko,
                poswiecę mu maksymalną ilość czasu, będę rozmawiac o tym, co go/ją boli i będę
                racjonalnie tłumaczyć, że innych ludzi boli to samo.

                nie rozumiem jednego, dlaczego każda instytucja może być oczerniana a kościół
                nie. z czego wynika to uprzywilejowanie? czyzby z wielowiekowej tradycji?
                Instytucja państwa, konstytucja ma dłuższą tradycję niż kościół, można jednak
                na nią pluć i nikt za to nie jest obrażany personalnie. Za obrazę kościoła i
                jego nauk niektórym personalnie dostają sie ku.. i bladzie. nawet nie za
                obraze tylko za krytykę
                • qw5 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 14:25
                  Jednak, jak ktoś jest
                  > agnostykiem nie oznacza, ze ma być z tego powodu szykanowany, tylko dlatego,
                  ze
                  >
                  Oczywiście że tak. Można tylko ubolewać jeśli ludziom się to przydarza. Zawsze
                  na swojej drodze spotkasz "małych", którzy będą najczesciej mieszając Cię z
                  błotem rekompensować swoje nazwijmy to w skrócie: słabości, ale jeśli Ty
                  będziesz mieć odpowiednio sztywny kręgosłup - nie zaboli CIę, bo będziesz pewne
                  rzeczy umiała sobie wytłumaczyć, a poza tym będziesz mieć na tyle silne
                  poczucie własnej wartości, że byle gnojek nie będzie w stanie CIę dotknąć.

                  Oczywiście, że dziecko każdy ma prawo wychowywać po swojemu - zgodnie z ogólnie
                  przyjętymi normami w społeczeństwie , to wcale nie musi być po katolicku czy
                  buddyjsku, można wychowywać po laicku, racjonalnie, tak jak Ty zamierzasz.
                  Można stosować metody mieszane. Oczywiście w pewnym wieku dziecko samo będzie
                  się domagało metod racjonalnych, a poza tym trzeba go wdrażać do emapatii.
                  Jasne, że wychowanie dziecka niepokatolicku w społeczeństwie zdecydowanie
                  katolickim nastręczy dużo więcej trudności. Ale znam takie osoby, i mimo
                  wszystko jakoś sobie radzą, a ich dzieci są naprawdę dobrze i mądrze
                  wychowywane i tym tylko różnią się od rówieśników, że nie chodzą do kościoła
                  bądż należą do innego kościoła.
                  Jeśli chodzi o piętnowanie inności, to powiem tak, oczywiście częściowo się
                  zgadzam, ale też zależy o jaką inność chodzi. W tej chwili naprawdę jest
                  większa tolerancja w społeczeństwie (myślę tutaj zwłaszcza o duzych miastach)
                  niż dawniej. Np właśnie jeśli chodzi o sprawy religijne. I zapewniam jeśli
                  dzieciak będzie poza tym "normalny" nie będzie sie obnosił z tą
                  swoją "innością", będzie tak samo traktowany przez rówieśników.
                  A jeśli chodzi o nauczycieli - nie sądzę, że aby ta sprawa ich obchodziła. Poza
                  tym cóż mają do tego? Przecież to jest sprawa osobista i nie mają nawet prawa o
                  to pytać.
                  Natomiast jeśli może w czymś tkwić problem to w dziadkach, rodzinie. Na pewno
                  takie wychowanie wnuka (jeśli sami są np katolikami) sprawi im duży zawód. I tu
                  w pewnym sensie nie ma się co dziwić.
                  Powiedzmy sobie szczerze ostatecznie dziecko jak dorośnie samo wybierze sobie
                  drogę, jakkolwiek sposób wychowania i postawa rodziców myslę, że będzie miało
                  ogromny wpływ.

                  Oczerniając kościół naruszasz wartości, chcąc nie chcąc które ludzie szanują,
                  wierzą w nie, odziedziczyli po przodkach. I jeśli ta krytyka jest tylko po to,
                  żeby "sobie ulżyć", no to cóż.
                  Jeśli idzie o państwo, nie wiem jak inni, ale równiez nie lubię, żeby
                  ktokolwiek a już zwłaszcza spoza pluł na nie. Jest jakie jest, może
                  niedoskonałe, ale MOJE - tym jezykiem tak naprawdę myślę i gadam, tych ludzi
                  rozumiem i łączy mnie z nimi jakaś wspólnota, historia, kultura, stąd pochodza
                  moi przodkowie, moja rodzina i nie życze sobie, żeby jakiś ktoś w jakikolwiek
                  sposób zle się o niej wyrażał. I tyle.
                  • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 22:31
                    z tą wolnością, o której napisałaś nie zgodzę się. Z akceptacją inności u
                    dzieci też nie.
                    Kościół nadużył swoich wpływów i autorytetu, czego dowodem było wprowadzenie
                    przedmiotu religii do szkół. Z 2 prostych przyczyn:
                    - rówieśnicy pytają dlaczego nie chodzi na religię. Dziecko zlaicyzowane
                    odpowie, ale pozostałym ciężko będzie to zrozumieć (info sprawdzone)
                    - sali katechetyczne stoją puste, gdy w szole brakuje miejsca. dzieci muszą
                    chodzic na zmiany, co utrudnia sprawę rodzicom pracującym,
                    - lekcje religii (przedmiotu nadobowiązkowego) odbywają sie w środku zajęć,
                    zamiast na początku lub końcu. Dziecko w tym czasie, zamiast siedziec w
                    świetlicy szkolnej mogłoby godzinę wcześniej przyjsc do domu i poswiecic ten
                    czas na zajecia, które go interesują lub godzinę dłużej pospac

    • aniolek_dk Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 09.08.05, 20:56
      Mozesz nosisz w sobie diabla:-)
      • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 00:26
        nie nosze diabła, to tylko realnosc oceny, bez kryterium zawód:ksiądz znaczy
        święty. nie wiem nawet czy zyje dziad po tylu latach, ale go pamietam
    • solaris_38 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 00:27

      do przedmiotu religia TAK
      do idei dobra i miłosci (czyli boga) NIE
      • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 00:29
        dla idei dobra i miłości nie jest potrzebna religia ani ksiądz

        patrz John Lennon i "Imagine"

        chodzi mi o zupełnie coś innego
        • solaris_38 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 01:22
          własnie
          religia i ksiądz nie sa ci potrzebne


          natomiast potrzebna ci jest miłość i dobro
          i byc może tylko O TYM WARTO ROZMAWIAC

          • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 01:30
            miłość i dobro, OK, jak najbardziej
            ale czemu musi się to nazywać bogiem
            • smutna_asia Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 10.08.05, 01:35
              czcij ojca i matke tylko za to, ze wydali na świat- głupota
              za co czcić np. ojca pedofila i matke dziwke? ludzie, którzy wyciągną dziecko z
              czegos takiego zasluguja na szacunek jak najbardziej.

              dlatego uważam, że niektórzy nie powinni mieć dzieci

              podkreślam nie pochodze z takiej rodziny, ale wiele widziałam i wiem, co było
              usprawiedliwiane
              • smutna_asia PS 10.08.05, 01:42
                niektórzy w ogóle nie powinni miec stycznosci z dziecmi a maja, wykorzystując
                swoją "pozycje" i zawdód, ciemny tłum powie "no co ty, przecież to ksiądz"
              • vlad-srollovnik czytam to forum, nie pisze, ale 10.08.05, 01:55
                zainteresował mnie jeden wątek, chyba miał tytuł "głuptas". był tam pan, który
                pisał, jak chodził z córka najtanszej popatrzec na mamusie. nie wiem czemu, ale
                odebrałam to bardzo negatywnie. sam wątek miał być wyszydzeniem kogoś, więc
                domyślam sie, ze spacery dla obejrzenia mamusi miały na celu "spójrz, jesteś
                niegrzeczna, a co mogłas mieć, ciesz sie, że tam cie nie ma". rzadko sie myle w
                takich okolicznosciach, nie wiem czemu
              • solaris_38 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 11.08.05, 01:06
                no tak ale z drugiej strony lepiej mieć ojca pedofila niz zeby cię nie było

                bo jesli już dostałas DAR istnienia to nawet po ciężkiej chorobie 9a bycie
                ofiara pedofila jest jedną z najcięższych) i po wioelkiech cierpieniach masz
                szanse na dobre życie i dużo szczescia :)


            • solaris_38 Re: Pierwsza lekcja w drugiej klasie 11.08.05, 01:04
              a czemu nie ... jakos trzeba To nazwac ?
Pełna wersja