historia pewnej znajomosci...

22.08.02, 10:01
Wlasciwie to nie wiem dlaczego pisze o tym, przeciez chyba nic juz sie nie
zmieni w moim zyciu; musialem jednak o tym komus powiedziec...
Poznalem ja 2 lata temu, milosc od pierwszego wejrzenia, o takim uczuciu
czlowiek marzy... Dlugie rozmowy, kolacje przy swiecach, wyjscie do kina,
teatru, wspolne pisanie jej pracy magisterskiej, naprawde cudowne chwile. Po
pewnym czasie przyznala mi sie, ze ma niedokonczona znajomosc z
przeszlosciale, ale jest pewna ze chce z nim skonczyc. Mowila mi ze facet w
ogole jej nie kocha, dla niego zawsze wazniejsi byli koledzy, mecze, wyjazdy
na ryby; mowila ze przez niego wiele wycierpiala, klocil sie sie z niz z byle
powodu, wrzeszczal, wyzywal...
Wtedy powiedziala mi, ze jestesmy dla siebie szansa otrzymana od Boga, ze
jestesmy swoim przeznaczeniem... W miedzyczasie spotykala sie niekiedy ze
swoim ex, mowila mi ze musi gdyz on nalega, a ona chce juz raz na zawsze
zamknac z nim znajomosc; nie mialem nic przeciwko, gdyz mowila mi abym sie
nie martwil, ze mnie kocha i tylko ze mna chce byc.
Niestety po jakims pol roku cos sie zaczelo psuc, twierdzila ze mnie kocha
ale chyba jednak cos czuje do swojego bylego, ze nie jest pewna... bylem
cierpliwy, wyrozumialy, chcialem jej/nam pomoc. Wyjechalismy razem na urlop
za granice, bylo cudownie, czulismy sie znow jak na poczatku znajomosci.
Pozniej niestety trzeba bylo wrocic do kraju, po urlopie przez pewien czas
bylo OK, zaczalem odzyskiwac nadzieje, ale... zaczalem coraz czesciej slyszec
ze jestem dla niej za niski (oboje mamy po 175 cm wzrostu), ze przez to czuje
sie zakompleksiona itp... mowila ze mnie kocha, ale ex tez jest dla niej
chyba wazny, trafialo mnie. Jednak kiedy do mnie przyjezdzala, mowila ze
czuje sie ze mna dobrze, ze czuje ze jest bardzo kochana, ze na pewno bedzie
jej ze mna dobrze...
Na poczatku maja, jej ex zakomunikowal jej ze kogos poznal i ze definitywnie
konczy znajomosc z nia, przyjechala do mnie roztrzesiona, zaplakana, wrecz w
histerii... Pol majowego weekendu przeplakala u mnie, wykrzyczala mi wrecz ze
to przeze mnie jej Macius z nia zerwal itp., a koles nawet nie zadzwonil i
nie zapytal jak sie czuje. Pozniej przepraszala mnie za swoje zachowanie,
myslalem ze ten kubel zimnej wody na nia podziala; jak bardzo sie mylilem,
jak bardzo...
Znow czekalem, pomagalem jej, tak na dobra sprawe nic w zamian nie otrzymujac
poza nadzieja, ze moze jednak cos miedzy nami sie jeszcze zmieni na lepsze,
dla mnie jednak ta nadzieja byla czyms wielkim. W tej chwili chyba stracilem
moja M. bezpowrotnie, koles spotyka sie z nia traktuje ja nieco lepiej, ale
wszystko inne jest w dalszym ciagu dla niego wazniejsze niz ona...
Rozmawialismy ostatnio i powiedziala mi, ze on co prawda mowi jej ze nie
spotyka sie juz z zadna inna, ze kocha tylko ja, ale ona wie ze to sa tylko
slowa i mowi jej to aby wyjechac z nia na urlop...
Mowi mi, ze wie ze ja bardzo kocham i ona tez mnie kocha, ale nie bedzie
mogla przezyc faktu iz on jest z kims innym, mowi ze jest bardzo zazdrosna o
niego itp. Wielokrotnie mowila, ze z nim bedzie jej ciezko, ze nie bedzie
szczesliwa do konca, ale przynajmniej bedzie wiedziala ze nie jest on z nikim
innym...
Totalna porazka, nie wiem co robic; w tej chwili pozostalo mi tylko czekac i
modlic sie, moze cos sie jeszcze zmieni, moze cos jeszcze zrozumie...
Wiem tylko jedno, bardzo ja kocham, wiem ze chcialbym spedzic z nia reszte
zycia, a nie wiem co robic, nie wiem jak jej pomoc, widze tylko jak bardzo
cierpi...
Moze ktos z Was byl w takiej sytuacji, moze ktos z Was potrafi pomoc... ???

w kazdym razie pozdrawiam
    • Gość: AT Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.bb.online.no 22.08.02, 10:29
      ja byłem w takiej sytuacji. Stary - szczerze Tobie radzę, jeśli nie potraficie tak sie dogadać, żeby funkcjonować w trójkę (a przypuszczam, że jednostki to potrafią), to raczej daj sobie spokój. Miłość przeradza się w układ chorego przywiązania jeśli nie ma w niej wolności. Twoja kobieta najwyraźniej ma problem z ustaleniem kto jest dla niej odpowiednim partnerem i, to Cię może zaboli, najwyraźniej byłeś dla niej zastępstwem. Czy widzisz, że to się jakoś rozwija?? Raczej zwija. Na tym etapie nie wygląda to na perspektywy małżeństwa albo dłuższego związku, więc robienie sobie na to nadziei spowoduje spore rozczarowanie. Życzę Ci, żeby sytaucja się wyprostowała, potoczyła się w najlepszy dla Ciebie sposób. I jeszcze jedno - rozejrzyj się, napewno znasz jakieś kobiety, które możesz uszczęśliwić i które tego chcą :-)
    • Gość: Aks Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.proxy.aol.com 22.08.02, 12:50
      Ja tez dlugo bylem w takiej sytuacji, nie umialem sie z niej wyplatac,
      czekalem, dawalem nam (?) duzo czasu. Wiesz ile mi to zajelo? Ponad 5 lat!
      Stracilem mase czasu. I wydawalo sie, ze caly ten czas wiem, ze ona manipuluje
      i mna i tym drugim facetem, a jednak wciaz mialem nadzieje, ze moge
      ja "przeciagnac" na swoja strone. Odrzucilem w tym okresie dwie atrakcyjne
      mozliwosci zawarcia nowych znajomosci - teraz zaluje.
      A w sumie jest to proste: gdyby ta kobieta Cie kochala, nie potrafilaby
      spedzac czasu z kim innym. Trzeba wreszcie sobie powiedziec, ze to nie jest z
      jej strony uczucie, tylko wygoda. Widocznie dajesz jej cos, czego nie daje ten
      drugi i odwrotnie. Ona bierze sobie co jej odpowiada z kazdego z was.
      Tracisz czas ludzac sie. Musisz sam siebie przekonac, ze to nie ma sensu.
      Zdystansuj sie, odseparuj sie, staraj sie spotykac, rozmawiac coraz rzadziej,
      jezeli nie potrafisz od razu. Ale musisz byc konsekwentny. Jak nie bedziesz,
      ona bedzie prowadzic dalej te gre z Toba.
      Mozesz sie ludzic, ze wygrasz - zalezy ile lat na to poswiecisz...
      Z kobietami tego typu jest cos emocjonalnie nie tak. Im nie zalezy na czyims
      uczuciu, nie umieja tego docenic. To taki typ ksiezniczki, ktora chce sie
      wszystkim podobac, miec wielu adoratorow, ale nikogo nie potrafia naprawde
      pokochac - nie umieja tego, sa po prostu kalekie emocjonalnie.
      Szkoda dla nich czasu. Masz cholernego pecha...
    • agniecha. Re: historia pewnej znajomosci... 22.08.02, 13:13
      z ta dziewczyna jest chyba emocjonalnie cos nie tak.
      zapewnia Cie, ze jestescie sobie przeznaczeni
      a potem stwierdza, ze musi byc ze swoim bylym, zeby tylko
      on nie byl z kims innym? o co jej chodzi???
      wyglada na to, ze albo ona manipuluje wami obydwoma
      albo zawsze kochala tamtego.
      ktos mi kiedys powiedzial: "nigdy, ale to przenigdy nie
      mow, ze kogos kochasz, jesli nie jestes tego pewna na 1000%"
      ona chyba mowila na zapas niestety.
      nawet jesli bys ja do siebie przekonal i bylibyscie razem, skad wiesz, ze za
      jakis czas ona znowu nie zmieni zdania, ze nie pojawi sie jej byly a ona powie
      Ci do widzenia? naprawde tego chcesz?
      przeciez mozesz byc z kims, dla kogo bedziesz jedyny i najwazniejszy.
      pozdrawiam serdecznie.
      • Gość: dorota Re: historia pewnej znajomosci... IP: *.man.bialystok.pl 22.08.02, 13:30
        Moje malzenstwo wczoraj sie definitywnie rozpadlo, dzis mam kaca moralnego,
        malzemstwo laczy 3 wiezi a nas juz nic nie laczy.Zaczynamy po prostu siebie nie
        znosic , wszystko nas drazni w drugiej osobie, doprowadzilam do rozpadu naszego
        zwiazku nie wiem co bedzie dalej, ale nie moge sie dac zniszczyc psychicznie.
        Juz wszyscy wiedza jaka jestem niedobra, a najbardziej szkoda mi dzieci, bo nie
        wiem co bedzie dalej.
      • 29m Re: historia pewnej znajomosci... 22.08.02, 13:31
        agniecha. napisała:


        > wyglada na to, ze albo ona manipuluje wami obydwoma
        > albo zawsze kochala tamtego.

        boje sie, ze chyba ona kochala w glebi duszy zawsze tamtego, boje sie ze nogdy
        nie potrafilem dac jej tego czegos, co dawal jej tamten facet; tylko czego?
        staralem sie najlepiej jak tylko moglem i ... i nic z tego nie wychodzi

        > ktos mi kiedys powiedzial: "nigdy, ale to przenigdy nie
        > mow, ze kogos kochasz, jesli nie jestes tego pewna na 1000%"

        ja jestem pewien na 1000.000% ,ze ja kocham, ze jest miloscia mojego zycia

        > nawet jesli bys ja do siebie przekonal i bylibyscie razem, skad wiesz, ze za
        > jakis czas ona znowu nie zmieni zdania, ze nie pojawi sie jej byly a ona
        powie
        > Ci do widzenia? naprawde tego chcesz?

        czy tego chce? na pewno nie, chcialbym tylko kochac i byc kochanym, chcialbym
        dac jej wszystko co najlepsze, to co sie chce ofiarowac ukochanej kobiecie

        > przeciez mozesz byc z kims, dla kogo bedziesz jedyny i najwazniejszy.

        chyba nie potrafie byc z kims innym, na pewno nie potrafil byc z kims innym za
        szybko; zreszta nawet nie wiem czy chcialbym byc z kims innym, chyba samotnosc
        bylaby tutaj najlepszym rozwiazaniem. po co krzywdzic kogos innego, kto na to
        nie zasluguje? a przeciez taka milosc szybko w sercu nie wygasa...

        > pozdrawiam serdecznie.

        dzieki, itez pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja