strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości :((((

14.08.05, 22:05
Na początku czerwca poznałam faceta na gg.Nie minął długi czas gdy
postanowiliśmy że się spotkamy, może 2-3 dni.Nie zakładałam że będzie to mój
chłopak.Poprostu uważałam że fajnie spędza się nam czas ze sobą i co ma być
to będzie.Zupełnie nie był w moim typie i na początku spotkania w ogóle nie
przypadł mi do gustu(biorąc pod uwage i charakter i wygląd).Z biegiem czasu i
z każdym następnym spotkaniem poznawaliśmy się no i zakochaliśmy się w
sobie.Było cudownie!!!Nigdy z nikim nie czułam się tak jak z nim.Przeżyłam
najpiękniejsze 2 miesiące w swoim życiu.Przy nim odkrywałam siebie,uwierzyłam
w to że może być pięknie że mogę być wreszcie szczęśliwa po poprzednich
nieudanych związkach.Dopiero przy nim czułam się prawdziwą kobietą.Były
rozmowy na plaży od zachodu do wschodu słońca,imprezki,wspólna kąpiel w morzu
o zmierzchu i wiele wiele innych cudownych chwil.Adam bo tak miała na imię
moja miłość przyjechał do mojej nadmorskiej miejscowości prawie z drugiego
końca Polski wraz z kolegą.Mówił że przyjechał tu na wakacje i przy okazji do
pracy a że poznał mnie to już w ogóle czuł się tu wspaniale.Sielanka trwała
do momentu gdy zaczął tęsknić za domem,przyjaciółmi i z szefem zaczęło się
nie ukaładać po jego myśli plus pieniądze oczywiście.Wyłączając jakiekolwiek
uczucia i myśląc racjonalnie brałam pod uwagę że jest prawdopodobieństwo iż
wróci do domu choć obiecywał że bardzo mu na mnie zależy i zrobi wszytsko
żeby być ze mną bez względu na przeciwności losu czy będziemy mieszkać u mnie
czy w jakimś innym mieście.Nadszedł dzień gdy powiedział że wraca do
siebie.Oczywiście jako to baby zaczęłam panicznie chisteryzować lamętować
płakać.Obiecaliśmy sobie że ten jego wyjazd nic między nami nie zmieni
Poprostu zobaczymy jak się sprawy potoczą i jakie będzie przeznaczenie.Przed
jego odjazdem rozmawialiśmy o wszytskich za i przeciw.Doszliśmy do wniosku że
jednak najlepiej byłoby żeby jednak pojechał bo z rodzicami i bliskimi bardzo
długo się nie widział,pieniądze jakie tu zarabiał też nie były
satysfakcjonujące żeby mieszkać długi czas w moim mieście.Braliśmy pod uwagę
że albo zanjdziemy sobie każde z osobna jakąś stałą pracę albo razem
wyjedziemy do Warszawy.oczywiście dla uczucia byłoby najlepiej gdybyśmy razem
pojechali do stolicy ale ja wzięłam pod uwagę parę istotnych rzeczy:
- nigdy nie pracowałam
- jestem mało samodzielna , raczej trudno by mi było na dłuższą metę żyć w
wielkim mieście utrzymywać się i do tego pielęgnować uczucie.
- to oznaczałoby że wybieram między rodzicami a nim
- skoro czułam się na tyle samodzielna żeby wyjechać z facetem na swoje to
powinnam wiedzieć co robię i nawet gdyby były jakieś przeciwności losu to
dojrzałość wymaga tego żeby sobie radzić samemu
- niby znałam go ale z drugiej strony co to za znajomość 2 miesięczna żeby
tak poprostu w jeden dzień wywracać życie do góry nogami.
Stało sie tak że jednak zostałam w domu znalazłam ofertę stażu o kierunku
jaki studiuje.Adam pojechał do siebie i powróciły natrętne myśli co teraz????
Jak to wszystko będzie wyglądać jutro za tydzień...
Dzisiaj mijają dwa tygodnie od czasu jego wyjazdu a ja wciaż nie mogę
normalnie żyć, potwornie tęsknię, czuję niesamowicie wielką
pustkę,zranienie,bezsilność ponieważ odezwał sie tylko raz że dojechał i że
jest wszystko w porządku że jest cudownie w końcu widzieć rodziców znajomych
tylko jedno jest smutne że nie ma mnie tam.Pisałam smsy jak bardzo tęsknie
jak nie mogę sobie poradzić bez niego.Jak bylo cudownie.Dlaczego Bóg zabrał
mi takie szczęście.W momencie gdy uwierzyłam że mogę być szczęśliwa to
wszytsko prysnęło jak bańka mydlana.Gdzie tylko nie spojżę wszędzie widze
jego, każde miejsce przypomina mi go.Wiem że powiecie że to mi przejdzie że
to nie miłośc tylko głupie zauroczenie.Najprawdopodobiej tak i wszystko bym
zrozumiała z czasem tylko nie mogę zrozumieć tego dlaczego tak poprostu
zerwał kontakt?Nawet nie tęskni.Wiem że drugiego człowieka nie można zmusić
do miłości i zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę.Ale powiem że niczego tak
w życiu nie żałuję jak tego że nie pojechałam z nim wtedy.Co jakiś czas męczę
go smsami bo na rozmowę telefoniczną jakoś nie mogę się zebrać.Przyjeżdżają
jego znajomi do mnie za tydzień i wcześniej była mowa że on też.Okazało się
że raczej nie bo najprawdopodoniej lada dzień jedzie za granicę do pracy na
dwa lata.Powiedzcie co mogę jeszcze zrobić?Jak sobie przedewszytskim pomóc bo
szansy że jeszcze będziemy razem to chyba już nie ma.

    • yoosh Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:10
      Rob akapity.:)
      • ona225 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:11
        ojejjj :) szkoda że się nie wypowiesz
      • hieroglif1 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:17
        trafna uwaga
        • ona225 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:21
          W jakim celu jesteś na tym forum? Zeby się nabijać z ludzkich nieszczęść? Ja
          naprawdę jestem zrozpaczona i bliska obłędu a jeszcze bardziej dobija mnie fakt
          że takich ludzi jak mój były jest pełno na każdym kroku
        • bba4 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:21
          fajnie było ale sie skonczyło

          • b-beagle Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:28
            No własnie, wszystko się kiedyś kończy
            • bba4 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:31
              jak zechce chłopak znów pobawic sie nad morzem to sie odezwie

              a Tobie moja droga radze jak najszybciej zapomniec, cudów nie ma, nie wróci bo
              daleko to on nie zaszedł...;)
              • ona225 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:34
                bba4 napisała:

                nie wróci bo
                > daleko to on nie zaszedł...;)


                ??????????????
                • bba4 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:57
                  Chłopak chciał sprawic sobie przyjemnosc i tak sie stało, znudził sie zatesknił
                  i wrócił na domowe pielesze.
                  Nie zaiskrzyło, pobawił sie i odizolował.
                  Ot taka wakacyjna przygoda.
                  Ciebie poniosło jego nie.
                  Postaraj sie o nim zapomniec bo nic z tego nie wyjdzie.
                  W koncu wyjezdza za granicę;)


    • tessa73 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 22:51
      Bardzo mi Cię szkoda, bo wyobrażam sobie, jak teraz cierpisz.
      Ale będę z Tobą szczera - mam wrażenie, że ten Adam po prostu poszukał sobie
      kogoś do towarzystwa w nadmorskiej miejscowości i pech chciał, że trafił na
      Ciebie, a ty się zaangażowałaś aż tak bardzo.
      Myślę, że miałaś wielkie szczęście, ze wpadłaś na pomysł przeprowadzenia tego
      bilansu zysków i strat i nie zrobiobiłaś nic desperackiego - w rodzaju wyjazdu
      z nim do Wawy, bo intuicja mi mówi, że pisałabyś do nas to samo co teraz, tylko
      z Wawy i problem byłby jeszcze większy, jak teraz wyjść z twarzą z całej afery
      i wrócić do domu.
      Jeśli nie znasz tych znajomych Adama,którzy mieli do Ciebie z nim przyjechać, a
      teraz po "wylogowaniu się"Adama z tej historii, nadal się do Ciebie wybierają -
      to bezczelność tego faceta jest naprawdę szokująca. Nie pozwól się tak
      traktować.
      Pisanie smsów nie zmieni niczego, do "tanga trzeba dwojga". Jeśli on ciebie
      lekceważy i nie odpowiada, powstrzymaj się od kontkaktu (wiem, że to nie łatwe).
      A znajomym niech znajdzie inną kwaterę, bo sposób w jaki organizuje sobie
      nadmorskie pobyty jest wbrew pozorom "oszczędnościowy" tylko dla niego, ty za
      jego pobyt płacisz teraz sporo...
      • ona225 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 23:21
        Powiem tylko tyle: JAK NAJWIĘCEJ TAKICH WYPOWIEDZI !!! naprawdę podnosza na
        duchu :)) ile masz lat tak z ciekawości?
        • tessa73 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 14.08.05, 23:36
          jeśli pytanie było do mnie to mam 32. Zdążyłam już doświadczyć różnych przeżyć
          i jak czytam taki list, jak Twój to nietrudno mi się niestety wczuć w Twoją
          sytuację.
          Wiem, że teraz będziesz miała silną pokusę, aby go usprawiedliwiać, aby sobie
          samej tłumaczyć, że to obiektywne czynniki spowodowały, takie a nie inne
          zakończenie waszej znajomości.
          Ale zauważ że kilka osób tutaj odniosło wrażenie, że facet traktował tę
          znajomość "sezonowo". A jeśli kilka osób widzi mniej więcej to samo, to warto
          tę ewentualność przemyśleć. Bo zachodzi spore prawdopodobieństwo, że niestety
          możemy miec rację.
          Trzymaj się. Czas będzie działał teraz na Twoją korzyść, bo wyciszy te emocje.
          I skup się teraz na tym, co pozytywne. Np. na tym,że rozsądek uchronił Cię od
          większych kłopotów.
          • oo_oo Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 17.08.05, 01:31
            tessa ma racje...
    • zlotoslanos Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 15.08.05, 00:32
      Nie jest to strasznie smutny koniec "wirtualnej " milosci bo wychodzisz bez
      pamiatek z niej.Moglo byc o wiele gorzej,moglas zajsc w ciaze,moglas rzucic
      wszystko,popalic mosty za soba.Moja przedmowczyni ma racje-zamykajac rozdzial z
      Adamem,bo to ,ze musisz to zamknac to pewne, zapomnij rowniez o jego
      znajomych.Odnosze takie wrazenie,ze liczysz podswiadomie na to,ze w ten sposob
      bedziesz blizej niego.To tylko spowoduje dluzsze gojenie ran.To nie
      praca,finanse i nie km byly powodem rozpadu tego zwiazku.Jestes na utrzymaniu
      rodzicow wiec nie byliscie na " wspolnym" wierz mi moze pracowac tu a Ciebie
      tam odwiedzac.Miec staly kontakt przez gg.Moze wreszcie pracowac za
      granica.Zwiazek to zwiazek i zadne km tego niezmieniaja.Wiem co mowie bo sama
      mam okresy 2-3 tyg rozstania i 650 km rozlaki .Prowadzimy dom na dwa domy-gory
      i morze.Da sie.Jak sie chce.Nie pisz sms,nie dzwon ,staraj sie nabrac
      dystansu,jestes mloda wiec wyciagnij wnioski na przyszlosc by uniknac podobnego
      rozczarowania.Powodzenia :-)
    • m.malone Hej, Bba4, witaj:) 15.08.05, 01:45
      A ja Cie tu prawie listami gończymi szukałem
      • bba4 Re: Hej, Bba4, witaj:) 15.08.05, 12:22
        witaj m. malone:)

        było sie to nad morzem to na mazurach i powróciło na stare smieci;)


        mniszka:)
    • witch-witch Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 15.08.05, 11:04

      Dlugi twoj list i bardzo smutny. Jednak nikt z nas nie moze Ci dac dobrej rady,
      ktora przyniesie tobie ukojenie.Kazdy z nas jest odpowiedzialny za swoje
      uczucia sam. Wlasciwie powinnas sie cieszyc z twojego doswiadczenia. NA drugi
      raz bedziesz bardziej ostrozna w relacjach z innymi, a to moze byc tylko dobre
      dla ciebie.

    • andy_b strasznie normalny koniec "wirtualnej" miłości n/t 15.08.05, 12:44

    • ona225 Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 15.08.05, 20:33
    • moc_ca Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 15.08.05, 21:01
      A może po prostu tym milczeniem chce Ci powiedzieć ...

      Bittersweet memories
      that is all I'm taking with me.
      So, goodbye. Please, don't cry.
      We both know I'm not what you, you need.

      I hope life treats you kind
      And I hope you have all you've dreamed of.
      And I wish to you, joy and happiness.
      But above all this, I wish you love.
      ********************************************************************************

      Smutno mi po przeczytaniu Twojego wątku, ale spójrz na te dwa miesiące z innego
      punktu, tę piękną i gorącą miłość warto było poczuć, przeżyć - tego Ci już nikt
      nie odbierze.
      życzę Ci także 'joy and happiness', ona225.
      moc_ca
    • dr.rocco Re: strasznie smutny koniec "wirtualnej" miłości 16.08.05, 00:47
      Jak chce jechac za granice , to wyglada na to , ze lipa z tego bedzie,
      to bylo mozna przewidziec , ze jak wyjedzie , i nie bedziecie sie widziec ,
      to wszystko wygasnie z jego strony , mozesz jeszcze walczyc , ale sprawa
      chyba przegrana jest.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja