Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć?!

31.08.05, 12:46
Ten problem ciągnie się już dlugo lecz dopiero teraz zdecydowałam się napisać
o nim na forum. Pewnie nie jestem w nim odosobniona. Może wydawać się że post
ma ton "wyżalenia", ale chcę skończyc milczenie.

Mam już kilkanaście wiosen - jestem już pełnoletnia (19)- więc wiek, w którym
należałoby wziąźć swoje życie w swoje ręce i zacząć coś zmieniać. Tylko że
mając takiego ojca jak moj - toksyczny despota o trudnym charakterze nie uda
mi się to pewnie długo :(.

-Każda moja inicjatywa spotyka się z "NIE" bez jakiejkolwiek dyskusji,
rozmowy, argumentów "ja Ci nie pozwalam!". I na tym się zazwyczaj kończy, a
ja muszę to znosić :-/. Nie ma żadnego odstępstwa od bezwzględnej
decyzji 'ojczulka' - chyba pana i wladcy w tym momencie
- nie utrzymuję jawnych i częstych kontaktów z moimi znajomymi i
przyjaciółmi, żeby nie musieć słyszeć jacy "oni są beznadziejni" itd pomimo
tego że są dla mnie bardzo ważni i jest to naprawdę "wyselekcjonowana grupa",
wolę się po prostu kryć
- czuję że bardzo chciałabym zacząć budować normalne kontakty z ludźmi, bo
teraz czuję się najzwyczajniej kaleką i boję się że nie będzie już zasu żeby
się tego nauczyć
- mieszkam w małym miasteczku i czuję się osamotniona. znajduję sobie różne
zajęcia żeby nie myśleć o mojej samotności i problemach, których nie
rozumieją moi rodzice, a zwłaszcza ojciec, który najchętniej odciałby mi
wszelki kontakt ze światem
- wśród otoczenia uchodzimy za kochającą się i szcześliwą rodzinę - na
zewnatrz, wśród obcych jest wszystko ok, ale to jest udawanie
-nie zapraszam do siebie moich znajomych zbyt często by nie musieć słyszeć
upokarzających mnie tekstów, które wypowiada moj ojciec wchodzac po prostu do
pokoju i obrażając mnie bez powodu przy nich
- muszę rezygnować z wielu przyjemności, wyjazdów, spotkań na które jestem
zapraszana, z powodu "nieodwołalnej i nieuzasadnionej decyzji boga i władcy" -
podając przy tym zapraszającym różne głupie wymówki (bliższym mogę tłumaczyć
się z trudnego ojca) i po raz kolejny rezygnować z tego na co mam ochotę, a
mam juz 19 lat i jestem jak okreslają mnie inni ponadrozsądną i dojrzałą
dziewczyną, która zanim cos zrobi przemysli wszystkie za i przeciw...
-od dziecka byłam dosyc spokojną osobą, zawsze wzorowa uczennica, przynosząca
do domu ociekające czerwienią cenzurki, dyplomy, zawsze w pilnie uczaca sie w
domku, rozsądna - bo nie wyobrazam sobie zrobic czegos co "mogłoby sie nie
spodobac"- bez koleżanek, chłopaków, - po prostu kochana i usłużna istotka
- każdy mój sukces, duze (!) osiągniecie jest jakby byc musiało, przy czym
okreslane jest dodatkowo przez niego "ponizej oczekiwan"... i tu nie
skomentuję
- nie prowadzę pamiętników, własnych zapisków, kasuję esemesy, wszystko jest
głeboko schowane, z obawy żeby nie 'zrobiło furory' wśród domowników (i nie
tylko...)
- nie mogę i przez to nie umiem podejmować samodzielnych decyzji -bo każda
musi byc skonsultowana
- ojciec wpływa nie tylko na mnie, ale ingeruje też w życie mojej siostry i
matki, która stara się go tłumaczyć, a właściwie nie ma nic do powiedzenia i
sama znosi ograniczenia na siebie w milczeniu


Jestem ciekawa jak długo potrwa ta gehenna. Mam już dosyc takiej pustej
zależności, na nic nie mogę wpływać, każda decyzja musi spotkać się
z 'akredytacją" :[. Nawet gdybym jakoś chciała przerwać to wszystko nie wiem
jak. Płacz i krzyk nie rozwiążą sprawy. A moja młodość upływa pod znakiem
nudy i monotonii, której nie mogę zmienić. Nie chodzi mi tu o wyprawianie
jakichś dzikich harców, bo to nie moja działka. Ale żeby nie móc spotkać sie,
wyjechać do przyjaciólki na babski (!) wieczór filmowy, lub (o zgrozo!)
zaplanować jakiś wakacyjny wyjazd ze znajomymi (którzy mi się przez to
kurczą)?! Dodam, że nie miałam nawet okazji,by rodzice, a zwłaszcza ojciec
stracili do mnie zaufanie - bo kiedy?! Zastanawiam się jak w takim razie
założę rodzinę itd skoro będę uwiązana, nawet psychcznie jak marionetka?
Jak się wyrwać i zacząć 'nowe życie'? Niestety pod tym samym dachem, bo nie
mialabym nawet dokąd pójść. Mogę zmienić tylko coś w sobie, bo bezkrytycznego
i bezrefleksyjnego ojca nie zmienię...
    • nabij_faje Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 12:54
      to pachnie przemocą psych.
    • blue_as_can_be Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 13:00
      carmeena napisała:

      > Każda moja inicjatywa spotyka się z "NIE" bez jakiejkolwiek dyskusji,
      > rozmowy, argumentów "ja Ci nie pozwalam!". I na tym się zazwyczaj kończy, a
      > ja muszę to znosić :-/. Nie ma żadnego odstępstwa od bezwzględnej
      > decyzji 'ojczulka' - chyba pana i wladcy w tym momencie

      co by sie stalo, gdybys zrobila cos, co zamierzasz BEZ pytania ojca o zgode,
      czy nawet informowania go o tym?
      co by sie stalo, gdyby czegos Ci zabronil, a Ty mimo wszystko bys to zrobila?
      • seerena Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 15:15
        No właśnie, może się postaw? Może pokaż mu jakoś, że możesz podejmować własne
        decyzje i nie niosą one za sobą żadnych negatywnych konsekwencji?
        A na przyszłość radzę wyprowadzić się z domu jak tylko będziesz mogła.
        Mieszkanie z zaborczymi rodzicami, którzy nie pozwalają dziecku się
        usamodzielnić i żyć swoim życiem może mieć fatalne skutki. Dla psychiki,
        poczucia własnej wartości i umiejętności samodzielnego radzenia sobie w życiu.
        • blue_as_can_be Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 15:48
          w ogole to jest dziwne dla mnie. jak mozna doroslej osobie zabronic spotykania
          sie ze znajomymi? albo wychodzenia z domu? a raczej jak dorosla osoba moze
          powaznie traktowac takie zakazy? szczerze mowiac, nie bardzo rozumiem o co tu w
          ogole chodzi...
          • nabij_faje Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 17:14
            blue_as_can_be napisała:

            > w ogole to jest dziwne dla mnie. jak mozna doroslej osobie zabronic spotykania
            > sie ze znajomymi? albo wychodzenia z domu? a raczej jak dorosla osoba moze
            > powaznie traktowac takie zakazy? szczerze mowiac, nie bardzo rozumiem o co tu w
            >
            > ogole chodzi...


            ALE WŁAŚNIE O TO CHODZI, ŻE ON JEJ NIE POZWALA DOROSNĄĆ, = PRZEMOC PSYCH. WOBEC
            DZIECKA :[
          • puella86 Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 21:53
            Mam podobny problem,jestem w wieku autorki postu,z ta tylko roznica,ze tata
            mnie przy obcych nie poniza,ale kontrola moich wszystkich wypadow jest i tez
            mam czasami zakazane wyjscie, o samodzielnym wyjezdzie na wakacje nie ma
            mowy,gdy jestem gdzies poza domem dluzej niz 3-4 godziny sa telefony gdzie
            jestem i co robie. Jestem jedynaczka i takie zachowanie nie jest wynikiem
            celowego despotyzmu,ale nadmiernej nadopiekunczosci :(Pytasz-jak to mozliwe,ze
            dorosla osobe ktos tak ogranicza?Ano dlatego,ze ta nasza doroslosc jest tylko
            na dowodzie,ze jestesmy materialnie uzaleznieni od rodzicow,bo jak moi rodzica
            mowia :"poki mieszkasz w NASZYM domu,obowiazuja cie NASZE reguly,chocbys miala
            30 lat".Przykre to jest,bo nie mam sie gdzie wyprowadzic,ale jestem w tak
            szczesliwej sytuacji,ze od 1.10 wyjezdzam na studia do innego miasta i tam mam
            nadzieje sie troche usamodzielnic ( nie zerwac z lancucha,bo tego bym nie
            chciala dla swojego dobra,ale wyjsc poza klosz ) . A ty autorko postu nie
            wyjezdzasz nigdzie na studia poza swoja rodzinna miejscowosc??
      • carmeena Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 19:25
        blue_as_can_be napisała:
        > co by sie stalo, gdybys zrobila cos, co zamierzasz BEZ pytania ojca o zgode,
        > czy nawet informowania go o tym?
        > co by sie stalo, gdyby czegos Ci zabronil, a Ty mimo wszystko bys to zrobila?

        hmm mogłabym dostać kolejne zakazy? <lol>

        tzn az taka potulna znowu nie jestem, i zdarza mi się po prostu zmyknąć na kilk
        agodzin do ludzi żeby pokazać że mogę. Ale gdybym zawahała się na poważniejszy
        ruch - wbrew surowemu zakazowi mogłoby być niewesoło i słuchałabym przez
        najbliższe klika dni smęcenie
        • nabij_faje Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 31.08.05, 20:32
          dobrze, że nie lanie ;0
    • jusia2003 Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 01.09.05, 14:14
      Niesamowite jest to,ze ubieglas mnie z tym watkiem, bo ostatnio sama
      zastanawialam sie, czy nie wyzalic sie na forum. Moj ojciec jest identyczny.
      Roznica jest taka, ze moja mama zdaje sobie z tego sprawe i nie usprawiedliwia
      go. Mam 24 lata, pracuje, zarabiam i wiem, ze to moj ostatni rok z nim pod
      jednym dachem. Za rok koncze studia i po obronie wyjezdzam z moim chlopakiem,
      bo mam juz dosc ciaglych awantur z osoba nie uznajaca jakiegokolwiek
      sprzeciwu.I dokladnie tak jak u Ciebie - uchodzimy za wzorowa rodzine!!To jest
      to, czego nie moge zniesc!!Przy znajomych i w pracy (mialam pecha pracowac z
      ojcem przez rok)ojciec mnie wychwala pod niebiosa, a w domu... Ubliza,
      wrzeszczy, wyzywa od najgorszych...Im jest starszy, tym coraz gorszy. Nie daje
      sie i stawiam opor, mam oparcie w mamie, ale prawde mowiac jestem tym
      zmeczona...W tej chwili w ogole z nim nie rozmawiam. Mijamy sie w drzwiach bez
      slowa. Zagrozilam,ze jeszcze jedna taka (jak ostatnio) awantura, a dzwonie na
      policje.To niesamowite, jaki czlowiek potrafi byc dwulicowy...Szkoda slow.
      Jesli moge Ci cos doradzic, to chyba tylko to,zebys sie nie dala. Walcz o to,
      zeby miec normalne zycie.Staraj sie nie zamykac w sobie, moze znajdziesz wsrod
      znajomych jakiegos przyjaciela, kogos, komu bedziesz mogla sie wygadac.To
      pomaga. Moze pogadaj z pedagogiem w szkole? Nie chowaj tego w sobie. A jesli
      chcesz sie wygadac to pisz do mnie.
      Pozdrawiam i tzrymam kciuki!
      • carmeena Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 01.09.05, 20:11
        Hmmm chyba uświadomienie sobie tego problemu sprawia że jest mi trochę ciężej,
        ale z drugiej strony chcę wreszcie przerwać odkładanie tego wszytskiego 'w
        myślach' że jakoś się ułoży. Do jusia2003: dzięki za slowa wsparcia - masz tę
        przewagę nade mną, że jesteś starsza i już bliżej Ci do śmielszych decyzji niż
        mnie. Bo konczysz studia, a ja je dopiero zacznę. Masz rację z wygadaniem się -
        mam przyjaciólkę, której mówię o wszystkim, bo nie mogę już dłużej tego tłumić.

        Czy oprócz nonkonformizmu mogę zrobić coś jeszcze? Proszę o konkretne rady.
        • yagu Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 01.09.05, 20:16
          nadopiekunczosc to tez forma przemocy psychicznej. to dobry pomysl zeby
          porozmawiac z kims. duszenie w sobie bardzo niszczy i obciaza psychicznie.
          podobne rzeczy przezywalam. ojciec tyran, matka nadopiekuncza-oboje nie
          pozwalajacy sie usamodzielnic psychicznie i nie tylko. cudem chyba to zrobilam,
          zaparlam sie, bo myslalam, ze zwariuje.
          nie daj sie. ja duza cene(psychiczna) place do dzis mimo ze sie usamodzielnilam
          itp.

          pozdrawiam Cie i trzymam za Ciebie kciuki)
    • otton71 Re: Ojciec - toksyczny despota.Jak zak zacząć żyć 14.01.16, 14:55
      Widzisz ,nie tylko masz ten problem. Mnie też od urodzenia ojciec traktował mnie jak gó.... Od małego nazywał mnie Jonaszem. Najgorsze,że mi to wmawiał i tak się w moim życiu dzieje i działo. Wyganiał mnie z domu. To był okres przemian po upadku komuny. Nie nigdzie pracy i spałem na ławkach w parku. Waletowałem po stancjach ,aż w końcu pani wezwała policję,ale zlitowala się nade mną. Wszystko w życiu mi wypominał nawet to ,że mnie spłodził i wychował . Cale życie czułem się jak bękart. W depresję i alkoholizm. Stoczyłem się na samo dno. Zawsze chciałem się uczyć. Po 18 tce straciłem pomoc. Wszystko mi wymawiał i wypominał. Od 14 lat nie piję i pracuję jako starszy oficer w Niemieckiej firmie. Mimo ,że mam 44 lata dalej mnie czasami opier...la traktując mnie jak gnój i gó.... Nie wytrzymałem i powiedziałem mu ,że skoro takim wrednym gnojem jestem ,to trzeba było mnie nie płodzić i spuścić w kondonie do kibla. Często się mnie tak traktuje. Ja go kocham i pomagam . Choruje na białaczkę i jeżdżę po szpitalach. W złości dalej mnie nie szanuje traktując mnie jak debila i idiotę,a jest napisane w biblii czcij ojca swego i matkę swoją. Trudno jest czcić ojca ,który jak jest wkurrr...ny ,to mnie opierrr .....la....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja